O włos od WorldSkills


Czy absolwent szkoły branżowej może odnieść światowy sukces? Co trzeba zrobić, aby zostać zauważonym przez pracodawcę? Udział w olimpiadach, turniejach i konkursach branżowych może ułatwić odpowiedź na te pytania. To także doskonała okazja do zaprezentowania swoich umiejętności. A stąd już tylko krok by zostać członkiem reprezentacji Polski w prestiżowym konkursie WorldSkills lub EuroSkills.

Żeby odnieść sukces w swoim zawodzie czasami talent i determinacja to za mało. Potrzebne są kursy, szkolenia i wymiana doświadczeń, najlepiej w międzynarodowym towarzystwie. Dla początkujących adeptów zawodu może być to bariera nie do przeskoczenia, jednak konkursy umiejętności zawodowych mogą im to bardzo ułatwić. Worldskills i Euroskills to zawody dla uczniów lub absolwentów w wieku: od 18 do 25 lat – konkurs europejski oraz od 18 do 21 lat – konkurs światowy. Udział w takich zawodach daje możliwość wymiany doświadczeń z wybitnymi specjalistami w kilkudziesięciu branżach, m.in.: gastronomii, florystyki, fryzjerstwie, mechatronice, murarstwie, ciesielstwie, tynkarstwie, czy suchej zabudowy. Uczniowie konkurują ze sobą – w olimpijskiej atmosferze – przez kilka dni. Przede wszystkim po to, by zachęcić młodych ludzi do podnoszenia swoich umiejętności zawodowych w ścisłej współpracy z pracodawcami, a także promować najnowsze rozwiązania w kształceniu zawodowym.

Początkiem takiej drogi jest np. zwycięstwo w olimpiadzie lub konkursie krajowym. Jednym z takich konkursów był IV Międzynarodowy i X Ogólnopolski Konkurs Fryzjerski zorganizowany w Zespole Szkół Ekonomiczno-Handlowych w Olsztynie. – W konkursie udział biorę pierwszy raz. Chciałam poznać tę atmosferę i zobaczyć jak to wygląda poza salonem fryzjerskim. Takie wydarzenie daje dużo doświadczeń, które mogą się przydać w przyszłej karierze – mówi Natalia Frąckiewicz z Ostródy.

Uczestnicy rywalizowali ze sobą, starając się stworzyć nieszablonowe uczesania, które później oceniało profesjonalne jury. W tegorocznych zawodach wystartowało 30 zawodników. – Poziom jest bardzo wysoki. Widzimy, że młodzież przykłada się do swojej pracy, nie tylko do fryzur ale również dba o kreacje i biżuterie – ocenia Andrzej Matracki, mistrz świata we fryzjerstwie, trener reprezentacji Polski oraz sędzia na międzynarodowych konkursach.

Zwycięzcy: w kategorii fryzura kreatywna damska – Sandra Kuźnicka, fryzura kreatywna męska – Dawid Pawelecz, fryzura klasyczna męska – Jakub Aleksander Wilczak.

Z konkursu WorldSkills i EuroSkills mogą skorzystać także szkoły, poprzez promowanie najnowszych rozwiązań w kształceniu i szkoleniu zawodowym, wymianę doświadczeń, a także doskonalenie nauczycieli w praktycznej nauce zawodu. Niektórzy z pedagogów mogą zostać ekspertami w konkursie.

W 2018 r. Polska po raz pierwszy wystawiła oficjalną drużynę na Euroskills w Budapeszcie. Konkurując z 27 innymi krajami, w sześciu konkurencjach, nasza reprezentacja zdobyła medal doskonałości w gastronomii. Najbliższy konkurs odbędzie się w Kazaniu od 22 do 27 sierpnia, a kolejny europejski, w Grazu (Austria) we wrześniu 2020.

Moje wielkie greckie gotowanie


Młodzi z Łosic często boją się wyjechać nawet do Warszawy. Dzięki projektowi z programu Erasmus+ staramy się wyrównywać ich szanse – mówią nauczyciele z tamtejszej szkoły. W ciągu dwóch lat w zagranicznym stażu wzięło udział 80 uczniów. W tym roku wyjadą kolejni

Łosice to małe miasto tuż przy granicy z Białorusią. Mieszka tam ok. 7 tys. osób. W greckiej Leptokarii nad Morzem Egejskim – dwa razy mniej. W linii prostej obie miejscowości dzieli ponad 1,6 tys. km. – I właśnie w okolice Riwiery Olimpijskiej wysłaliśmy na praktyki 80 uczniów. Przez dwa tygodnie po osiem godzin dziennie pracowali w luksusowych restauracjach i cztero- lub pięciogwiazdkowych hotelach – mówi Radosław Chatkiewicz, wicedyrektor Zespołu Szkół nr 3 im. Stanisława Staszica w Łosicach.

W Grecji polscy uczniowie z klasy hotelarskiej zapoznawali się z tym, jak wygląda praca w recepcji, sprzątanie w pokojach, ale też mieli możliwość kontaktu z gośćmi. – Młodzież była dzielona na mniejsze grupy i rotacyjnie każdego dnia wymieniała się pracą, tak by nie było monotonnie – wyjaśnia Chatkiewicz. Z kolei uczniowie kształcący się w zawodzie technik żywienia i usług gastronomicznych całe dnie spędzali w chętnie odwiedzanych przez turystów restauracjach. – Mogli zobaczyć, jak wygląda praca w kuchni od kuchni. Jesteśmy z małej miejscowości, gdzie dostęp do świeżych owoców morza jest bardzo utrudniony. A w Grecji mogli nie tylko je dobrze poznać, lecz także nauczyć się je odpowiednio przygotowywać i  serwować gościom – dodaje wicedyrektor.

Nie chciało się kłaść spać

Dwie Ole i Magda z III klasy uczą się technik żywienia i usług gastronomicznych. W Grecji były pierwszy raz. – Nigdy tego wyjazdu nie zapomnę. To było wspaniałe doświadczenie na całe życie. Kelnerowałyśmy, pomagałyśmy w kuchni, pracowałyśmy na zmywaku – opowiada Ola.

Magda wspomina doskonałą atmosferę. – Może to kwestia tego, że obsługiwałyśmy często turystów z Polski, bo przyjeżdża ich tam wyjątkowo dużo. Ale na stażu było też sporo Greków w naszym wieku. I nawet znali polskie słowa: „ogórki”, „pomidory”, „dzień dobry”, „dobranoc” – śmieje się. Dodaje, że podczas stażu miały też czas na wizytę na plantacjach oliwek, winorośli i kiwi, a także w zakładzie produkującym sery feta.

Druga Ola była zachwycona widokami. – Jeszcze przed wyjazdem oglądałam Grecję na zdjęciach i bardzo mi się podobała. Ale jak tam pojechałam i zobaczyłam ją na własne oczy, byłam zafascynowana. Po zachodzie słońca okolica, w której mieszkaliśmy, ma taki urok i wyjątkowy klimat, że nie chciało się kłaść spać.

W Grecji uczniowie z Łosic pracowali razem z rówieśnikami m.in. z Rumunii i Czech. Wicedyrektor Chatkiewicz jest zaskoczony tym, jak szybko jego podopieczni przełamali barierę językową. – Wiedziałem, że potrafią się porozumiewać po angielsku, ale co innego jest rozmawiać w obcym języku w szkole, a co innego za granicą w naturalnych sytuacjach. Podczas wyjazdu stali się dużo bardziej pewni siebie – podkreśla.

Miód na serce

Ola przyznaje, że stresowała się koniecznością nawiązania kontaktów z obcokrajowcami. – Bardzo się bałam, że nie dogadam się z rówieśnikami z innych krajów, ale nie miałam wyjścia. Musiałam zacząć mówić po angielsku. Do dziś utrzymuję z nimi kontakt na Facebooku. Dzięki temu, że w Grecji podszlifowałam angielski, teraz rozmawiam płynnie. To mi się przydaje też w szkole – cieszy się.

Ola docenia również dwa tygodnie spędzone w greckich restauracjach. – Najwięcej frajdy sprawiało mi przygotowywanie posiłków. Nikt na nas nie krzyczał, jak w tych wszystkich kulinarnych programach telewizyjnych. A najprzyjemniejsze było patrzenie na gości, którzy jedli moje dania. To miód na moje serce, kiedy wiem, że swoją pracą daję innym przyjemność – opowiada 19-latka.

Poza zdobywaniem doświadczenia uczniowie mieli też czas, by poznać lepiej Grecję. W weekend pojechali na wycieczkę na Meteory, zwane ósmym cudem świata. Podczas greckiego wieczoru mogli poznać tamtejszą muzykę i tańce.

Zdolni i wrażliwi ludzie

Zagraniczne staże zawodowe nie są nowością w szkole w Łosicach. Wcześniej podobne wyjazdy organizowano do Włoch i Portugalii. – Mamy duże doświadczenie w takich projektach, zaczynaliśmy już od programu Leonardo da Vinci – mówi wicedyrektor szkoły. Zwraca też uwagę, że realizowane projekty są odpowiedzią na lokalne problemy: bezrobocie, dużą konkurencję i migracje.

I są tego efekty. Absolwentów szkoły w Łosicach często można spotkać w najlepszych restauracjach i hotelach w całej Polsce. – Nasza miejscowość jest najdalej wysuniętym na wschód powiatem w województwie mazowieckim. Dzięki takim projektom otwieramy się na świat – podkreśla Dariusz Stasiuk, nauczyciel przedmiotów zawodowych. – Młodzież z małych miejscowości jest zakompleksiona. Boi się wyjechać nawet do Warszawy, bo nie wie, jak zostanie tam przyjęta. Staramy się wyrównywać szanse naszych uczniów. Bardzo ważne jest kształtowanie poczucia własnej wartości. A to są fantastyczni, wrażliwi ludzie. Jeśli traktuje się ich po partnersku, to odwdzięczają się nam za ten trud. Do dziś moi uczniowie sprzed 20 lat kłaniają mi się na ulicy – opowiada z entuzjazmem.

 Restauracja piękna jak ja

Po powrocie do Polski uczniowie z Łosic nie spoczęli na laurach i dalej wyjeżdżają na praktyki. Tym razem do Warszawy. Ci z klasy gastronomicznej uczą się pod okiem kucharzy w restauracji El Greco, wyróżnionej Gold Award of Quality and Taste dla najlepszej restauracji greckiej poza granicami. – Jej właściciel jest Grekiem i zaprosił naszych uczniów na praktyki. Pomagają w kuchni, wydają posiłki – opowiada wicedyrektor. Dziewczyny z trudem znajdują chwilę na rozmowę. – Nie ma dużej różnicy między pracą w tej restauracji a pracą w tych, które poznaliśmy podczas stażu w Grecji – mówi Ola. Dla gości przygotowuje małe szaszłyki z serem feta i pomidorkami koktajlowymi. Po chwili wyznaje: – Chciałabym być kiedyś szefem kuchni we własnej restauracji. Jaka by była? Piękna jak ja! – wykrzykuje i wybucha śmiechem.

Druga Ola w El Greco pomaga kucharzowi: obiera ogórki, przyprawia mięso, przygotowuje sałatki. W przyszłości marzy jej się własna pizzeria. Z kolei Magda przygotowała ratatuj. Wszystkich dań próbował ich opiekun i nauczyciel. – Przetestowałem. Dania były fantastyczne – zachwala Dariusz Stasiuk. – Jestem o dziewczyny spokojny. Dzięki takim projektom jak ten z Erasmus+ nasi uczniowie pracują później w dobrych hotelach i restauracjach w Warszawie, Sopocie, Krakowie. Wchodzą tam z podniesioną głową, bo znają się na gotowaniu i obsłudze gości. Wiedzą, jak połączyć smaki, jak się nimi bawić, jak dobrze zadbać o komfort klienta – cieszy się nauczyciel.

Melduję wykonanie stażu!


Zakończyłeś projekt mobilności? Jeszcze nie pora na odpoczynek. Teraz swój czas i uwagę powinieneś poświęcić na przygotowanie
raportu końcowego. Jak zrobić to prawidłowo?

Złożenie raportu końcowego jest równoznaczne z wnioskowaniem o płatność końcową (maksymalnie 20 proc. dofinansowania). Raport służy sprawdzeniu, czy założone we wniosku cele zostały osiągnięte, wyłonieniu dobrych praktyk, podsumowaniu i ocenie projektu. To ważny dokument, na który warto poświęcić odpowiednio wiele czasu i uwagi.

 Gdzie i kiedy złożyć raport końcowy?

Raport końcowy składa się w systemie Mobility Tool (MT). To przyjazne narzędzie zna doskonale każdy koordynator projektu. Instrukcję można obejrzeć na filmie: youtu.be/63e9WevThZA.

Dokumentu nie należy składać przed końcem umowy – jest na to 60 dni od wskazanej w umowie daty zakończenia realizacji projektu. W najgorszym wypadku – gdy wiadomo, że terminu nie uda się dotrzymać – należy powiadomić o tym Narodową Agencję. Ma ona 60 dni na rozliczenie raportu, ale każde wezwanie do wyjaśnień czy uzupełnień wstrzymuje procedurę, czyli wydłuża czas oceny.

Aktualne dane o szkole

Nieaktualne dane szkoły zawarte w odpowiednich systemach (URF, OnLine FRSE) są przeszkodą w sprawnym zamknięciu projektu. Przed przystąpieniem do składania raportu warto więc się zastanowić, czy od czasu podpisania umowy projektowej nastąpiły istotne zmiany w naszej sytuacji prawnej, kierownictwie, czy zmienił się numer konta bankowego. Aneksowania umowy wymagają zmiany m.in. formy prawnej i nazwy beneficjenta, organu prowadzącego (nie jego składu) i numeru rachunku bankowego. Wniosek o zmianę warunków umowy powinien zostać podpisany najpóźniej na 30 dni przed końcem okresu jej obowiązywania. Inne aktualizacje, np. zmianę nazwiska dyrektora, wystarczy wprowadzić w ankiecie Systemu Dokumentów OnLine, a w portalu URF załączyć potwierdzające to dokumenty – powołanie i pełnomocnictwo ws. programu Erasmus+. Następnie należy powiadomić o tym opiekuna projektu, który zleci transfer aktualnych danych do MT.

Porządek w projekcie

Umowa zobowiązuje beneficjentów do aktualizowania danych o projekcie raz w miesiącu. Zdarzenia takie jak np. przesunięcia wyjazdów należy na bieżąco zgłaszać opiekunowi oraz sygnalizować w formularzu kontraktowym w Systemie Dokumentów OnLine. Dane uczniów trzeba wprowadzać do MT przed wyjazdem, a w przypadku zmiany partnera należy zawnioskować o aneks z odpowiednim wyprzedzeniem – tak by zmiana weszła w życie na 30 dni przed planowanym wyjazdem. Jeśli tego rodzaju aktualizacje robi się regularnie, to złożenie raportu końcowego będzie w dużej mierze formalnością. Jeśli jest inaczej, przed złożeniem dokumentu należy się upewnić:

  • Czy wszystkie wyjazdy były w czasie obowiązywania umowy i we wskazanych w formularzu kontraktowym terminach oraz czy trwały tyle dni, ile założono. Warto porównać daty wyjazdów wskazane w MT z datami z formularza kontaktowego.
  • Czy w stażach wzięła udział zaplanowana liczba osób. Jeśli nie, to wyjaśnienie powinno znaleźć się w treści raportu końcowego.
  • Czy typ uczestników był zgodny z projektem. Czy byli to uczniowie czy absolwenci. Czy pojechali do przedsiębiorstwa czy do placówki kształcenia.
  • Czy wszyscy uczestnicy mobilności złożyli raporty indywidualne w MT. Niespełnienie tego warunku powoduje odrzucenie raportu końcowego. Z kolei raportów indywidualnych nie składają osoby towarzyszące (opiekunowie).
  • Czy skład grupy partnerskiej widoczny w MT jest aktualny, zgodny z umową finansową lub aneksem do niej. Organizacją przyjmującą jest ta, która wystawia certyfikat odbycia stażu. Uczestnicy powinni wyjeżdżać tylko do państw oraz partnerów wskazanych w umowie.
  • Czy cel wyjazdu i przyjazdu jest tożsamy z miejscowością organizacji wysyłającej i przyjmującej. Jeżeli nie, to należy w MT i raporcie umieścić komentarz na ten temat

Wszelkie wątpliwości można wyjaśnić z opiekunem projektu.

Raport kompletny, czyli jaki?

Lista wymaganych załączników do raportu końcowego jest dostępna na stronie erasmusplus.org.pl w zakładce „Zarządzanie projektem” w sekcji „Raportowanie”. Razem z raportem końcowym należy złożyć:

  • programy zrealizowanych staży dla poszczególnych zawodów/kadry,
  • opracowane według opublikowanego na tej stronie wzoru,
  • harmonogram mobilności również według wzoru,
  • wykaz organizacji, w których odbywały się praktyki/staże w osobnym załączniku według własnego wzoru lub bezpośrednio w treści raportu,
  • materiały upowszechniające (artykuły, publikacje, raporty) w formie załączników dołączonych do raportu lub linków (w treści raportu lub w osobnym pliku) oraz podsumowanie ewaluacji.

Jeśli tych załączników brakuje, wówczas Narodowa Agencja poprosi o ich uzupełnienie. To wstrzymuje bieg rozliczenia i odsuwa w czasie ostatnią płatność. Podobnie dzieje się, gdy Agencja prosi o wyjaśnienia dotyczące treści raportu. W przypadku braku reakcji na wezwanie projekt może zostać zamknięty na podstawie posiadanych przez Agencję dokumentów. Jeśli są one niewystarczające lub niepełne, to beneficjent może nawet zostać wezwany do zwrotu całego przyznanego dofinansowania.

Do raportu bezwzględnie trzeba załączyć skan oświadczenia podpisanego przez reprezentanta prawnego/osobę upoważnioną (dokument do pobrania z zakładki „Raporty” w MT). Oświadczenie nie może mieć daty późniejszej niż dzień złożenia raportu. Powinno być zbliżone datą do dnia złożenia go w systemie. W przypadku braku prawidłowo podpisanego oświadczenia raport końcowy zostanie odrzucony i beneficjent będzie musiał złożyć go ponownie.

MT automatycznie liczy większość kosztów ryczałtowych na podstawie liczby uczestników i długości staży, ale wysokość środków wykorzystanych na pokrycie kosztów wsparcia organizacyjnego beneficjent musi wpisać samodzielnie. Wydatkowanie 100 proc. środków na działania projektowe świadczy o dobrym zarządzaniu projektem. Jeśli podczas przygotowywania raportu końcowego okaże się, że nie wszystkie ryczałty zostały spożytkowane, to nawet po zakończeniu umowy pozostałe środki można przeznaczyć na działania związane z tym projektem.

Ostatnia ważna uwaga: jeśli zostały wypłacone środki na wsparcie uczestników ze specjalnymi potrzebami lub na pokrycie kosztów nadzwyczajnych, to kwotę rzeczywiście poniesionych wydatków (do wysokości przyznanych środków) należy wpisać do budżetu w MT, a skany faktur wraz z dekretacją księgową załączyć do raportu.

 

UNIKAJ TYCH BŁĘDÓW

„Dokonywanie” projektu

Wyjadą – wyjechali. Upowszechnimy – upowszechniliśmy. Raport, którego treść to treść wniosku, ale często niedbale przeformułowana w czasie przeszłym, sygnalizuje co najmniej brak dbałości o jakość.

 Nieindywidualne raporty uczestników

W czasie wysyłania zaproszeń do wypełnienia raportów (MT robi to automatycznie) można omówić z uczniami przebieg projektu. Przypomnieć im, jakie certyfikaty otrzymują, że zajęcia językowe sprzed wakacji to właśnie wsparcie językowe, o którym mowa w ankietach itp. Należy jednak pamiętać, że to są indywidualne raporty uczestników. Składają się głównie z pól wielokrotnego wyboru oraz kilku pól opisowych przyjmujących ograniczoną liczbę znaków. Uczniowie powinni wypełniać je samodzielnie. Ich szczere odpowiedzi to także ważna informacja dla beneficjenta.

Przemilczane wyzwania

Opłaca się być szczerym – wyjaśnienie w raporcie problemów napotkanych podczas realizacji projektu oraz uwag uczestników zawartych w ankietach skraca czas oceny. Warto podsumować, co poszło źle. Warto też wyciągniętymi wnioskami udoskonalać kolejne projekty, ponieważ konkurencja o dofinansowanie w Erasmusie wzrasta z roku na rok.

Przemilczane sukcesy

Analiza raportu końcowego pozwala wyłonić dobre praktyki, świetne rezultaty, które warto promować i które mogłyby zainspirować innych, pomóc udoskonalić realizację programu. Skąpe opisy działań upowszechniających, pomijanie rezultatów, które zostały wypracowane ponad te deklarowane we wniosku, załączanie fotografii wyłącznie z wycieczek – to częste błędy obniżające jakość raportu.

Długo, bo na okrągło

Beneficjenci często zwracają uwagę, że pytania w raporcie się zazębiają. Podobnie jak we wniosku informację o wybranym aspekcie projektu można podać raz i dodać, że o tym była już mowa w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.

Zapomniany OLS

Wypełnienie w systemie OLS testów z języka obcego przed mobilnością i po niej jest obowiązkowe dla uczestników wyjazdów trwających minimum 19 dni.

Korzystanie z płatnych kursów pisania raportu końcowego

Wydatek na takie szkolenia nie jest kosztem kwalifikowalnym, a Narodowa Agencja nie autoryzuje zewnętrznych wykonawców
do szkolenia beneficjentów. W razie wątpliwości opiekun projektu jest gotowy, żeby udzielić informacji.

Polskie treningi przed WorldSkills


Dyskutują, dzielą się sposobami na stres, ćwiczą, jak prezentować się sędziom i publiczności. Tak nasi zawodnicy przygotowują się do konkursu umiejętności zawodowych w Kazaniu. W sierpniu zjedzie tam cały świat

 

Narysujcie mapę świata – namawia prowadząca i rozdaje białe kartki. Papier powoli zapełnia się konturami. Ktoś zapomniał o Australii, ktoś skupił się na Ameryce. Większość Europę rysuje w centrum. – A przecież perspektywa może być zupełnie inna. Chińczycy Azję i Pacyfik umieszczają w centrum mapy. Australijczycy rysują wszystko górą do dołu. To, jak patrzymy na świat, w dużej mierze zależy od kultury, w której żyjemy – podkreśla prowadząca.

I rozpoczyna przygotowania do konkursu WorldSkills, który w sierpniu odbędzie się w rosyjskim Kazaniu. Wrażliwość na inne kultury będzie potrzebna, bo przyjedzie tam ponad tysiąc zawodników z 80 krajów. Młodzi ludzie zmierzą się m.in. w takich konkurencjach jak: gotowanie, fryzjerstwo, spawanie, mechatronika czy projektowanie ubioru. W sumie jest ich aż 56. Liczą się technika, czas, ale i kreatywność. Jest o co walczyć, bo udział w tak prestiżowym konkursie, którego tradycje sięgają lat 50. XX w., to wyróżnienie i przepustka do międzynarodowej kariery. – Ale i ciężka praca – dopowiadają Mateusz Dąbrowski i Przemysław Krasnodębski, którzy w Kazaniu będą reprezentować Polskę w mechatronice. – Nie wystarczy to, czego uczymy się w szkole. Konkurs wymaga dodatkowych przygotowań, ale te umiejętności na pewno przydadzą się nam w życiu zawodowym – ocenia Mateusz. Ich trener, Marek Szymkiewicz, wyjaśnia, że mechatronika łączy mechanikę z elektroniką i jest wykorzystywana wszędzie tam, gdzie coś po prostu działa, rusza się. – Winda, brama automatyczna, klimatyzacja – wymienia. – W Kazaniu Mateusz i Przemek będą musieli zaprojektować i złożyć linię produkcyjną.

Zawodnicy zmierzą się też z innymi zadaniami. Na spotkanie polskiej drużyny w warszawskim Wawrze przyjechało dziewięcioro młodych Polaków, którzy będą reprezentować nasz kraj w siedmiu konkurencjach. Przed występem w Kazaniu trenują wspólnie niczym kadra narodowa. Wymieniają się sposobami na stres, ćwiczą, jak dobrze się zaprezentować i utrzymać skupienie przez cały dzień, dyskutują, co zrobić, by zachwycić swoją pracą sędziów. – Nie chodzi tylko o zwycięstwo. Chodzi o to, by się sprawdzić i wynieść z tego jak najwięcej – mówi Maciej Pisarek, reprezentant Polski w gotowaniu. Podobnie jak Mateusz i Przemek oraz florystka Sylwia Leszczyńska są już weteranami skillsów. Reprezentowali Polskę w ubiegłym roku w Budapeszcie w europejskiej edycji konkursu, czyli EuroSkills. – W Kazaniu skala będzie dużo większa, a razem z nią większe stres i konkurencja. Trzeba się mocno skupić i być pewnym siebie, by nie ulec tej presji – zauważa Sylwia.

Florystka, oprócz treningu w Warszawie, ćwiczyła też podczas trzydniowego fińskiego konkursu umiejętności zawodowych Taitaja 2019. To odbywające się raz w roku zawody, na które, poza narodowymi drużynami, organizatorzy zapraszają zagranicznych uczestników. Choć nie są brani pod uwagę w końcowej klasyfikacji, mają możliwość dostania kompleksowej oceny swojej pracy i wykorzystania tej wiedzy w przyszłości.

Konkurs WorldSkills w Kazaniu rozpocznie się już 22 sierpnia i potrwa pięć dni.

Gotowanie jak programowanie


Zawodu kucharza uczył się przez 10 lat. Czyli tyle, ile lekarz. – Ale dziś zarabiam więcej. Poza tym to świetna robota, w której możesz dużo podróżować i poznawać ludzi – mówi Sean Owens, główny sędzia w gotowaniu podczas brytyjskich eliminacji WorldSkills

 

Byłeś głównym sędzią w eliminacjach do konkursu WorldSkills. Co jest najważniejsze w pracy zawodników?

Wcale nie smak. To może jakieś 25 proc. oceny. Na resztę składa się to, w jaki sposób jedzenie podajesz, ale przede wszystkim jak pracujesz.

 Przecież w dobrej restauracji nikt nie widzi zaplecza.

Ale wszyscy dostają jedzenie na czas i na wysokim poziomie. Co z tego, że wypuścisz z kuchni piękne danie, skoro zostawisz ją po sobie w kompletnym bałaganie i nie będziesz w stanie gotować dalej. Tutaj liczy się organizacja pracy. Gotowanie jest jak programowanie, trzeba planować, przewidywać, widzieć zależności.

Każdy może zostać kucharzem?

Szczerze? Znam ludzi, którzy nie mają szans w tym zawodzie. Po prostu nie czują tego, nie rozumieją składników. Gotowanie to jest coś, co wychodzi ze środka. Zaspokaja przecież podstawową ludzką potrzebę. To umiejętność przygotowania posiłku sprawiła, że człowiek stał się człowiekiem. W mojej rodzinie dzieci już w wieku ośmiu lat robią własne bolognese. Tę naukę często pomija się w szkołach i w wielu rodzinach. A przecież to najbardziej życiowa umiejętność. Moja mama mawiała: oddychasz i jesz. Nie uciekniesz przed tym.

Więc jak było z tobą?

W mojej rodzinie zawsze były duże tradycje związane z gotowaniem. Mój dziadek po drugiej wojnie światowej przywiózł z Indii Brytyjskich do mojego rodzinnego miasta w Irlandii jeden z pierwszych przepisów na curry. Zajadaliśmy się smażonym ryżem na długo przed kimkolwiek innym na Wyspach Brytyjskich! Ja w czasie wakacji pojechałem na wymianę do Francji. I tam po prostu przepadłem. Zasiadywałem w restauracjach i zachwycałem się jedzeniem. Wciąż pamiętam te zapachy i pierwszy raz, gdy jadłem grzyby. Na początku się wystraszyłem, myślałem, że to ślimak.

I dlatego wybrałeś gotowanie?

Mama namawiała mnie, żebym został elektrykiem, ale ja nie mogłem sobie wyobrazić siebie poza kuchnią. Poszedłem do college’u na gastronomię. I dobrze zrobiłem, bo w klasie przypadało 10 dziewczyn na jednego chłopaka.

W college’u można nauczyć się wszystkiego? Ten w Glasgow, w którym zorganizowano eliminacje do WorldSkills, robi niesamowite wrażenie.

Wiele krajów może pomarzyć o tak wyposażonej szkole zawodowej, która uczy  na tak wysokim poziomie. To zachęca młodych ludzi do zawodu i sprawia, że ta branża się rozwija. Dlatego inwestowanie w ofertę edukacyjną jest niezwykle ważne. Ale szkoła to nie wszystko. W college’u zdobywa się podstawowe umiejętności, coś, bez czego nie da się pójść dalej, ale co trzeba rozwijać, by naprawdę zaistnieć w tej branży. Jest duża różnica między kucharzem a szefem kuchni. Ja zawodu uczyłem się przez 10 lat.

To tyle co lekarze.

Ale dziś zarabiam więcej niż oni. Poza tym to świetna robota, w której możesz wiele podróżować, poznawać ludzi. Ale możesz też zostać we własnym domu i dalej podróżować po całym świecie. Chcesz poczuć się jak w Turcji? Nie ma problemu, ugotuj sobie pilaw. Chcesz być w Warszawie? Zrób sobie polskie jedzenie. Znajomość innych kultur w tym zawodzie jest niezwykle ważna. Dlatego takie znaczenie ma podróżowanie. Na WorldSkills spotykają się młodzi ludzie oraz eksperci z całego świata. Wymieniają się doświadczeniami, uczą się nawzajem. I nawet jeśli nie każdy wyjedzie z nagrodą, to każdy coś zyska.

Świat podany na talerzu


Osiem szkół, 36 dyscyplin (od gotowania do jubilerstwa), 80 zawodników, a wśród nich Polak Maciej Pisarek – znów na najwyższym stopniu podium! Tak wyglądały brytyjskie eliminacje do konkursu WorldSkills, rozegrane w Glasgow. – Uczniowie trenują do tych mistrzostw jak sportowcy do olimpiady – mówią organizatorzy

Gdzie moglibyśmy nauczyć się pracować z przegrzebkami? – pyta retorycznie Iwona Niemczewska. Nasza ekspertka pojechała do Glasgow, by sędziować, ale przyznaje, że nawet dla niej wyjazd to olbrzymia inspiracja. Polka ocenia w Szkocji zmagania najlepszych uczniów brytyjskich szkół branżowych. Stawką jest zaproszenie do udziału w finale prestiżowego międzynarodowego konkursu WorldSkills. Wydarzenie w tym roku odbędzie się w rosyjskim Kazaniu.

Iwona Niemczewska nie jest w Szkocji jedynym gościem z Polski. Na specjalne zaproszenie organizatorów do Glasgow przyjechał też Maciej Pisarek, reprezentant Polski w ubiegłorocznej europejskiej edycji konkursu w Budapeszcie. To tam został zauważony przez Brytyjczyków. Teraz w ramach przygotowań do wyjazdu do Kazania Maciej stanął blat w blat z kandydatami z Anglii, Walii i ze Szkocji.

Najlepsi z najlepszych

– Już sam udział w takich eliminacjach jest ogromnym wyróżnieniem, bo tu spotykają się najlepsi z najlepszych w naszym kraju – przekonuje Neil Bentley-Gockmann, dyrektor WorldSkills UK. – Skala przygotowań przypomina te do olimpiady sportowej. Nic dziwnego, bo udział w WorldSkills może oznaczać międzynarodowy sukces. Jest ogromną szansą zarówno dla uczestnika, jak i dla gospodarki kraju, który reprezentuje – dodaje.

Brytyjskie eliminacje zorganizowano w kilku miastach. Uczniowie rywalizowali nie tylko w City of Glasgow College, ale też w szkołach w Londynie, Cardiff, Nottingham, Dudley, Yorku, Coatbridge oraz Lisburn w Irlandii Północnej. W sumie do zmagań stanęło 80 zawodników w 36 kategoriach. To m.in. mechatronika, florystyka, elektronika, projektowanie stron internetowych, fryzjerstwo czy jubilerstwo.

W Glasgow o wyjazd do Kazania walczyli cukiernicy, kucharze, kelnerzy i adepci visual merchandisingu, czyli sztuki urządzania sklepów i ich witryn oraz eksponowania produktów. – W tym zawodzie nie chodzi tylko o to, by zrobić ładną wystawę sklepową. Chodzi o stworzenie pewnej strategii sprzedaży opartej na psychologii klienta, umiejętnościach graficznych, kreatywności. Ważna jest idea – mówi Coreen Gallagher, która uczy się visual merchandisingu w City of Glasgow College. Z okazji brytyjskich eliminacji do WorldSkills prezentuje swoje umiejętności w holu głównego budynku szkoły.

Przy stoisku obok Leona Westwater tworzy ozdoby z cukru karmelizowanego. W Glasgow uczy się cukiernictwa. – Ta masa pozwala formować się w wymyślne kształty – mówi, lepiąc w dłoniach plastyczną maź, rozgrzaną wcześniej na specjalnej maszynie. Powstanie z niej kolorowy kwiat z precyzyjnymi płatkami.

Z kolei Sarah Young zajmuje się artystycznym makijażem. Może on służyć na co dzień, ale może też przydać się w teatrze czy na planie filmowym. – Taki makijaż, nie tylko na twarzy, ale także na całym ciele, coraz częściej wykorzystywany jest również podczas pokazów mody. Chciałabym zająć się nim w przyszłości – opowiada i… zaczyna malować własne przedramię.

Dwa tysiące kursów do wyboru

Zmagania w City of Glasgow College połączono z dniami otwartymi dla kandydatów do szkoły, którzy mogą podpatrzyć, jak wyglądają nauka zawodu i panujące
w szkole warunki. A trzeba przyznać, że są bardzo dobre. Już sam budynek robi wrażenie. Duży, nowoczesny, ale dzięki drewnianym elementom – przytulny. Z częściami wspólnymi zachęcającymi do przesiadywania w czasie przerw i dyskusji, całym zapleczem doradców zawodowych, których gabinety od rana do popołudnia są otwarte dla uczniów, z przestrzenną biblioteką. Są też: symulator samolotu, maszynownia, salon fryzjerski i kosmetyczny, studio fotograficzne i radiowe, profesjonalne kuchnie. W sumie dziesiątki pracowni na dziewięciu piętrach. – Oferujemy blisko 2 tys. kursów. Rozmach naszej szkoły udowadnia, że nauka przedmiotów zawodowych to przyszłość. Absolwenci mogą realnie wpływać na charakter naszej gospodarki i rozwijać ją – mówi Sally Horrox, dyrektor ds. marketingu City of Glasgow College. Dodaje, że college w Glasgow jest jednym z najbardziej międzynarodowych w Wielkiej Brytanii. – Mamy uczniów
ze 130 krajów świata. Wygrywają narodowe i międzynarodowe konkursy. Wystawiamy też najwięcej w naszym kraju zawodników na WorldSkills – dodaje Horrox.

Corey Russel i Jackie McMaster opiekują się ogrodami w City of Glasgow College. To zadanie uczniów ogrodnictwa. W czasie eliminacji do WorldSkills prezentują odwiedzającym swoje plony: sadzonki bratków, młode krzaczki pomidora czy warzyw strączkowych. – Mamy trzy ogrody na dachu budynku i to w nich uczą się adepci ogrodnictwa. A nasze plony trafiają później do szkolnego bistro. Oczywiście nie jesteśmy w stanie wykarmić wszystkich, ale możemy w ten sposób wypromować ideę samowystarczalności żywnościowej i gospodarki opartej na lokalności – opowiada Jackie McMaster.

Polski sukces

W kuchennej spiżarni Maciej Pisarek i troje brytyjskich kandydatów do WorldSkills do wyboru mają ponad tysiąc produktów. Codziennie rano muszą wybrać te, które najlepiej pozwolą im zrealizować zadanie konkursowe. – Każdego dnia do zrobienia jest kilka modułów. Uczestnicy muszą się więc zmierzyć z finger food, czyli przekąskami, zupą, daniem głównym czy deserem. Powinni wykorzystać wskazane przez sędziów produkty, ale potraktować je autorsko – mówi George Smith, szef kuchni i jeden z jurorów w eliminacjach.

Kulinarne zmagania zaczynają się już o 7 rano i kończą późnym popołudniem, z krótką przerwą na lunch. I tak przez trzy dni z rzędu. Iwona Niemczewska: – Jest trudno, ale zawsze z Maćkiem powtarzamy, że bez ciężkiej pracy nic się nie osiągnie. Organizatorzy uznali, że jest na wysokim poziomie i wniesie coś twórczego do konkursu – dodaje.

Niemczewska się nie myli. Tydzień po powrocie z Glasgow do Polski dociera informacja: Maciej Pisarek – podobnie jak rok temu w Budapeszcie – znów okazał się najlepszy. Gotował najlepsze potrawy i w najlepszym stylu. Niemczewska komentuje: – Korzyści z udziału w konkursach takich jak WorldSkills są oczywiste i nieocenione. To ogromna szansa na naukę i poznanie innych krajów, kultur. Uczestnik WorldSkills ma świat podany na talerzu. Kucharzowi z takim doświadczeniem niestraszne będą żadne przegrzebki.

Sukces od kuchni


Na konkursach tylko niektórzy zdobywają nagrody, za to wszyscy zdobywają doświadczenie – mówi Maciej Pisarek, reprezentant Polski w gotowaniu

 

Gratulacje! Przygotowując się do konkursu WorldSkills wygrałeś brytyjskie eliminacje w konkurencji gotowanie. Co przyrządzałeś w Glasgow?

Podczas dnia polsko-brytyjskiego, który był w programie imprezy, przygotowałem typowo brytyjskie danie, czyli treacle tart z melasą, ale też nasz tradycyjny barszcz z uszkami.

Który główny szef kazał wam zabielić.

To nietypowe. Szef uznał, że powinien być podany z kwaśną śmietaną, trochę jak ukraiński. Ale wybaczam, bo barszcz wyszedł dobrze. Usłyszałem opinię, że miał „dużo płaszczyzn smakowych”.

No właśnie, co słyszałeś od jurorów?

Po każdym dniu mieliśmy odprawę, w trakcie której analizowaliśmy naszą pracę. Szefowie zwracali uwagę nie tylko na smak, ale też prezentację dania, podejście do pracy, utrzymanie czystości. Wszystko składało się na jedną ocenę, dokładnie tak, jak na konkursie WorldSkills.

Taki konkurs to przygoda, ale widać też było, że byłeś maksymalnie skupiony i naprawdę ciężko pracowałeś.

To wielka frajda, ale też harówa. Kończąc jeden dzień, musiałem już myśleć o następnym. Zwłaszcza że pracowało się na produktach u nas rzadko używanych. To m.in. przegrzebki, typowo szkocki specjał, czy szkocka dziczyzna z kością, którą trzeba było wytrybować, a z usuniętych kości zrobić sos i zupę. Oprócz tego były też tzw. tajemnicze składniki, które poznawaliśmy dopiero dzień przed gotowaniem. Mieliśmy więc jedną noc, żeby wszystko przemyśleć i rano wystartować ze swoimi pomysłami. W gotowaniu wszystko trzeba zaplanować, zwłaszcza w konkursach.

Co w pracy kucharza lubisz najbardziej?

Kuchnia zawsze była blisko mnie, a ja blisko kuchni. Jako małe dziecko lubiłem towarzyszyć babci czy mamie w gotowaniu i tak już mi zostało. Gastronomia była dla mnie naturalnym wyborem, bo po prostu zawsze sprawiała mi przyjemność. Później był pierwszy konkurs, drugi i tak doszedłem do WorldSkills.

Są uczniowie, którzy po prostu chodzą na lekcje, a później z nich wychodzą. A inni chcą robić więcej.

Miałem szczęście do ludzi, którzy mnie inspirowali. W czasach szkolnych poznałem takich szefów jak Paweł Salamon, Dawid Szkudlarek, Iwona Niemczewska. Oni mi pokazali, że warto dać z siebie więcej.

Ale inspiracja to nie wszystko, trzeba też chcieć.

Jeśli się coś kocha, to się to robi. W konkursach nie bierze się udziału tylko dla nagród. Często ktoś mnie pyta: „No dobra, ale co ty z tego masz?” To źle zadane pytanie. Tylko niektórzy zdobywają nagrody, ale wszyscy wyjeżdżają z ogromnym doświadczeniem, z radami od szefów z całego świata.

Z jakimi doświadczeniami wyjechałeś w ubiegłym roku z EuroSkills w Budapeszcie – konkursu, który wygrałeś?

Budapeszt niesamowicie mnie rozwinął. I nie mam na myśli tylko gotowania, ale też dyskusje, poznawanie nowych ludzi. Pokazałem się z dobrej strony i dzięki temu dostałem zaproszenie do udziału w eliminacjach w Wielkiej Brytanii, którą uwielbiam.

Kulinarnie też?

Jak najbardziej. Na Wyspach jest wiele składników, których w Polsce nie dostaniemy. Owoce morza, świeża sola, kraby. Niesamowite bogactwo!

Niektórych umiejętności można się nauczyć tylko za granicą?

Tak. Zwłaszcza że poziom na Zachodzie jednak różni się od tego w Polsce. Gdy się wyjeżdża, tę różnicę odczuwa się dużo mocniej. Wystarczy spojrzeć na college, w którym mieliśmy zawody. Jest olbrzymi, świetnie wyposażony, uczy się tam wielu profesji. Pracownie gastronomiczne są niesamowicie zaopatrzone, a za oknem jest ogród ze świeżymi warzywami. Świetne.

Jesteś absolwentem Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim.  Jak byś przekonał do młodych ludzi do szkół branżowych?

Wystarczy spojrzeć na przykłady z góry. Jest mnóstwo świetnych szefów kuchni, którzy wygrywają konkursy, zakładają swoje biznesy, jeżdżą po świecie, uczą innych. Wiedzę ze szkoły trzeba tylko połączyć z ambicją i samozaparciem.

Gdzie widzisz siebie w przyszłości?

Właśnie w Wielkiej Brytanii.

Wszyscy dobrzy kucharze wyjadą z Polski?

Chciałbym zdobyć na Wyspach doświadczenie, a później wrócić z nim do Polski i stworzyć coś nowego, pokazywać inne spojrzenie. Ale żeby je mieć, najpierw trzeba wyjechać i coś zobaczyć.

Z pasji do zawodu


Chcemy, by szkoły branżowe i technika nie były placówkami gorszego wyboru. One dają zawód, średnie wykształcenie i możliwość dalszej nauki. A dobrze przygotowani absolwenci mogą pracować na całym świecie – mówi Joanna Żebrowska, dyrektor Zespołu Szkół nr 7 w Tychach, laureatka nagrody VET Excellence Awards 2018

 

Komisja Europejska, w ramach obchodów Europejskiego Tygodnia Umiejętności Zawodowych 2018, nagrodziła panią za innowacyjność. Co to właściwie znaczy?

Ta nagroda to podsumowanie mojej działalności w Zespole Szkół nr 7 w Tychach. Od 2005 r. wysłaliśmy stąd ponad 300 uczniów na zagraniczne staże, na które zdobyliśmy ponad milion euro dofinansowania. Ale nie chodzi tylko o same wyjazdy. Przez cały rok uczymy tak, by młodzież była przygotowana do wyjazdu – zarówno na staż, jak i później do pracy. Wprowadziliśmy w naszej szkole lekcje prowadzone wspólnie przez nauczyciela przedmiotów zawodowych i nauczyciela języków obcych.

Czyli nauka języka w praktyce?

Jest przecież dużo skuteczniejsza niż ta standardowa. Najpierw anglista przygotowuje uczniów językowo: nazywa surowce, wyroby cukiernicze, czynności. Później wszyscy spotykają się w pracowni. Na przykład w mojej pracowni cukierniczej tłumaczę po polsku, jak należy zrobić ciasto, jakiego sprzętu użyć, jakich produktów, a później to samo robi anglista. W trakcie pracy zadaje uczniom pytania. Nie ma wtedy czasu na sprawdzanie słówek w słowniku, trzeba reagować szybko, naturalnie.

Tak jak w prawdziwej cukierni za granicą.

W ten sposób młodzież zdobywa umiejętności językowe, ale też nabiera śmiałości, otwiera się. Nie boi się składać wniosków o zagraniczne wyjazdy. Większość uczniów, którzy uczestniczą w innowacyjnych lekcjach, wyjeżdża później na staż.

Młodzież chce się kształcić za granicą?

Zazwyczaj jest tak, że za pierwszym razem uczeń jest onieśmielony, ale po powrocie chce jechać znowu. Po pierwszym stażu dzieci zupełnie inaczej patrzą na świat, zyskują pewność siebie, przekonanie, że mogą podołać trudnym sytuacjom. Uczą się także pracy pod presją czasu, używania języka obcego w codziennych sytuacjach, przyglądają się innej kulturze, poznają ludzi.

I uświadamiają sobie, że ze swoim zawodem mogą pracować nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie?

Oczywiście. I mamy tego przykłady, bo nasi uczniowie często po stażu dostają propozycje pracy. Mam wychowanka, który odbywał staż na Malcie, wrócił do Polski, skończył szkołę i znów pojechał na Maltę. Teraz pracuje tam w znanej restauracji, gdzie został wyróżniony tytułem najbardziej kreatywnego szefa kuchni. Właśnie widziałam jego zdjęcia na Facebooku. Zresztą często docierają do mnie wieści o moich absolwentach, którzy otwierają swoje restauracje, wygrywają konkursy. Potrafią odnaleźć się w tej branży.

Co się liczy w zawodzie? To, co wyniesione ze szkoły, czy praktyka?

Najważniejsze są umiejętności miękkie: odpowiedzialność, punktualność, systematyczność, utożsamianie się z tym, co robimy. Jeśli ktoś wkłada w pracę serce, to umiejętności zawodowe zdobędzie bardzo szybko. To właśnie na stażach młodzież rozwija swoje kompetencje miękkie. Dziecko wyjeżdża z dala od rodziny, leci samolotem, musi samo o siebie zadbać, musi być punktualne. Mama go na ten staż nie obudzi.

Młodzież wybiera szkoły zawodowe z pasji?

Różnie. Chcę wierzyć, że to przede wszystkim zainteresowanie i pasja, ale nie oszukujmy się, niektórzy przychodzą, bo koleżanka czy kolega wybrali tę samą szkołę, bo gdzieś się nie dostali. Ale są też tacy, którzy wiedzą, po co tu są. W tym roku zapraszamy do swoich pracowni gimnazjalistów i uczniów ósmych klas. Podpatrują, dowiadują się, jak wyglądają te lekcje. Dla mnie to była najpiękniejsza laurka, że dzieci w ogóle nie chciały wyjść z mojej pracowni. Robiliśmy faworki i ciasto zawijane, jedna uczennica przygotowywała się do konkursu i trenowała ciasto na bazie herbaty matcha, które podpatrzyłam na stażu w Barcelonie. Gimnazjaliści byli tak ciekawi tego, co się tam działo, że nie chcieli wychodzić. Mam nadzieję, że to się przełoży na rekrutację.

Dziś trend społeczny jest taki, że wszyscy chcą iść na studia.

Chcemy, żeby szkoły branżowe i technika były placówkami pierwszego wyboru. To nie jest gorszy wybór, bo to dobre szkoły, które dają zawód, średnie wykształcenie i możliwość dalszej nauki, zrobienia matury i studiowania. Znam cukiernie, które zatrudniają absolwentów Akademii Sztuk Pięknych, bo bardzo cenią umiejętności zawodowe połączone ze zdolnościami manualnymi.

Żeby szkolnictwo zawodowe się rozwijało, potrzebna jest też współpraca z pracodawcami, prawda?

W mojej szkole jest ona od zawsze. Praktyki zawodowe realizowane są w prawdziwych zakładach pracy. Młodzi cukiernicy na przykład spędzają trzy dni w tygodniu w szkole, a dwa u pracodawcy. I biorą udział w normalnej produkcji. My dajemy im pierwsze szlify, dzięki czemu na praktykach wiedzą już, jak obsługiwać urządzenia, przygotowywać określone rodzaje ciast.

Ale czy dla pracodawcy uczeń może być atrakcyjny?

W zawodach, w których kształci moja szkoła, pracodawcy wręcz proszą o uczniów, praktykantów. Często dotyczy to specjalnych wydarzeń, uroczystości np. w restauracji. Wtedy większa grupa młodzieży razem z nauczycielem bierze udział w obsłudze tej uroczystości. Jako szkoła gastronomiczna pomagamy również w organizacji wydarzeń specjalnych w innych szkołach. Korzyści są obopólne, a dla młodzieży to najlepsza forma nauki.

Pracuje pani również w Radzie Dyrektorów Szkół Zawodowych powołanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jakie rozwiązania są potrzebne na poziomie systemowym?

Ważna jest właśnie współpraca pracodawców i szkół. Chciałabym, choć jest to bardzo trudne, by włączyć pracodawców w proces tworzenia programów nauczania. Oni nie lubią tworzenia dokumentacji, procedur, ale w praktyce mają określone wymagania. I one mogą być świetną wskazówką dla nauczycieli. My zapraszamy do naszej szkoły pracodawców raz na semestr, by opowiedzieli nam, jakie mają oczekiwania. I później staramy się je realizować w pracy z młodzieżą. Warto, by konkretne zapisy pojawiły się w samych programach nauczania.

Wspominała pani, że sama pojechała na staż. Nauczyciel też powinien się uczyć?

Nie tylko powinien się wciąż uczyć. Nauczyciel wręcz musi to robić. W ustawie jest zapisane, że każdy nauczyciel przedmiotów zawodowych jest zobowiązany odbyć 40 godzin stażu u pracodawcy. W naszej szkole dzieje się to już od czterech lat. Zarówno nauczyciele przedmiotów zawodowych, jak i języków obcych wyjeżdżają na zagraniczne staże związane ze stanowiskiem pracy. Nauczyciel hotelarstwa stanął w recepcji zagranicznego hotelu, nauczyciel produkcji stanął w kuchni. Natomiast mnie udało się wyjechać na staż w cukierni japońskiej w Barcelonie. Jej właściciel, Japończyk, w 2016 r. wygrał konkurs na najlepszego croissanta w mieście. Rzeczywiście, ten jego rogalik jest niesamowity. Przygotowywałam go razem z nim.

I po powrocie nauczyciele wiedzę, którą zdobyli na zagranicznych wyjazdach, przekazują swoim uczniom?

Właśnie po to jeździmy. Uczymy tego wszystkiego na lekcjach, w pracowniach czy przy okazji przygotowań do konkursów. Ja pokazuję teraz uczennicy, jak twórczo można wykorzystać zieloną herbatę, która nadaje wyrobom cukierniczym oryginalność.

Dlaczego została pani nauczycielką?

Kończyłam nietypowy kierunek: wydział inżynieryjno-ekonomiczny przemysłu spożywczego. Zamarzyłam o pracy w laboratorium naszego Browaru Tyskiego. Przy pisaniu pracy magisterskiej współpracowałam z ówczesnym dyrektorem laboratorium dr. Jerzym Hetmańskim. Ciężko wtedy było dostać pracę w browarze, więc doktor podpowiedział mi, żebym spróbowała w zawodzie nauczyciela w technikum browarniczym. Poszłam tam i okazało się, że brakowało fachowców od szkolnictwa zawodowego. Właśnie tak zaczęłam swoją karierę. Moja mama zawsze mówiła, że chciała zostać nauczycielką. Jej się nie udało, ale córce już tak.

Czy dziś uważa pani, że to była dobra decyzja?

Początki były trudne, bo prowadziłam kilkanaście różnych przedmiotów i musiałam wyspecjalizować się w różnych branżach. Szybko zaczęłam jeździć z młodzieżą po zakładach: piekarniach, cukierniach. Chciałam, by uczniowie poznali zawód od strony praktycznej. Wicedyrektor szkoły powiedział mi, że te moje lekcje są ciekawe, że jestem urodzonym nauczycielem. Dodał mi tym wiatru w żagle, uwierzyłam w siebie.

A dziś to pani jest dyrektorem szkoły.

I wciąż najważniejsi są dla mnie uczniowie. Pamiętam, że absolwenci technikum przyjeżdżali do mnie już jako studenci i mówili, że na pierwszym roku studiów na politechnice właściwie nie mieli co robić, bo byli tak dobrze przygotowani dzięki prowadzonym przeze mnie lekcjom. To dla mnie największe wyróżnienie. Uczniowie odwiedzają mnie po latach i opowiadają o swoich osiągnięciach. Jako szefowie zakładów pracy pozdrawiają mnie przez obecnych moich uczniów, którzy tam praktykują. Wielu moich absolwentów, dziś już 40-letnich, zostało głównymi technologami w browarach. Jeden występuje nawet w reklamie browaru Okocim z Brzeska i co chwila widzę go w telewizji. To wielka satysfakcja.

Szczyt podium w debiucie


Powrót Polski do międzynarodowego konkursu EuroSkills wypadł znakomicie. Młody kucharz Maciej Pisarek, absolwent Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim, zdobył na Węgrzech medal doskonałości

Budapeszteńskie Hungexpo prawdopodobnie nigdy nie było świadkiem tylu emocji, ilu doświadczyło pod koniec września. W ciągu zaledwie trzech dni przez hale przewinęło się ponad 80 tysięcy zwiedzających.

Szkolne wycieczki, rodziny, media, sponsorzy i przedstawiciele czołowych firm z wielu branż, nauczyciele kształcenia praktycznego oraz wykładowcy i oficjele z całego świata… Wszyscy przybyli do Budapesztu, żeby zobaczyć na własne oczy największy w Europie konkurs umiejętności zawodowych EuroSkills, w którym o tytuł najlepszego walczyli reprezentanci krajów z całego Starego Kontynentu.

EuroSkills to europejska wersja World-Skills – zawodów z prawie siedemdziesięcioletnia tradycja. Gdy je inaugurowano, nikt pewnie nie planował, ze inicjatywa rozrośnie się do takich rozmiarów – w światowej edycji konkursu startują przedstawiciele 80 państw, a w europejskiej, która w tym roku obchodziła 10-lecie istnienia, dokładnie 28. Dobra praktyka, jaka z cała pewnością jest organizacja tego wydarzenia, przeniosła się tez na grunt lokalny. Krajowe wersje konkursu organizują od lat m.in. Finlandia, Portugalia i Francja. Cel wszędzie jest podobny: chodzi o to, aby stworzyć młodym ludziom szanse pokazania ich nieprzeciętnych umiejętnościowa promować szkolnictwo zawodowe.

EuroSkills to ogromne przedsięwzięcie, za którym stoją ciężko pracujący ludzie. Prawie 600 doskonale wyszkolonych zawodników, ponad 500 profesjonalnych ekspertów pracujących do późnych godzin nocnych… Ogromny był tez wkład pracy delegatów odpowiedzialnych za przygotowanie swoich kadr wanie oraz liderów drużyn, półmaratońskie dystanse po halach, aby zapewnić komfort podopiecznym. Wszędzie wyczuwalne były pasja i zapał, nie zabrakło również łez – na początku wywołanych stresem i strachem, później – radością i satysfakcją z wykonanej pracy. Taki właśnie był EuroSkills.

Kiedy w 2017 r., w trakcie WorldSkills w Abu Zabi, Polska wstąpiła do organizacji WorldSkills Europe, a Ministerstwo Edukacji Narodowej powierzyło Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji role koordynatora polskiej drużyny, nikt nie wiedział, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Dzisiaj, po pierwszej edycji konkursu, jesteśmy bogatsi o doświadczenie, przyjaźnie, wiedze, która z cała pewnością zaowocuje. A plany mamy ambitne. W Budapeszcie Polskę reprezentowali cieśla, florystka, fryzjer, kucharz, mechatronicy, murarz i tynkarz. Szlak został przetarty, ale warto pamiętać, że na EuroSkills mamy 37 konkurencji, a w Polsce tysiące młodych, utalentowanych uczniów, którzy z cała pewnością są gotowi sprostać temu trudnemu wyzwaniu. Nasz apetyt z roku na rok będzie wiec rósł. Już w tym poza wspomniana ósemka do Budapesztu pojechali młodzi polscy eksperci od technologii mody, technologii samochodowej, obrabiarek CNC, architektury krajobrazu, obsługi gości hotelowych. Ich zadaniem była obserwacja, sędziowanie, poznanie specyfiki konkurencji.

Wszystko po to, aby w kolejnych odsłonach konkursu również w tych branżach udział wzięli nasi zawodnicy.

Medal doskonałości zdobyty na Węgrzech przez polskiego kucharza Macieja Pisarka, absolwenta Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim, to dopiero początek naszej przygody. W Mobilnym Centrum Edukacyjnym, które towarzyszyło polskiej drużynie na Euro- Skills zawiesiliśmy osiem plakatów zawodników

z 2018 r. Wierzymy, ze w 2020 r. w austriackim Grazu będzie nas więcej. Wspólnie ze szkołami i z pracodawcami jesteśmy w stanie przygotować szersza reprezentacje, bo przyświeca nam ten sam cel i pasja. Wszystkich, którzy chcieliby w tym pomóc, serdecznie zapraszamy do współpracy.

Moja przygoda z Europass-Mobilnosc


Ten dokument wyróżnia z tłumu. Potwierdza wykonane zadania oraz nabyte kompetencje i umiejętności. Z nim w kieszeni jest po prostu dużo łatwiej…

Od 2011 r. jako autorka i koordynatorka projektów mobilności jestem współodpowiedzialna za potwierdzanie kompetencji uczestników zagranicznych staży zawodowych. Jakie są moje doświadczenia w tej dziedzinie? Co warto brać pod uwagę i o czym pamiętać?

Zacząć trzeba od podkreślenia, ze w przypadku staży finansowanych przez Erasmus+ certyfikat Europass-Mobilnosc (EM) dokumentuje pozytywne zaliczenie ich programu w danym zawodzie. Warunkiem tego, by dokument miał pozytywny wpływ na karierę zawodowa młodego człowieka, jest wiec dobór odpowiedniej zagranicznej organizacji przyjmującej – takiej, która zapewni uczestnikom pozyskanie umiejętności i kompetencji adekwatnych do określonego zawodu.

Najlepiej jest oczywiście zapewnić uczestnikom miejsca stażu uwzgledniające ich oczekiwania i zainteresowania. Jeśli uczeń kształcący się w zawodzie technik informatyk chce się realizować jako programista, najcenniejszym doświadczeniem dla niego będzie staż na stanowisku związanym z programowaniem. Znalezienie zagranicznej organizacji partnerskiej, która zagwarantuje wysoka jakość przedsięwzięcia, uwzględniając indywidualne oczekiwania i profili zawodowy uczestników, jest trudne, ale w przyszłości ułatwi młodemu informatykowi dalszy rozwój.

Dobry EM powinien być rzetelny. To oznacza, ze wykaz zaplanowanych umiejętności i kompetencji musi być zgodny z prawda. Musimy wiec zadbać, by były one możliwe do uzyskania w czasie stażu – a ten jest przecież dość krótki, trwa zazwyczaj3 lub 4 tygodnie. P zwyczaj Przy uzgadnianiu programu należy postawić na jakość, a nie ilość. I brać pod uwagę nie tylko kompetencje zawodowe, ale także językowe.

Co ważne, EM prezentuje również cały pakiet tzw. kompetencji miękkich, takich jak: pewność siebie, umiejętność komunikacji, współpracy w zespole, asertywność, zaradność, odporność na stres itp. Takich kompetencji nie można zdobyć z książek, a jedynie przebywając i współpracując z innymi ludźmi. To właśnie brak tego rodzaju umiejętności często powoduje, ze osoba, nawet z doświadczeniem zawodowym, ma trudności w znalezieniu pracy.

Europass-Mobilnosc to cos, co młodego człowieka wyróżnia z tłumu, bo tylko niewielki procent osób starających się o prace może pochwalić się w CV zagranicznym doświadczeniem. Przydatność dokumentu potwierdzają zresztą sami uczestnicy mobilności. – Oprócz tego, ze daje satysfakcje, EM otwiera nam wiele możliwości związanych ze zdobyciem pracy, nie tylko na krajowym rynku, ale także za granica – mówi Klaudia, była uczestniczka mobilności zagranicznych. – Jest także dowodem, ze mieliśmy okazje poznać nowa kulturę i dostosować do międzynarodowego środowiska – dodaje.

Reasumując, dla ucznia Europass Mobilnosc jest potwierdzeniem jego pierwszego sukcesu na międzynarodowym rynku pracy, perełka wyróżniająca go z tłumu konkurentów. Dla nauczyciela – opiekuna uczniów w czasie stażu zagranicznego czy tez uczestnika mobilności typu job shadowing – EM stanowi potwierdzenie pasji zawodowych. Dokument potwierdza, ze pedagog uczestniczy w realizacji europejskiego planu rozwoju szkoły EM, a to z kolei sprawia, ze nauczyciel jest wyżej oceniany przez dyrekcje placówki.

EM może być również wspaniałym elementem promocji szkoły. Wystawiony przez szkołę we współpracy z instytucjami zagranicznymi potwierdza europejski wymiar kształcenia zawodowego oraz włączanie treści ponadnarodowych do standardowych programów nauczania.