Młoda demokracja


Maciej Musiał o demokracji, warsztaty w londyńskim busie, zacięta gra miejska – taki był Europejski Tydzień Młodzieży, zorganizowany na początku maja w Warszawie

Europejski Tydzień Młodzieży to jedno z najważniejszych międzynarodowych wydarzeń organizowanych co roku dla młodych ludzi. W ogrodach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego uczestnicy mogli dowiedzieć się o najważniejszych projektach unijnych związanych m.in. z edukacją i wolontariatem dla młodzieży.

Zgodnie z tradycją każdy ETM ma swój temat przewodni. W tym roku było to hasło „Demokracja i ja”. Taki był też temat debaty zorganizowanej dla uczniów i studentów. Zanim się jednak rozpoczęła, prowadzący ją dziennikarz Marek Zając poprosił publiczność, by wybrała najważniejszą dla siebie wartość spośród trzech: bezpieczeństwa, dobrobytu i demokracji. Każda zebrała mniej więcej tyle samo głosów. – To ciekawe, bo takie badanie przeprowadził ostatnio wśród młodych Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie i tam wyniki były zupełnie inne. Bezpieczeństwo wybrało aż 70 proc. osób, a demokrację zaledwie 5 proc. – mówił Zając.

Wolą karę niż głosowanie

Dziennikarz pytał o demokrację nie bez powodu. ETM został zorganizowany na niecałe trzy tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. W Polsce spośród wszystkich wyborów właśnie te mają najniższą frekwencję. Dlatego Mateusz Jeżowski z Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, krajowy korespondent Youth Wiki, czyli internetowej bazy danych poświęconej polityce młodzieżowej w państwach UE, opowiadał o tym, czy i jak głosują młodzi ludzie w Europie (między 18. a 30. rokiem życia). – Najczęściej do urn chodzą młodzi Szwedzi. Prawie 80 proc. z nich głosowało tam w ostatnich trzech latach. Co ciekawe, to właśnie w Szwecji jest największy odsetek młodych, którzy nie popierają demokracji jako pozytywnego systemu rządów – mówił Jeżowski. Takich paradoksów w Europie jest więcej. – W Estonii, gdzie od wielu lat można głosować przez internet, statystyki wyborcze młodych systematycznie spadają – dodał. Z kolei w Luksemburgu, gdzie udział w wyborach jest obowiązkowy, do urn chodzi coraz mniej młodego pokolenia. – Oni wolą zapłacić karę, niż zagłosować – słyszeli uczestnicy debaty. Sporo młodych ludzi głosuje w Belgii i Austrii. A jak jest w Polsce? – Niedobrze. Udział młodych, którzy oddają głos, jest o kilkanaście punktów procentowych mniejszy niż w starszych grupach wiekowych – mówił Jeżowski.

Siedzenie w domu nie ma sensu

Zaproszeni goście, wśród nich m.in. znany aktor Maciej Musiał, Aleksandra Sawa z Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych i Piotr Wasilewski z Rady Dzieci i Młodzieży RP przy Ministrze Edukacji Narodowej, dyskutowali o tym, jak przekonać młodych do uczestniczenia w życiu obywatelskim i głosowania w wyborach do PE.

Maciej Musiał: – Siedzenie w domu i narzekanie nie ma sensu. Niepójście na wybory jest frajerstwem. Piotr Wasilewski zwrócił uwagę na to, że niski udział młodych wśród głosujących to efekt zniechęcenia polityką. – Zaufanie do polityków wśród uczniów i studentów jest bardzo niskie. To wynika z afer, korupcji, patologii. Panuje przekonanie, że politycy i tak dla nas nic nie zrobią. A to nieprawda. Ważne, żeby samemu też wyjść z inicjatywą i naciskać na tych, których wybraliśmy – przekonywał przedstawiciel Rady Dzieci i Młodzieży.

– Demokracja to nie tylko głosowanie raz na cztery lata. To, co jest totalnie sexy w demokracji, to możliwość wpływania na otoczenie i kreowanie go tak, jak chcemy – przekonywała Barbara Zamożniewicz, rzeczniczka młodzieży przy Urzędzie Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego. A Aleksandra Sawa z Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych apelowała: – Ważne, żeby z młodzieżą rozmawiać o tak poważnych sprawach po partnersku i twarzą w twarz.

Głos zabrali też najmłodsi uczestnicy debaty. Część mówiła, że nie chce brać udziału w wyborach, bo polityka kojarzy im się z fałszem, nieuczciwością i oderwaniem od rzeczywistości. Mateusz Jeżowski próbował przekonywać: – Mamy najlepszą młodzież w historii. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak ambitnego, doskonale wykształconego młodego pokolenia. Jeśli nie będziemy mu przeszkadzać, to jestem spokojny o ich przyszłość.

Co Unia tobie, a co ty Unii

Podczas Europejskiego Tygodnia Młodzieży o korzyściach z naszej obecności w Unii można było porozmawiać także w czerwonym londyńskim autobusie, który jeździł po Warszawie. FRSE zorganizowała w nim eurolekcje, czyli warsztaty o wolontariacie za granicą oraz o wyborach do europarlamentu. – Uczestnicy oglądali krótkie filmy o Unii, a później o nich dyskutowali. Sporo mówiliśmy o tym, co UE daje nam, a co my możemy jej zaoferować – opowiada Wawrzyniec Pater, koordynator Eurodesk Polska, prowadzący warsztaty.

Nie zabrakło także wyzwań. Aż 18 kilkuosobowych drużyn wystartowało w grze miejskiej wymagającej sprytu, dobrej organizacji, kondycji fizycznej i pomysłowości. Najlepsi okazali się uczniowie z technikum w Wysokiem Mazowieckiem. Patrykowi najbardziej podobało się szukanie kodów QR ukrytych na ławkach, drzewach czy krzakach. Jego i jego kolegę Piotrka do wzięcia udziału w grze namówił Karol Głębocki, nauczyciel historii i WOS. – Pomagałem chłopakom w zadaniu „I have a dream”. Trzeba było przygotować przemówienie o wartościach obywatelskich na wzór tego, które wygłaszał Martin Luther King. To ćwiczenie na pewno wykorzystam w przyszłości na swoich lekcjach – zapowiedział.

Młodzież rządzi


Masz tysiąc pomysłów na to, jak zmienić swoją okolicę, ale nie wiesz, jak je zrealizować? Chcesz rozwiązywania lokalnych problemów? Poznaj młodzieżowe rady wojewódzkie. Tam głos młodych przekłada się na realne działania

W Polsce działa kilkaset organizacji zrzeszających młode osoby. Funkcjonują one przy samorządach: gminnych, powiatowych, wojewódzkich, gdzie prawie w każdym z 16 województw działają sejmiki młodzieżowe. Tam, gdzie ich nie ma, podejmowane są starania o ich powołanie, jak np. w województwach mazowieckim czy warmińsko-mazurskim. Młodzieżowe sejmiki, fora czy rady (w zależności od województwa funkcjonują różne nazwy) są powoływane uchwałami organów samorządowych, jednak w dużej mierze jest to efekt inicjatyw młodzieżowych.

Są różne drogi zostania członkiem takiego sejmiku: demokratyczne wybory, wypełnienie formularza lub wniosku rekrutacyjnego. – W naszej radzie wystarczy złożyć wniosek w trakcie naboru. Oceniany jest on przez kapitułę składającą się z przedstawicieli Sekretariatu ds. Młodzieży i Urzędu Marszałkowskiego oraz przedstawiciela młodzieży z regionu kandydata. Zależy nam na jak najszerszej reprezentacji z całego województwa – wyjaśnia Kornel Grabowski, przewodniczący Rady Młodzieży Województwa Zachodniopomorskiego. Kamila Skórczyńska, radna Młodzieżowego Sejmiku Województwa Podlaskiego, dodaje: – U nas mile widziane jest doświadczenie np. w wolontariacie czy udział w różnych projektach, natomiast nie jest to główny czynnik decydujący o zaakceptowaniu kandydatury. Członkowie młodzieżowego sejmiku przede wszystkim muszą mieć chęci do działania, być kreatywnymi osobami i umieć współpracować z innymi.

Czas na radę, damy radę

Działalność sejmików młodzieżowych to przede wszystkim aktywny udział w decyzjach i przedsięwzięciach lokalnych w swoim regionie. Młodzieżowi radni regularnie spotykają się na sesjach. – Nasza praca polega na realizowaniu projektów wspólnych bądź indywidualnych. Na posiedzenia, organizowane zwykle raz w miesiącu, zapraszani są goście z różnych dziedzin, którzy zapoznają nas z wizją województwa bądź prowadzą warsztaty. Bierzemy też udział w ogólnopolskich kongresach, na których dyskutujemy z młodymi ludźmi z całego kraju i zajmujemy wspólne stanowiska dotyczące środowisk młodzieżowych – wyjaśnia Kamil Ziajko, przewodniczący Młodzieżowego Sejmiku Województwa Podlaskiego. Młodzi radni starają się także działać lokalnie, podejmując inicjatywy w swoim otoczeniu. – Każdy z nas jest zobowiązany do wykonania zestawu działań: spotykania się z lokalnymi decydentami, prowadzenia warsztatów na temat samorządności w szkołach w swoim powiecie – dodaje Bartłomiej Babiński, przewodniczący Młodzieżowego Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Prace młodych działaczy wspierane są przez władze samorządowe, które są jednocześnie partnerem, opiekunem oraz popierają młodzieżową aktywność obywatelską, często także finansując różne inicjatywy młodych sejmików. – Cieszymy się, że nasze zdanie jest brane pod uwagę, oraz ze wsparcia przy organizacji wydarzeń – mówi Kamil Ziajko.

Wulkan pomysłów

Lista projektów i inicjatyw młodzieżowych rad wojewódzkich zrealizowanych z sukcesami jest długa. Warsztaty, spotkania dyskusyjne, ogólnopolskie konkursy, wprowadzenie zmian w lokalnym prawie – to tylko niektóre projekty. Na przykład dolnośląscy działacze dumni są z: Manifestu Młodzieży Dolnego Śląska, Ogólnopolskiego Kongresu Młodzieżowych Rad i Sejmików, reprezentacji Polski w AER Youth Regional Network sieci regionów Europy, poprawki do Dolnośląskiej uchwały antysmogowej czy akcji nasadzenia drzew oraz rozdawania maseczek antysmogowych.

Młodzi politycy przyczyniają się też do budowania społeczeństwa obywatelskiego. Próbują również zainteresować młodzież działalnością władz oraz wytłumaczyć jej zasady działania państwa i Unii Europejskiej. – Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zwracaliśmy szczególną uwagę na przypomnienie nie tylko młodym ludziom, jak ważna jest wysoka frekwencja w wyborach. W Szczecinie w specjalnie kursującym tramwaju radni opowiadali o działaniu Parlamentu Europejskiego i uświadamiali, dlaczego wzięcie udziału w wyborach jest tak ważne – opowiada Karolina Nastarewicz, radna województwa zachodniopomorskiego.

 Trampolina do kariery

– Praca w sejmiku to także korzyści dla nas samych: rozwój osobisty, wykształcenie umiejętności miękkich, budowanie bazy kontaktów oraz swojej marki i pozycji wśród lokalnych działaczy i młodzieżowych liderów z Polski i Europy – wylicza Bartłomiej Babiński z województwa dolnośląskiego. – Nie bez znaczenia są też umiejętności autoprezentacji, prowadzenia dyskusji czy wystąpień publicznych oraz znajomość funkcjonowania samorządu i tworzenia prawa lokalnego. Kamil Ziajko dodaje: – Otworzyłem się na współpracę, nauczyłem się słuchać innych i wyciągać wnioski z ich wypowiedzi. Dziś już wiem, że młodzież może coś osiągnąć, a szacunek do drugiego człowieka i zrozumienie innych owocują.

Członkowie młodzieżowych struktur lokalnych przyznają, że mimo iż ich wojewódzkie sejmiki są apolityczne, mogą być trampoliną i preludium do kariery politycznej. – Nasze doświadczenia idealnie przystosowują do wystąpień publicznych czy debat. Moje plany wiążą się z samorządem lokalnym, Myśliborzem, ze studiami, ale polityka partyjna jest mi obca – podkreśla Kornel Grabowski, przewodniczący Rady Młodzieży Województwa Zachodniopomorskiego. Kamila Skórczyńska z województwa podlaskiego dodaje: – Bycie członkiem sejmiku z pewnością może pomóc w realizacji przyszłej kariery politycznej. Podczas pełnienia mandatu nabywa się umiejętności i doświadczenia potrzebnych do dalszego rozwoju, a także poznaje, jak wygląda współpraca z różnymi organami.

Nic o was bez was

W Unii Europejskiej młodzieżowe rady (ang. Youth Council) są popularnym sposobem konsultacji społecznych oraz aktywizacji młodzieży. Chociaż w unijnym prawie nie istnieje zapis zawierający nakaz aktywizacji młodzieży poprzez Youth Council, Komisja Europejska traktuje tę kwestię priorytetowo. W ciągu ostatnich lat powstało kilka ważnych dokumentów i opracowań na temat młodzieży. „Nic o was bez was” – to nieformalne hasło, jakim kieruje się Unia, wdrażając projekty i wytyczne w polityce młodzieżowej. Wspólnota chce, by decyzje dotyczące młodych obywateli zapadały przy ich aktywnym udziale.

Europa oczami młodych Polaków


To nie jest projekt 40- i 50-latków. Europa to też wspólnota młodych, którzy za chwilę będą o niej decydować. O tym, jak ważna jest dla nas Unia, dowiemy się wtedy, gdy ją stracimy. Nie możemy do tego dopuścić – przekonywali uczestnicy Europejskiego Kongresu Rad Młodzieżowych w Słupsku

Za chwilę część z was zajmie moje miejsce. Staniecie tu, gdzie ja, i będziecie przemawiać publicznie. Jak się z tym czujecie? – zapytał uczestników Paweł Cieślak, jeden z prowadzących warsztaty  w słupskiej Akademii Pomorskiej.

Podczas kongresu uczestnicy mogli rozwijać swoje kompetencje w zakresie komunikacji z mediami i organizacji wydarzeń, wystąpień publicznych czy cyberbezpieczeństwa. Spotkanie było też okazją do rozmów z ekspertami ds. Unii Europejskiej.

Młodzi, odważni, świadomi

Frekwencja wyborcza do Parlamentu Europejskiego w Polsce do tej pory oscylowała w granicach 21–25 proc. Dlatego powstają takie inicjatywy jak Europejski Kongres Rad Młodzieżowych, które mają uświadamiać młodym Polakom, że udział w wyborach do PE ma realny wpływ na ich codzienne życie.

Uczestników kongresu zachęcać do głosowania nie trzeba. Uważają, że Unia Europejska, chociaż idealna nie jest, daje Polsce ogromne możliwości rozwoju. Ponadto czytelnie sprecyzowane prawa i wartości, ujednolicone dla wszystkich państw członkowskich, dają młodzieży poczucie bezpieczeństwa. Jak podkreślali na różnych przykładach, reguły są dobre, a ich łamanie zaburza całą wspólnotę.

– Wierzę w wartości, które są zakodowane w prawie Unii Europejskiej. Demokracja, praworządność i ochrona praw człowieka powinny być dla nas mapą drogową. To nie są puste hasła. One spajają nas w całość, czynią elementem większej całości, częścią zjednoczonej Europy – mówiła dr hab. Ewelina Cała-Wacinkiewicz, ekspertka Team Europe Polska, podczas dyskusji panelowej.

Wspólnota łączy

Młodzież jest świadoma tego, że Unia znajduje się w kryzysie. Z jednej strony mamy brexit, a z drugiej falę uchodźców, którzy w Europie upatrują lepszego życia. Warto przy tym podkreślić, że niemal 60 proc. Brytyjczyków deklaruje chęć pozostania w Unii. Jak podkreślali uczestnicy słupskiego spotkania, Unię docenimy dopiero wtedy, gdy ją stracimy.

Młodzież podczas debaty chętnie odwoływała się do Deklaracji Schumana z 1950 r., stanowiącej podwaliny Wspólnoty. Zdaniem uczestników tematyka współczesnych dyskusji dotyczy innych problemów, ale wciąż walczymy o lepsze życie dla wszystkich Europejczyków. O to, by zostawiać świat lepszym, niż się go zastało, bez wojen i bez przemocy, za to z możliwością swobodnego podróżowania, międzynarodowej edukacji i dumy z bycia częścią całości, jednocześnie zachowując unikatowość i regionalizm własnego kraju.

Oprócz spotkania w Słupsku młodzież prowadziła też w swoich miejscowościach działania profrekwencyjne. Rady, które wykonają swoje zadanie najlepiej, dostaną zaproszenie do udziału w wizycie studyjnej w Brukseli lub letniej szkole europejskiej.

Zamiast moralizowania gra z klimatem


Zmagania w wirtualnej rzeczywistości pozwalają zrozumieć, że w realnym świecie odwagi musi wystarczyć nie tylko do podejmowania decyzji, lecz także zmierzenia się z ich skutkami. Oto wnioski z gry komputerowej stworzonej w ramach programu Erasmus+

Gdy przenosili się na wyspę w poszukiwaniu szczęścia, tętniła życiem. Dziś wygląda jak pogorzelisko. Skurczona przez powódź, usiana bliznami odkrywek i kikutami drzew, w niczym nie przypomina raju, który mieli tu wspólnie stworzyć.

Zamieszkali tu w 10 osób, pełni nadziei na lepszą przyszłość. Radzili sobie, korzystając z gościnności wyspy – wtedy była zielona i żyzna. Problemy zaczęły się niewinnie. Wspólnota się rozrastała, rosły też wymagania mieszkańców – chcieli żyć wygodniej i mieć lepszy dostęp do kultury. – Postawiliśmy na eksport tego, czego mieliśmy pod dostatkiem: drewna i węgla. Za zgromadzone środki w krótkim czasie postawiliśmy kilka szkół, klinikę i dom kultury. Niektórzy zainwestowali w rozbudowę domów – wspomina jeden z mieszkańców.

Głównym źródłem energii na wyspie był węgiel. – Najpierw powódź zrujnowała dom sąsiada, później huragan zmiótł klinikę. Gdy zrozumieliśmy, że rozpętaliśmy walkę z żywiołami, było już za późno. Zmian klimatu nie dało się odwrócić – dodaje.

Na szczęście w „New Shores – a Game for Democracy”, wieloosobowej grze komputerowej, stworzonej w ramach projektu sfinansowanego przez Erasmus+, nie każdy scenariusz musi kończyć się tak ponuro. Grę wymyślono po to, by ułatwić młodzieży zrozumienie wyzwań, przed którymi stoi współczesny świat. Zaczyna się zawsze tak samo: uczestnicy przenoszą się na fikcyjną wyspę, która obfituje w złoża węgla oraz lasy pełne zielonych drzew i dojrzałych jagód. W przeciwieństwie do tradycyjnych gier „New Shores” nie stawia jednak przed graczami konkretnej misji. To, jak skończy się rozgrywka, zależy całkowicie od ich decyzji. Mogą skupić się na osobistych potrzebach, rozbudowywać domy, zarabiać na wydobyciu węgla czy ścinaniu drzew. Mogą także angażować się w działalność na rzecz wspólnoty, inwestować w szkolnictwo, opiekę zdrowotną czy kulturę. Każda strategia niesie skutki – społeczne, ekonomiczne i przyrodnicze.

– Nie chcieliśmy tworzyć tradycyjnej gry edukacyjnej, która w nachalny sposób instruowałaby młodzież, co należy robić, by stworzyć dobrze prosperujące społeczeństwo – mówi Łukasz Jarząbek, jeden z twórców. – Gra skierowana jest do starszej młodzieży szkolnej i studentów. Chcemy, by grając, wyciągali wnioski i sami dochodzili do tego, na czym polega odpowiedzialność społeczna i przyrodnicza.

Najbardziej budujące są dyskusje podsumowujące grę. Pokazujemy wtedy graczom zrzut ekranu z początku rozgrywki i po jej zakończeniu. Ten moment bywa bolesny, bo zdają sobie sprawę, że ponoszą całą odpowiedzialność za to, co stało się z wyspą. Jednocześnie to właśnie wtedy przychodzi refleksja, że to samo może wydarzyć się w świecie rzeczywistym i tylko my jesteśmy w stanie temu zapobiec.

„New Shores…” powstała z myślą o pracujących z młodzieżą, którzy szukają atrakcyjnych narzędzi edukacyjnych. Zamiast moralizować, gra pozwala aktywnie podejmować decyzje, radzić sobie z ich konsekwencjami i wyciągać wnioski. Za koncepcję i realizację gry odpowiada Centrum Rozwiązań Systemowych  we współpracy z Fundacją Rogers i organizacją TANDEM n.o. „New Shores” znalazła się wśród 10 najlepszych projektów prestiżowego konkursu Educators’ Challenge i dostała nagrodę od Global Challenges Foundation.

Grze towarzyszą przewodnik metodologiczny i scenariusz warsztatu. Wszystko dostępne jest bezpłatnie na platformie Edmodo. Instrukcje dostępne są pod adresem newshores.crs.org.pl/pl.

Nowa szansa dla lokalnych aktywistów


Ochrona ginących gatunków ptaków, organizowanie warsztatów archeologicznych lub zjazdów miłośników astronomii – to tylko przykłady projektów, na które można otrzymać dofinansowanie z Europejskiego Korpusu Solidarności. Jednym z jego filarów są Projekty Solidarności o wyłącznie krajowym charakterze

nioski składać mogą zarówno debiutanci, jak i podmioty, które realizowały podobne przedsięwzięcia w ramach Inicjatyw Młodzieżowych organizowanych do 2013 r. w programie „Młodzież w działaniu”. Narodowa Agencja Europejskiego Korpusu Solidarności w 2019 r. przeprowadzi trzy nabory (pierwszy już za nami – 13 lutego – oraz 30 kwietnia i 1 października). Wnioskodawcy na swoje projekty mogą otrzymać nawet 500 euro miesięcznie oraz wsparcie specjalisty, który pomoże w osiągnięciu zaplanowanego celu. Na realizację Projektów Solidarności można uzyskać dofinansowanie nawet na 12 miesięcy.

Istotą tych przedsięwzięć jest działanie na rzecz innych. Aby rozpocząć projekt, należy zebrać minimum pięć osób od 18. do 30. roku życia, które wspólnie zastanowią się, w jaki sposób zaktywizować mieszkańców lokalnej społeczności, ułatwić im życie, włączyć się w działania np. proekologiczne lub zrobić coś na rzecz wspólnoty. Co najważniejsze – projekt powinien być silnie związany z potrzebami lokalnej społeczności. Do grupy może dołączyć coach (specjalista w danej problematyce), który wskaże lub podpowie, jak prawidłowo zrealizować działania, ulepszyć je i sprofilować tak, by osiągnąć jak najlepsze efekty.

Jak wygląda przepis na sukces? Uczestnicy projektu „Ścieżka geologiczna”, którzy stworzyli m.in. ścieżki edukacyjne w jednym z parków krajobrazowych, w publikacji Impuls. Zrobić coś – coś zmienić. 58 pomysłów na Inicjatywy Młodzieżowe, podkreślają, że „na sukces projektu składają się: w 50 proc. ludzie, w 30 proc. kosztorys, w 15 proc. harmonogram, w 5 proc. szczęście. Starajcie się jak najstaranniej dobierać osoby, z którymi będziecie realizować projekty”.

Efektywność Projektów Solidarności nie musi sprowadzać się do rzeczy policzalnych i możliwych do sklasyfikowania za pomocą znanych skal. Wyjaśniali to w tej samej publikacji członkowie Młodzieżowego Klubu Europejskiego w Ośrodku Szkolenia i Wychowania OHP: „Członkowie Kółka uwielbiają grać – na scenie nieprofesjonalnie występują już od kilku lat, biorąc udział w imprezach szkolnych i lokalnych. Pomyśleliśmy, że możemy stworzyć coś swojego – śmieszny młodzieżowy kabaret – i przedstawić go w różnych miejscach, tam gdzie ludziom potrzeba dużo śmiechu. Uznaliśmy, że najwięcej radości potrzeba małym dzieciom z domu dziecka i osobom starszym z domu pomocy. I właśnie do tych osób kierowaliśmy nasze przedstawienie”.

Planując działania projektowe, nie można zapominać o kwestiach finansowych. – W czasie pisania wniosku największą uwagę trzeba poświęcić budżetowi projektu – podpowiada Adam Dzierzgwa, który razem z dziećmi z niepełnosprawnościami otworzył pracownię garncarską. – Ważne jest, aby dokładnie zaplanować wydatki, tak by uniknąć późniejszych zmian. Oczywiście drobne korekty są nieuniknione.

Warto przy tym podkreślić, że wydatki poniesione na włączenie społeczne młodzieży z mniejszymi szansami będą finansowane w całości.

Pracę grupy należy zaplanować szczegółowo już na etapie starania się o fundusze i dokładnie opisać we wniosku. Rezultaty projektu niosą coś, czego nie uda się osiągnąć samodzielnie, siedząc przed telewizorem lub komputerem. Po pierwsze, korzyści dla lokalnej społeczności. Po drugie, zdobycie doświadczenia organizacyjnego, uwrażliwienie na pracę dla innych, a także nowe znajomości i kontakty. I po trzecie, satysfakcję z działania solidarnościowego na rzecz innych. Na ten aspekt zwraca uwagę Matylda Pachowicz, współtwórczyni warsztatów fotograficznych dla osób z niepełnosprawnościami: „Zrealizowany projekt udowodnił, że warto ponieść ryzyko i podjąć próby realizacji nawet najbardziej »nierealnych« pomysłów, gdyż mogą być one początkiem niesamowitej przygody”.

Czekamy na Wasze inicjatywy. Terminy składania wniosków: 30 kwietnia i 1 października 2019 r. Szczegółowe informacje na stronie EKS

Staże i praca z misją społeczną


Staże i miejsca pracy to drugi filar Europejskiego Korpusu Solidarności. W ramach tych projektów można nie tylko rozwinąć się i zdobyć nowe kwalifikacje zawodowe, ale także wykonać pracę na rzecz społeczeństwa. Takiej szansy dla pracodawców i młodych pracowników nie stwarzał dotychczas żaden europejski program edukacyjny

Zgodnie z założeniami programu osoby od 18. do 30. roku życia mogą zostać stażystami lub pracować w pełnym wymiarze godzin. Staże mogą trwać od dwóch do sześciu miesięcy, a praca – od trzech do 12 miesięcy. Koszty podróży, wydatki związane z projektem i dodatek relokacyjny dla uczestników pokrywane są z Europejskiego Korpusu Solidarności (EKS). Z kolei wynagrodzenia stażystów i pracowników leżą w gestii pracodawcy. Organizacje wnioskujące mogą współpracować z partnerami zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Kluczowy jest solidarnościowy charakter pracy.

I właśnie społeczny cel działań realizowanych w ramach EKS sprawia, że są to przedsięwzięcia wyjątkowe. Dlaczego Komisja Europejska uznała, że praca na rzecz wspólnego dobra jest teraz szczególnie potrzebna państwom członkowskim? W codziennym życiu nastawionym na uzyskiwanie wyników i osiąganie celów (głównie finansowych) praca mająca społeczny charakter bywa niedoceniana i niezauważana. Tymczasem przed społeczeństwem europejskim stoi wiele wyzwań związanych z rozwojem cywilizacyjnym, konkretnymi potrzebami społecznymi i sytuacją polityczną, na które my jako wspólnota ludzi nie jesteśmy gotowi.

Organizacje mogą realizować projekty Staży i miejsc pracy w następujących obszarach: włączenie społeczne, przyjmowanie i integracja uchodźców i imigrantów, obywatelstwo i partycypacja demokratyczna, zapobieganie klęskom żywiołowym i usuwanie ich skutków, ochrona środowiska naturalnego, zdrowie, kształcenie i szkolenie, zatrudnienie i przedsiębiorczość, kreatywność i kultura oraz sport. Wskazane obszary działań mogą wpisywać się w politykę organizacji lub mieć nowatorski charakter.

Projekty Staże i miejsca pracy to możliwość odkrycia na nowo znaczenia pracy społecznej. Pracy, która daje pozytywny impuls organizacji, instytucji czy firmie, nadaje nową jakość wykonywanym zadaniom, nawet jeśli chodzi o pracę fizyczną. Staże i miejsca pracy są też bezpośrednią odpowiedzią na potrzeby młodych osób w odniesieniu do zatrudnienia. Jak wynika z badania „Cztery pokolenia w miejscu pracy”, przeprowadzonego na zlecenie Ricoh: „Dla najmłodszego pokolenia ogromne znaczenie ma sens jego pracy – aż 34 proc. [respondentów] wskazało, że znacznie bardziej atrakcyjne są dla nich firmy, w których praca pozwoli im zmieniać świat. Wśród Baby Boomers ten aspekt miał znaczenie dla 13 proc., a dla pokolenia X oraz milenialsów odpowiednio
14 i 15 proc.”. Dzięki udziałowi w projektach finansowanych z Europejskiego Korpusu Solidarności młodzi ludzie zyskują szansę nie tylko na zdobycie doświadczenia zawodowego, ale także wypełnienie ważnej misji.

Wasz wybór ma znaczenie


„Demokracja i ja” to temat tegorocznej edycji Europejskiego Tygodnia Młodzieży. Cel wydarzeń zaplanowanych na przełom kwietnia i maja jest oczywisty: zwiększyć frekwencję w wyborach do europarlamentu

Europejski Tydzień Młodzieży (ETM) jest organizowany w Polsce z inicjatywy Komisji Europejskiej już po raz dziewiąty. Jest to jedno z największych międzynarodowych wydarzeń adresowanych do młodzieży i osób z nią pracujących. Na przełomie kwietnia i maja w wielu krajach Europy odbędą się setki różnego rodzaju wydarzeń, podczas których młodzież będzie mogła wyrazić swoją opinię na temat polityki młodzieżowej. Będzie to także okazja do podzielenia się sukcesami osiągniętymi podczas projektów młodzieżowych.

Zgodnie z wieloletnią tradycją ETM ma swój motyw przewodni. Tym razem – w związku ze zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego – hasło przedsięwzięcia będzie brzmiało: „Demokracja i ja”. Temat ten wiąże się ściśle z potrzebą aktywizacji obywatelskiej młodzieży i uświadomienia młodym ludziom, że ich głos jest ważny, a ich opinie mogą mieć wpływ na decyzje podejmowane przez polityków.

Chodzi jednak nie tylko o oddanie głosu w wyborach, lecz także o codzienny udział w życiu obywatelskim: inicjatywach młodzieżowych, projektach wolontariackich i solidarnościowych, stały kontakt z decydentami i dbałość o rozwój kultury. To wszystko składa się na budowanie świadomej i otwartej postawy obywatelskiej.

Jednym z głównych wydarzeń na poziomie ogólnoeuropejskim będzie dyskusja z młodzieżą w Parlamencie Europejskim – transmisję z niej będzie można obejrzeć w internecie. Pierwszeństwo udziału w wydarzeniach w Brukseli będzie miała młodzież, która jeszcze nigdy nie uczestniczyła w spotkaniach organizowanych przez unijne instytucje. Mogą być to uczestnicy projektów Erasmus+ bądź osoby, które chciałyby do niego dołączyć. Z młodzieżą będą się też spotykać europarlamentarzyści, lokalni decydenci oraz pracownicy organizacji młodzieżowych.

W Polsce Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji zaprasza młodzież do dyskusji na temat przyszłości polityki młodzieżowej, a organizacje młodzieżowe do prezentowania dobrych praktyk i ciekawych rezultatów. Wypróbujemy też nowe metody pracy w ramach edukacji pozaformalnej oraz upowszechniania. Będzie to także okazja do bliższego poznania możliwości, jakie dają programy Erasmus+ oraz Europejski Korpus Solidarności. Szczególnie gorąco do udziału zapraszamy osoby, które jeszcze nie brały udziału w projektach, i organizacje, które do tej pory nie złożyły wniosku.

Więcej informacji na stronie erasmusplus.org.pl

Booktrailer Film Festival – czyli jak skutecznie promować czytelnictwo wśród młodzieży


Nowy Targ już po raz drugi był gospodarzem finałowej gali ogólnopolskiej edycji przedsięwzięcia promującego czytanie książek. W tym roku do udziału w konkursie zgłoszono 63 filmy z 29 szkół. Organizatorem wydarzenia był Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Nowym Targu – placówka, która jako pierwsza połknęła przed dwoma laty booktrailerowego bakcyla, a jako beneficjent programu Erasmus+ rozpropagowała ideę festiwalu w całej Polsce.

– Podczas kryzysu czytelnictwa zobaczyliśmy, że książka jest fascynującą inspiracją do tego, by zrobić film, że wciąż jest czymś, co pociąga młodych ludzi – mówi jurorka konkursu dr Agnieszka Kania z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Oni żyją przede wszystkim w przestrzeni obrazu, mediów. Umiejętności nauczycieli, polegające na zachęceniu uczniów do przełożenia tekstu na film i pokazania go w innych okolicznościach jest czymś nie do przecenienia.

Jurorzy oceniali filmy pod kątem walorów artystycznych i technicznych, potencjału promocyjnego, oryginalności interpretacji tekstu literackiego oraz oryginalności języka filmowego. Najlepszymi polskimi booktrailerami w tym roku okazały się:

  • poetycka, utrzymana w czarno-białej konwencji „Siekierezada” (I miejsce),
  • mocno uwspółcześnione „Cierpienia młodego Wertera” (Nagroda Publiczności, wyróżnienie jury),
  • intrygujący „Dom sióstr” (II miejsce),
  • poruszająca „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” (III miejsce),
  • imponujący dojrzałością interpretacji „Pamiętnik Dawida Rubinowicza” (wyróżnienie),
  • kreatywnie przetworzona „Ferdydurke”,
  • oryginalna animacja „Rok 1984”,
  • mroczna „Czarownica z Dark Falls”,
  • piękne wizualnie „Zapisane w wodzie”,
  • ciekawa koncepcyjnie „Zbrodnia i kara”.

– „Siekierezada” to lektura uniwersalna, możemy ją przełożyć na nasze czasy. To książka o rąbaniu drewna, tak na dobrą sprawę. W naszym świecie, który dąży do autodestrukcyjnej samotności, my szukamy tego prawdziwego świata w takich trywialnych czynnościach, jak rąbanie drewna, właśnie – mówi o wyborze lektury Dawid Gondek, uczeń I LO im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu, reżyser zwycięskiego booktrailera.

W ręce zwycięzców trafił czek na 1000 zł, pozostali wyróżnieni otrzymali nagrody książkowe.

Historia Booktrailer Film Festival w Polsce związana jest nierozerwalnie z Zespołem Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. Św. Jadwigi Królowej w Nowym Targu. To właśnie tam, przed dwoma laty powstały pierwsze polskie booktrailery. Jeden z nich dostał główną nagrodę na BFF 2017 we Włoszech, kolejny był prezentowany w ramach promocji Booktrailera na MFF w Wenecji. Współpraca z Liceo scientifico do Stato w Brescii – miejscem, gdzie narodził się festiwal – zaowocowała przystąpieniem do unijnego programu Erasmus +.

– W ramach projektu byliśmy zobowiązani do popularyzacji tej idei, myśleliśmy o małym konkursie, może powiatowym, może, w nieśmiałych planach o charakterze wojewódzkim, ale podpowiedziano nam, żeby to promować dalej – mówi dr Anna Miśkowiec, inicjatorka i koordynatorka Booktrailer Film Festival w Polsce. – A widziałam też jaki jest odbiór i w środowisku lokalnym, i wśród młodzieży. Widziałam, że ich to cieszy, więc zaryzykowaliśmy.

Na uroczystą galę 15 marca 2019 r. w Miejskim Ośrodku Kultury w Nowym Targu zaproszono twórców dziesięciu najwyżej punktowanych przez jurorów booktrailerów. Młodzi filmowcy przyjechali do Nowego Targu z Krakowa, Mysłowic, Woli Jachowej, Katowic i Tarnowa. W większości to uczniowie liceów, w dwóch przypadkach – szkół podstawowych.

Nie gadaj! Rysuj!


Rysunek wciąga! Czasem działa lepiej niż słowa. Świetnie sprawdza się zatem w różnych obszarach – w pracy warsztatowej i szkoleniowej, podczas spotkań i prezentacji

Ta historia zaczyna się od szkolenia. Te- m at: myślenie wizualne. Uczestnicy: kilka osób z naszej grupy trenerskiej. „Ale my nie potrafi my rysować!”, „Przecież do tego potrzebny jest talent”, „Lekcje plastyki były baaaardzo dawno temu”, „Rysowanie to sztuka”, „Mam dwie lewe ręce”. Wątpiliśmy w to, ze w naszym gronie to dwudniowe szkolenie przyniesie efekt. Skoro jednak zainwestowaliśmy czas, pieniądze i energie, postanowiliśmy dać rysowaniu szanse.

Prowadząca, doświadczona na polu walki z samoograniczającymi przekonaniami, zaczęła od prostych rzeczy. Z każdym kolejnym rysunkiem nasze wątpliwości słabły. Coraz częściej zastępowało je zaskoczenie połączone z jękiem zachwytu nad tym, co powstawało na kartkach. Wtedy TO poczuliśmy – radość rysowania, Chęć odkrywania i gotowość do eksperymentowania, które towarzysza nam do dzisiaj. Cos, co miało być krótkim rozwojowym warsztatem – a wręcz zabawnym przerywnikiem – okazało się dla większości z nas nie tylko entuzjastycznie rozwijana częścią pracy trenerskiej, ale także pasja. Co więcej, wkroczyło tez do życia prywatnego. To już nie tylko flipcharty na sali szkoleniowej, prezentacje czy materiały edukacyjne. To również tworzone w nowy sposób notatki, kartki świąteczne i urodzinowe czy pamiętniki. Rysunek wciąga! Czasem działa lepiej niż słowa. Świetnie sprawdza się zatem w różnych obszarach – w pracy warsztatowej i szkoleniowej, podczas spotkań, prezentacji, przy tworzeniu ofert, raportów czy notatek. No właśnie, ale niby czemu to działa?

Rysunek działa, bo naturalne jest myślenie obrazami. Ciężko uwierzyć? To mamy dla ciebie zadanie: zamknij na chwile oczy i wyobraź sobie jabłko. Udało się? Teraz pytanie, co się pojawiło w twojej głowie: napis „jabłko” czy raczej jego obraz? Zakładamy, ze jednak to drugie. I właśnie o to chodzi – obraz jest pierwszy. Dlatego tez łatwiej do nas przemawia i szybciej zapada w pamięć. Czy to oznacza, ze teraz zamiast pisać, powinniśmy wszystko rysować? Może się tak wydawać, bo to na obrazach w coraz większym stopniu opiera się świat komunikacji. Widać to chociażby w stale rosnącej liczbie emotikonów w naszych komunikatorach. Jednak sam obraz może nie wystarczyć, aby przekazać to, co dla nas ważne. I tu warto przywołać stworzona przez Allana Paivio teorie podwójnego kodowania, która mówi, ze lepiej rozumiemy treści, które trafiają do nas za pomocą słowa i obrazu jednocześnie. Co to znaczy? Tyle ze nie chodzi o to, żeby wszystko rysować, ale by rysunkiem wspierać to, co mamy do przekazania.

Tu przechodzimy do bardzo istotnej kwestii – do czego właściwie można wykorzystać rysunek w pracy trenerskiej? Okazuje się, ze może być przydatny w wielu obszarach. Oprócz tego, ze ułatwia zapamiętywanie informacji, to przyciąga także uwagę i pobudza kreatywność. Świetnie nadaje się do wyjaśniania teorii i pokazywania procesów – tego, co i z czego wynika, poszczególnych kroków, sekwencji czy powiazań miedzy różnymi elementami. Doskonale sprawdza się przy okazji instrukcji do ćwiczeń, podkreślania najważniejszych punktów czy wskazówek.

Ułatwia wizualizacje danych i statystyk, dyskusji czy burzy mózgów, a także wspiera twórcze rozwiazywanie problemów. Narzędzia, dzięki którym możemy to osiągnąć, czyli cos, co określa się mianem „alfabetu myślenia wizualnego”, wydają się dość proste. Znajdują się wśród nich litery o różnorodnych krojach, punktory służące do wyróżniania, łączniki (czyli strzałki i tym podobne), ramki, które pozwalają nam koncentrować się na tym, co w środku, symbole, dzięki którym szybko i prosto możemy przedstawić to, o co nam chodzi, ludziki pokazujące ruch i emocje oraz cienie nadające naszym rysunkom wrażenie trójwymiarowości.

Być może czytając to teraz, myślisz: „To niby ma być mało?”. A my dzięki naszemu doświadczeniu twierdzimy, ze tak! W teorii rysowanie może jawić się jako wyzwanie. Dlatego trzeba spróbować. Przekonasz się, ze w gruncie rzeczy sprawa jest prostsza, niż się wydaje. Potrzebna jest praktyka. I tu pojawia się kolejne pytanie: jak i od czego zacząć? Być może odpowiedz pojawiła się już w twojej głowie – od rysowania oczywiście. A jeszcze wcześniej od zostawienia na boku tych wszystkich: „ale ja naprawdę nie umiem”. Bo nie chodzi o to, by rysować co najmniej tak dobrze, jak pewien Leonardo, ale o to, by nasze rysunki – choćby i najprostsze – były rozumiane przez ludzi. Zacznij od prostych rzeczy. Krok po kroku, bez stresu. Zadbaj o to, by było to przyjemne doświadczenie. Jeśli lubisz uczenie się w grupie, to dobrym pomysłem będzie wzięcie udziału w warsztacie czy szkoleniu. Można zacząć od sprawdzenia, co w temacie rysowania ma

do zaoferowania internet, a ma naprawdę sporo. Zachęcamy do wdrażania w życie idei „twórczej kradzieży” – na FB jest sporo grup, których członkowie i członkinie rysują i dzielą się tym z innymi. Sprawdź i znajdź cos, co ci się podoba i spróbuj to odtworzyć. Po pewnym czasie zobaczysz, co lubisz rysować, co się sprawdza i w jakim obszarze chcesz się rozwijać. Warto znaleźć jakiś tutorial (np. darmowy kurs Adama Sicińskiego) i poświecić codziennie 5–6 minut na stworzenie paru prostych rysunków. Dobrze jest oczywiście stale ćwiczyć rękę, np. przez codzienne narysowanie jednej małej rzeczy, ale także ozdabianie własnych notatek, kartek czy choćby serwetek w restauracji. Księgarnie także pełne są książek uczących rysowania czy kaligrafii. Dobrym pomysłem jest wizyta w jednej z nich i pobuszowanie wśród regałów.

Naszej grupie trenerskiej rysowanie dało nowy wiatr w żagle – cos, co w rutynie pracy pozwala stale odkrywać nowe rzeczy, rozwijać się i cieszyć. Mamy nadzieje, ze ten artykuł jest na tyle zachęcający, ze tez spróbujesz. Ostrzegamy: jak się raz zacznie, to później trudno przestać. I może właśnie o to chodzi? Zatem, nie gadaj – rysuj!

Dwie legendy w teatrze cieni


Gdy młodzi Polacy z Lubania i Litwini z Pren (Prienai) spotkali się po raz pierwszy, nie wiedzieli nic o swoich miastach i bardzo mało o krajach. Mieli piec dni na poznanie się i stworzenie wspólnego przedstawienia

Przedsięwzięcie wydawało się na pierwszy rzut oka karkołomne. Szesnastu nieznających się wcześniej nastolatków miało kilka dni na napisanie scenariusza, opracowanie muzyki i stworzenie scenografii i do spektaklu opartego na legendach z Litwy i Polski. Premierę przedstawienia zaplanowano na scenie w Miejskim Domu Kultury w Lubaniu (dolnośląskie) – mieście partnerskim Pren. Na widowni zasiadło 400 uczniów miejscowych szkół podstawowych.

Wyjadacze i zółtodzioby

– To było duże wyzwanie – przyznaje z uśmiechem Tomek Długosz z Lubania, od października student Politechniki Wrocławskiej. Szczupłego, dobrze mówiącego po angielsku, bezpośredniego i sympatycznego 20-latka można nazwać starym (mimo wieku) wyga unijnych projektów. Brał już udział w kilku z nich, odkąd zaangażował się w prace Stowarzyszenia Południowo-Zachodniego Forum Samorządu Terytorialnego „Pogranicze” w Lubaniu. To przy nim działa Klub Liderów Młodzieżowych. – Są to uczniowie miejscowych szkół, którzy zarażają aktywnością innych – mówi o liderach koordynatorka unijnych projektów „Pogranicza” Magdalena Guła. Młodzi podpowiadają, co chcieliby robić z kolegami z innych krajów, a Stowarzyszenie pomaga im pisać projekty. Jest w tym dobre – zaraz po Litwinach będzie gościć młodych Łotyszy. – Wschodni kierunek nam się spodobał – mówi Tomek.

Pierogi ruskie i chłodnik litewski

Gdy we wrześniu odwiedzam młodych ludzi w ośrodku wypoczynkowym nad zalewami leśniańskim i złotnickim, niedaleko trzynastowiecznego obronnego zamku Czocha, czescy osób pracowicie wycina z kartonu elementy dekoracji. Inni ćwiczą muzykę lub poprawiają scenariusz. Przez okno dużej sali widać zalew, tamę i las. – Dodatkowy bonus – mówi Magda Guła, pokazując przepiękny widok. – Na początku wydawało się, ze młodych dzieli bardzo dużo, ale już po kilku dniach okazało się, ze dogadują się znakomicie – opowiada Artur Hovakimyan, nauczyciel jeżyka angielskiego w Gimnazjum „Žiburys” w Prenach.

W złapaniu kontaktu pomaga m.in. zainscenizowanie polsko-litewskiego wesela oraz wspólnie gotowanie. Polacy serwują pierogi ruskie (z ziemniakami i serem)  oraz wersje wege z nadzieniem z tofu i czerwonej fasoli. Litwini częstują chłodnikiem z buraków i ogórków, czyli idealna zupa na upalne dni.

Uczniów z Lubania zaskakuje, że język litewski niewiele ma wspólnego z językami słowiańskimi. Chcąc nie chcąc, musza doskonalić swój angielski, choć najlepiej bawią się… śpiewając po rosyjsku. Dla młodych ludzi z Polski i Litwy jest on tak samo obcy jak angielski, ale nie przeszkadza im to we wspólnej zabawie. W dyskotece pod zamkiem Czocha Polacy i Litwini szaleją przy hicie lata „Różowe wino” rosyjskich raperów Feduka i Allj’a. „Te chmury – fioletowa wata. Magia kolorów z lodem w naszych szklankach” – słychać w refrenie.

Zły kowal i zakochana królowa

Po rosyjsku porozmawiać można za to z nauczycielami młodych Litwinów, choć Jurgita Barkauskiene, nauczycielka angielskiego, czasem na pomoc przywołuje tez słówka angielskie. Nie tylko jej zdarza się czegoś zapomnieć. Okazuje się, ze nie wszyscy znają np. słówko „kowal”. A jest ono bardzo ważne, gdyż polska legenda, nad która pracowali młodzi ludzie, jest opowieść o kowalu.

– Korzystaliśmy ze zbioru legend z Górnych Łużyc, a wiec krainy obejmującej tereny w Niemczech i w Polsce nad rzeka Kwisa – wyjaśnia Magdalena Guła. – Przy wyborze utworu zastosowaliśmy jednak autocenzurę – przyznaje Tomek. – Nie mogło być mowy o okrutnych czynach, np. obcinaniu głowy, ponieważ widownia była w wieku od 7 do 11 lat – wyjaśnia.

Opowieść mówi o rzemieślniku, za którego cała prace wykonywał młody czeladnik. Gdy rzecz się wydała, kowal za kare za lenistwo, opilstwo i chciwość pogrążył się w ciemnościach. Ponoć nocą pod rynkiem w Goerlitz słychać, jak wciąż kuje żelazo. Morał jest zrozumiały dla każdego: należy być uczciwym i dobrze wykonywać swoja prace.

Litwini wybrali historie równie dramatyczna – zdecydowali się przestawić losy królowej morza Juraty, która zakochała się z wzajemnością w rybaku. Dowiedział się o tym jej ojciec, Perkun, władca mórz. Rozgniewał się tak bardzo, ze spuścił z nieba piorun. Zabił Juratę, a jej bursztynowy pałac roztrzaskał na drobne cząstki. Rybaka przykuł na dnie morza do skały. Dlatego teraz, gdy wicher morski zaburzy fale, słychać jego jęki, a woda wyrzuca na brzeg kawałki bursztynu.

Do przedstawienia obu opowieści uczestnicy projektu „W cieniu legend” wybrali bardzo trudna technikę artystyczna – teatr cieni. To rodzaj teatru lalkowego, w którym niewidoczni animatorzy poruszają płaskimi figurkami wykonanymi ze skóry, papieru lub drewna. Na podświetlonym od tyłu ekranie widz obserwuje tylko cienie rzucane przez dekoracje, rekwizyty, lalki i aktorów. Co ciekawe, uczniowie z Lubania i Pren takiego spektaklu nigdy na żywo nie widzieli – dowiedzieli się o tej technice podczas zorganizowanych we Wrocławiu warsztatów. Ale nie spętało im to nóg. – Czuliśmy odpowiedzialność przed małymi widzami, ale tremy nie mieliśmy – mówi Regina Sindrewicz, 19-latka z Lubania – bezpośrednia, uśmiechnięta i kontaktowa. Bierze udział we wszystkich projektach „Pogranicza” – dla niej to odskocznia od nauk ścisłych (właśnie ukończyła wrocławskie renomowane LO nr VII).

Luban z Prienai

Projekt „W cieniu legend” był dla uczniów z gimnazjum w Prenach pierwszym spotkanie z Polska. Ich miasteczko leży nad rzeka Niemen, ma około 10 tys. mieszkańców. O projekcie z Polsko-Litewskiego Funduszu Wymiany Młodzieży dowiedzieli sie od mera, bo miasto ma umowę partnerska z Lubaniem. Niedawno burmistrz Arkadiusz Słowiński gościł zresztą u litewskiego partnera z okazji święta miasta, wspólnie obchodzono także 100-lecie niepodległości Litwy. Podczas wizyty wspominano, ze dobrze byłoby nawiązać kontakty ze szkołami. Projekt trafił się wiec jak na zamówienie.

– Spędziliśmy w pociągu 16 godzin – opowiada 17-letnia Atene, jedna z ośmiorga litewskich uczestników projektu. Razem z 18-letnia Simona z entuzjazmem wyliczają, co zobaczyły w Polsce. Podoba im się Lubań i jego zabytki, zamek Czocha i zalew. Najbardziej zadziwiły ich pierogi ruskie (bo u nich „pielmieni” są tylko z mięsem), teraz chciałyby dowiedzieć się więcej o wspólnej historii obu narodów.

Zadowolona jest tez Regina. U Litwinów najbardziej podobało jej się to, ze garneli się do pracy i sypali pomysłami. Gdy była na podobnym wyjeździe z Hiszpanami i Włochami, dużo trudniej było namówić ich do wspólnych działań. – Bardziej skupiali się na integracji – dodaje ze śmiechem.

– Gdyby można było jeszcze raz przyjechać do Polski, natychmiast się zgłaszamy – deklarują młode Litwinki. Obiecują, ze gdy wrócą do domu, poczytają więcej o Polsce. Już wiedza, ze to kraj z przyjaznymi ludźmi, ładna architektura i przyroda. _

 

Projekty polsko-litewskie

Na projekt „W cieniu legend” 26 tys. złotych przeznaczył Polsko-Litewski Fundusz Wymiany Młodzieży. Fundusz powstał w czerwcu 2007 r., pomaga finansowo i merytorycznie przy realizacji pomysłów młodych ludzi: dofinansowuje wymiany, seminaria i szkolenia. Dzięki uczestnictwu we wspólnych projektach młodzi Polacy i Litwini odkrywają wspólne korzenie i przełamują stereotypy narodowe, budują więzi miedzy oboma narodami.

W 2018 r. wsparcie Funduszu otrzymały 23 projekty, dofinansowanie wyniosło 680 tys. zł (nadesłano 110 wniosków). W Polsce działalność Funduszu finansuje Ministerstwo Edukacji Narodowej za pośrednictwem FRSE. Po stronie litewskiej wsparcie zapewnia Ministerstwo Ochrony Socjalnej i Pracy.