Kompetencje przyszłości w akcji


Kompetencje przyszłości to cechy i umiejętności, które warto rozwijać, aby zwiększyć swoją konkurencyjność i szanse zatrudnienia w przyszłości. Rozwój technologiczny, postępująca cyfryzacja, automatyzacja to procesy związane z rynkiem pracy, które następują na tyle dynamicznie, że trudno w myśleniu o zawodowej przyszłości stawiać na naukę konkretnych zawodów. Rozwój w oparciu o kompetencje jest więc bardziej bezpiecznym i dającym lepszą perspektywę podejściem. Mimo tego, kompetencje przyszłości są przez wielu postrzegane jako modnie brzmiące hasło lub teoria, nie do końca związana z otaczającą nas rzeczywistością. Do czasu.

Covid-19 w mgnieniu oka zmienił sytuację na rynku pracy, wymuszając natychmiastowe przejście od teorii do praktyki. Które z kompetencji przyszłości okazały się kluczowe i najważniejsze podczas tej niespodziewanej zmiany?

Pandemia uświadomiła nam przede wszystkim jak ważna jest ELASTYCZNOŚĆ.  Szybkie reagowanie na zmieniającą się rzeczywistość, dostosowywanie się do nowego stylu życia i pracy okazały się kluczowe dla wielu pracowników i firm w walce o przetrwanie. Elastyczność stała się niezbędna zarówno w sposobie wykonywanej pracy (przejście na tryb zdalny), w podejściu do uzyskiwanych korzyści (tymczasowa redukcja wynagrodzeń) jak i zakresu wykonywanych zadań (tymczasowa zmiana zakresu obowiązków). Niektóre firmy błyskawicznie zareagowały na zmianę sytuacji rynkowej, dostosowując profil swoich produktów lub usług do aktualnych potrzeb. Wiele firm kosmetycznych zaczęło wytwarzać żele i płyny antybakteryjne, których nie mieli wcześniej w swojej ofercie. Tesla –  koncern Ellon’a Musk’a rozpoczął współpracę w zakresie produkcji sprzętu medycznego potrzebnego pacjentom zakażonym Covid-19. Ford ogłosił, że pracuje nad rozszerzeniem swojej linii produkcyjnej również o respiratory. To samo zrobił koncern General Motors oraz producent designerskich odkurzaczy Dyson.

Gdyby nie elastyczność, skutki pandemii mogłyby być znacznie dotkliwsze zarówno dla pracowników jak i pracodawców. To dzięki niej lepiej radzimy sobie ze stresem i łatwiej dostosowujemy się do zmian.

Na czele listy kompetencji przyszłości od lat znajduje się KOMPLEKSOWE ROZWIĄZYWANIE PROBLEMÓW. To umiejętność analizowania wielu danych i informacji, podejmowania decyzji i wdrażania rozwiązań często pod presją czasu. Trudno dziś wyobrazić sobie większą presję niż obwieszczony niemal z dnia na dzień lockdown.

Po ogłoszeniu stanu nadzwyczajnego w Estonii, niemal natychmiast rząd zorganizował hackathon „Hack The Crisis” – czyli maraton projektowania nastwiony na szybkie prototypowanie. W projekt zaangażowało się blisko trzydzieści startupów, szukając pomysłów na to, jak wykorzystać technologie w walce z pandemią. Na bazie tej inicjatywy powstały m.in. interaktywny kwestionariusz pomagający ustalić ryzyko infekcji czy mapa rozprzestrzeniania się wirusa. Najlepsze z pomysłów otrzymały granty finansowe.

Kompleksowe podejście do problemów, umiejętność dogłębnej analizy ich przyczyn, patrzenie na zagadnienie z różnych perspektyw pomagają w znalezieniu najlepszych rozwiązań w krótkim czasie. Tym samym przyczyniają się eliminacji podobnych problemów w przyszłości.

Dlaczego jest nam potrzebne KRYTYCZNE MYŚLENIE? Umiejętność logicznego rozumowania i chłodnej analizy, zyskuje coraz bardziej na znaczeniu w świecie, w którym jesteśmy bombardowanymi informacjami. Konieczne jest więc, aby umieć odróżniać fakty od opinii. W czasach globalnego „lockdownu” media społecznościowe stały się jednym z głównych kanałów komunikacji o masowym zasięgu. Badanie Carnegie Mellon dotyczące tweetów opublikowanych do stycznia 2020 i związanych z Covid-19 wykazało, że ok. 45% z nich może być nieprawdziwa.

Media są dla nas źródłem informacji, ale w dobie zdalnej edukacji również nauki. Dlatego wszyscy powinniśmy zachować czujność. Warto korzystać ze sprawdzonych i wartościowych źródeł rekomendujących ofertę edukacyjną np. Nauka i Praca w Europie – która odnosi się do aktualnych trendów na rynku pracy i daje możliwość dopasowania kierunków nauki do Twoich potrzeb. Więcej na temat tego nowego narzędzia, jakie oferuje nam Nowy Europass na stronie Komisji Europejskiej: https://europa.eu/europass/pl

Kryzys to nade wszystko czas KREATYWNOŚCI. To ona umożliwia generowanie nowych pomysłów i rozwiązań, kiedy stare sposoby postępowania przestają być możliwe lub skuteczne. Trudno sobie wyobrazić rozwiązywanie problemów czy elastyczne podejście bez wykorzystania kreatywności. Jest ona przydatna niemal w każdej dziedzinie życia i pracy oraz stanowi element przewagi konkurencyjnej człowieka nad „maszyną”. Dlatego rozwojowi kreatywności warto poświęcić szczególną uwagę.

Rynek pracy podlega dynamicznym zmianom. Aby sprostać wymaganiom należy być świadomym konieczności rozwoju kompetencji i zdobywania nowych przez całe życie. Często to właśnie elastyczność, kreatywność, umiejętność krytycznego myślenia i rozwiązywania problemów, są ważniejsze niż wyspecjalizowanie się w konkretnym zawodzie. Mamy teraz tę niecodzienną okazję, by móc przekonać się o tym na własnej skórze.

A jeśli już będziemy chcieli pochwalić się wyżej wymienionymi umiejętnościami szukając pracy zarówno w Polsce, jak i zagranicą warto wykorzystać nowoczesne narzędzia, jakie na mocy Decyzji Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2018/646 z dnia 18 kwietnia 2018 roku udostępniła Komisja Europejska. Narzędzia i informacje udostępnione na platformie Nowego Europass pomogą wszystkim użytkownikom lepiej zarządzać edukacją i karierą. Użytkownicy platformy mogą utworzyć m. in. bezpłatny profil, wygenerować CV lub list motywacyjny w wybranym formacie, a całość zachować w bibliotece dokumentów.

Na platformie dostępne są również ciekawe propozycje ofert pracy i kursów, które system automatycznie dostosowuje do umiejętności i zainteresowań wskazanych w profilu użytkownika. Nowy Europass wprowadza jednocześnie możliwość wykorzystania cyfrowych poświadczeń (ang. digital credentials) tj. narzędzi cyfrowego opisu i walidacji efektów nauczania, uprawnień zawodowych i kwalifikacji. Wszystkie informacje i funkcjonalności na platformie Europass dostępne są bezpłatnie w 29 językach. Zapraszamy na stronę KCE: www.europass.org.pl  oraz oficjalną stronę UE: www.europa.eu/europass/pl

Autorka: Sylwia Korycka-Fortuna – doradca kariery, coach ICF

Narodowa lekcja informatyki


Faktycznie, straszny ten kryzys: ludzie zaczęli kupować tylko to, czego naprawdę potrzebują – kpił niedawno mój znajomy. Miał trochę racji. Epidemia – poza całym dramatem, który przyniosła – pokazała, jak wiele czasu poświęcamy na zaspokajanie sztucznie wykreowanych potrzeb, i jak wiele pieniędzy tracimy na przedmioty w istocie zbędne. Kryzys dał szansę na otrzeźwienie i chłodną analizę: lista prawdziwych priorytetów okazała się krótka.

Co się na niej znalazło? Po pięciu tygodniach kwarantanny nikt już chyba nie ma wątpliwości: spotkanie drugiego człowieka. Przy stole, na ulicy lub choćby przez internet. To nie jest fanaberia: to warunek zdrowia psychicznego i rozwoju społeczeństw. Kto więc szukał argumentu, by ograniczyć np. międzynarodową aktywność w programie Erasmus+, będzie zawiedziony. Komisja Europejska wcale nie straciła wiary w sens i możliwość bezpośredniej współpracy. Pod koniec maja na nowy program – na lata 2021-2027 – zaproponowała aż
27,4 mld euro! Może w pociągach i barach uczestnicy mobilności siedzieć będą dalej od siebie, może czasem w maskach, ale nie przestaną się spotykać. To dlatego w tym numerze „Europy dla Aktywnych” znów tak wiele piszemy o sensie i korzyściach z międzynarodowych wyjazdów: na studia (s. 44, 48), wolontariat czy wymiany młodzieżowe (s. 26).

Czego jeszcze nauczył nas kryzys? Pokazał, że nawet wielkie europejskie programy edukacyjne można w kilka dni przestawić na nowe tory. Zajęcia na uniwersytetach przez internet? Do zrobienia (s. 8-15)! Międzynarodowe spotkania przeniesione do sieci w jeden weekend? Proszę bardzo! (s. 58) Nowe webinaria uruchomione ad hoc? Dla chcącego – nic trudnego! (s. 66) Potrzeba spotkań i wymiany doświadczeń była tak wielka, że organizatorzy działań w całej Europie wykazywali się niebywałą determinacją i kreatywnością. Nagle okazało się, że pod ręką jest mnóstwo dobrych narzędzi, pozwalających nie tylko widzieć się i słyszeć, ale także wspólnie pracować nad dokumentami, a nawet zdalnie animować ćwiczenia fizyczne (s. 56). Niektórzy po raz pierwszy odkryli takie możliwości, jak Erasmus Virtual Exchanges (s. 36).

W trakcie pandemii przekonaliśmy się również, w jakim miejscu jest polska szkoła na drodze do cyfryzacji. W normalnych warunkach nagły, masowy eksperyment przejścia na zdalne nauczanie nazwalibyśmy szaleństwem. Pandemia okazała się doskonałym uzasadnieniem dla rewolucji i wielkim motywatorem dla uczniów i pedagogów. Na placu boju dowiedzieliśmy się na przykład, jak cenne są cyfrowe kompetencje nauczycieli zaangażowanych w eTwinning i że w polskich szkołach nie powinno być miejsca dla tych, którzy pracę w chmurze mylą z bujaniem w obłokach.

Kryzys związany z koronawirusem był pełen paradoksów. Nie rozwinąłby się tak szybko, gdyby ludzie mniej podróżowali po świecie. Ale z drugiej strony – nie poradzilibyśmy sobie z nim w trzy miesiące (a na to wygląda), gdyby nie międzynarodowa współpraca. Szykując się na kolejne kryzysy, warto o tym pamiętać. Nie wiem, czy wiosna 2020 r. trwale zmieni zwyczaje zakupowe, ale może chociaż w dziedzinie edukacji nie trzeba już będzie udowadniać oczywistego.
Miłej lektury!

Krzysztof Szwałek

Efekt motyla


Rok akademicki 2019/2020. Tysiące studentów w Europie przygotowują się do wyjazdu na zagraniczne uczelnie w ramach programu Erasmus+. Nie wiedzą, że w stolicy jednej z chińskich prowincji pali się lont, który sprawi, że ich plany wylecą w powietrze

Chiny, Wuhan. Miasto w centrum kraju, ponad 11 mln mieszkańców. W szpitalu centralnym lekarz Li Wenliang zapoznaje się z raportem na temat pacjenta, u którego objawy zbliżone są do tych, jakie wywołuje wirus SARS, m.in.: wysoka gorączka, kaszel, bóle mięśni. W 2003 roku podczas epidemii SARS (trwającej osiem miesięcy) zanotowano 8096 przypadków zakażenia, zmarło 812 osób. Wenliang łączy fakty, porównuje objawy u innych pacjentów. Przeczuwa najgorsze. Jest 31 grudnia 2019 roku. W kolejnych dniach chińscy naukowcy odkrywają, że przyczyną ostrego zapalenia płuc w Wuhan jest nowy rodzaj koronawirusa. 23 stycznia 2020 roku liczba potwierdzonych przypadków zarażeń wzrasta do ponad 500, a ofiar śmiertelnych do 17, władze decydują się zamknąć miasto. Temat epidemii trafia na nagłówki światowych mediów. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oficjalnie nazywa chorobę wywoływaną przez koronawirusa COVID-19 (akronim od coronavirus disease 2019).

Hongkong. Od początku roku na The Education University of Hong Kong przebywa Beata Krzywosz-Rynkiewicz, profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, stypendystka Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (PO WER). Jeszcze się nie spodziewa, że będzie towarzyszyła swoim kolegom, naukowcom i studentom w jednym z największych kryzysów, jaki dotknął Hongkong w ostatnich kilkudziesięciu latach. Z zagrożenia zdaje sobie sprawę dopiero na zajęciach. – Kiedy weszłam do sali wykładowej, natychmiast zaoferowano mi płyn dezynfekujący i maskę. Gdy zaczęłam tłumaczyć, że prawdopodobieństwo zakażenia z powietrza jest minimalne, więc ja zakażenia się nie obawiam, usłyszałam zdecydowaną odpowiedź: „Nie chodzi tylko o to, że ty możesz się zarazić, ale też o to, że gdybyś była nosicielem, zarażałabyś innych”. Zrozumiałam, że ta sytuacja nie skończy się szybko – wspomina. Władze w Hongkongu zamykają uniwersytety
25 stycznia. Uczelnia szybko wprowadza tryb nauczania online. Dzięki doświadczeniu wyniesionemu z poprzednich epidemii i wielkiej dyscyplinie mieszkańców, w 7,5-milionowym mieście notuje się tylko dwa-trzy zachorowania dziennie. Uczelnia profesor Krzywosz-Rynkiewicz pustoszeje. Zdecydowana większość kolegów z pracy wyjechała lub zrobi to lada dzień. Epicentrum pandemii przenosi się do Europy.

Włochy. 19 lutego 2020 r. na stadionie San Siro w Mediolanie odbywa się mecz Ligi Mistrzów Atalanty z Valencią. Do Mediolanu przyjeżdża 40 tys. kibiców z Bergamo. Kilka tygodni później dowiedzą się, że wzięli udział w jednym wielkim korona-party. Mecz przyczynia się do gwałtownego rozwoju epidemii w Mediolanie i Bergamo. 23 lutego 2020 r.
władze regionu zamykają dziesięć najbardziej dotkniętych epidemią miasteczek w północnych Włoszech. Zostają odwołane wydarzenia publiczne. W Polsce Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego informuje, że „w ramach programu Erasmus+ we Włoszech przebywa 603 polskich studentów oraz 15 pracowników akademickich”. Wśród nich jest Mateusz Kalfas, student Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, który od 5 lutego przebywa na wymianie na Uniwersytecie w Bergamo w Lombardii. Na własne oczy obserwuje, jak wybucha koronawirusowe piekło. – Zacząłem uczęszczać na wykłady i jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że będzie to zarazem mój pierwszy i ostatni tydzień zajęć na uniwersytecie – wspomina Kalfas. – Mimo oficjalnych zaleceń życie toczyło się normalnie. W mieście przebywało wiele osób, w restauracjach i pubach tłoczyli się ludzie – dodaje.

Z dnia na dzień sytuacja staje się jednak coraz poważniejsza. Władze regionu wprowadzają tak zwane czerwone strefy. 8 marca obejmują Bergamo, dwa dni później już całe Włochy. Przemieszczać można się tylko w sytuacjach wyższej konieczności. Bilans danych tego dnia to ponad 9 tys. zakażonych i 460 zgonów. – Uniwersytet został zamknięty szybko. Uczelnia potrzebowała chwili na organizację. Od tego czasu wszystkie zajęcia odbywają się w trybie online i działa to całkiem dobrze, egzaminy również zostaną przeprowadzone w ten sam sposób – wyjaśnia Kalfas.

Epidemia rozlewa się na całe Włochy: od Lombardii, przez Toskanię, do Sycylii. Na południu kraju, w Salerno, w ramach Erasmusa+ przebywa Bartłomiej Kamiński, student Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. – Momentem kluczowym było wprowadzenie czerwonej strefy na terytorium Włoch. Zgiełk na ulicach Salerno ucichł. Mieszkańcy zaczęli zakładać maseczki, w sklepie zaczynało brakować produktów, jeździły radiowozy. Tego samego dnia wyszedłem z mieszkania, aby trochę pobiegać. Byłem pewien, że było to zgodne z prawem. Nagle zatrzymali mnie funkcjonariusze Korpusu Karabinierów. Zrozumiałem, że natychmiast powinienem udać się
do domu. Wtedy zdałem sobie sprawę z trudności życia w państwie, którego przepisów nie znam. Nie byłem pewny, co mogę, a czego nie – wyjaśnia Kamiński. Zaczął myśleć o zakończeniu programu i powrocie do Polski. W połowie marca we Włoszech liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa wynosi już 3405 i przekracza liczbę zmarłych w Chinach. Coraz bardziej dramatyczna staje się też sytuacja w Hiszpanii.

Hiszpania. 20 marca liczba ofiar w tym kraju przekracza tysiąc. Od września 2019 r. na rocznym Erasmusie+ w Universidad de Huelva przebywa Filip Banaszak, student Wydziału Ekonomii i Finansów na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. – Zacząłem myśleć o zagrożeniu, gdy do Huelvy zjechali, a właściwie zlecieli z całego świata, erasmusowcy na nowy semestr. Liczba zakażeń w ciągu kolejnych tygodni zaczęła w Hiszpanii wzrastać. W końcu uczelnia ogłosiła zawieszenie zajęć. Od razu zostaliśmy poinformowani, jak będzie prowadzona dalsza edukacja oraz jak zostaną rozwiązane sprawy administracyjne, z ewentualnym odwołaniem wyjazdu włącznie. Z uczelnianych korytarzy przenieśliśmy się na skrzynkę mailową i platformę Moodle. Niektóre zajęcia odbywają się na zasadzie wideokonferencji, inne polegają na rozwiązywaniu testów po samodzielnym zapoznaniu się z wymaganym zagadnieniem – wyjaśnia Banaszak.

Siła wyższa

Już pod koniec lutego FRSE – polska Narodowa Agencja Programu Erasmus+ – informuje o możliwościach pomocy dla studentów. – Przypadki wcześniejszych powrotów czy rezygnacji z wyjazdu ze względu na sytuację związaną z wirusem w regionach Włoch i w Chinach zostają uznane za wystąpienie tzw. siły wyższej. Jest to sytuacja wyjątkowa, na którą żadna ze stron wymiany nie ma wpływu – wyjaśnia Beata Skibińska, dyrektor Biura Szkolnictwa Wyższego w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Uznanie wystąpienia „siły wyższej” powoduje, że osoba decydująca się na przerwanie pobytu nie musi zwracać części stypendium.

Reagują też polskie uczelnie. – Na Uniwersytecie Warszawskim błyskawicznie uruchomiliśmy stronę z odpowiedziami na najczęściej zadawane pytania. Ze wszystkimi studentami utrzymujemy kontakt e-mailowy, regularnie przekazujemy im komunikaty. Dotyczy to także studentów zagranicznych na naszej uczelni – informuje Sylwia Salamon, kierownik Biura Współpracy z Zagranicą na UW, uczelniany koordynator programu Erasmus+.

Podobnie postępują inne szkoły wyższe. Studenci przebywający za granicą dostają wybór: mogą przerwać Erasmusa i wrócić do kraju lub kontynuować program, uczestnicząc i zaliczając zajęcia w formie online. – Sytuacja jest trudna, wymaga od wszystkich solidarności, ale też elastyczności i dobrej woli. Siłą rzeczy zostaliśmy zmuszeni do szybkiego testowania nie tylko infrastruktury informatycznej, ale też wdrożenia rozmaitych rozwiązań „na już” – mówi Renata Decewicz, koordynator Zespołu Mobilności w Biurze Szkolnictwa Wyższego FRSE.

Kolejny krok
Polski rząd zamyka granice 15 marca. Tego dnia na całym świecie zakażonych jest prawie 146 tys. ludzi. Władze organizują akcję #LOTdoDomu. Studenci Erasmusa stają przed dylematem: wracać czy zostać. Profesor Beata Krzywosz-Rynkiewicz decyduje się wrócić z Hongkongu. Podobnie Bartłomiej Kamiński.
– Postanowiłem, że dokończę semestr na Uniwersytecie Warszawskim. Czas pokaże, czy to dobra decyzja – wyjaśnia. – Na szczęście do Włoch przyjechaliśmy z kolegą samochodem. Z Salerno w drogę powrotną wyruszyliśmy w niedzielę
15 marca 2020 r. i była to podróż, której już do końca życia nie zapomnę. Chciałbym to nazwać przygodą, ale wiem, że historia ta rozgrywała się w cieniu tragedii i cierpienia setek tysięcy Włochów – dodaje Kamiński.

Wielu innych Polaków postanawia jednak zostać za granicą i kontynuować studia. – Powrót wydawał mi się niepraktyczny także ze względu na to, że loty były organizowane z większych miast, w których sytuacja była o wiele gorsza niż w Huelvie – tłumaczy Filip Banaszak. – Uważałem, że nie ma sensu narażać siebie, swojej rodziny i ludzi postronnych, jeżeli mogę zminimalizować ryzyko zachorowania, siedząc na miejscu. Jestem w Huelvie już drugi semestr, znam to miasto i czuję się tu jak w domu. To poczucie bezpieczeństwa na pewno miało duży wpływ na decyzję, którą podjąłem.

Inni, jak Martyna Kuźma, studiująca w ramach Erasmusa w Polytechnic Institute of Castelo Branco w Portugalii, wrócili do Polski i kontynuują naukę na uczelni zagranicznej zdalnie. – Moja macierzysta placówka, czyli Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, dała nam wolną rękę. Nie widziałam sensu zostawania tam, ponieważ tylko siedziałabym w wynajętym mieszkaniu – to równie dobrze mogę robić w domu w Polsce – tłumaczy.

RAPORT erasmus student network (ESN)
Z raportu opracowanego przez ESN wynika, że prawie dwie trzecie mobilności było kontynuowanych, a jedną czwartą anulowano. Wielu studentów zgłaszało problemy z transportem do domu lub ze znalezieniem zakwaterowania w miejscu, w którym zdecydowało się zostać. Ponad połowa osób, które nie wróciły z zagranicy, przeszła na zdalny tryb nauczania. Aż 24% studentów włoskich i 19% studentów azjatyckich skarżyło się, że w czasie pandemii doświadczyło dyskryminacji ze względu na narodowość. W badaniu wzięło udział 22 tys. studentów z całego świata.

Zdjęcie: Beata Krzywosz-Rynkiewicz

Czekają nas zmiany!


Nowa perspektywa finansowa UE przynosi zmiany w Erasmusie. Procedurę składania wniosków o dofinansowanie projektów mobilności uproszczą akredytacje

Podstawowym celem nowych rozwiązań jest usprawnienie procesu składania wniosków o dofinansowanie projektów mobilności. Obecnie planowane jest wprowadzenie akredytacji w Akcji 1. trzech z pięciu sektorów programu Erasmus: Edukacji szkolnej, Kształceniu i szkoleniach zawodowych oraz Edukacji dorosłych. Dokument będzie swego rodzaju biletem wstępu do świata mobilności lub oznaką członkostwa w programie Erasmus. Przeznaczony będzie dla wszystkich uprawnionych organizacji, także tych nieposiadających doświadczenia w realizacji zagranicznych wyjazdów.

Raz uzyskana akredytacja w konkretnym sektorze będzie ważna do końca perspektywy finansowej. Gdy organizacja zechce ubiegać się o środki z kilku sektorów jednocześnie, będzie musiała złożyć oddzielny wniosek w każdym z nich. Jeśli wnioskodawca ma Kartę jakości mobilności w sektorze kształcenie i szkolenia zawodowe, będzie mógł ubiegać się o akredytację w sposób uproszczony. Warunkiem pozytywnego rozpatrzenia wniosku będzie przygotowanie planu Erasmusa. Powinien on zawierać koncepcję funkcjonowania organizacji w co najmniej dwuletnim okresie oraz opis roli, jaką pełnią w jej rozwoju mobilności finansowane z programu Erasmus. Dzięki akredytacji zainteresowani międzynarodową wymianą nie będą musieli za każdym razem przedstawiać szczegółowego opisu działań i wypełniać pełnej wersji formularza. Wystarczy prosty wniosek budżetowy na działania w danym roku.

W nowej siedmiolatce będą dwa rodzaje akredytacji: dla pojedynczych organizacji oraz dla konsorcjów – w ich przypadku wystarczy, że o akredytację wystąpi koordynator. Pozostałe organizacje nie będą miały tego obowiązku, ale dzięki dołączeniu do konsorcjum również będą mogły realizować mobilności, podnosząc prestiż i poziom edukacyjny swojej placówki oraz zdobywając doświadczenie.
Termin składania wniosków o akredytacje upływa 29 listopada 2020 r. Instytucje, które nie aplikują w tym roku, będą mogły to zrobić w następnych latach.

Uwaga! Organizacja nie musi posiadać akredytacji w danym sektorze, by otrzymać środki na realizację projektów mobilnościowych. Nadal będzie możliwe składanie wniosków bez akredytacji, na co mogą się decydować zwłaszcza organizacje z mniejszymi potrzebami w zakresie mobilność.

Nowości dla uczelni

Propagowanie cyfrowych narzędzi, szersze wykorzystanie mobilności mieszanej, promocja przyjaznych dla środowiska naturalnego praktyk
to tylko niektóre ze zmian, jakie pojawią się w programie Erasmus Szkolnictwo wyższe w latach 2021–2027.
Jego struktura pozostanie niezmieniona. Podobnie jak w obecnej siedmiolatce będzie można realizować projekty w ramach: Akcji 1. Mobilność edukacyjna, Akcji 2. Współpraca na rzecz innowacji i wymiany dobrych praktyk (projekty współpracy) oraz Akcji 3. Wsparcie dla rozwoju polityk i współpracy.

Oznacza to, że studenci będą mogli nadal wyjeżdżać na studia i praktyki za granicę. Z kolei pracownicy uczelni utrzymają prawo do wyjazdów w celach szkoleniowych lub w celu prowadzenia zajęć dydaktycznych dla studentów zagranicznej uczelni.
Większą uwagę będzie się poświęcać zaangażowaniu byłych uczestników mobilności, głównie studentów i pracowników szkół wyższych, w działania promocyjne programu Erasmus w charakterze tzw. lokalnych ambasadorów. Duży nacisk położony zostanie również na kwestie ekologii i włączenia społecznego. Program ma być bardziej otwarty na studentów ze środowisk defaworyzowanych.
Kontynuowane będą przedsięwzięcia z perspektywy finansowej kończącej się w tym roku, czyli: wsparcie dla sojuszy uczelni tworzących tzw. Uniwersytety Europejskie, działania na rzecz „automatycznej” uznawalności akademickiej oraz tworzenie europejskiej karty studenckiej.

Fejk no more


Unia zdecydowała: marchewka to owoc, banany mają mieć regularny kształt, a bałwanów nie można lepić, bo to rasizm. Absurdy na miarę Kafki? Raczej fake newsy, które zalewają internet, a my dajemy się na nie nabrać

Pamiętacie palenie w knajpach, taksówkach czy na przystankach? Od 10 lat puszczanie dymka w miejscach publicznych w Polsce jest zakazane. Do dziś wielu mówi, że stoi za tym Unia Europejska.
– A to nieprawda – oburza się Piotr Maciej Kaczyński, ekspert Team Europe, specjalista do spraw europejskich i międzynarodowych.
– Nie ma dyrektywy unijnej, która nakazuje nam takie rozwiązania. Polska sama podjęła tę decyzję – tłumaczy. I obrazowo opisuje, jak działają fake newsy, czyli fałszywe informacje, których z dnia na dzień przybywa w mediach społecznościowych: – Wyobraźmy sobie kucharza, który szykuje potrawę. Do garnka wrzuca 90 proc. składników podanych w przepisie. Ale do tego dodaje 10 proc. trucizny. I tak się otrujesz. Tak właśnie skomponowany jest fake news: część informacji się zgadza, ale nie wszystko. W wielu krajach unijnych obowiązywał zakaz palenia w miejscach publicznych, więc być może ta moda przyszła do nas z Zachodu. Ale ostateczną decyzję podjęła Warszawa, a nie Bruksela, bo to nie należy do kompetencji Unii Europejskiej – mówi.

A co z absurdalnie brzmiącym pomysłem, który kilka lat temu udostępniano na potęgę na Facebooku? Ktoś wtedy napisał, że UE zakaże lepienia ze śniegu bałwanów. Powód? – To było nawiązanie do tego, że Unia jest rzekomo zbyt tolerancyjna. A bałwan jest przecież biały, co można odczytać jako rasistowską nierówność – wyjaśnia Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Informacja jest nieprawdziwa. Jednak wielu uwierzyło, bo eurosceptycy często używają argumentów o przesadnej poprawności politycznej Unii Europejskiej. I tak rodzą się fake newsy.

Wojownicy Klawiatury

– Walka z dezinformacją i mową nienawiści w sieci jest jednym z priorytetów Komisji Europejskiej. Współpracujemy z platformami internetowymi, zachęcając je do promowania wiarygodnych źródeł oraz usuwania nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd treści – mówi Świtalski. Komisja wspiera merytorycznie projekty internetowe, które zajmują się weryfikacją treści w sieci.
Jednym z nich są Wojownicy Klawiatury.
– Jesteśmy grupą fact-checkerską, czyli sprawdzamy informacje zamieszczane w internecie i jeśli są fałszywe, to je prostujemy – wyjaśnia Filip Szarecki, koordynator inicjatywy. Na przeczesywaniu internetu spędza codziennie po osiem godzin. – To praca na pełen etat, ale gdy w wolnym czasie trafię na ewidentnego fejka, to głupio się za to nie zabrać – przyznaje. Wojownicy Klawiatury prowadzą swój profil na Facebooku. Wrzucają tam przykłady fałszywych doniesień. Ostatnio najwięcej dotyczy koronawirusa. I tak fake newsem było twierdzenie, że noszenie maseczek jest groźne dla zdrowia. Fałszywką jest też post, że w Niemczech robi się 350 tys. testów dziennie (memy krążą po Twitterze i Facebooku, a chodzi o 350 tys. testów, ale tygodniowo). – Nie tylko obalamy fake newsy, ale też szkolimy naszych wolontariuszy, którzy przekazują dalej wiedzę na spotkaniach, debatach, lekcjach czy np. podczas Forum Ekonomicznego Młodych Liderów w Nowym Sączu – mówi Szarecki.

Awaria w Warszawie, fotki z Wietnamu
Piotr Świtalski przyznaje, że czasem też daje się nabrać na fejki: – Jeżeli jest sensacyjny nagłówek czy zdjęcie, które oddziałuje mocno na emocje, od razu zapala mi się jednak czerwona lampka. Tak było, gdy w Warszawie doszło do awarii oczyszczalni „Czajka” i po sieci krążyły dramatyczne zdjęcia ścieków wpadających do rzeki. Tyle że to były fotki z Wietnamu, a nie Warszawy. Manipulacja o tyle skuteczna, że poza mieszkańcami stolicy mało kto wie, jak wygląda nabrzeże Wisły.

Przedstawiciel Komisji Europejskiej zachęca, by od najmłodszych lat uczyć dzieci krytycznego myślenia. – W Finlandii wpisano kształcenie tej umiejętności do podstawy programowej dla pierwszych klas podstawówki – dodaje.

Domena demokracji

Filip Szarecki czasem ma dość, gdy po raz setny czyta, że Unia Europejska uznaje marchewkę za owoc, że reguluje kształt bananów i jest jak Związek Radziecki, bo jeden z jej założycieli był komunistą.
– Walka z dezinformacją to taplanie się w najgorszych odmętach internetu – mówi. – Chcemy docierać do osób tworzących fejki, by nie powielały kłamstw. Ale jeśli ktoś wierzy w teorie spiskowe, to marne mamy szanse, by taką osobę przekonać. Bardziej liczymy na tych, którzy być może są nieświadomymi ofiarami fejków.

Piotr Maciej Kaczyński przyznaje, że w tworzeniu fake newsów specjalizują się Rosja, Chiny i USA. – Chodzi o rozbicie jedności europejskiej. Łatwiej jest rozgrywać poszczególne państwa niż mieć przeciw sobie spójny organizm. Fejki to domena społeczeństw demokratycznych. W filozofii państwa totalnego nie ma miejsca na wolność i wtedy treści kontroluje władza.

PS Do tekstu (celowo) wkradł się fejk. UE faktycznie zdecydowała, że marchew to owoc. W Portugalii robi się z niej dżemy. To przysmak, który Portugalczycy chcieli sprzedawać w innych krajach Unii. Ale wcześniej trzeba było zmienić regulacje, które nie pozwalały robić dżemu z warzyw. UE poszła na rękę Portugalczykom i ogłosiła marchewkę owocem

Halo, tu radio Erasmus


Studia zagraniczne dają niepowtarzalne możliwości. Chodzi nie tylko o poznanie nowej kultury, zawarcie znajomości (a nawet miłości) i – rzecz jasna – walory edukacyjne. Pozwalają również zdobyć doświadczenie zawodowe.

Mam to szczęście, że praca to dla mnie przyjemność, a radio jest jak drugi dom. Zanim wyjechałam na stypendium do Madrytu, pracowałam w studenckim Radiu Meteor na UAM w Poznaniu. Wiedziałam więc, że pierwsze, co zrobię na Universidad Complutense de Madrid, to zgłoszę się do studenckiego radia. Zaskoczyło mnie! Zamiast małego studia – całe radio z prawdziwego zdarzenia: dwa pomieszczenia, z których nadawano program na żywo, a dodatkowo sześć innych, w których można nagrywać do tzw. puszki. Wszędzie mnóstwo ludzi, lampki z napisami „on air” i zamieszanie jak w profesjonalnym newsroomie. Szok!

Jedynym moim problemem był… język, a właściwie kulawa znajomość hiszpańskiego. Koleżankom Włoszkom szybciej przyszło komunikowanie się po kastylijsku, pewnie przez pokrewieństwo z ich językiem ojczystym. Ja miałam „wschodni akcent”. Ale to okazało się plusem! W Madrycie byłam w 2014 r. – akurat wtedy, gdy z Rosji na Ukrainę jechał tzw. biały konwój. Wszyscy wiedzieliśmy, że na Krymie dzieje się coś niepokojącego. Zaczęliśmy więc przygotowywać program Noticias de Ucrania, czyli wiadomości z Ukrainy. W związku z tym, że dużo łatwiej było mi wyszukać informacje o sytuacji na Krymie, a na dodatek miałam „wschodni akcent” – to właśnie ja zaczęłam go prowadzić, i to w języku hiszpańskim! Nasza audycja spodobała się na tyle, że szybko zapadła decyzja o jej retransmisji w publicznych rozgłośniach hiszpańskich. To było coś!

By nie stracić kontaktu z radiem w Polsce, w tym samym czasie dla Radia Meteor nagrywałam Pocztówki z Erasmusa, czyli wspomnienia z wyjazdu. Po powrocie do Poznania postanowiłam, że nie mogę stracić tej niezwykłej, międzynarodowej atmosfery radia. Zdecydowałam, że zacznę nagrywać Erasmus Evening – audycję ze studentami zagranicznymi i z Polakami, którzy wyjechali na wymianę. Różne sposoby patrzenia na studia zagraniczne dały świetną mieszankę!

Dwa lata później wyjechałam na Erasmusa do Portugalii. Tam też pracowałam w studenckiej rozgłośni, Radiu RUBI. Nagrywałam także po polsku Pocztówkę z Erasmusa 2 dla Radia Meteor. Efekt? Oprócz satysfakcji, zaczęłam za swoją pracę zdobywać nagrody. Pocztówka z Erasmusa dała mi wyróżnienie w konkursie EDUinspiracje – Media. Erasmus Evening
przyniósł najważniejsze wyróżnienie w moim życiu – Europejską Nagrodę im. Karola Wielkiego dla młodzieży. Dzięki niej rok później zaczęłam pracować w Parlamencie Europejskim w Luksemburgu – tym razem w „prawdziwym, dorosłym” radiu, w poważnej instytucji.

Tego wszystkiego nie byłoby, gdybym nie wykorzystała szans, jakie dały mi wyjazdy na Erasmusa. Marzenia stały się rzeczywistością – między innymi dlatego, że Erasmus dał mi odwagę, aby je spełniać.

Gabriela Jelonek – stypendystka programu Erasmus  i Erasmus+. Związana m.in. z „Gazetą Wyborczą”, Radiem Zet, obecnie z grupą Polska Press.

Ze skarbem na uczelni


Z zainteresowaniem przeczytałam artykuł Luka opiekuńcza, który ukazał się we wrześniowym numerze „Europy dla Aktywnych” (3/2019). Problem w nim poruszony dotyczy także mnie – z przymrużeniem oka mogę bowiem o sobie powiedzieć, że też jestem „młodą mamą” z sektora szkolnictwa wyższego.

Ze mną los obszedł się dość łaskawie – niani musiałam szukać dopiero dla drugiego dziecka. Żłobek, z różnych względów, nie wchodził w rachubę. Niestety, nikt nie polecił mi odpowiedniej kandydatki, nie byłam też zapisana w żadnej kolejce do tych najlepszych opiekunek (owszem, istnieją takie listy!). Zostałam więc sam na sam z rozmaitymi portalami.

Zaczęłam poszukiwania. Szybko okazało się, że każda kolejna kandydatka na nianię jest: odpowiedzialna, niepaląca, empatyczna, ma bogate doświadczenie, kreatywne pomysły na zabawy sensoryczno-ruchowe, doskonale zna teorię E.E. Gordona i C. Orffa, tańczy, umie prowadzić zabawę z dzieckiem w dwóch językach obcych, kocha czytać na głos i śpiewać. A kiedy dzidziuś zaśnie – sama nie śpi, lecz prasuje mu ubranka.

Pierwsze dwie panie w ogóle nie przyszły na spotkanie. Do trzeciej odważyłam się napisać SMS pół godziny po umówionym czasie; zapewniła, że lada moment dojedzie. Po półtorej godziny oczekiwania napisała jednak, że wysiadła na pętli i zorientowała się, że to dla niej za daleko. I rezygnuje.

W końcu jednak kogoś musiałam wybrać. Po półrocznej współpracy pani stanowczo poprosiła o podwyżkę. Starałam się najdelikatniej wytłumaczyć, że – niestety – na podniesienie jej wynagrodzenia mnie nie stać i że, prawdę powiedziawszy, niedługo będziemy zarabiały prawie tyle samo. – No tak – zripostowała niania – ale godzinowo biorąc, pani pracuje jakby tylko dwa dni w tygodniu… Jakby nie – o czym wie każdy pracownik naukowo-dydaktyczny.

W tych realiach macierzyństwa (i ojcostwa) strzałem w dziesiątkę okazał się program „Maluch na uczelni” – wspólne dziecko ministerstw nauki oraz rodziny i pracy. W pierwszej edycji tego przedsięwzięcia, w 2015 r. powstało w Polsce 1436 miejsc opieki przy 43 uczelniach. To sporo, choć i tak poniżej średniej europejskiej. W dodatku, na tle innych uczelni, te artystyczne wypadły słabo, czego – zapewne – podstawową przyczyną były obostrzenia programu dotyczące liczebności kadry.

Myślę jednak, że wśród pracowników uczelni artystycznych także jest popyt na klub malucha, i nie każda inicjatywa podejmowana w placówce musi wyjść od jej rektora. A jeśli tak, któż może być lepszym spiritus movens utworzenia klubu małych ludzi niż matka? Zatem do dzieła, rodzice – pracownicy i studenci uczelni! Warto przejść procedurę, znaleźć i zorganizować odpowiednią Tagesmutter* na uczelni, by mieć swoje skarby przy sobie.

* Instytucja Tagesmutter (matka dzienna/opiekunka zastępcza) funkcjonuje w Niemczech, zasady jej działania i finansowania są określane przez kraje związkowe.
Opiekunka do dziecka, która zazwyczaj sama jest matką, na kilka godzin dziennie przyjmuje dzieci w swoim domu (maksymalnie pięcioro).

Prof. dr hab. Ewa Murawska – wykładowca Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu. Tytuł profesora zwyczajnego odebrała od Prezydenta RP w maju 2019 r., przed ukończeniem 40. roku życia

Bliżej młodzieży – bliżej przyszłości


W wielu regionach właśnie się zakończyły albo trwają ostatnie prace przy aktualizacji strategii rozwoju na kolejne lata. Perspektywa czasowa, którą obejmuje taka strategia, często sięga do roku 2030. Tak jest m.in. w województwie małopolskim, pomorskim czy świętokrzyskim. Dziesięć lat do przodu! Niewątpliwie bardzo trudno jest planować przyszłość regionów w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Może rozsądnym byłoby kreować strategie przyszłości wspólnie z młodzieżą?

Depopulacja. Migracja. Zmiany klimatyczne i kryzys ekologiczny. Postęp technologiczny. Coraz niższy poziom zaufania społecznego. To tylko nieliczne problemy, z którymi będą musiały zmierzyć się regiony w nadchodzącej dekadzie. Jeśli powiążemy to z krajowymi i światowymi prognozami, według których w ciągu najbliższych kilkunastu lat zniknie ok. 40 proc. obecnie wykonywanych zawodów, to przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Gdybym była marszałkiem jakiegoś województwa, odpowiedzialnym za aktualizację regionalnej strategii rozwoju, miałabym powód do zmartwień. Co bym zrobiła? Myślę, że pierwsze swoje kroki skierowałabym ku młodzieży. Zapytałabym, co dla niej jest ważne. Czym teraz się zajmuje i jak widzi swoją przyszłość? Jakie ma obawy i potrzeby dotyczące przyszłości? Zadbałabym, aby przedstawiciele młodzieży – np. w postaci stowarzyszeń czy młodzieżowych rad – zaangażowali w tworzenie planów rozwoju. A gdyby budżet na to pozwolił, zleciłabym dokładne badania w tej grupie wiekowej, chcąc mieć jak najszerszy obraz. Nie zadowoliłabym się wiedzą od moich nastoletnich dzieci.

Zapewne nie od razu udałoby mi się znaleźć rozwiązania wszystkich problemów, ale na pewno czułabym się bardziej przygotowana do planowania przyszłości swojego regionu. Ktoś wskazałby mi kierunek – doradził, jak trafić w tarczę oddaloną o 10 lat. Będąc bliżej młodzieży, byłabym bliżej jej przyszłości.

Jeśli jesteś młodym aktywistą – sprawdź! Może w twoim województwie jeszcze nie jest za późno, aby wyrazić swoją opinię na temat strategii rozwoju. Warto pojawiać się na spotkaniach konsultacyjnych, w grupach roboczych lub w czasie konferencji. A jeśli czytasz ten artykuł i jesteś odpowiedzialny za proces tworzenia strategii – to ważne, byś zaprosił młodych ludzi do rozmowy i poznał ich codzienność.

Szybko może się okazać, że to, co sobie wyobrażałeś o młodzieży i jej potrzebach, zupełnie mija się z tym, co ta młodzież mówi.

Kaffi


Zaraz po ukończeniu studiów przez pewien czas mieszkałam w Islandii – uczyłam tam w jednej ze szkół muzycznych. Epizod islandzki miał poprzedzić egzaminy wstępne na moje studia podyplomowe w Paryżu, zaplanowałam więc, że połączę pracę z ćwiczeniem, a wyspę będę zwiedzać, gdy wygospodaruję nieco czasu wolnego. Stąd ogromnie się ucieszyłam, kiedy dostałam plan zajęć. Zgodnie z nim od poniedziałku do piątku od 14.00 do 15.00 przypadała „Kaffi”. To była obiecująca zapowiedź: jeszcze jedna godzina, którą mogłam przeznaczyć na ćwiczenie na flecie!

Nie poszłam na spotkanie pierwszego dnia, odpuściłam sobie „Kaffi” również dnia drugiego i trzeciego, zyskany czas przeznaczając na intensywne ćwiczenie. Czwartego dnia o 14.05, kiedy właśnie się rozkręcałam, rozległo się pukanie do drzwi – stał w nich dyrektor szkoły. Niskim i spokojnym, ale zdecydowanie mało entuzjastycznym tonem oznajmił mi, że przychodzi w imieniu wszystkich nauczycieli. I prosi mnie do pokoju nauczycielskiego. Czekali tam już wszyscy nauczyciele i dyrektor przemówił w ich imieniu. Okazało się, że „Kaffi” to nie czas wolny: to godzina specjalnie wydzielona dla nauczycieli – czas na wspólne rozmowy przy kawie i krakersach.

I już do końca mojej pracy w tej islandzkiej szkole chodziłam na „Kaffi”, bo przecież i ja byłam częścią małej, zaledwie pięcioosobowej, szkolnej społeczności. Choć moja obecność na tych kawowych spotkaniach była intelektualnie więcej niż skromna (podczas rozmów ograniczałam się do kiwania głową i rzucania raz po raz Jæ, jæ, co oznacza mniej więcej: „Właśnie tak”, „No cóż…”, „Ach!”, „Ojej!”, „Racja!”), zrozumiałam, że wspólna codzienna kawa jest po to, by pielęgnować więzi łączące to grono.

Oczywiście można by dyskutować, że – owszem – islandzcy nauczyciele mogą spotykać się na codziennej „Kaffi”, bo mają czas. Bo lepiej zarabiają i nie muszą pracować na kilku etatach jednocześnie, bo – wreszcie – ich pokój nauczycielski wygląda nie jak popegeerowska świetlica, ale raczej jak ekskluzywny salon, na dodatek z pełnym wyposażeniem AGD.

Ale można też inaczej: spotykają się, bo chcą, bo szanują się nawzajem, bo nie widzą nic nieodpowiedniego w tym, że popołudniową kawę piją razem dyrektor, pracownik i stażysta. A w końcu: wspólnie spędzają czas po to, żeby pracować efektywniej. Zbyt idealistyczne jak na warunki polskiej edukacji? To spróbujmy nie codziennie, nie raz na tydzień, ale na przykład raz na semestr. Albo chociaż w okresie przedświątecznym. I w zasadzie byłoby to idealne zakończenie felietonu w grudniu, miesiącu co do zasady nieco innym niż pozostałe w roku, prawda? Jest jednak pewien myk: sceptykom „Kaffi” w polskich realiach edukacyjnych mocnego argumentu dostarcza islandzkie prawo, które zakłada, że przy ośmiogodzinnym dniu pracy pracownikowi należy się 35-minutowa, oczywiście płatna, przerwa na „Kaffi”.

Prof. dr hab. Ewa Murawska – wykładowca Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu, prezes Fundacji Eve&Culture, dyrektor Polsko-Norweskiego Centrum Kultury w Poznaniu. Tytuł profesora
zwyczajnego odebrała od prezydenta RP w maju 2019 r., przed skończeniem 40 lat.

Nowe możliwości dla dorosłych


Jak wspierać osoby dorosłe o niskich umiejętnościach podstawowych? Pierwszą fazę projektu poświęconego tej kwestii można już podsumować. Teraz czas na wybranie grantobiorców

Przedsięwzięcie od jesieni 2018 r. prowadzą wspólnie Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji i Instytut Badań Edukacyjnych. Celem projektu Szansa – nowe możliwości dla dorosłych, finansowanego z Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój, jest wypracowanie i przetestowanie innowacyjnych modeli wsparcia edukacyjnego osób dorosłych o niskich umiejętnościach podstawowych. W pierwszej fazie projektu opracowano definicję takich osób oraz określono osiem grup docelowych. To do nich właśnie skierowane będą działania przyszłych grantobiorców – czyli organizacji i instytucji, które w rozpoczynającej się drugiej fazie projektu złożą najwyżej ocenione formularze.

Dlaczego cały projekt jest tak ważny? Z badań OECD i UE oraz danych GUS wynika, że w Polsce ok. 20 proc. Osób dorosłych do 65. roku życia ma poważne problemy z wykorzystaniem tekstów i kalkulacji w codziennych sytuacjach życiowych, a 56 proc. osób dorosłych do 74. roku życia nie posiada podstawowych umiejętności cyfrowych. Co istotne, poziom umiejętności niekoniecznie współgra z poziomem wykształcenia. Ten bowiem jest w Polsce względnie wysoki – odsetek osób dorosłych z niskim wykształceniem (co najwyżej gimnazjalnym) należy do najniższych w Europie. Paradoksalnie, sytuacja ta sprawia, że trudniej jest dostrzec wagę i rozmiar zjawiska deficytu umiejętności podstawowych u osób dorosłych.

Szansa – dla kogo?
Do grup docelowych projektu zaliczane będą osoby:
> pracujące w zakładach pracy (zwłaszcza w MŚP) i gotowe uczyć się z własnej inicjatywy;
> pozostające bez pracy (bierne zawodowo i bezrobotne), np. osoby chcące wejść lub powrócić na rynek pracy po długiej przerwie (np. po okresie wychowywania dzieci czy opiekowania się osobami zależnymi);
> z obszarów defaworyzowanych (wiejskich i (lub) małych miast i (lub) miejskich postindustrialnych, także z trudnym dostępem do edukacji), w tym żyjące na terenach wymienionych w Ustawie z dnia 9 października 2015 r. o rewitalizacji oraz w rządowych programach o charakterze terytorialnym (np. Program dla Śląska, Program dla Bieszczad);
> w wieku 50+;
> z niepełnosprawnością intelektualną;
> z niepełnosprawnością sensoryczną i (lub) fizyczną;
> dotknięte przemocą (np. fizyczną, psychiczną, ekonomiczną) i przez to nieradzące sobie w życiu;
> obcokrajowcy z prawem do legalnego zatrudnienia w Polsce.

W pierwszej fazie projektu opracowano również raport z badania jakościowego dotyczący sposobów wspierania osób dorosłych przez wybrane instytucje i organizacje w Polsce (dostępny na stronie czytelnia.frse.org.pl/jak-wspierac-osoby- -dorosle-o-niskich-umiejetnosciach-podstawowych). Partnerzy projektu z IBE sporządzili także „Raport z analizy desk research w projekcie Szansa – nowe możliwości dla dorosłych” na podstawie dostępnych wyników badań, raportów, strategii, rekomendacji i innych materiałów dotyczących umiejętności podstawowych. Dodatkowo eksperci zewnętrzni projektu przygotowali „Raport z mappingu sytuacji osób dorosłych o niskich umiejętnościach podstawowych w Polsce”, opracowano też 10 zestawów efektów uczenia się wraz z kryteriami weryfikacji oraz wymaganiami dotyczącymi walidacji i podmiotów ją przeprowadzających. Pierwsza faza obejmowała również przygotowanie wskazówek dotyczących diagnozowania umiejętności i potrzeb osób dorosłych z niskimi umiejętnościami podstawowymi, opracowano także założenia do warunków rekrutacji grantobiorców.

Szansa – od kogo?
Ta rekrutacja właśnie ruszyła. Grantobiorcami mogą być m.in.: centra kształcenia ustawicznego, instytucje edukacyjne dla dorosłych, biblioteki i inne instytucje kultury, instytucje zajmujące się doradztwem edukacyjno-zawodowym, jednostki samorządu terytorialnego, uniwersytety trzeciego wieku, ośrodki pomocy społecznej, spółdzielnie socjalne, stowarzyszenia i fundacje, izby rzemieślnicze, instytucje rynku pracy i związki zawodowe.

Osoby, które grantobiorca zamierza objąć wsparciem, mogą należeć do więcej niż jednej grupy docelowej. Grantobiorca musi jednak wskazać
grupę wiodącą, do której dostosowany będzie model wsparcia. Istotne jest również, aby podmioty opracowujące swoje propozycje modeli wsparcia znały specyfikę grupy docelowej, do której kierują działania doradcze i edukacyjne.

By pomóc potencjalnym grantobiorcom w przygotowaniu dokumentów, FRSE zorganizowała 10 spotkań poświęconych warunkom rekrutacji oraz przygotowywanym modelom wsparcia. Planuje też kolejne – m.in. 15 stycznia 2020 r. w Warszawie. Rezultaty i rekomendacje końcowe projektu Szansa… będą wykorzystane do opracowania krajowych strategii działań dotyczących podnoszenia umiejętności podstawowych osób dorosłych.