Świat podany na talerzu


Osiem szkół, 36 dyscyplin (od gotowania do jubilerstwa), 80 zawodników, a wśród nich Polak Maciej Pisarek – znów na najwyższym stopniu podium! Tak wyglądały brytyjskie eliminacje do konkursu WorldSkills, rozegrane w Glasgow. – Uczniowie trenują do tych mistrzostw jak sportowcy do olimpiady – mówią organizatorzy

Gdzie moglibyśmy nauczyć się pracować z przegrzebkami? – pyta retorycznie Iwona Niemczewska. Nasza ekspertka pojechała do Glasgow, by sędziować, ale przyznaje, że nawet dla niej wyjazd to olbrzymia inspiracja. Polka ocenia w Szkocji zmagania najlepszych uczniów brytyjskich szkół branżowych. Stawką jest zaproszenie do udziału w finale prestiżowego międzynarodowego konkursu WorldSkills. Wydarzenie w tym roku odbędzie się w rosyjskim Kazaniu.

Iwona Niemczewska nie jest w Szkocji jedynym gościem z Polski. Na specjalne zaproszenie organizatorów do Glasgow przyjechał też Maciej Pisarek, reprezentant Polski w ubiegłorocznej europejskiej edycji konkursu w Budapeszcie. To tam został zauważony przez Brytyjczyków. Teraz w ramach przygotowań do wyjazdu do Kazania Maciej stanął blat w blat z kandydatami z Anglii, Walii i ze Szkocji.

Najlepsi z najlepszych

– Już sam udział w takich eliminacjach jest ogromnym wyróżnieniem, bo tu spotykają się najlepsi z najlepszych w naszym kraju – przekonuje Neil Bentley-Gockmann, dyrektor WorldSkills UK. – Skala przygotowań przypomina te do olimpiady sportowej. Nic dziwnego, bo udział w WorldSkills może oznaczać międzynarodowy sukces. Jest ogromną szansą zarówno dla uczestnika, jak i dla gospodarki kraju, który reprezentuje – dodaje.

Brytyjskie eliminacje zorganizowano w kilku miastach. Uczniowie rywalizowali nie tylko w City of Glasgow College, ale też w szkołach w Londynie, Cardiff, Nottingham, Dudley, Yorku, Coatbridge oraz Lisburn w Irlandii Północnej. W sumie do zmagań stanęło 80 zawodników w 36 kategoriach. To m.in. mechatronika, florystyka, elektronika, projektowanie stron internetowych, fryzjerstwo czy jubilerstwo.

W Glasgow o wyjazd do Kazania walczyli cukiernicy, kucharze, kelnerzy i adepci visual merchandisingu, czyli sztuki urządzania sklepów i ich witryn oraz eksponowania produktów. – W tym zawodzie nie chodzi tylko o to, by zrobić ładną wystawę sklepową. Chodzi o stworzenie pewnej strategii sprzedaży opartej na psychologii klienta, umiejętnościach graficznych, kreatywności. Ważna jest idea – mówi Coreen Gallagher, która uczy się visual merchandisingu w City of Glasgow College. Z okazji brytyjskich eliminacji do WorldSkills prezentuje swoje umiejętności w holu głównego budynku szkoły.

Przy stoisku obok Leona Westwater tworzy ozdoby z cukru karmelizowanego. W Glasgow uczy się cukiernictwa. – Ta masa pozwala formować się w wymyślne kształty – mówi, lepiąc w dłoniach plastyczną maź, rozgrzaną wcześniej na specjalnej maszynie. Powstanie z niej kolorowy kwiat z precyzyjnymi płatkami.

Z kolei Sarah Young zajmuje się artystycznym makijażem. Może on służyć na co dzień, ale może też przydać się w teatrze czy na planie filmowym. – Taki makijaż, nie tylko na twarzy, ale także na całym ciele, coraz częściej wykorzystywany jest również podczas pokazów mody. Chciałabym zająć się nim w przyszłości – opowiada i… zaczyna malować własne przedramię.

Dwa tysiące kursów do wyboru

Zmagania w City of Glasgow College połączono z dniami otwartymi dla kandydatów do szkoły, którzy mogą podpatrzyć, jak wyglądają nauka zawodu i panujące
w szkole warunki. A trzeba przyznać, że są bardzo dobre. Już sam budynek robi wrażenie. Duży, nowoczesny, ale dzięki drewnianym elementom – przytulny. Z częściami wspólnymi zachęcającymi do przesiadywania w czasie przerw i dyskusji, całym zapleczem doradców zawodowych, których gabinety od rana do popołudnia są otwarte dla uczniów, z przestrzenną biblioteką. Są też: symulator samolotu, maszynownia, salon fryzjerski i kosmetyczny, studio fotograficzne i radiowe, profesjonalne kuchnie. W sumie dziesiątki pracowni na dziewięciu piętrach. – Oferujemy blisko 2 tys. kursów. Rozmach naszej szkoły udowadnia, że nauka przedmiotów zawodowych to przyszłość. Absolwenci mogą realnie wpływać na charakter naszej gospodarki i rozwijać ją – mówi Sally Horrox, dyrektor ds. marketingu City of Glasgow College. Dodaje, że college w Glasgow jest jednym z najbardziej międzynarodowych w Wielkiej Brytanii. – Mamy uczniów
ze 130 krajów świata. Wygrywają narodowe i międzynarodowe konkursy. Wystawiamy też najwięcej w naszym kraju zawodników na WorldSkills – dodaje Horrox.

Corey Russel i Jackie McMaster opiekują się ogrodami w City of Glasgow College. To zadanie uczniów ogrodnictwa. W czasie eliminacji do WorldSkills prezentują odwiedzającym swoje plony: sadzonki bratków, młode krzaczki pomidora czy warzyw strączkowych. – Mamy trzy ogrody na dachu budynku i to w nich uczą się adepci ogrodnictwa. A nasze plony trafiają później do szkolnego bistro. Oczywiście nie jesteśmy w stanie wykarmić wszystkich, ale możemy w ten sposób wypromować ideę samowystarczalności żywnościowej i gospodarki opartej na lokalności – opowiada Jackie McMaster.

Polski sukces

W kuchennej spiżarni Maciej Pisarek i troje brytyjskich kandydatów do WorldSkills do wyboru mają ponad tysiąc produktów. Codziennie rano muszą wybrać te, które najlepiej pozwolą im zrealizować zadanie konkursowe. – Każdego dnia do zrobienia jest kilka modułów. Uczestnicy muszą się więc zmierzyć z finger food, czyli przekąskami, zupą, daniem głównym czy deserem. Powinni wykorzystać wskazane przez sędziów produkty, ale potraktować je autorsko – mówi George Smith, szef kuchni i jeden z jurorów w eliminacjach.

Kulinarne zmagania zaczynają się już o 7 rano i kończą późnym popołudniem, z krótką przerwą na lunch. I tak przez trzy dni z rzędu. Iwona Niemczewska: – Jest trudno, ale zawsze z Maćkiem powtarzamy, że bez ciężkiej pracy nic się nie osiągnie. Organizatorzy uznali, że jest na wysokim poziomie i wniesie coś twórczego do konkursu – dodaje.

Niemczewska się nie myli. Tydzień po powrocie z Glasgow do Polski dociera informacja: Maciej Pisarek – podobnie jak rok temu w Budapeszcie – znów okazał się najlepszy. Gotował najlepsze potrawy i w najlepszym stylu. Niemczewska komentuje: – Korzyści z udziału w konkursach takich jak WorldSkills są oczywiste i nieocenione. To ogromna szansa na naukę i poznanie innych krajów, kultur. Uczestnik WorldSkills ma świat podany na talerzu. Kucharzowi z takim doświadczeniem niestraszne będą żadne przegrzebki.

Sukces od kuchni


Na konkursach tylko niektórzy zdobywają nagrody, za to wszyscy zdobywają doświadczenie – mówi Maciej Pisarek, reprezentant Polski w gotowaniu

 

Gratulacje! Przygotowując się do konkursu WorldSkills wygrałeś brytyjskie eliminacje w konkurencji gotowanie. Co przyrządzałeś w Glasgow?

Podczas dnia polsko-brytyjskiego, który był w programie imprezy, przygotowałem typowo brytyjskie danie, czyli treacle tart z melasą, ale też nasz tradycyjny barszcz z uszkami.

Który główny szef kazał wam zabielić.

To nietypowe. Szef uznał, że powinien być podany z kwaśną śmietaną, trochę jak ukraiński. Ale wybaczam, bo barszcz wyszedł dobrze. Usłyszałem opinię, że miał „dużo płaszczyzn smakowych”.

No właśnie, co słyszałeś od jurorów?

Po każdym dniu mieliśmy odprawę, w trakcie której analizowaliśmy naszą pracę. Szefowie zwracali uwagę nie tylko na smak, ale też prezentację dania, podejście do pracy, utrzymanie czystości. Wszystko składało się na jedną ocenę, dokładnie tak, jak na konkursie WorldSkills.

Taki konkurs to przygoda, ale widać też było, że byłeś maksymalnie skupiony i naprawdę ciężko pracowałeś.

To wielka frajda, ale też harówa. Kończąc jeden dzień, musiałem już myśleć o następnym. Zwłaszcza że pracowało się na produktach u nas rzadko używanych. To m.in. przegrzebki, typowo szkocki specjał, czy szkocka dziczyzna z kością, którą trzeba było wytrybować, a z usuniętych kości zrobić sos i zupę. Oprócz tego były też tzw. tajemnicze składniki, które poznawaliśmy dopiero dzień przed gotowaniem. Mieliśmy więc jedną noc, żeby wszystko przemyśleć i rano wystartować ze swoimi pomysłami. W gotowaniu wszystko trzeba zaplanować, zwłaszcza w konkursach.

Co w pracy kucharza lubisz najbardziej?

Kuchnia zawsze była blisko mnie, a ja blisko kuchni. Jako małe dziecko lubiłem towarzyszyć babci czy mamie w gotowaniu i tak już mi zostało. Gastronomia była dla mnie naturalnym wyborem, bo po prostu zawsze sprawiała mi przyjemność. Później był pierwszy konkurs, drugi i tak doszedłem do WorldSkills.

Są uczniowie, którzy po prostu chodzą na lekcje, a później z nich wychodzą. A inni chcą robić więcej.

Miałem szczęście do ludzi, którzy mnie inspirowali. W czasach szkolnych poznałem takich szefów jak Paweł Salamon, Dawid Szkudlarek, Iwona Niemczewska. Oni mi pokazali, że warto dać z siebie więcej.

Ale inspiracja to nie wszystko, trzeba też chcieć.

Jeśli się coś kocha, to się to robi. W konkursach nie bierze się udziału tylko dla nagród. Często ktoś mnie pyta: „No dobra, ale co ty z tego masz?” To źle zadane pytanie. Tylko niektórzy zdobywają nagrody, ale wszyscy wyjeżdżają z ogromnym doświadczeniem, z radami od szefów z całego świata.

Z jakimi doświadczeniami wyjechałeś w ubiegłym roku z EuroSkills w Budapeszcie – konkursu, który wygrałeś?

Budapeszt niesamowicie mnie rozwinął. I nie mam na myśli tylko gotowania, ale też dyskusje, poznawanie nowych ludzi. Pokazałem się z dobrej strony i dzięki temu dostałem zaproszenie do udziału w eliminacjach w Wielkiej Brytanii, którą uwielbiam.

Kulinarnie też?

Jak najbardziej. Na Wyspach jest wiele składników, których w Polsce nie dostaniemy. Owoce morza, świeża sola, kraby. Niesamowite bogactwo!

Niektórych umiejętności można się nauczyć tylko za granicą?

Tak. Zwłaszcza że poziom na Zachodzie jednak różni się od tego w Polsce. Gdy się wyjeżdża, tę różnicę odczuwa się dużo mocniej. Wystarczy spojrzeć na college, w którym mieliśmy zawody. Jest olbrzymi, świetnie wyposażony, uczy się tam wielu profesji. Pracownie gastronomiczne są niesamowicie zaopatrzone, a za oknem jest ogród ze świeżymi warzywami. Świetne.

Jesteś absolwentem Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim.  Jak byś przekonał do młodych ludzi do szkół branżowych?

Wystarczy spojrzeć na przykłady z góry. Jest mnóstwo świetnych szefów kuchni, którzy wygrywają konkursy, zakładają swoje biznesy, jeżdżą po świecie, uczą innych. Wiedzę ze szkoły trzeba tylko połączyć z ambicją i samozaparciem.

Gdzie widzisz siebie w przyszłości?

Właśnie w Wielkiej Brytanii.

Wszyscy dobrzy kucharze wyjadą z Polski?

Chciałbym zdobyć na Wyspach doświadczenie, a później wrócić z nim do Polski i stworzyć coś nowego, pokazywać inne spojrzenie. Ale żeby je mieć, najpierw trzeba wyjechać i coś zobaczyć.

Z pasji do zawodu


Chcemy, by szkoły branżowe i technika nie były placówkami gorszego wyboru. One dają zawód, średnie wykształcenie i możliwość dalszej nauki. A dobrze przygotowani absolwenci mogą pracować na całym świecie – mówi Joanna Żebrowska, dyrektor Zespołu Szkół nr 7 w Tychach, laureatka nagrody VET Excellence Awards 2018

 

Komisja Europejska, w ramach obchodów Europejskiego Tygodnia Umiejętności Zawodowych 2018, nagrodziła panią za innowacyjność. Co to właściwie znaczy?

Ta nagroda to podsumowanie mojej działalności w Zespole Szkół nr 7 w Tychach. Od 2005 r. wysłaliśmy stąd ponad 300 uczniów na zagraniczne staże, na które zdobyliśmy ponad milion euro dofinansowania. Ale nie chodzi tylko o same wyjazdy. Przez cały rok uczymy tak, by młodzież była przygotowana do wyjazdu – zarówno na staż, jak i później do pracy. Wprowadziliśmy w naszej szkole lekcje prowadzone wspólnie przez nauczyciela przedmiotów zawodowych i nauczyciela języków obcych.

Czyli nauka języka w praktyce?

Jest przecież dużo skuteczniejsza niż ta standardowa. Najpierw anglista przygotowuje uczniów językowo: nazywa surowce, wyroby cukiernicze, czynności. Później wszyscy spotykają się w pracowni. Na przykład w mojej pracowni cukierniczej tłumaczę po polsku, jak należy zrobić ciasto, jakiego sprzętu użyć, jakich produktów, a później to samo robi anglista. W trakcie pracy zadaje uczniom pytania. Nie ma wtedy czasu na sprawdzanie słówek w słowniku, trzeba reagować szybko, naturalnie.

Tak jak w prawdziwej cukierni za granicą.

W ten sposób młodzież zdobywa umiejętności językowe, ale też nabiera śmiałości, otwiera się. Nie boi się składać wniosków o zagraniczne wyjazdy. Większość uczniów, którzy uczestniczą w innowacyjnych lekcjach, wyjeżdża później na staż.

Młodzież chce się kształcić za granicą?

Zazwyczaj jest tak, że za pierwszym razem uczeń jest onieśmielony, ale po powrocie chce jechać znowu. Po pierwszym stażu dzieci zupełnie inaczej patrzą na świat, zyskują pewność siebie, przekonanie, że mogą podołać trudnym sytuacjom. Uczą się także pracy pod presją czasu, używania języka obcego w codziennych sytuacjach, przyglądają się innej kulturze, poznają ludzi.

I uświadamiają sobie, że ze swoim zawodem mogą pracować nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie?

Oczywiście. I mamy tego przykłady, bo nasi uczniowie często po stażu dostają propozycje pracy. Mam wychowanka, który odbywał staż na Malcie, wrócił do Polski, skończył szkołę i znów pojechał na Maltę. Teraz pracuje tam w znanej restauracji, gdzie został wyróżniony tytułem najbardziej kreatywnego szefa kuchni. Właśnie widziałam jego zdjęcia na Facebooku. Zresztą często docierają do mnie wieści o moich absolwentach, którzy otwierają swoje restauracje, wygrywają konkursy. Potrafią odnaleźć się w tej branży.

Co się liczy w zawodzie? To, co wyniesione ze szkoły, czy praktyka?

Najważniejsze są umiejętności miękkie: odpowiedzialność, punktualność, systematyczność, utożsamianie się z tym, co robimy. Jeśli ktoś wkłada w pracę serce, to umiejętności zawodowe zdobędzie bardzo szybko. To właśnie na stażach młodzież rozwija swoje kompetencje miękkie. Dziecko wyjeżdża z dala od rodziny, leci samolotem, musi samo o siebie zadbać, musi być punktualne. Mama go na ten staż nie obudzi.

Młodzież wybiera szkoły zawodowe z pasji?

Różnie. Chcę wierzyć, że to przede wszystkim zainteresowanie i pasja, ale nie oszukujmy się, niektórzy przychodzą, bo koleżanka czy kolega wybrali tę samą szkołę, bo gdzieś się nie dostali. Ale są też tacy, którzy wiedzą, po co tu są. W tym roku zapraszamy do swoich pracowni gimnazjalistów i uczniów ósmych klas. Podpatrują, dowiadują się, jak wyglądają te lekcje. Dla mnie to była najpiękniejsza laurka, że dzieci w ogóle nie chciały wyjść z mojej pracowni. Robiliśmy faworki i ciasto zawijane, jedna uczennica przygotowywała się do konkursu i trenowała ciasto na bazie herbaty matcha, które podpatrzyłam na stażu w Barcelonie. Gimnazjaliści byli tak ciekawi tego, co się tam działo, że nie chcieli wychodzić. Mam nadzieję, że to się przełoży na rekrutację.

Dziś trend społeczny jest taki, że wszyscy chcą iść na studia.

Chcemy, żeby szkoły branżowe i technika były placówkami pierwszego wyboru. To nie jest gorszy wybór, bo to dobre szkoły, które dają zawód, średnie wykształcenie i możliwość dalszej nauki, zrobienia matury i studiowania. Znam cukiernie, które zatrudniają absolwentów Akademii Sztuk Pięknych, bo bardzo cenią umiejętności zawodowe połączone ze zdolnościami manualnymi.

Żeby szkolnictwo zawodowe się rozwijało, potrzebna jest też współpraca z pracodawcami, prawda?

W mojej szkole jest ona od zawsze. Praktyki zawodowe realizowane są w prawdziwych zakładach pracy. Młodzi cukiernicy na przykład spędzają trzy dni w tygodniu w szkole, a dwa u pracodawcy. I biorą udział w normalnej produkcji. My dajemy im pierwsze szlify, dzięki czemu na praktykach wiedzą już, jak obsługiwać urządzenia, przygotowywać określone rodzaje ciast.

Ale czy dla pracodawcy uczeń może być atrakcyjny?

W zawodach, w których kształci moja szkoła, pracodawcy wręcz proszą o uczniów, praktykantów. Często dotyczy to specjalnych wydarzeń, uroczystości np. w restauracji. Wtedy większa grupa młodzieży razem z nauczycielem bierze udział w obsłudze tej uroczystości. Jako szkoła gastronomiczna pomagamy również w organizacji wydarzeń specjalnych w innych szkołach. Korzyści są obopólne, a dla młodzieży to najlepsza forma nauki.

Pracuje pani również w Radzie Dyrektorów Szkół Zawodowych powołanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jakie rozwiązania są potrzebne na poziomie systemowym?

Ważna jest właśnie współpraca pracodawców i szkół. Chciałabym, choć jest to bardzo trudne, by włączyć pracodawców w proces tworzenia programów nauczania. Oni nie lubią tworzenia dokumentacji, procedur, ale w praktyce mają określone wymagania. I one mogą być świetną wskazówką dla nauczycieli. My zapraszamy do naszej szkoły pracodawców raz na semestr, by opowiedzieli nam, jakie mają oczekiwania. I później staramy się je realizować w pracy z młodzieżą. Warto, by konkretne zapisy pojawiły się w samych programach nauczania.

Wspominała pani, że sama pojechała na staż. Nauczyciel też powinien się uczyć?

Nie tylko powinien się wciąż uczyć. Nauczyciel wręcz musi to robić. W ustawie jest zapisane, że każdy nauczyciel przedmiotów zawodowych jest zobowiązany odbyć 40 godzin stażu u pracodawcy. W naszej szkole dzieje się to już od czterech lat. Zarówno nauczyciele przedmiotów zawodowych, jak i języków obcych wyjeżdżają na zagraniczne staże związane ze stanowiskiem pracy. Nauczyciel hotelarstwa stanął w recepcji zagranicznego hotelu, nauczyciel produkcji stanął w kuchni. Natomiast mnie udało się wyjechać na staż w cukierni japońskiej w Barcelonie. Jej właściciel, Japończyk, w 2016 r. wygrał konkurs na najlepszego croissanta w mieście. Rzeczywiście, ten jego rogalik jest niesamowity. Przygotowywałam go razem z nim.

I po powrocie nauczyciele wiedzę, którą zdobyli na zagranicznych wyjazdach, przekazują swoim uczniom?

Właśnie po to jeździmy. Uczymy tego wszystkiego na lekcjach, w pracowniach czy przy okazji przygotowań do konkursów. Ja pokazuję teraz uczennicy, jak twórczo można wykorzystać zieloną herbatę, która nadaje wyrobom cukierniczym oryginalność.

Dlaczego została pani nauczycielką?

Kończyłam nietypowy kierunek: wydział inżynieryjno-ekonomiczny przemysłu spożywczego. Zamarzyłam o pracy w laboratorium naszego Browaru Tyskiego. Przy pisaniu pracy magisterskiej współpracowałam z ówczesnym dyrektorem laboratorium dr. Jerzym Hetmańskim. Ciężko wtedy było dostać pracę w browarze, więc doktor podpowiedział mi, żebym spróbowała w zawodzie nauczyciela w technikum browarniczym. Poszłam tam i okazało się, że brakowało fachowców od szkolnictwa zawodowego. Właśnie tak zaczęłam swoją karierę. Moja mama zawsze mówiła, że chciała zostać nauczycielką. Jej się nie udało, ale córce już tak.

Czy dziś uważa pani, że to była dobra decyzja?

Początki były trudne, bo prowadziłam kilkanaście różnych przedmiotów i musiałam wyspecjalizować się w różnych branżach. Szybko zaczęłam jeździć z młodzieżą po zakładach: piekarniach, cukierniach. Chciałam, by uczniowie poznali zawód od strony praktycznej. Wicedyrektor szkoły powiedział mi, że te moje lekcje są ciekawe, że jestem urodzonym nauczycielem. Dodał mi tym wiatru w żagle, uwierzyłam w siebie.

A dziś to pani jest dyrektorem szkoły.

I wciąż najważniejsi są dla mnie uczniowie. Pamiętam, że absolwenci technikum przyjeżdżali do mnie już jako studenci i mówili, że na pierwszym roku studiów na politechnice właściwie nie mieli co robić, bo byli tak dobrze przygotowani dzięki prowadzonym przeze mnie lekcjom. To dla mnie największe wyróżnienie. Uczniowie odwiedzają mnie po latach i opowiadają o swoich osiągnięciach. Jako szefowie zakładów pracy pozdrawiają mnie przez obecnych moich uczniów, którzy tam praktykują. Wielu moich absolwentów, dziś już 40-letnich, zostało głównymi technologami w browarach. Jeden występuje nawet w reklamie browaru Okocim z Brzeska i co chwila widzę go w telewizji. To wielka satysfakcja.

Szczyt podium w debiucie


Powrót Polski do międzynarodowego konkursu EuroSkills wypadł znakomicie. Młody kucharz Maciej Pisarek, absolwent Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim, zdobył na Węgrzech medal doskonałości

Budapeszteńskie Hungexpo prawdopodobnie nigdy nie było świadkiem tylu emocji, ilu doświadczyło pod koniec września. W ciągu zaledwie trzech dni przez hale przewinęło się ponad 80 tysięcy zwiedzających.

Szkolne wycieczki, rodziny, media, sponsorzy i przedstawiciele czołowych firm z wielu branż, nauczyciele kształcenia praktycznego oraz wykładowcy i oficjele z całego świata… Wszyscy przybyli do Budapesztu, żeby zobaczyć na własne oczy największy w Europie konkurs umiejętności zawodowych EuroSkills, w którym o tytuł najlepszego walczyli reprezentanci krajów z całego Starego Kontynentu.

EuroSkills to europejska wersja World-Skills – zawodów z prawie siedemdziesięcioletnia tradycja. Gdy je inaugurowano, nikt pewnie nie planował, ze inicjatywa rozrośnie się do takich rozmiarów – w światowej edycji konkursu startują przedstawiciele 80 państw, a w europejskiej, która w tym roku obchodziła 10-lecie istnienia, dokładnie 28. Dobra praktyka, jaka z cała pewnością jest organizacja tego wydarzenia, przeniosła się tez na grunt lokalny. Krajowe wersje konkursu organizują od lat m.in. Finlandia, Portugalia i Francja. Cel wszędzie jest podobny: chodzi o to, aby stworzyć młodym ludziom szanse pokazania ich nieprzeciętnych umiejętnościowa promować szkolnictwo zawodowe.

EuroSkills to ogromne przedsięwzięcie, za którym stoją ciężko pracujący ludzie. Prawie 600 doskonale wyszkolonych zawodników, ponad 500 profesjonalnych ekspertów pracujących do późnych godzin nocnych… Ogromny był tez wkład pracy delegatów odpowiedzialnych za przygotowanie swoich kadr wanie oraz liderów drużyn, półmaratońskie dystanse po halach, aby zapewnić komfort podopiecznym. Wszędzie wyczuwalne były pasja i zapał, nie zabrakło również łez – na początku wywołanych stresem i strachem, później – radością i satysfakcją z wykonanej pracy. Taki właśnie był EuroSkills.

Kiedy w 2017 r., w trakcie WorldSkills w Abu Zabi, Polska wstąpiła do organizacji WorldSkills Europe, a Ministerstwo Edukacji Narodowej powierzyło Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji role koordynatora polskiej drużyny, nikt nie wiedział, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Dzisiaj, po pierwszej edycji konkursu, jesteśmy bogatsi o doświadczenie, przyjaźnie, wiedze, która z cała pewnością zaowocuje. A plany mamy ambitne. W Budapeszcie Polskę reprezentowali cieśla, florystka, fryzjer, kucharz, mechatronicy, murarz i tynkarz. Szlak został przetarty, ale warto pamiętać, że na EuroSkills mamy 37 konkurencji, a w Polsce tysiące młodych, utalentowanych uczniów, którzy z cała pewnością są gotowi sprostać temu trudnemu wyzwaniu. Nasz apetyt z roku na rok będzie wiec rósł. Już w tym poza wspomniana ósemka do Budapesztu pojechali młodzi polscy eksperci od technologii mody, technologii samochodowej, obrabiarek CNC, architektury krajobrazu, obsługi gości hotelowych. Ich zadaniem była obserwacja, sędziowanie, poznanie specyfiki konkurencji.

Wszystko po to, aby w kolejnych odsłonach konkursu również w tych branżach udział wzięli nasi zawodnicy.

Medal doskonałości zdobyty na Węgrzech przez polskiego kucharza Macieja Pisarka, absolwenta Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim, to dopiero początek naszej przygody. W Mobilnym Centrum Edukacyjnym, które towarzyszyło polskiej drużynie na Euro- Skills zawiesiliśmy osiem plakatów zawodników

z 2018 r. Wierzymy, ze w 2020 r. w austriackim Grazu będzie nas więcej. Wspólnie ze szkołami i z pracodawcami jesteśmy w stanie przygotować szersza reprezentacje, bo przyświeca nam ten sam cel i pasja. Wszystkich, którzy chcieliby w tym pomóc, serdecznie zapraszamy do współpracy.

Moja przygoda z Europass-Mobilnosc


Ten dokument wyróżnia z tłumu. Potwierdza wykonane zadania oraz nabyte kompetencje i umiejętności. Z nim w kieszeni jest po prostu dużo łatwiej…

Od 2011 r. jako autorka i koordynatorka projektów mobilności jestem współodpowiedzialna za potwierdzanie kompetencji uczestników zagranicznych staży zawodowych. Jakie są moje doświadczenia w tej dziedzinie? Co warto brać pod uwagę i o czym pamiętać?

Zacząć trzeba od podkreślenia, ze w przypadku staży finansowanych przez Erasmus+ certyfikat Europass-Mobilnosc (EM) dokumentuje pozytywne zaliczenie ich programu w danym zawodzie. Warunkiem tego, by dokument miał pozytywny wpływ na karierę zawodowa młodego człowieka, jest wiec dobór odpowiedniej zagranicznej organizacji przyjmującej – takiej, która zapewni uczestnikom pozyskanie umiejętności i kompetencji adekwatnych do określonego zawodu.

Najlepiej jest oczywiście zapewnić uczestnikom miejsca stażu uwzgledniające ich oczekiwania i zainteresowania. Jeśli uczeń kształcący się w zawodzie technik informatyk chce się realizować jako programista, najcenniejszym doświadczeniem dla niego będzie staż na stanowisku związanym z programowaniem. Znalezienie zagranicznej organizacji partnerskiej, która zagwarantuje wysoka jakość przedsięwzięcia, uwzględniając indywidualne oczekiwania i profili zawodowy uczestników, jest trudne, ale w przyszłości ułatwi młodemu informatykowi dalszy rozwój.

Dobry EM powinien być rzetelny. To oznacza, ze wykaz zaplanowanych umiejętności i kompetencji musi być zgodny z prawda. Musimy wiec zadbać, by były one możliwe do uzyskania w czasie stażu – a ten jest przecież dość krótki, trwa zazwyczaj3 lub 4 tygodnie. P zwyczaj Przy uzgadnianiu programu należy postawić na jakość, a nie ilość. I brać pod uwagę nie tylko kompetencje zawodowe, ale także językowe.

Co ważne, EM prezentuje również cały pakiet tzw. kompetencji miękkich, takich jak: pewność siebie, umiejętność komunikacji, współpracy w zespole, asertywność, zaradność, odporność na stres itp. Takich kompetencji nie można zdobyć z książek, a jedynie przebywając i współpracując z innymi ludźmi. To właśnie brak tego rodzaju umiejętności często powoduje, ze osoba, nawet z doświadczeniem zawodowym, ma trudności w znalezieniu pracy.

Europass-Mobilnosc to cos, co młodego człowieka wyróżnia z tłumu, bo tylko niewielki procent osób starających się o prace może pochwalić się w CV zagranicznym doświadczeniem. Przydatność dokumentu potwierdzają zresztą sami uczestnicy mobilności. – Oprócz tego, ze daje satysfakcje, EM otwiera nam wiele możliwości związanych ze zdobyciem pracy, nie tylko na krajowym rynku, ale także za granica – mówi Klaudia, była uczestniczka mobilności zagranicznych. – Jest także dowodem, ze mieliśmy okazje poznać nowa kulturę i dostosować do międzynarodowego środowiska – dodaje.

Reasumując, dla ucznia Europass Mobilnosc jest potwierdzeniem jego pierwszego sukcesu na międzynarodowym rynku pracy, perełka wyróżniająca go z tłumu konkurentów. Dla nauczyciela – opiekuna uczniów w czasie stażu zagranicznego czy tez uczestnika mobilności typu job shadowing – EM stanowi potwierdzenie pasji zawodowych. Dokument potwierdza, ze pedagog uczestniczy w realizacji europejskiego planu rozwoju szkoły EM, a to z kolei sprawia, ze nauczyciel jest wyżej oceniany przez dyrekcje placówki.

EM może być również wspaniałym elementem promocji szkoły. Wystawiony przez szkołę we współpracy z instytucjami zagranicznymi potwierdza europejski wymiar kształcenia zawodowego oraz włączanie treści ponadnarodowych do standardowych programów nauczania.

Na staż po nowe kompetencje


Uczniowie wyjeżdżają na praktyczne szkolenia w zagranicznych firmach głównie po to, by pogłębić wiedzę i zdobyć nowe umiejętności.

Czy im się to udaje? Odpowiedź na to pytanie przyniosło badanie przeprowadzone przez FRSE

Badanie miało określić wpływ zagranicznych staży i praktyk na dalsze losy ich uczestników. Do wszystkich absolwentów staży wysłano anonimową ankietę, a część respondentów uczestniczyła także w wywiadach i grupach fokusowych.

Większość uczestników badania była zgodna, że takie wyjazdy mają istotny wpływ na dalsze życie zawodowe, chociaż podkreślano również, że zależy on m.in. od długości pobytu za granicą, zakresu wykonywanej pracy i jakości zapewnionej opieki mentorskiej. Znaczna część respondentów deklarowała także, że udział w zagranicznych stażach i praktykach pozwolił im przekonać się o słuszności wyboru branży kształcenia. Szczególnie dotyczyło to tych osób, które nie zdążyły jeszcze zrealizować praktyk w Polsce.

Umiejętności zawodowe

Uczestnicy wyjazdów mogli nie tylko sprawdzić się na danym stanowisku, ale również zobaczyć, jak wygląda praca i praktyczna nauka zawodu w innym kraju europejskim. W trakcie badania respondenci podkreślali, że już sam fakt otrzymywania od pracodawców codziennych zadań, pozwalających na wykonywanie ciekawych i różnorodnych zajęć, miał istotny wpływ na poznanie specyfiki pracy w danym zawodzie. Wyniki badania pokazały też, że poziom deklarowanego wpływu na poszczególne kompetencje w wielu wypadkach zależał od branży. Absolwenci staży w branży mechanicznej często deklarowali, że wyjazdy w wysokim stopniu pomogły im lepiej obsługiwać specjalistyczne narzędzia i sprzęt.

Absolwenci kierunków związanych z informatyką i budownictwem często podkreślali z kolei różnice w zaawansowaniu technologicznym pomiędzy polskimi i zagranicznymi firmami. Odmienność specyfiki poszczególnych branż okazała się również istotna w kontekście rozwoju umiejętności interpersonalnych uczestników. Nowe kompetencje w zakresie obsługi klienta, technik sprzedaży czy umiejętności negocjacyjnych zdecydowanie częściej deklarowali absolwenci staży realizowanych w turystyce i gastronomii niż osoby biorące udział w mobilnościach w branży mechanicznej, elektrycznej i elektronicznej czy też rolniczo-leśnej.

Posługiwanie się językiem obcym

Zdecydowanie mniejsze zróżnicowanie w postrzeganiu korzyści związanych z nową wiedzą i umiejętnościami dotyczyło kompetencji komunikacyjnych, w szczególności językowych. Niemal wszyscy uczestnicy badania potwierdzili, że mobilność przyczyniła się do zwiększenia ich umiejętności w zakresie posługiwania się językiem obcym, także w środowisku pracy.

Zdaniem uczestników wynikało to nie tylko z realizacji konkretnego programu stażu, ale również z konieczności komunikacji z obcokrajowcami, zarówno w pracy, jak i w codziennym życiu. W takich wypadkach potrzeba porozumiewania się ze współpracownikami przezwyciężyła nieśmiałość i kompleksy związane z brakiem poprawności językowej. Byli stażyści podkreślali także, że dla zwiększenia umiejętności posługiwania się językiem obcym niezwykle istotny okazał się nie tylko sam okres praktyk, ale i rzetelnie zaplanowany harmonogram przygotowania do realizacji mobilności.

Niektórzy respondenci zwracali uwagę, że zajęcia przygotowawcze byłyby zdecydowanie bardziej efektywne, gdyby kurs rozwijał również praktyczne umiejętności posługiwania się językiem obcym. Po przyjeździe do kraju, gdzie realizowany był staż, często okazywało się, że znajomość języka wyniesiona ze szkolnych zajęć była czysto teoretyczna i ograniczała się do znajomości gramatyki oraz terminologii zawodowej. Niektórzy respondenci deklarowali też, że możliwość obcowania z żywym językiem umożliwiło im mieszkanie w domach prywatnych. Taka forma zakwaterowania – pomimo początkowego stresu – wymagała używania języka obcego w codziennej komunikacji z domownikami, co w konsekwencji pozytywnie wpłynęło na rozwijanie kompetencji językowych. Należy jednak dodać, że zależało to od chęci i wzajemnego nastawienia gości oraz gospodarzy.

Kompetencje kulturowe

Dłuższy pobyt za granicą oraz praca w międzynarodowym środowisku sprawiły, że młodzi stażyści mieli możliwość pełniejszego obcowania z przedstawicielami innych kultur i narodowości. Zdecydowanie był to czynnik otwierający uczestników staży na świat oraz sytuacje, z którymi wcześniej nie mieli do czynienia w Polsce.

Różnice kulturowe dawały o sobie znać również w trakcie pracy zawodowej. Dostrzegali je szczególnie stażyści pracujący w branżach związanych z usługami, hotelarstwem i gastronomią, chociaż dodać należy, że osoby kształcące się w innych branżach także zauważały istotny związek pomiędzy inną kulturą i odmiennym stylem życia a sposobem wykonywania pracy zawodowej. W poznawaniu kontekstów kulturowych pomagały wycieczki, które łączyły rozrywkę z poszerzaniem wiedzy na temat kultury, historii i tradycji danego kraju.

Umiejętności miękkie

Większość badanych podkreślała, że doświadczenie udziału w projekcie w dużym stopniu wpłynęło na zmianę ich poglądów i postaw, a udział w stażu w znacznym stopniu przyczynił się do rozwijania kompetencji miękkich.

Jedną z zalet mobilności była możliwość sprawdzenia się w nowych warunkach, z dala od domu i codziennych przyzwyczajeń. Dla wielu respondentów było to nie tylko pierwsze doświadczenie prawdziwej pracy zawodowej, ale też często pierwszy samodzielny dłuższy pobyt z dala od bliskich. Uczestnicy badania często potwierdzali, że udział w mobilności nauczył ich lepiej pokonywać stres oraz radzić sobie w trudnych i nietypowych sytuacjach. Deklarowane zmiany dotyczyły bardzo różnych aspektów, związanych m.in. z podejmowaniem inicjatywy, umiejętnością pracy w zespole czy większą otwartością na zmiany. Uczestnicy wywiadów często podkreślali również, że już sam fakt poradzenia sobie w nowych warunkach zdecydowanie wzmocnił ich pewność siebie i stawał się impulsem do podejmowania nowych inicjatyw po powrocie do kraju.

Europass – dokumenty na całe życie!


Słysząc Europass, wielu z nas myśli: „Następne dokumenty do wypełnienia!”. Warto jednak pamiętać, że nie są to zwykłe dokumenty aplikacyjne. U podstaw Europassu leży bardzo ważna idea: uczymy się nie tylko w szkołach, ale też w codziennym życiu

Każdy z nas wie, że nie tylko świadectwa i dyplomy są potwierdzeniem wiedzy i umiejętności. Zdajemy sobie sprawę, że również czytanie książek i samodzielne rozwijanie zainteresowań czy pasji znacząco rozwija nasze zasoby edukacyjne. Tworząc curriculum vitae, często stajemy przed wyzwaniami: ale jak to potwierdzić? Gdzie to wpisać? Zazwyczaj wrzucamy takie informacje do sekcji Inne albo Zainteresowania.

W dokumentach Europass (które sami wypełniamy) jest bardzo dużo miejsca na aktywności niemieszczące się w standardowych rubrykach Wykształcenie czy Doświadczenie zawodowe, a dzięki specyficznej konstrukcji dokumentów dane te są bardzo dobrze widoczne. Jest to o tyle ważne, że w andragogice (i w ogóle w naukach humanistycznych i społecznych) od lat przyjmuje się, iż aktywności edukacyjne można podzielić na trzy jakościowo różne subobszary (Malewski 2010, s. 21), zaproponowane przez Philipa H. Coombsa i jego zespół (Coombs, Prosser, Ahmed 1973). Wyszczególnili oni edukację formalną, pozaformalną i nieformalną.

Edukacja formalna jest zinstytucjonalizowaną, hierarchicznie ułożoną strukturą. Edukacja pozaformalna to inne (występujące poza strukturą) aktywności, które są mniej lub bardziej zorganizowane, mają określone cele, efekty, czasem metody i najczęściej stanowią odpowiedź na bieżące potrzeby społeczeństwa

czy różnych grup społecznych i/ lub środowisk (Coombs, Ahmed i in., 1974, s. 8). Do tej grupy zaliczamy m.in. wszelkie kursy, szkolenia, warsztaty. Prawdziwie całożyciowym procesem jest natomiast edukacja nieformalna – w tym procesie jednostka nabywa postawy, wartości, umiejętności i wiedzę dzięki wpływom środowiska: rodziny, lektur, środków masowego przekazu (Coombs, Ahmed i in. 1974). Aktywności te są mocno zakorzenione w codzienności, ale z uwagi na brak formalnych ram (np. ustalonych celów, efektów, sposobów organizacji) jednocześnie bardzo trudne do uchwycenia, opisania lub zbadania. Często w procesie rekrutacji trudno jest je uchwycić – czy to przez natłok danych (działy Doświadczenie zawodowe i Edukacja), czy to dlatego, że w standardowym CV nie ma przestrzeni na wytłumaczenie, w jakich sytuacjach przekonaliśmy się, iż mamy przykładowo wysokie kompetencje komunikacyjne.

W CV Europass istnieje zaś wiele możliwości podkreślenia właśnie tego obszaru edukacji. W dziale Umiejętności znajdują się bowiem rubryki Umiejętności komunikacyjne, organizacyjne, zawodowe, cyfrowe i Inne. W każdej z nich jest miejsce na informację, w jaki sposób te umiejętności zostały zdobyte. Oczywiście możemy wykazać tu swoje doświadczenia zawodowe czy potwierdzenia z obszaru edukacji formalnej i pozaformalnej. Jednak możemy też jak najbardziej uwzględnić doświadczenia nieformalne: zorganizowanie Zlotu Potteromaniaków albo złożenie trzech projektów do budżetu partycypacyjnego.

Podobnie jest w dokumencie Europass – Paszport Językowy, gdzie w sekcji Doświadczenia językowe i interkulturalne można wpisać m.in. używanie języków obcych w pracy, w życiu codziennym, w trakcie podróży zagranicznych. Warto, by z tej opcji skorzystały osoby, które z różnych powodów nie podchodziły do egzaminów certyfikujących, ale język obcy znają i w rozmaitych sytuacjach się nim posługiwały. Mam wrażenie, że w obecnych czasach, gdy każdy kredencjał się liczy, także nasze aktywności pozazawodowe mogą być ogromnym atutem na rynku pracy.

Europass to jednak nie tylko dokumenty, które wypełniamy samodzielnie (Europass – Curriculum Vitae i Europass – Paszport Językowy). Portfolio uzupełniają Europass – Suplement do Dyplomu Szkoły Wyższej, Europass – suplementy potwierdzające kwalifikacje zawodowe (Europass – Suplement do Dyplomu Potwierdzającego Kwalifikacje Zawodowe i Europass – Suplement do Dyplomu Mistrzowskiego lub Świadectwa Czeladniczego) i wreszcie Europass – Mobilność. Wielu studentów traktuje suplement jako mało istotny dodatek do dyplomu magisterskiego bądź licencjackiego. Tymczasem właśnie ten dokument jest niezmiernie ważny, jeśli chcemy pracować albo kontynuować naukę za granicą.

Po pierwsze, dzięki niemu pracodawca widzi, jakie przedmioty zaliczyliśmy podczas studiów oraz jaki poziom wiedzy, umiejętności i kompetencji osiągnęliśmy. Po drugie zaś, choć suplement nie uprawnia do formalnego uznania dyplomu (trzeba samodzielnie rozpocząć tę procedurę), pozwala zarówno pracodawcy, jak i władzom uczelni czy szkoły porównać kwalifikacje osoby przyjeżdżającej z tymi, które są przyznawane w danym kraju.

Podobnie zresztą działają suplementy potwierdzające kwalifikacje zawodowe. Po zdaniu odpowiednich egzaminów (nie dodatkowych) wymaganych w toku kształcenia zawodowego można otrzymać takie dokumenty w języku polskim, a na życzenie – również w języku angielskim. Suplementy mają potwierdzać kwalifikacje nabyte w drodze edukacji formalnej i są dostosowane do Europejskich Ram Kwalifikacji. Z kolei dokument Europass – Mobilność służy do potwierdzenia europejskich ścieżek kształcenia, czyli praktyk zawodowych, wolontariatu oraz studiów w ramach programów wymiany. Wszystkie te aktywności są niezmiernie istotne z perspektywy rozwoju zawodowego, a wspomniany dokument jest tak skonstruowany, że zawiera najważniejsze dla przyszłego pracodawcy punkty: cel i czas trwania oraz zakres obowiązków wykonywanych w czasie wyjazdu. O dokument ten może się starać każdy, kto po 1 stycznia 2005 r. wyjechał za granicę w ramach wyjazdu zorganizowanego (będącego wynikiem podpisania umowy między instytucją krajową a zagraniczną instytucją przyjmującą).

Z punktu widzenia osoby zajmującej się wspomaganiem rozwoju innych ludzi zauważam jeszcze jeden atut całego projektu. Zazwyczaj zaczynamy tworzyć dokumenty aplikacyjne, kiedy pojawia się myśl o zmianie albo podjęciu pracy. Wtedy też wiele osób gorączkowo zastanawia się, co umieścić w dokumentach, i poszukuje wszystkich „papierów” (dyplomów, certyfikatów, zaświadczeń), które wypełnią CV.

Można jednak inaczej! Europass pozwala na ustawiczną pracę nad dokumentami: zarówno CV, jak i Paszport Językowy wypełniamy online, po czym zatwierdzamy zmiany, wysyłamy całość do chmury lub na adres e-mail albo zapisujemy na komputerze. W razie potrzeby wracamy do dokumentu, dopisujemy nowe kwalifikacje i przekazujemy CV potencjalnemu pracodawcy. Gdzie chcemy i kiedy chcemy! Wystarczy połączenie z internetem, by nawet na wakacjach zarządzać swoją karierą. Nigdy nie wiemy, kiedy otworzą się przed nami nowe możliwości zawodowe. A ponieważ, jak mówią niektórzy, szczęście to okazja plus przygotowanie – pomóżmy sobie! Przygotujmy dokumenty aplikacyjne, aby jednym kliknięciem wysłać je potem do serwisów EURES, MONSTER, XING bądź do wybranego pracodawcy. W całej Europie dokumenty te wypełniło już ponad 100 mln osób i chociaż wymaga to nakładu pracy i czasu, głęboko wierzę, że warto! •

Tylko zmiana jest pewna


Nazwa POWERGEDON może się kojarzyć ze słynnym filmem katastroficznym. Ale uczestnicy zatytułowanej tak konferencji nie dyskutowali o asteroidzie zagrażającej ludzkości, ale o Rewolucji 4.0, na którą powinny przygotować się także szkoły

Spotkanie przedstawicieli instytucji mających doświadczenie w realizacji projektów ze środków Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (PO WER) zorganizowano w podwarszawskiej Zielonce. Celem wydarzenia było wsparcie beneficjentów w budowaniu dobrych relacji w zespołach projektowych. Spotkanie odbyło się po raz drugi – zeszłoroczna, pierwsza edycja, spotkała się bowiem z bardzo ciepłym przyjęciem.

POWERGEDON 2018 rozpoczął się od konferencji „Rewolucja 4.0 – Kompetencje 4.0”. Jej tematem były zmiany czekające polski przemysł i szkoły w związku ze zbliżającą się rewolucją technologiczną i wynikającą z tego reorientacją procesu edukacji. Znaczenie pojęcia Rewolucja 4.0 wyjaśnił Arkadiusz Rodak z firmy Astor – jak podkreślił, jest ona związana z jeszcze większą automatyzacją niż poprzednie. Najnowocześniejsze przedsiębiorstwa coraz częściej rezygnują z pomocy człowieka i zastępują go robotami, które – odpowiednio zaprogramowane – potrafią wykonać nieskomplikowane zadania.

O tym, co dają uczniom zagraniczne praktyki oraz jak ich przygotować, by odnaleźli się w erze automatyzacji, mówili Janusz Puszkarz, nauczyciel z Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Jarosławiu oraz uczniowie tej placówki: Marcin Domański i Gabriel Maj. W ramach projektu realizowanego dzięki środkom z programu POWER, młodzież wyjechała do partnerskiej instytucji w Dreźnie, gdzie pracowała ze sterownikami PLC Siemiens Logo. Marcin i Gabriel zaprezentowali w Zielonce m.in. makietę sygnalizacji świetlnej (opartej na sterownikach elektronicznych), którą przygotowali w ramach zaliczenia stażu.

Swoim doświadczeniem w trakcie POWERGEDONU 2018 podzieliła się także dr Halina Nocoń, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Studzienicach. Opowiedziała m.in. o tym, dlaczego naukę kodowania warto rozpocząć już w przedszkolu.

Konferencję zakończyło wystąpienie dr Aleksandy Przegalińskiej z Akademii Leona Koźmińskiego i Massachusetts Institute of Technology (MIT). Prelegentka przybliżyła tematykę relacji między człowiekiem a maszyną oraz kwestię etyki zawodowej w kontekście sztucznej inteligencji. Podkreśliła również, że w dążeniu do automatyzacji i robotyzacji świata ważne jest zachowanie rozsądku.

Drugi dzień POWERGEDON-u przeznaczony był na grę terenową pn. „Starcie z historią”. Na drużyny czekały zadania nawiązujące tematyką do epoki szlachecko-rycerskiej, np. strzelanie z łuku. Wszystko po to, by budować poprawne relacje w zespole projektowym, poprawić komunikację między członkami zespołu oraz ułatwić grupowe rozwiązywanie problemów i wymianę doświadczeń. W zabawie udział wzięło 20 drużyn: 4-osobowe zespoły, które na co dzień zarządzają projektami POWER oraz drużyna FRSE. Po zaciętej walce zwyciężył Zakład Doskonalenia Zawodowego z Białegostoku. Serdecznie gratulujemy! •

– współpraca Katarzyna Płoskiewicz

 

Nie sprawią zawodu


Po kilku latach przerwy polska reprezentacja wystartuje w międzynarodowym konkursie umiejętności dla młodych zawodowców EuroSkills. W Budapeszcie będziemy walczyć o medale w sześciu konkurencjach

EuroSkills to organizowane co dwa lata konkursy umiejętności zawodowych, w których uczestniczą młodzi Europejczycy w wieku od 18 do 25 lat. Konkurs jest kontynentalnym odpowiednikiem światowych zawodów WorldSkills, których pierwsza edycja miała miejsce w roku 1950 w Madrycie. Premierowe zawody dla młodych fachowców ze Starego Kontynentu – EuroSkills – odbyły się w 2008 r. w Rotterdamie. Rywalizacja z roku na rok jest coraz bardziej zacięta – we wrześniu w Budapeszcie walka toczyć się będzie w 36 konkurencjach wystartować ma ok. 500 młodych fachowców.

Od gastronomii po mechatronikę Do tej pory polska reprezentacja brała udział w dwóch edycjach konkursu – tej pierwszej w Holandii oraz dwa lata później w Lizbonie. Podmiotem, który odpowiadał za przygotowanie zawodników oraz całą logistykę tego ogromnego przedsięwzięcia była wtedy Naczelna Organizacja Techniczna. Od tamtego momentu nie uczestniczyliśmy w zawodach EuroSkills, jednak w tym roku się to zmieni. Jeszcze w 2017 r. MEN wyznaczyło Fundację Rozwoju Systemu Edukacji do pełnienia roli instytucji koordynującej przygotowania Polski do udziału w konkursie, a także członkostwa w światowej organizacji WorldSkills. Na przełomie roku zdecydowano, że Polska weźmie udział w sześciu konkurencjach (gastronomia, florystyka, fryzjerstwo, murarstwo, tynkarstwo i sucha zabudowa oraz mechatronika) i rozpoczęto rekrutację zawodników do naszej reprezentacji.

Jej ostateczny skład znany będzie dopiero pod koniec czerwca, jednak już teraz wiadomo, że w konkurencji mechatronika wystartują uczniowie z Zespołu Szkół Licealnych i Technicznych w Warszawie. Ostatnim sprawdzianem dla nich był udział w zawodach Taitaja 2018, które odbyły się maju br. w Tampere. Były to fińskie krajowe eliminacje do EuroSkills, a Polaków zaproszono tam, by – jako debiutanci – nabrali nieco doświadczenia. – Konkurencja była bardzo zacięta, ale staraliśmy się uzyskać jak najlepszy rezultat – mówi Przemek Krasnodębski z Zespołu Szkół Licealnych i Technicznych w Warszawie. Nasi reprezentanci występowali w zawodach w roli gości, a więc nie byli klasyfikowani. Sam udział w rywalizacji zaowocował jednak zdobyciem cennego doświadczenia.

Jedziemy po naukę Jak będzie wyglądać przygotowanie polskich uczniów do udziału we wrześniowych zawodach? – Samo przygotowanie to sprawa techniczna. Dużo ważniejszy jest sposób wyłaniania uczestników – tłumaczy Paweł Salamon, ekspert sieci ECVET, szef kuchni w Hotelu Smolarnia, a przede wszystkim team leader polskiej reprezentacji w najbliższym konkursie EuroSkills. – Chcemy stworzyć ogólnopolski, jednolity system rekrutacji do konkursu. Zgodnie z naszym pomysłem, poszczególne szkoły branżowe będą mogły wystawić swoich najlepszych uczniów w danym zawodzie do krajowego finału. Podczas tego jednodniowego wydarzenia uczniowie będą mogli skonfrontować swoje umiejętności, a my wyłonimy najlepszych, którzy będą mogli nas reprezentować konkursach EuroSkills bądź WorldSkills – dodaje. Izabela Laskowska, dyrektor Biura Kształcenia i Szkoleń Zawodowych w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji (FRSE) nie ma wątpliwości: – Udział w konkursie może być kluczowy dla rozwoju zawodowego młodych ludzi. Paweł Salamon dodaje: – Z mojej perspektywy – szefa kuchni i nauczyciela zawodu – jest to bardzo ważne, że młodzież będzie miała możliwość międzynarodowej prezentacji umiejętności zdobytych w trakcie nauki.

Jakie mamy szanse na to, aby zostać czarnym koniem mistrzostw? – Nasz udział ma charakter pilotażowy. Do startu podchodzimy z dużą pokorą, spokojem i cierpliwością – tonuje nastroje Paweł Salamon. – Poziom konkurencji w konkursach europejskich czy światowych znacznie wykracza poza obowiązujące minimum programowe – zauważa Izabela Laskowska. Przedstawicielka FRSE zachęca, by na razie skupić się na innych walorach polskiego udziału w EuroSkills. – Te konkursy dają młodym ludziom szansę zdobycia unikatowego doświadczenia. To też promocja kształcenia zawodowego, a dla pedagogów – informacja o poziomie nauczania. Myślę, że zawody potwierdzą, że w Polsce jest on wysoki – podkreśla.

Paweł Salamon dodaje: – EuroSkills to bardzo ciekawy, perspektywiczny projekt. Szkoły i uczniów zachęcam do uczestnictwa, a resztę do trzymania kciuków. •

Welcome to Poland!


Od inauguracji programu Erasmus+ nasz kraj odwiedziło już ponad 8 tys. stażystów. Co sprawia, że polskie szkoły mają ochotę przyjmować zagranicznych gości?

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że pełnienie w projekcie roli partnera przyjmującego stażystów nie ma większego sensu. – Wiąże się to z poświęceniem dziesiątek godzin oraz zaangażowaniem wielu osób – przyznaje Grzegorz Postrzech, kierownik kształcenia praktycznego z Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Bytomiu.

Pierwszy problem z brzegu to bariera językowa. – Firmy nie chcą oferować stażu dla praktykanta z zagranicy z obawy, że się z nim nie dogadają. Zdarza się bowiem, że przyjeżdżają osoby bardzo słabo mówiące po angielsku. A przedsiębiorstwa nastawione są na produkcję i nie mogą poświęcać zbyt dużo czasu stażystom – mówi Postrzech.

Dlaczego więc placówka, w której pracuje przyjmuje gości z zagranicy od 2007 r.? – Korzyści przesłaniają niedogodności – zapewnia. O co dokładnie chodzi?

Kontakty i prestiż

Koordynatorzy projektów przyznają, że przyjmowanie stażystów przede wszystkim mobilizuje do wysiłku. A to dzięki niemu szkoła się rozwija. Już sama konieczność znalezienia firm, które przyjęłyby na staże uczniów z zagranicznych szkół sprawia, że placówki poszerzają sieć kontaktów wśród rodzimych przedsiębiorstw. I potem mogą do jednej czy drugiej firmy wysłać… własnych podopiecznych.

Zaletę tę dostrzega m.in. Beata Kalwarczyk-Warpas, wicedyrektor Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Wincentego Witosa w Leśnej Podlaskiej. Jej placówka kooperuje z węgierską szkołą rolniczą, która przysyła do Polski uczniów kształcących się w zawodzie technik hodowca koni. – Tego rodzaju projekty otwierają przed nami możliwość nawiązania współpracy z nowymi instytucjami ze świata biznesu – potwierdza.

Zdaniem Beaty Kalwarczyk-Warpas udział w projektach wpływa też na rozwój szkoły oraz podniesienie prestiżu w lokalnej społeczności. – Ma też ogromny wpływ na zwiększenie motywacji do rozwoju zawodowego naszych uczniów i pracowników – dodaje. Szkoły przyjmujące nie tylko bowiem zajmują się pozyskaniem partnerów ze sfery biznesu, ale też same organizują wiele zajęć. – Zagraniczni goście uczestniczą w niektórych lekcjach czy zajęciach specjalistycznych. Pozwala to na przełamanie barier, poznanie kultur innych krajów. Nauczyciele angażują się w takie działania z własnej woli. Pomagają w organizacji, prowadzą zajęcia, zaczęli inwestować w języki obce. Sprawia im to wiele satysfakcji – mówi Grzegorz Postrzech.

Na kontaktach z zagranicznymi stażystami zyskują też sami uczniowie. Podczas projektów realizowanych przez Zespół Szkół nr 2 im. prof. T. Kotarbińskiego w Dzierżoniowie polska i czeska młodzież wspólnie zwiedzała największe atrakcje Dolnego Śląska. Bara – czeska stażystka – najmilej wspomina wizytę w Kościele Pokoju w Świdnicy. Jej kolega Jarda Čermák zachwycony był wrocławskim zoo, a Igor Kolesnik arboretum w Wojsławicach. W organizacji wszystkich tych wyjazdów pomagali polscy rówieśnicy. To pozwoliło na nawiązanie przyjaźni i doskonalenie języka.

Rozwój międzynarodowych kontaktów to też bodziec do inwestycji. W Bytomiu współpraca szła tak dobrze, że w końcu w jednym ze skrzydeł szkoły wybudowano… hotelik dla uczniów i nauczycieli ze szkół partnerskich. W czterech pomieszczeniach może nocować ok. 25 osób, stażyści mają też do dyspozycji aneks kuchenny z pełnym wyposażeniem, w którym przygotowują posiłki. – Takie udogodnienia powodują, że organizacja mobilności dla uczniów zagranicznych szkół jest dużo łatwiejsza – komentuje Grzegorz Postrzech.

Cenne doświadczenia stażystów

Co ważne, polskie szkoły i firmy przyjmujące stażystów z zagranicy nie powinny mieć żadnych kompleksów. Ani organizacyjnie, ani technologicznie nie odstajemy od średniej europejskiej, co potwierdzają sami zainteresowani. Zwykle są bardzo zadowoleni z wizyty, bo dla nich to nowe, cenne doświadczenie. – W ubiegłym roku spędziłem pięć tygodni na stażu w bytomskiej spółce koncernu ArcelorMittal – relacjonuje Dylan z Lycée La Croix Rouge La Salle we francuskim Brest. – Na miejscu przyjęto mnie bardzo dobrze. Podczas praktyki wszyscy byli pomocni i udzielali wielu wskazówek, dzięki czemu moja wiedza techniczna w zakresie automatyzacji wzrosła. Jeżeli w przyszłości znowu będę miał okazję zrealizować staż lub podjąć pracę w Polsce, na pewno się na to zdecyduję – dodaje.

Jego kolega Kylian pracował w czerwcu ubiegłego roku w firmie Komel niedaleko Bytomia. – Bardzo mi się podobało. To była świetna okazja do pracy z nowym sprzętem. Zachęciło mnie to do kontynuowania studiów w dziedzinie energetyki – zapewnia młody Francuz.

W podobnym tonie wypowiada się Tomáš Kubec, jeden z czeskich stażystów, który gościł w Zespole Szkół w Dzierżoniowie. – Podczas stażu miałem okazję pracować na zaawansowanych technicznie maszynach. Początkowo nie chciałem jechać do Polski, ale teraz jestem zadowolony, że tam byłem i w przyszłości planuję wrócić – dodaje Tomáš.

Stażyści cenią nie tylko zawodowe doświadczenia. Podkreślają również, że podczas staży mogli zawsze liczyć na pomoc w różnych życiowych sytuacjach, np. przy załatwianiu wizyty u lekarza czy zgłaszaniu zagubienia dokumentów. Liczy się dla nich także możliwość poprawienia znajomości języka angielskiego. Dyrektor węgierskiej szkoły Bethlen Gabor, która współpracuje z Zespołem Szkół w Leśnej Podlaskiej, do listy zachwytów dodaje… polską kuchnię. – Uwielbialiśmy pyszne polskie dania, które nam serwowano – mówi. – Podczas stażu uczniowie, posługując się językiem angielskim, nawiązali nowe znajomości, a także uczyli się nawzajem języka polskiego i węgierskiego – wspomina Gabor.

Dla chcącego nic trudnego

Korzyści z projektów są więc ewidentne, a co z problemami? Na przykład ze wspomnianą na wstępie barierą językową? Okazuje się, że z nią też można sobie poradzić. Wystarczy tłumacz – na angielski albo na polski – i zajęcia mogą toczyć się normalnym trybem. Najważniejsza jest tak naprawdę jedna decyzja: czy jesteśmy gotowi na odrobinę wysiłku, by uczynić duży krok naprzód.

Fot. archiwum projektu