Dieta dla aktywnych


Przez miesiąc prowadzili dzienniczki, w których zapisywali, co jedzą, piją, jaki wysiłek fizyczny wykonują. Uczniowie z Lublina zaangażowali się w projekt „Eat healthier, live for the best”

Grupa dziewcząt i chłopców ze starszych klas Społecznej Szkoły Podstawowej im. S.F. Klonowica ma w planach wyjazd do portugalskiej miejscowości Esposende w ramach projektu „Eat healthier, live for the best”. Dostać się na listę szczęśliwców nie było łatwo, bo o wszystkim decydował wewnątrzszkolny konkurs. Do udziału w przedsięwzięciu zakwalifikowali się ci uczniowie, którzy przez 30 dni najlepiej prowadzili dzienniczki diety i aktywności fizycznej, w językach polskim i angielskim.
– Ocenialiśmy zawartość merytoryczną, kreatywność i estetykę prac – podkreśla Dorota Mazurek, koordynatorka projektu. Gotowe dzienniczki zostały wyeksponowane w szkole na specjalnym stoisku.

Zmiana nawyków

Uczniowie zaangażowali się na tyle mocno, że choć dziś nie są już do tego zobowiązani, wciąż starają się sięgać po zdrowe jedzenie. Dla szóstoklasisty Jana Kujki-Dąbkowskiego prowadzenie zapisków było nie tylko okazją do nauki angielskiego, ale też do zmiany nawyków żywieniowych. – Efekty już widzę. Jem mniej słodyczy – stwierdza uczeń. Jego koleżanka, Anna Szwajka, nie ukrywa, że pisanie dzienniczka wymagało dużo pracy. – Zdałam sobie jednak sprawę, że nie jem tak zdrowo, jak mi się wydawało, i już wiem, co powinnam poprawić w swojej diecie – przekonuje.
Dyrektorka szkoły Virginia Sitarz patrzy na projekt szerzej. – Chodzi nie tylko o zdrowe jedzenie, ale też o lepsze życie. To od dzieci zaczynają się zmiany. Zaniosą je do swoich domów i rodzin – podkreśla. Prozdrowotne i proekologiczne działania w szkole prowadzone są zresztą od dawna. W budynku znajduje się dystrybutor z wodą, w automatach nie ma przekąsek ze zbyt dużą ilością cukru. W programie nauczania są zajęcia z przyrody i zdrowego żywienia, uczniowie uprawiają też swoje minipoletko.

Walczymy z otyłością

Projekt „Eat healthier, live for the best”, realizowany w ramach programu Erasmus+, jest również odpowiedzią na pogłębiający się wśród młodzieży problem otyłości. – Wprowadzenie w życie zdrowych nawyków to jedno. Odrębną kwestią
są jednak atakujące zewsząd reklamy, które w atrakcyjny sposób promują słodycze, przekąski, napoje – przekonuje Dorota Mazurek. Dlatego tak ważne jest, że w ramach projektu dzieci miały warsztaty, podczas których uczyły się między innymi, jak odróżniać informację od manipulacji.

Surfing nad oceanem

– „Eat healthier, live for the best” to także okazja do doskonalenia języka angielskiego i otwarcie się na kultury i kuchnie świata – wskazuje Virginia Sitarz. Projekt wiąże się z podróżami i rewizytami zagranicznych partnerów. W planach, poza Portugalią, jest wyjazd uczniów do Włoch i Turcji. Obecnie, ze względu na stan pandemii, wyjazdy zostały przesunięte o rok. – Będę miał okazję poznać rówieśników z innych krajów. Mieszkając u ich rodzin, zobaczę, co jedzą i jak żyją – ekscytuje się uczeń szóstej klasy. Już wiadomo, że w Portugalii młodych ludzi z Lublina czeka także… nauka surfingu. Partnerska szkoła znajduje się bowiem w miejscowości położonej nad oceanem!

Poradnik dla każdego

W Lublinie już gościli nauczyciele z krajów biorących udział w działaniach. W czasie ich wizyty zapadły szczegółowe ustalenia dotyczące przebiegu przedsięwzięcia. – Nie ukrywam, że chcieliśmy połączyć efekt dydaktyczny z zapewnieniem przyjemności uczniom – dodaje Virginia Sitarz.

Projekt zakończy się w maju 2021 roku. Podsumowaniem będą film i publikacja o zdrowym stylu życia (z zestawem sprawdzonych przez uczniów zaleceń) wraz z informacjami o zagrożeniach i chorobach wynikających ze złego odżywiania. Poradnik będzie dostępny w formie elektronicznej w języku angielskim oraz w językach szkół partnerskich dla rodziców, uczniów i nauczycieli oraz wszystkich zainteresowanych.

Zdjęcie: Dorota Mazurek

Na pierwszej linii frontu


Terroryzm chemiczny, biologiczny, radiologiczny, jądrowy. Z myślą o radzeniu sobie z takimi wyzwaniami Uniwersytet Łódzki z partnerami – m.in. policją – zrealizował projekt „CBRN-POL”. Rezultaty przydały się w walce z COVID-19

Patrol wpada do biura urzędników. Przerażona kobieta wskazuje policjantom kolegę z pracy, który pokasłuje przy stole i gorączkowo pociera twarz dłonią – aż go skręca z duszności. Dowódca przygląda się notatnikowi należącemu do słaniającego się mężczyzny. Czy między jego stronami ktoś wcześniej umieścił trujący proszek?

Biurowy minithriller

Tak zaczyna się jeden z filmów instruktażowych, opracowanych w ramach polsko-cypryjsko-belgijskiego projektu „CBRN-POL”. Dzięki nagraniu oglądający utrwalają sobie kolejność działań w miejscu ataku biologicznego. Chodzi m.in. o odizolowanie pracowników biura i o złożenie raportu przełożonemu, który przyśle na miejsce specjalistów.
Co w sytuacji z biurowego minithrillera mógłby jeszcze zrobić prawdziwy patrol? Gdyby oficer dowodzący uważnie przeczytał podręcznik wydany dzięki „CBRN-POL”, zapewne zacząłby wyjaśniać, kiedy doszło do podrzucenia proszku, aby wstępnie rozpoznać rodzaj substancji.

Zamiast terrorystów pojawił się COVID-19

Za filmami i podręcznikiem stoi konsorcjum z Uniwersytetem Łódzkim (UŁ) na czele. Wydział Biologii i Ochrony Środowiska UŁ był do sierpnia 2019 r. koordynatorem projektu prowadzonego przez trzy lata w partnerstwie z polską Komendą Główną Policji (reprezentowaną przez Centralny Pododdział Kontr-terrorystyczny Policji „BOA”), dwoma ośrodkami badawczymi z Cypru i Belgii oraz z policją w tych krajach. Część zadań projektowych zlecono byłym żołnierzom jednostki specjalnej „GROM”.

CBRN w nazwie projektu (z jęz. angielskiego: Chemical, Biological, Radiological, and Nuclear) oznacza zagrożenia chemiczne, biologiczne, radiologiczne i jądrowe. Jego autorzy chcieli przede wszystkim przekazać policjantom wiedzę o tym, jak CBRN mogą wykorzystać terroryści. Ale wkrótce po zakończeniu projektu najbardziej aktualne stało się zagrożenie biologiczne wywołane przez naturę…

Profesor Michał Bijak z Centrum Zapobiegania Zagrożeniom Biologicznym UŁ wskazuje, że w obliczu pojawienia się koronawirusa SARS-CoV-2, powodującego COVID-19, niezwykle przydatne okazały się dla policji materiały dotyczące środków ochrony osobistej, organizacji stref bezpieczeństwa i dekontaminacji (usuwania substancji szkodliwych oraz ich skutków). Z kolei podręcznik dla oficerów patroli wyjaśnia, jak rozprzestrzeniają się patogeny powodujące dotychczas największe spustoszenie (dżuma, ospa prawdziwa) lub mające taki potencjał (ebola). Po co taka wiedza policjantom? Autorzy projektu z UŁ przekonują, że często to właśnie funkcjonariusze z patroli jako pierwsi przyjeżdżają na miejsce zdarzenia.

Policja jest na miejscu

W ramach „CBRN-POL” powstały nie tylko podręczniki i filmy. Projekt dał też szansę na wyszkolenie funkcjonariuszy-trenerów z trzech krajów. Na zajęciach praktycznych ćwiczyli oni m.in., jak stosować środki ochrony osobistej: specjalistyczne maski, okulary i stroje ochronne. Teraz przekazują zdobytą wiedzę w macierzystych formacjach. – Szkolenie dało mi możliwość wzięcia udziału w zajęciach praktycznych, ale również nawiązania kontaktu z jednostkami policji z różnych krajów i porównania ich sposobów nauczania oraz reagowania – mówi st. asp. Artur Pinkowski, młodszy wykładowca Zakładu Służby Kryminalnej Szkoły Policji w Pile.

Sukces przedsięwzięcia zrealizowanego w ramach Erasmus+ Kształcenie i szkolenia zawodowe zdopingował naukowców z Łodzi do podjęcia kolejnych działań związanych z tematyką CBRN. UŁ przewodzi międzynarodowemu projektowi, który ma pomóc uchronić centra handlowe przed atakami terrorystów. Tym razem wsparcie zapewni Internal Security Fund, unijny program służący wzmacnianiu bezpieczeństwa wewnętrznego

Zdjęcie: CBRN-POL

Senior z przyszłością


Edukatorzy z Hiszpanii, Niemiec i Włoch połączyli siły w Elblągu. Zorganizowali warsztaty robienia zdjęć, storytellingu i obsługi multimediów, by przeciwdziałać wykluczeniu osób starszych i zachęcić ich do wolontariatu

Samotność i brak aktywności to najczęstsze problemy, z jakimi borykają się seniorzy. Ich odsetek w polskim społeczeństwie od 30 lat rośnie, a co za tym idzie – zwiększa się skala problemów dotykających ludzi w wieku 60+. Do poczucia opuszczenia i alienacji przyczynia się też brak szerokiej oferty skierowanej do tej grupy społecznej. Inicjatywy, która sprzyjałaby aktywności nie tylko fizycznej, ale też intelektualnej, twórczej oraz związanej z postępującą cyfryzacją i nowymi technologiami.
Centrum Spotkań Europejskich „Światowid” w Elblągu postanowiło zrobić coś z tym problemem – razem z zagranicznymi partnerami zorganizowało projekt „Elbląscy edukatorzy dla seniorów/Elbląg educators for seniors”, skierowany do seniorów oraz instruktorów opracowujących i realizujących dla nich ofertę kulturalno-edukacyjną.
– Zależało nam, aby osoby starsze miały dostęp do programu pozwalającego na wielokierunkowy rozwój. Zaproponowaliśmy także nowe zajęcia, z sukcesem realizowane w krajach partnerów, by rozwinąć wolontariat senioralny – wyjaśnia Aleksandra Bednarczuk, koordynatorka projektu.

Europejscy edukatorzy, łączcie się!

W projekcie biorą udział trzy instytucje z Europy: Asociación de Innovación, Formación y Empleo para el Desarrollo Sostenible z Hiszpanii, EURO-NET z Włoch oraz International Exchanges Berlin Molinari & Benedetti GbR z Niemiec. Znaczna część działań skierowana jest do edukatorów, którzy przygotowują ofertę dla osób starszych. – W ramach zajęć pokazowych dla seniorów zrealizowanych we współpracy z hiszpańskim partnerem odbyły się warsztaty fotograficzne. Animatorzy z Niemiec przybliżyli nam z kolei tajniki skutecznego uczenia, a włoscy szkoleniowcy – metody storytellingu, również z użyciem nowoczesnych narzędzi jak smartfon – opowiada Dagmara Behrendt-Nowicka, asystentka projektu.
Warsztaty multimedialne miały za zadanie umożliwić seniorom zdobycie praktycznej wiedzy z zakresu technologii cyfrowych, niezbędnej do funkcjonowania we współczesnym świecie. Warsztaty fotograficzne zaś – rozwój pasji i naukę obsługi nowoczesnego sprzętu.

Z korzyścią dla społeczeństwa

Rezultatem projektu będzie także powstanie sieci wolontariatu senioralnego w CSE „Światowid” oraz Klubu Aktywnego Seniora. Zakres działań stopniowo ma się rozszerzyć na cały
region. Aleksandra Bednarczuk, koordynatorka, jest pełna optymizmu: – Wolontariat umocni wizerunek seniora jako osoby pogodnej i pełnej energii. Umożliwi też społeczności lokalnej włączenie się w życie swojego bloku, osiedla, dzielnicy. Będzie impulsem do sąsiedzkiej integracji. Wolontariusze mają kontakt z ludźmi w różnym wieku i szansę na spożytkowanie swojej wiedzy (wiążącej się często z wykonywanym wcześ­niej zawodem) w praktyczny sposób, np. w trakcie prowadzonych korepetycji. Dla osób samotnych
jest to też okazja do nawiązania znajomości.

Zaangażowanie i ofiarność

Elbląską inicjatywę komplementuje dr Nina Woderska, ambasadorka Elektronicznej platformy na rzecz uczenia się dorosłych w Europie (EPALE), doświadczona edukatorka seniorów. – Wolontariat daje szansę na włączenie się w życie społeczne, ogranicza też stereotypy dotyczące wieku. Seniorzy pragną pomagać innym, także spoza kręgu rodziny, chcą się czuć potrzebni, nadać swojemu życiu sens, mieć poczucie kreacji i sprawstwa. Nie chcą być tylko odbiorcami różnych działań. Wolą, by inni postrzegali ich jako osoby, które ofiarowują swój czas, doświadczenie i wiedzę – zauważa. – „Elbląscy edukatorzy dla seniorów” to projekt, który kompleksowo odnosi się do tematu wolontariatu senioralnego. Pamiętajmy, że wiedza, umiejętności i postawa kadry mają kluczowe znaczenie dla koordynacji i powodzenia tego typu działań – dodaje.

Projekt jest realizowany przy wsparciu programu Erasmus+ Edukacja dorosłych w ramach Akcji 2. Partnerstwa strategiczne na rzecz edukacji dorosłych. Wysokość dofinansowania to prawie 55 tys. euro, przedsięwzięcie potrwa do listopada
Zdjęcie: Aleksandra Bednarczuk

Jak uwolnić szczęście?


Co powoduje, że czujemy się szczęśliwsi? Odpowiedzi na to pytanie szukają uczestnicy warsztatów dla specjalistów pracujących z seniorami w Gdyni

Wąchamy. W nosy wnika delikatna mgiełka dobrze znanego zapachu. Co to jest? Tymianek, oregano, mięta? Nie, to rozmaryn! A zgadywanka zapachów to jedna z błyskawicznych, pięciominutowych gier demonstrowanych przez Mojcę Vukovič z Uniwersytetu Ludowego w Rogaškiej Slatinie ze Słowenii. Pomagają one trenować pamięć w codziennym życiu. – Ludzie uwielbiają takie ćwiczenia, a im jesteśmy starsi, tym bardziej mogą one nam pomóc zachować sprawność umysłu – wyjaśnia Vukovič. Jak przekonuje, w przypadku osób starszych ważne jest, aby łączyć systematyczną aktywność fizyczną z treningiem pamięci. Wystarczy poświęcić pięć minut przed ćwiczeniami fizycznymi lub w ich trakcie na krótką zabawę. Polecenie może na przykład brzmieć tak: powtórz zdanie: „Kocham spędzać czas w Gdyni”, ale zrób to wspak. Oj, nie jest to takie łatwe!

Z Mojcą spotykamy się na pięciodniowych warsztatach wymiany dobrych praktyk, zorganizowanych w ramach projektu „Go Out And Live…”* w Gdyni. Wśród uczestników są trenerzy sportowi, pracownicy organizacji pozarządowych, dietetycy, edukatorzy z uniwersytetów trzeciego wieku oraz seniorzy z kilku krajów. Przyjechali po to, by uczyć się od siebie, jak udoskonalać swoją pracę z osobami starszymi.

Gdyńskie poruszenie

Wszystko zaczęło się w 2013 roku – wówczas w Gdyni wystartował program „Gdyńskie Poruszenie”. Miejscy urzędnicy zaoferowali seniorom zumbę, pilates, nordic walking, jogę, fitness – bezpłatnie i na terenie całego miasta. Choć według badań zdecydowana większość osób starszych w Polsce nie uprawia sportu, nie chodzi do kina ani na koncerty – okazało się, że w Gdyni wygląda to inaczej. – Gdyński senior jest specyficzny. Wie, co się dzieje, jest aktywny, nie boi się wyjść do ludzi. Na zajęciach zumby królowały radość i energia! – przekonuje Magdalena Klimaszewska, kierownik Działu Projektów Unijnych i Sportowo-Rekreacyjnych w Gdyńskim Centrum Sportu (GCS). – Zajęcia cieszyły się ogromną popularnością. Przed pandemią na każde spotkanie przychodziło około 130 osób – mówi z entuzjazmem Aleksandra Wójcik, koordynatorka programu z GCS. Cała Hala Lekkoatletyczna GCS wypełniała się intensywnie pomarańczowymi matami seniorów. Obecnie, ze względu na koronawirusa, zajęcia zostały zawieszone. Mają zostać wznowione tak szybko, jak będzie to możliwe. Program „Gdyńskie Poruszenie” jest realizowany online: trenerzy nagrywają filmiki, które umieszczają na Facebooku i stronie Gdyńskiego Centrum Sportu.

To właśnie duże zainteresowanie ofertą skłoniło gdyńskich działaczy do sięgnięcia po wsparcie programu Erasmus+. – Dzięki „Go Out And Live…” możemy udoskonalać miejską ofertę dla seniorów – mówi Agnieszka Białas, koordynatorka projektu. Jednym z jego efektów jest Przewodnik dobrych praktyk zawierający wskazówki do pracy z seniorami, dotyczące wspierania ich aktywności fizycznej, prawidłowej diety, ćwiczeń pamięci oraz nawiązywania kontaktów. Dzięki współpracy z ekspertami z innych krajów – takimi jak Mojca Vukovič – na lekcje zumby patrzy się już nie tylko jak na zajęcia taneczne, ale jak na ruchową grę pamięciową. Trenerzy sportowi wprowadzają gry pamięciowe przed ćwiczeniami lub w ich trakcie. Gdy tylko sytuacja na to pozwoli – tego rodzaju ćwiczenia uzupełnią ofertę bezpłatnych zajęć fizycznych dla osób starszych w całym mieście.

Żywienie ma znaczenie

Dzięki projektowi seniorzy nauczą się również zdrowo jeść. To dla nich ważne, bo często – szczególnie gdy wdowieją – tracą motywację do tego, aby przygotowywać wartościowe posiłki i przerzucają się na garmażerkę. Czwartego dnia warsztatów w ramach „Go Out And Live…” Agnieszka Danielewicz, dietetyk ze Stowarzyszenia „Jestem Ważny”, pokazywała uczestnikom projektu, jak rozmawiać z seniorami o odżywianiu, by zachęcić ich do dbania o zdrowie. Ekspertka zaproponowała metodę małych zmian w codziennych praktykach kulinarnych. Tłumaczyła, jak objaśniać starszym osobom sposoby dobierania produktów do posiłków w taki sposób, by wspomagać proces leczenia. Dała też wskazówki, które pomogą seniorom nie zagubić się podczas codziennych zakupów.

„Szczęście istnieje i każdy ma je w sobie – trzeba je tylko uwolnić, na co doskonałym sposobem jest rekreacyjne uprawianie sportów, zapewniające życiowy entuzjazm w każdym wieku” – czytamy na stronie internetowej Gdyńskiego Centrum Sportu. Codzienny zastrzyk endorfin i dbałość o zdrowe odżywianie to tamtejsza recepta na bolączki osób starszych, takie jak samotność, brak motywacji i kłopoty zdrowotne.

*Pełny tytuł projektu: „Go Out and Live – creating conditions conducive to maintaining the highest quality of seniors’ lives”
Zdjęcie: Dawid Kowalski

Wszystko dla czytelników


Jak stworzyć bibliotekę marzeń? Taką na miarę XXI wieku, z wykorzystaniem najnowszych technologii, z udogodnieniami dla osób niepełnosprawnych i innowacyjnymi formami wypożyczania książek? Takie zadanie postawili przed sobą lubelscy bibliotekarze

Wyobraźmy sobie publiczną bibliotekę miejską, która oferuje wspaniały wybór literatury pięknej i edukacyjnej, gazet oraz czasopism, mediów i muzyki, dostęp do internetu oraz elektronicznych baz danych, a także usługi dla niewidomych i niedowidzących czytelników. Wypożycza także czytniki e-booków, gry planszowe, zabawki, pomoce dydaktyczne, notebooki. Szczyci się innowacyjnymi formami udostępniania, jak Tramwaj Czytelników, samoobsługowe wypożyczanie książek, wrzutomaty. Bibliotekę, która organizuje programy kulturalne i edukacyjne dla mieszkańców, ale też dla profesjonalistów, w której standardem jest wydzielony kącik do zabawy dla dzieci i Family Point oraz mnóstwo propozycji dla seniorów.
Nie, to nie fantazja, tak wygląda założona w 1921 r. Miejska Biblioteka Publiczna im. Jiříego Mahena w Brnie − największa tego typu placówka
na Morawach i druga co do wielkości w Czechach.

Mobilny bibliotekarz

Pracownicy Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie, szukając inspiracji, nawiązali partnerstwo z czeską biblioteką. Skorzystali z programu Erasmus+, a bezpośrednio
do napisania wniosku skłoniło ich szkolenie informacyjne FRSE, zorganizowane podczas Warsztatów Kultury w Lublinie. – Pomyśleliśmy: dlaczego nie?! Zrobiliśmy szybką diagnozę, czego w naszej bibliotece brakuje, i wyszło, że współpracy międzynarodowej – wspomina Joanna Chapska, pomysłodawczyni i koordynatorka projektu „Mobilny bibliotekarz”.

Roczne przedsięwzięcie zakończyło się w maju 2020 r. Jego uczestnicy – kadra lubelskiej placówki – wzięli udział m.in. w kursie angielskiego oraz pojechali do Brna, by na własne oczy przekonać się o zaletach tamtejszej biblioteki. – To był czas na obserwacje, pytania, przełamywanie barier językowych i kulturowych – mówi Joanna Chapska. Jej współpracownicy podkreślają też zalety poznawania – dzięki obserwacji – pracy na danym stanowisku.

Stwórzmy trzecie miejsce

– Nie mam wątpliwości, że biblioteka to przestrzeń idealna dla edukacji dorosłych. Tu mogą się oni wciąż uczyć, ale też uczestniczyć w różnych działaniach. Współczesna biblioteka ma dawać dostęp do wiedzy, informacji, kultury i technologii – mówi Monika Schmeichel-Zarzeczna, ambasadorka EPALE, historyczka sztuki, animatorka i bibliotekarka.
Według niej biblioteka może być tzw. trzecim miejscem aktywności (poza domem i pracą). Często dopiero w dorosłym życiu ludzie znajdują czas na odkrywanie swoich talentów, a w książnicach można wiele: organizować warsztaty, kursy komputerowe, zajęcia z robotyki. Popularne stają się też grywalizacja, e-learning i nauka języków. Biblioteki mogą również stanowić przestrzeń integracji społeczności lokalnych. W małych miejscowościach są często jedynym miejscem aktywności kulturalnej, twórczej, a przede wszystkim edukacyjnej.

Pomysły do ściągnięcia

Uczestnicy projektu „Mobilny bibliotekarz” bardzo skorzystali na wizycie w brneńskiej placówce. – Uświadomiłam sobie, jak wiele mamy do zrobienia. Seniorzy powinni być postrzegani w bibliotekach jako ważna grupa docelowa – zauważa Ewa Hadrian, jedna z uczestniczek. Inna, Bożena Lech-Jabłońska, podkreśla, że ważne dla niej było przyjrzenie się pracy czeskich partnerów na rzecz lokalnej społeczności. – Wyciągnęłam wnioski: musimy być bardziej otwarci na potrzeby pasjonatów, miłośników regionu. Tym bardziej, że WBP jest centralną biblioteką dla województwa lubelskiego.

Projekt „Mobilny bibliotekarz” realizowany był w ramach Akcji 1. Mobilność kadry edukacji dorosłych programu Erasmus+. Działania trwały od czerwca 2019 r. do maja 2020 r., wartość przedsięwzięcia wyniosła 23 tys. euro. Więcej na stronie: https://bit.ly/2WjXrgH
Zdjęcie: Grzegorz Winnicki

Online nie znaczy samotnie


Chodziło o współpracę i porozumiewanie się, o pokazanie studentom, że kiedy pracuje się w grupie, można wykorzystywać wiele różnych talentów – mówi Katarzyna Radke, anglistka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM), entuzjastka programu Erasmus+ Virtual Exchange

W ciągu kilku tygodni dzięki wirtualnej wymianie udało nam się poznać studentów i studentki ze Szwecji i z Argentyny. Z koleżanką mamy zaproszenia do Malmö i Buenos Aires – mówi Martyna Górska, studentka I roku studiów uzupełniających z zakresu turystyki na UAM w Poznaniu.

Martyna kilka lat mieszkała za granicą, lubi poznawać ludzi z innych krajów. Kocha tango i argentyńską kuchnię, od lat marzy o wyjeździe do Ameryki Południowej. Nic dziwnego, że nie zwlekała ani chwili, gdy dowiedziała się, że może wziąć udział w projekcie wirtualnej współpracy na UAM.
– W ramach lektoratu języka angielskiego stworzyliśmy kilkuosobowe grupy i za pomocą narzędzi do komunikacji online realizowaliśmy projekty na zadany wcześniej temat. Nasza grupa składała się z trójki Szwedów, dwóch Polek i dwóch Argentynek – tłumaczy.

Więcej nas łączy, niż dzieli

Tysiące kilometrów, inne strefy czasowe, różnice kulturowe. Wspólnie mieli opracować pomysł na prezentację swoich miast. Efektem ich kilkutygodniowej pracy oraz godzin spędzonych na wideokonferencjach jest anglojęzyczny blog „Hidden treasures in Buenos Aires, Poznan and Malmö” („Ukryte skarby Buenos Aires, Poznania i Malmö”).

Szybko okazało się, że chociaż są z trzech różnych krajów, to więcej ich łączy, niż dzieli. – Na początku byłam sceptycznie nastawiona do współpracy. Problemem wydawała się pięciogodzinna różnica czasowa między Europą i Argentyną. Ale im bardziej się poznawaliśmy, tym lepiej ich rozumiałam. Z czasem wszyscy zaczęliśmy się otwierać, zrzucać maski. Za to Argentynki od początku były otwarte. Pamiętam ich radość, kiedy dowiedziały się, że w Poznaniu jest mural papieża Franciszka, na którym przedstawiony jest jako Superman – mówi Martyna. Wspomina, że paradoksalnie zbliżyła ich też epidemia koronawirusa. Porównywali decyzje władz i życie w swoich krajach w czasie pandemii i badali, jak w ich miastach temat COVID-19 zainspirował artystów street artu.

Nie ma przeszkód, są możliwości

Patrycja Werner, koleżanka Martyny ze studiów, w ramach projektu wirtualnej wymiany Erasmus+ znalazła się w grupie, którą tworzyli studenci z Poznania, holenderskiego Utrechtu i fińskiego miasta Jyväskylä. – Najpierw skontaktowaliśmy się e-mailowo, potem założyliśmy grupę na WhatsAppie. Dzięki niej utrzymujemy kontakt do dziś. Do wspólnej pracy wykorzystywaliśmy początkowo platformę Zoom, ale ostatecznie najwygodniejszy okazał się dla nas Microsoft Teams – tłumaczy.

Patrycja uważa, że udział w takich projektach to przede wszystkim świetna okazja do ćwiczenia języka angielskiego. Przed rozpoczęciem projektu bała się, że jej angielski może okazać się za słaby. – Nie jest najgorszy, ale wiedziałam, że na przykład Holendrzy biegle się nim posługują. Tymczasem okazało się, że nie miałam większych problemów z językiem i wcale tak bardzo nie odstawałam od grupy. Jeśli się chce, naprawdę się da. Do tego trafiłam na naprawdę świetnych ludzi, zaangażowanych, entuzjastycznych, wyrozumiałych – wyjaśnia.

Nauka języka to tylko początek

– Pomysł wirtualnej wymiany nie jest nowy. Pierwsze próby podejmowano pod koniec lat 90. Chodziło o to, aby osoby uczące się języka hiszpańskiego w Stanach Zjednoczonych mogły porozmawiać z tymi, dla których jest to język ojczysty. I na odwrót – tłumaczy Katarzyna Radke z Zespołu Języka Angielskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, która koordynowała oba opisane wcześniej projekty. Później technika ta zaczęła być wykorzystywana także w innych dziedzinach – porozumiewali się w ten sposób ze sobą studenci medycyny, budownictwa i innych kierunków, pochodzący z różnych krajów.

– Dla mnie wszystko zaczęło się dwa lata temu na konferencji w Łodzi. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam o wirtualnej wymianie. Dowiedziałam się, że dzięki niej studenci, którzy nie skorzystali z wyjazdu zagranicznego w ramach klasycznej wymiany Erasmusa+, też mają szansę doświadczyć korzyści współpracy międzynarodowej. Wirtualna wymiana w ramach programu Erasmus+ Virtual Exchange trwa zwykle od 4 do 8 tygodni i rzeczywiście daje szansę wszystkim zainteresowanym – mówi Katarzyna Radke.

– Uświadomiłam sobie, że można uczyć studentów języka nie tylko poprzez teorię, ale dać im możliwość wykorzystania tego wszystkiego w praktyce. Sprawdzenia, czy są w stanie się porozumieć – tłumaczy. Jej zdaniem ważne jest uzmysłowienie studentom, że dadzą sobie radę i pokonają wszelkie trudności – związane z barierą językową, ale również zrozumieniem innej kultury czy wykorzystywaniem internetowych narzędzi komunikacji.

*Virtual Exchange
Program, dotowany z budżetu UE, umożliwiający uczestnikom z Europy i krajów południowego regionu Morza Śródziemnego poznanie się oraz rozwój kompetencji – za pomocą bezpiecznej platformy wideokonferencyjnej online.
W jego ramach można m.in. realizować projekty nt. dialogu międzykulturowego, organizować szkolenia z opracowywania projektów wirtualnych wymian, szkolenia z prowadzenia debat i inne.
Kto może wziąć udział? Osoby w wieku 18–30 lat, młodzież, pracownicy młodzieżowi, pracownicy organizacji młodzieżowych, studenci i pracownicy uczelni. Warunek: znajomość języka angielskiego co najmniej na poziomie B1.
Miejsce spotkań:  Online, na specjalnej platformie. Wymiana doświadczeń ma miejsce poprzez dialog i interakcję z innymi uczestnikami.
Jak aplikować?  Możesz zostać uczestnikiem wymiany albo facylitatorem: moderatorem, tutorem i trenerem w jednym – osobą, która wspomaga uczestników w procesie uczenia się. Więcej na: https://europa.eu/youth/erasmusvirtual-projects_en
Termin: nabór stały
Źródło: eurodesk.pl

Owoce ze sferycznego ogrodu


Słodka papryka, soczyste pomidory i zdrowa cebula skuszą nawet największego niejadka, zwłaszcza kiedy samemu się je wyhodowało. Kilkadziesiąt dzieci spod Żywca oddało się pasji ogrodniczej

Chcieliśmy zwrócić uwagę na kwestię zdrowia i odżywiania się dzieci i młodzieży. Młodzi ludzie często sięgają po niezdrowe słodycze, chipsy, słodzone napoje. Dużo rzadziej jako przekąski wybierają owoce i warzywa. A przecież sposób odżywiania się rzutuje na ich przyszłość – tłumaczy Natalia Krzeszowiak ze Stowarzyszenia POLARIS-OPP, koordynatorka Projektu Solidarności, w którym mieli okazję wziąć udział młodzi ludzie z gminy Jeleśnia, tuż przy granicy polsko-słowackiej. Promujące ekologię przedsięwzięcie zatytułowane „Sferyczny ogród badawczy” zostało wsparte przez FRSE – Narodową Agencję Europejskiego Korpusu Solidarności. Projekt zdobył też uznanie w konkursie Lokalnych Inicjatyw Społecznych fi rmy Żywiec Zdrój (edycja 2018 r.).

Zdrowa plantacja
– Otyłość dzieci to ważny, ale nie jedyny problem, na który odpowiedzią miała być ekologiczna plantacja roślinna. W naszej gminie jest wiele nieużytków rolnych, a mieszkańcy stale odchodzą od rolnictwa. Być może biorący udział w projekcie w przyszłości zdecydują się na prowadzenie upraw ekologicznych – mówi Natalia Krzeszowiak. I dodaje: – Jesteśmy małą miejscowością, a nasze dzieciaki poza szkołą często nie mają gdzie się aktywizować. Ważne też było nauczenie ich pracy w grupie, wzajemnej solidarności i oderwanie od komputera. Lepiej niech przebywają na świeżym powietrzu!

By osiągnąć te cele, grupa entuzjastów skupiona w działającym już ponad 25 lat stowarzyszeniu wybudowała w Sopotni Wielkiej ekologiczną plantację roślin pod kopułą, czyli wielką szklarnię. W środku zasiano zioła, warzywa i owoce. – Postawiliśmy przede wszystkim na majeranek, tymianek, pomidory, cebulę, paprykę, cukinię, dynię i melona. Ich dobór był uzależniony od warunków hodowli – tłumaczy Krzeszowiak.

Młodzi uczestnicy działań projektowych dbali o rośliny, obserwowali, jak zmiana natężenia światła czy wilgotności wpływa na uprawę. Przeprowadzali też doświadczenia biologiczno-chemiczne, w tym badanie fotosyntezy czy obserwację przekrojów warzyw pod mikroskopem.
W projekcie, który realizowano w 2019 r., stale uczestniczyło ponad 30 dzieci i młodych mieszkańców gminy. Jednak z możliwości, jakie dawał ogród sferyczny, korzystali też uczniowie okolicznych szkół (a nawet przedszkolaki), którzy odwiedzali szklarnię w ramach zajęć.

Artystyczne noce pod kopułą
– Prowadziliśmy wykłady o ekologicznych uprawach, wspomagaliśmy przeprowadzanie samodzielnych doświadczeń, aktywizowaliśmy młodych do opieki nad uprawami. Zależało nam na tym, by dla nich była to wciąż zabawa, dlatego nocą pod kopułą „Sferycznego ogrodu badawczego” czekały hamaki, a my organizowaliśmy koncerty miejscowych artystów – tłumaczy Natalia Krzeszowiak.

Młodzi wynalazcy
W przypadku tego projektu prawdziwe okazało się powiedzenie, że potrzeba jest matką wynalazku. Badania i eksperymenty na temat wzrostu i hodowli roślin wykonywane przez dzieci i młodzież nie byłyby możliwe bez przygotowania specjalnych urządzeń, systemów i aplikacji. Na szczęście wolontariuszem w stowarzyszeniu Polaris jest Mateusz Mika, prywatnie pasjonat astronomii, który na co dzień pracuje jako automatyk. To on opracował autorski projekt. – Zależało mi, by z przygotowywanego przeze mnie systemu mogli korzystać nawet najmłodsi, by na ekranach tabletów, telefonów komórkowych czy laptopów mogli analizować najważniejsze czynniki odpowiadające za wzrost roślin – mówi Mateusz Mika.

Podstawą systemu, który opracował automatyk, jest sterownik analizujący między innymi temperaturę otoczenia, wilgotność powietrza, natężenie światła, wilgotność gleby w wybranych donicach
oraz zawiadujący lampą laboratoryjną i oświetleniem. Te wszystkie dane trafiały do przyjaznej dzieciom aplikacji, z której mogły one korzystać na tabletach podczas przeprowadzanych przez siebie
eksperymentów.

Pomysł systemu opracowanego przez Mateusza Mikę zachwycił nie tylko uczestników projektu realizowanego w Sopotni Wielkiej, ale także zawodowców. Jego autor został zwycięzcą konkursu „Open and easy 2019” organizowanego przez firmę WAGO, popularnego dostawcę rozwiązań dla automatyki przemysłowej.

Więcej o Projekcie Solidarności „Sferyczny ogród badawczy” przeczytasz na: www.frse.org.pl/artykul/w-sferze-ekologicznej-zywnosci
Więcej o Projektach Solidarności Europejskiego Korpusu Solidarności znajdziesz na: www.eks.org.pl

Zdjęcie: Stowarzyszenie POLARIS
Artykuł ukaże się w kwartalniku „Europa dla Aktywnych” nr 2/2020.

Pokolenie, które stawia na zmiany


Stereotypowy nastolatek spędza życie w sieci, nie interesują go sprawy społeczne i skupia się głównie na tym, żeby dobrze wyjść na zdjęciu. Aby inspirować jednak tych młodych, którzy chcą coś zmieniać, ośmioro uczniów z V LO im. Augusta Witkowskiego w Krakowie postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce.

Czy młodzież naprawdę nie angażuje się w żadną działalność społeczną? Nakręciliście film, w którym pytacie o to uczniów swojego liceum. Z większości odpowiedzi wynika, że są całkiem aktywni.

Kasia Kubik: Mimo tych pozytywnych wypowiedzi uczniów wydaje mi się, że jest to mniejszość. Być może nasze liceum wypada nieco lepiej, ale kiedy rozmawiam ze znajomymi z innych szkół, są zaskoczeni, że niektórzy chcą się angażować w jakąkolwiek działalność pozalekcyjną.
Helena Schoen-Żmijanka: Mimo że jestem teraz częścią tego projektu i sama lubię być aktywna, wcześniej przez dziewięć lat byłam w szkole prywatnej, w której nikt nie udzielał się społecznie. W naszej szkole o tym w ogóle nie mówiono, po lekcjach wszyscy po prostu wracali do domu. Dopiero w liceum poznałam sporo osób, które są aktywne także pozalekcyjnie.

Wasz projekt Generacja Zmian ma pomóc tym, którzy chcieliby zacząć angażować się społecznie. Stworzyliście platformę internetową, gdzie zbieracie przykłady inicjatyw, w których można wziąć udział. Czy oprócz tego prowadzicie jeszcze jakieś działania?

Magda Kłęczek: Przede wszystkim opisujemy różne inicjatywy, zarówno lokalne, jak i ogólnopolskie. Podsuwamy pomysły na to, w czym można wziąć udział, w co się zaangażować w zależności od obszaru, który nas interesuje. Publikujemy historie i wywiady z aktywistkami i aktywistami. To są osoby, które inspirują i pokazują, że płeć czy pochodzenie nie mają żadnego znaczenia, jeśli tylko chcemy działać. Na stronie dostępny jest też interaktywny quiz, który pomaga dopasować rodzaj działalności społecznej do naszych zainteresowań.
Helena: Chcieliśmy także organizować spotkania na żywo oraz zrobić kalendarz wydarzeń. Jednak ze względu na epidemię nie udało się przeprowadzić spotkań. Musieliśmy także zrezygnować z prowadzenia kalendarza, bo większość imprez zostało odwołanych.

Zatem – w jakie działania młodzież najchętniej się dzisiaj angażuje?

Kasia: Zdecydowanie najwięcej osób pyta nas o kwestie klimatyczne. Młodzi wychodzą na ulicę, powstał Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. To jest dla nas wszystkich bardzo ważny temat.

Młodzież jest bardziej świadoma, że musimy coś zrobić dla klimatu?

Magda: Według mnie tak. Bo kryzys klimatyczny to jest problem, który uderzy właśnie w nas. Spotkałam się z opiniami starszych, że ich to już nie będzie dotyczyć, więc nie czują potrzeby działać w obronie klimatu. Nas to martwi zdecydowanie bardziej, bo po prostu kiedyś nas to dotknie.
Helena: Młodzież ma teraz głos i naprawdę to widać. Dzięki naszej aktywności zmieniają się także dorośli, bardziej dbają o środowisko, chociażby w swoich codziennych czynnościach. Widać, że trochę naprawiamy ten świat.

Podobnie wygląda zaangażowanie w politykę młodzieżową?
Kasia: W naszej szkole wielką popularnością cieszy się kółko debatanckie. Organizowane są wyjazdy na debaty, konferencje czy różne wydarzenia polityczne. To jest ciekawe, ale nie przyciąga wielkich tłumów. Nie wszyscy chcą siedzieć w polityce.

A taki klasyczny wolontariat? On nie jest już przypadkiem passé?

Kasia: Często taki wolontariat jest po prostu trudny. I przez to mniej osób chce się w niego angażować.
Helena: Nie do końca się zgadzam z Kasią. Obracam się w duszpasterstwie, gdzie praktycznie każdy zaangażowany jest w jakiś wolontariat. Młodzież pomaga nawet w hospicjum. Mimo że tego typu zaangażowanie nie jest aż tak popularne, to wciąż są osoby, które na to właśnie poświęcają swój wolny czas.
Magda: Ja bym wolontariatu nie definiowała tylko jako pomoc bezdomnym czy ubogim. Wolontariat to także pomoc przy maratonach czy przy wydarzeniach kulturalnych. Taki wolontariat jest bardzo popularny, dzięki czemu możemy wesprzeć różne organizacje.

W co wy same najchętniej się angażujecie?

Kasia: Często jeżdżę na konwenty fantastyki i tam pracuję jako wolontariuszka. To jest dla mnie magiczny czas, kiedy wśród uczestników tworzy się wspólnota. Poza tym w samorządzie szkolnym pełnię funkcję doradczą w zakresie klimatyczno-ekologicznym. Biorę też udział w ogólnopolskich wydarzeniach, takich jak np. Parlament Młodych.
Magda: Ja najbardziej lubię wolontariat. Wiąże się to z wyjściem ze strefy komfortu, z wyzwaniem. Trzeba przełamać nieśmiałość. Biorę także udział w różnych kwestach na cele dobroczynne. Śledzę na bieżąco informacje, które publikują inni uczestnicy projektu na naszej stronie internetowej. O wielu inicjatywach wcześniej nie słyszałam. Przede mną otworzyły się nowe możliwości.
Helena: Uwielbiam kulturę. Śpiewam, gram na różnych instrumentach, tańczę. Biorę udział w festiwalach w Krakowie. Podczas WOŚP spędzam cały dzień, zbierając pieniądze, i kocham pozytywną energię, która temu towarzyszy. Chciałabym robić jeszcze więcej.

Jak to pozaszkolne zaangażowanie postrzegają nauczyciele? Przymykają oko na nieobecności?

Magda: Nauczyciele nie pytają o to, czym spowodowane są nasze nieobecności. Ale jak już się o tym dowiedzą, są wyrozumiali, widzą, że realizujemy się poprzez działalność pozaszkolną. Warto z nimi o tym porozmawiać.
Kasia: Ja mam sporo nieobecności, bo dużo jeżdżę po Polsce na różne wydarzenia. Ale godzę to z nauką. Chociaż kilka razy słyszałam od nauczycieli opinię, że młodzież nie powinna angażować się politycznie. Usłyszałam też, że powinnam siedzieć w szkole i nie wychylać się przed szereg. Ale to były dosłownie pojedyncze sytuacje.

Działacie bardzo aktywnie, zachęcacie do tego innych, pokazujecie, że wśród młodych ludzi jest sporo aktywistów, którym zależy na klimacie, którzy angażują się społecznie, tworzą kulturę. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że dzisiejsza młodzież zajmuje się głównie scrollowaniem Facebooka i niczym się nie interesuje. Chyba wielu dorosłych dalej tak sądzi.

Helena: Przede wszystkim nie należy generalizować. Znam osoby, których życie opiera się na internecie, szkole i domu. Ale jest mnóstwo ludzi w naszym wieku, które są aktywne społecznie i mają wiele pasji.
Magda: To nie chodzi o młodzież, ale o całokształt społeczeństwa. Generalnie ludzie się nie angażują, niezależnie od wieku. Myślę jednak, że nie wynika to z braku chęci, ale bardziej z braku świadomości, że możliwości są na wyciągnięcie ręki. Naprzeciw temu właśnie wychodzi nasz projekt.
Kasia: Ważne jest też, żeby samemu dawać przykład. Jeśli ktoś uważa, że dzisiejsza młodzież się nie angażuje, to ja bym poprosiła taką osobę, żeby sama dała przykład. Żeby pokazała tym młodym, którzy według niej scrollują Facebooka, że można się w coś zaangażować.

Więcej o projekcie na: www.generacjazmian.pl
Zdjęcie: Karolina Fryt

Lodówki gadają, roboty szczekają


Razem z instytucjami partnerskimi stworzyliśmy jednolity kurs internetu rzeczy dla studentów uczelni technicznych, ale też pasjonatów technologii, osób poszukujących pracy w tej dziedzinie i zmieniających swoje kwalifikacje zawodowe

Rozmowa z dr. Piotrem Czekalskim z Politechniki Śląskiej w Gliwicach, koordynatorem projektu iot-open.eu

Niełatwo się z panem umówić.

To prawda. Ostatnio ciągle podróżuję, głównie między Gliwicami a Rygą. W lutym częściowo przeprowadziłem się do Rygi. Tamtejszy Uniwersytet Techniczny to jeden z partnerów, z którym współpracowaliśmy przy projekcie Erasmus+. I teraz efekty tego projektu wdrażamy pilotażowo dzięki udziałowi w kolejnym grancie. Dlatego w każdym miesiącu tydzień spędzam u nich na uczelni, gdzie pracuję ze swoją grupą studentów.

Projekt realizowany w ramach Erasmusa+ dotyczył innowacyjnego nauczania w dziedzinie internetu rzeczy. Co to takiego?

Na temat internetu rzeczy (Internet of Things, IoT) powstają grube książki, jego definicji jest mnóstwo. Ja używam tej, która mówi, że to system pozwalający komunikować się ze sobą urządzeniom, które z jednej strony potrafią mierzyć pewne parametry, np. zanieczyszczenie powietrza, temperaturę czy wilgotność, a z drugiej są w stanie wykonywać różne czynności: zamykać okna, uruchamiać klimatyzację czy sterować robotami.

I żeby przedmioty mogły się ze sobą porozumiewać, potrzebują internetu?

Bez dostępu do sieci nie ma szans na interakcję między urządzeniami. W ten sposób mogą wymieniać się danymi. Ich analiza pozwala odkryć zależności między przedmiotami, które się
ze sobą komunikują.

Myślę sobie o smartfonach, telewizorach, nawigacji w samochodzie.

Słusznie. To, że dziś żyje nam się wygodniej, jest w dużej mierze zasługą internetu rzeczy. Inteligentne samochody czy „gadająca” do nas lodówka to efekt rozwijania tej dziedziny.Jeszcze 20 lat temu urządzenia w bardzo ograniczonym zakresie podejmowały samodzielne decyzje. Nie stanowiły wspólnego ekosystemu. Dziś jest inaczej. Przedmioty, które dotychczas pracowały autonomicznie, teraz komunikują się ze sobą niezależnie od tego, gdzie się znajdują. Są łatwo identyfikowalne, więc wiemy, skąd robot czy sensor wysyła sygnał.

Mnie jako humanistę przeraża to, że te bezduszne maszyny wcale nas nie potrzebują, żeby się ze sobą komunikować.

To już się dzieje. Powstają roboty imitujące nie tylko ludzi, ale też zwierzęta. Coraz częściej wykorzystuje się je w gospodarce. Jeśli są dobrze zaprogramowane, to lepiej radzą sobie w trudnych warunkach, są bardziej efektywne i nie narażają na straty ludzkie. To urządzenia, które same podejmują decyzję, w którą stronę pójść, jak ominąć przeszkodę, jak dotrzeć w trudno dostępne miejsca.

W projekcie, którego był pan koordynatorem, oprócz Politechniki Śląskiej brały udział uczelnie z Łotwy, Estonii, Włoch i Rosji. Co udało wam się wspólnie zrobić?

Razem z instytucjami partnerskimi stworzyliśmy jednolity kurs internetu rzeczy dla studentów uczelni technicznych, ale też pasjonatów technologii, osób poszukujących pracy w tej dziedzinie. Mieliśmy również kontakt z przedstawicielami przemysłu. To pomogło nam dopasować program nauczania do potrzeb rynku pracy. Wymagania stawiane absolwentom uczelni technicznych w krajach partnerskich są zbieżne, co ułatwiło współpracę. Dziś Politechnika Śląska ma podpisane umowy z liczącymi się firmami, które zajmują się m.in. automatyką przemysłową. W grudniu powołano Śląski Klaster Internetu Rzeczy, do którego oprócz naszej uczelni należą instytucje naukowe, lokalni przedsiębiorcy i organizacje wsparcia biznesu. Chcemy wykorzystać wspólny potencjał, żeby promować i rozwijać dziedzinę internetu rzeczy na Śląsku. Tu także korzystamy z doświadczeń Erasmusa+.

Beneficjentem waszego projektu może być każdy.

Mieliśmy możliwość wejścia na platformę edukacyjną edX, stworzoną przez amerykańskie uczelnie: MIT i Uniwersytet Harvarda, z otwartymi kursami internetowymi. Korzystanie z kursów jest bezpłatne. Wprowadziliśmy na edX trzy kursy. W pierwszej edycji mieliśmy po 800 studentów z 91 krajów świata. W kolejnej – 2 tys. osób na każdym z kursów, i to ze 119 państw.

Pan też się czegoś nauczył dzięki Erasmusowi+?

No pewnie! Potrafię kręcić materiały wideo. Przekonałem się też, że prowadząc duży projekt, ogląda się każdą złotówkę z dwóch stron. Współpraca z Fundacją Rozwoju Systemu Edukacji układała się fantastycznie. Pracują tu otwarci ludzie, którzy rozumieją problemy uczelni.

Projekt się skończył. Macie chrapkę na więcej?

Dla nas on nadal trwa. Teraz testujemy nasze rozwiązania. Na uczelni w Tallinnie już wprowadzono kurs nauczania internetu rzeczy bazujący na naszej pracy projektowej. Na Politechnice Śląskiej startujemy z programem po angielsku. Pilotaże przygotowanych przez nas zajęć wprowadzono na uczelniach w Rosji i we Włoszech. Dziś uczelnia techniczna, by utrzymać wysoki poziom nauczania, musi wprowadzić do programu zajęcia w dziedzinie internetu rzeczy. Dla nas było to możliwe dzięki Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Czekamy na następny program na lata 2021–2027.
Z pewnością będziemy aplikować o kontynuację projektu. Wniosek mamy już częściowo gotowy.

Internet rzeczy/przedmiotów (Internet of Things – IoT) to jedna z najlepiej rokujących dziedzin technologii, która może wkrótce stać się siłą napędową gospodarki oraz wzmocnić znaczenie UE na forum międzynarodowym. Politechnika Śląska brała udział w międzynarodowym projekcie unijnym iot-open.eu, który uzyskał dofinansowanie z programu Erasmus+. Celem przedsięwzięcia było zapełnienie luki między bieżącą ofertą edukacyjną a oczekiwaniami rynku pracy w dziedzinie IoT.

Zdjęcie: Szymon Łaszewski

 

Tak się pracuje z najlepszymi


Jest ich dziesięciu. Wszyscy odbyli praktyki zawodowe w niemieckich firmach. Była to dla nich fantastyczna szkoła  życia i nie mają wątpliwości, że wyjechaliby jeszcze raz. Nam opowiadają o swoich doświadczeniach

Chcieli nauczyć się samodzielności, sprawdzić siebie i wiedzę, którą zdobyli w szkole. – Zależało nam, by zobaczyć, jak pracuje się w innych firmach, w innych krajach w Europie – mówi Paweł Rybka, który spędził miesiąc w Siemensie w Brunszwiku. Nie nudzili się. – Trafiliśmy z kolegą do firmy, w której musieliśmy się wykazać. Nie tylko lataliśmy z miotłą, chociaż po sobie trzeba było posprzątać – żartuje. Stanęli przed wyzwaniem, ale byli pewni, że sobie poradzą. Zgodnie jednak podkreślają, że to nie wyjazd dla każdego. Trzeba było wyróżniać się wynikami w nauce, a także odwagą i ciekawością świata. – W każdej firmie sprawdzano nasze umiejętności językowe i techniczne – dopowiada Miłosz Maj.

Szlifujemy warsztat

Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego (CKZiU) nr 2 w Raciborzu wysyła swoich uczniów na zagraniczne praktyki od 2006 r. „Technik w unijnej firmie – szansa na start zawodowy” nie jest jedynym takim projektem. Obecnie trwa następny: „Rozwiń zawodowe skrzydła z Erasmusem”, a wyjazdy stają się rutyną. Niedawno wrócili uczestnicy praktyki w czeskiej Opawie. W maju wyjeżdża grupa do niemieckiej Moguncji.

Praktykanci – wraz z opiekunem – spotykają się z nami w szkolnej bibliotece, by podzielić się refleksjami z wyjazdów. Są uczniami ostatniej klasy technikum o kierunkach elektronika i mechatronika. Z zaangażowaniem relacjonują, czego doświadczyli w Moguncji i Brunszwiku. – Trafiliśmy do idealnego miejsca, gdzie mogliśmy doszkalać się w zawodzie. Mieliśmy zadania związane z elektroniką, ale też z programowaniem. Mogliśmy pokazać, czego nauczyliśmy się w naszej szkole, rozwijać się i poznawać nowe metody pracy – mówi Paweł Rybka. Podobne odczucia ma Kewin Kaczor. – Nie byliśmy bezpośrednio w zakładzie Siemensa, ale w szkole kształcącej pracowników tej firmy: Rail Transportation Academy w Brunszwiku. Kontakt z niemieckimi rówieśnikami był inspirujący – dodaje.

Mecz, organy czy jujitsu?

Szkoła życia to nie tylko nauka i praca. Uczniowie razem mieszkali, a czas wolny albo organizowali we własnym zakresie, albo brali udział w programie przygotowanym przez szkołę partnerską (Heinrich-Büssing-Schule). Zwiedzili Berlin, Wolfsburg, pojechali też na targi CeMat (światowe targi intralogistyki) w Hanowerze. – Byliśmy na meczu Bundesligi w Wolfsburgu – chwalą się ci, którzy wyjechali do Brunszwiku. W weekendy jeździliśmy na wycieczki do Speyer i Wiesbaden – opowiadają uczestnicy praktyk w Moguncji. Zagospodarowanie wolnego czasu wymagało nieraz przygotowań. Jeden z praktykantów ćwiczył grę na organach w kościele, drugi, wicemistrz juniorów w jujitsu, doskonalił swoje umiejętności na niemieckich matach, a trzeci udzielał się jako koszykarz. – Przed wyjazdem napisałem do tamtejszej drużyny koszykówki i zapytałem, czy mogę przychodzić do nich na treningi. Zgodzili się i codziennie po praktyce trenowałem w tamtejszym klubie – relacjonuje Krzysztof Piskała.

Najważniejsi są ludzie

Sławomir Janowski, dyrektor CKZiU nr 2, nie kryje zadowolenia. – Wyjazdy to forma nagrody – podkreśla. Jest dumny, że dzięki projektom unijnym i współpracy z partnerami zagranicznymi jego szkoła ma pozycję lidera w praktykach zawodowych w regionie.

Obecna współpraca z niemieckim partnerem wyszła poza ramy projektowe i jest to, zdaniem Konrada Hajdasza, koordynatora projektu, klucz do sukcesu. Najlepsze rezultaty przynoszą działania, w których zawiązują się partnerstwa między szkołami, przeradzające się w stałą współpracę, kontakty pozaprojektowe, a nawet przyjaźnie. – My o sobie wiemy praktycznie wszystko, nasze rodziny znają się. Mamy kontakty na poziomie średniej kadry kierowniczej z niemieckimi partnerami i to procentuje – mówi Hajdasz.

Do wyjazdu szykuje się już nowa grupa. Trwa rywalizacja. To bardzo mobilizuje. Do Brunszwiku i Moguncji pojadą najlepsi. Warto się starać.

Zdjęcie: Konrad Hajdasz