Projekt to coś więcej niż wniosek


Aby sens realizacji przedsięwzięcia był jasny i zrozumiały dla oceniających, ważne jest, żeby jego koncepcja i zaplanowane działania wynikały z dobrej diagnozy potrzeb i wskazywały wyraźnie potrzebę jego dofinansowania

Planowanie projektu jest zadaniem, które w każdej organizacji przebiega w inny sposób, w zależności od wypracowanych metod działania, wcześniejszych doświadczeń oraz wiedzy i umiejętności zespołu. W zależności od instytucji ogłaszającej konkurs i dokonującej oceny różnią się też same wnioski. W niemal każdym jednak oczekuje się od wnioskodawców, aby zachowana została podstawowa logika, obejmująca kluczowe dla oceny projektu elementy, składające się na zasadność realizacji przedsięwzięcia w proponowanej przez wnioskodawcę postaci.

Oczywistość nie wystarczy
Zasadność ta to nie tylko dochowanie obowiązku wypełnienia treścią poszczególnych rubryk. Chodzi o taki kształt wniosku, który umożliwi ocenę tego, co de facto ma być przedmiotem i celem projektu, a także wynikających z tego celu działań i spodziewanych efektów. Projekt to również koncepcja tego, jak ma być on wdrażany, w tym także charakterystyka kosztów jego realizacji, które powinny być współmierne do zakresu spodziewanych korzyści i skali związanych z tym działań. Co jednak szczególnie istotne, aby sens realizacji projektu był jasny i zrozumiały, ważne jest, aby cała jego koncepcja wraz z przewidzianymi do realizacji działaniami wynikały z dobrej diagnozy potrzeb i wskazywały wyraźnie potrzebę jego dofinansowania.

Mimo że wiele problemów stanowiących podstawę podejmowania działań projektowych wydaje się dla wnioskodawców oczywistych, sama oczywistość w potocznym rozumieniu nie jest wystarczającym potwierdzeniem potrzeby realizacji projektu. „Przypadłość” ta dotyczy w równym stopniu mniej doświadczonych organizacji, jak i doświadczonych podmiotów. Zwłaszcza w przypadku tych drugich może być to szczególnie dla nich samych zwodnicze, gdyż często opierają one własne przekonanie o sensie realizacji projektu na budowanym przez lata potencjale merytorycznym i organizacyjnym, co ma stanowić według nich wystarczającą rekomendację do realizacji działań.

Doświadczenie samo w sobie jest zapewne bardzo cenne, bo zwiększa szansę prawidłowego przebiegu i rozliczenia projektu. Dla projektu nie jest jednak tak naprawdę kluczowe. Najważniejsze jest, na ile projekt wpisuje się w realny, uzasadniony zakres potrzeb, wynikający z wcześniej zdiagnozowanego problemu. Tak więc nawet najlepiej zaprezentowana logika i przemawiająca za nią argumentacja nie zwalniają z obowiązku zachowania należytej staranności w odpowiednim uzasadnieniu potrzeby realizacji projektu.

Niestety, w wielu projektach organizacje aplikujące nie wykazują tej staranności, również w stosunku do innych kluczowych dla oceny merytorycznej projektu elementach. Nierzadko dobra jakość pewnych elementów wniosku zostaje „zneutralizowana” słabością innych. Wnioskodawcy jakby zapominali, że osoby dokonujące oceny wniosku badają podstawową logikę i spójność projektu.
Tymczasem istnieje wiele sposobów na uzasadnienie potrzeby realizacji projektu. Wnioskodawca może np.:
> nawiązać do pozytywnych efektów realizacji podobnych inicjatyw realizowanych w innym miejscu (oczywiście przy zachowaniu zasad porównywalności warunków, w jakich projekt był wdrażany),
> przeprowadzić własną diagnozę problemu z wykorzystaniem badań ilościowych (np. badania ankietowe z grupami docelowymi) lub jakościowych (np. wywiady pogłębione, grupy fokusowe, obserwacje współuczestniczące),
> przeprowadzić warsztaty z grupami, do których projekt jest kierowany; mogą to być również warsztaty lub wywiady z ekspertami i specjalistami z danej dziedziny,
> powołać się na własne wcześniejsze doświadczenie w realizacji podobnego rodzaju inicjatyw, oczywiście jeśli są one adekwatne pod względem merytorycznym do rodzaju zaplanowanych w projekcie działań, wskazując np. na to, że określone problemy narastają i wymagają interwencji zaś dany projekt daje szanse na ich minimalizację.
> wykorzystać dane, analizy, opracowania, diagnozy, raporty, które wskazywałyby na rodzaj i skalę problemu stanowiącego przyczynek do realizacji przedsięwzięcia w stosunku do grupy, która ma być odbiorcą działań.

Wnioskodawcy powołują się często na dane zebrane na poziomie krajowym lub regionalnym (np. dotyczące wykluczenia społecznego młodzieży czy niepełnosprawności). Nie biorą pod uwagę, że występowanie danego problemu może być zróżnicowane terytorialnie (nawet w obrębie jednego powiatu, a co dopiero w przypadku całego województwa lub kraju). Zawsze warto brać pod uwagę skalę i nasilenie problemu.

Trzeba też pamiętać, że w projektach Erasmus+ mamy do czynienia z partnerstwami, stąd analiza statystyczna – jeśli jest wykorzystywana – powinna odnosić się również do danego problemu w krajach partnerskich. Nie stoi to w sprzeczności z analizą problemu na tle lokalnych czy regionalnych uwarunkowań – problem może istnieć w skali międzynarodowej czy globalnej, ale jego nasilenie może być różne. Determinuje to wybór odpowiedniej skali działań.

Praktyka wskazuje, że dobrze jest w uzasadnieniu projektu wykorzystać różne źródła, np. warsztaty z grupami docelowymi plus analizę danych, gdyż pozwala to na uzyskanie pełniejszego obrazu sytuacji problemowej w danym zakresie.

Konsekwencją prawidłowego uzasadniania potrzeby realizacji projektu powinno być wykazanie niebudzącej żadnych wątpliwości potrzeby realizacji działań projektowych, możliwości zaspokojenia potrzeb grupy docelowej, a także zakresu wynikających z niego korzyści, oczywiście zgodnie z celami programu i – w przypadku Erasmus+ – odpowiednich Akcji.

Gdy cel rozmija się z rezultatem
Cel projektu jest logiczną konsekwencją wcześniejszej diagnozy problemu. Cel główny projektu to zdefiniowanie trwałych korzyści, które np. w Akcji 2. programu Erasmus+ Młodzież przyjmą postać innowacyjnych rozwiązań lub będą stanowić efekt wymiany dobrych praktyk i pogłębienia współpracy. W Akcji 1. będą to trwałe korzyści, których bezpośrednimi użytkownikami będą młodzież (wymiana młodzieży) i osoby z nią pracujące (tutaj młodzież też jest pośrednio beneficjentem – w wyniku podniesienia kompetencji osób z nią współpracujących).

Specyfika projektów w poszczególnych Akcjach Erasmus+ jest różna – stąd i sposób formułowania celów będzie się różnił. Zawsze jednak stanowią one główny punkt odniesienia zarówno dla autorów przygotowujących projekt, jak i dla osób go oceniających. Oprócz głównego, nadrzędnego celu projektu warto zidentyfikować kilka (ale nie za dużo) celów szczegółowych, które dokładnie określać będą, do czego realizacja projektu ma prowadzić.

Jak formułować cele? Na różnego rodzaju szkoleniach dla wnioskodawców powtarza się jak mantrę: w taki sposób, by były skonkretyzowane, realistyczne, możliwe do osiągnięcia, mierzalne i określone w czasie. Częsty błąd wnioskodawców sprowadza się do formułowania celów w postaci zadań, ogólnie sformułowanych zamierzeń, oczekiwań lub postulatów. Taka konstrukcja celów ogranicza możliwość późniejszej oceny stopnia ich realizacji i może stanowić podstawę obniżenia punktacji na etapie oceny. Jak bowiem będzie można ocenić efekty projektu, gdy nie do końca wiadomo, co ma świadczyć o jego sukcesie?

Ze stawianymi celami wiążą się nie tylko działania, ale także rezultaty oraz opisujące je wskaźniki, które mają pokazać, czy zakładane cele zostały osiągnięte. Rezultat jest konsekwencją postawionego celu i zaplanowanych działań. Rozmijanie się postawionych celów z rezultatami, do których realizacja projektu ma prowadzić, to częsty przykład niekonsekwencji wnioskodawców, traktujących projekt w kategoriach konieczności wypełnienia pól we wniosku.

Projekt to wyraz pewnej intencji działania, w której każdy element powinien być powiązany z innym, będąc spójną, logiczną koncepcją działań opartych na racjonalnej, obiektywnej diagnozie rzeczywistych problemów i wynikających z nich potrzeb, przy zachowaniu odpowiedniej proporcji między nakładami i spodziewanymi do uzyskania efektami, których siła oddziaływania nie kończy się wraz z terminem zakończenia jego realizacji. W projektach Erasmus+ główne efekty to w istocie pewne zmiany, które mają zajść wśród młodzieży w sferze wiedzy, umiejętności czy postaw. Różnią się jedynie sposoby dojścia do tych efektów. W Akcji 1. są to działania bezpośrednio skierowane do młodzieży lub pracujących z nią osób, zaś w Akcji 2. i 3. są to pewne nowe rozwiązania czy zmiany systemowe, które – choć pośrednio – również na młodzież oddziałują.

Konrad Rokoszewski – doktor nauk o zarządzaniu, autor ponad 60 publikacji naukowych i praktycznych z dziedziny zarządzania, rozwoju lokalnego, partycypacji społecznej, innowacji społecznych i innych. Ekspert ds. innowacji społecznych, dydaktyk z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, obecnie zatrudniony w Państwowej Uczelni im. Stefana Batorego w Skierniewicach. Ekspert w programach krajowych i unijnych, posiadający doświadczenie w realizacji ponad 30 projektów w roli autora, koordynatora, realizatora i wykonawcy. Trener, doradca biznesowy, wiceprezes dwóch organizacji pozarządowych realizujących projekty edukacyjne i społeczne, w tym Stowarzyszenia Oświatowego Edukator w Łodzi.

Bezpieczne związki


Udział w partnerstwach strategicznych programu Erasmus+ umożliwia podnoszenie kompetencji i zwiększanie efektywności kształcenia – przekonywał w poprzednim numerze kwartalnika prof. dr hab. Sławomir Smyczek. W tym wydaniu przedstawiamy kolejne wypowiedzi świadczące o tym, że partnerstwa mogą przynieść równie wiele korzyści, co przedsięwzięcia badawcze

dr inż. kpt. ż.w. Piotr Wołejsza
AKADEMIA MORSKA W SZCZECINIE, koordynator dwóch partnerstw strategicznych „More entrepreneurial life at European schools (Meles)” i „Academic Business Coach – MELES 2.0”

Nasza uczelnia koordynuje dwa projekty Partnerstw strategicznych. W konkursach o dofinansowanie skutecznie konkurujemy z dużo większymi uczelniami, a dzięki pozyskiwanym środkom z sukcesem realizujemy przedsięwzięcia o zasięgu międzynarodowym. W efekcie zdecydowanie wzrosła rozpoznawalność naszej uczelni, a do programu studiów wprowadziliśmy nowe przedmioty związane z przedsiębiorczością. Dzięki nawiązanej współpracy realizujemy również projekty naukowe, takie jak AVAL – „Autonomous Vessel with an Air Look” (www.aval-project.pl).

Czy warto? Wystarczy spojrzeć na nasze kursy intensywne przeprowadzone w ramach dwóch projektów. Liczby opisujące trzy szkoły letnie są imponujące. Ponad 100 uczestników z 13 krajów świata – bo z tylu krajów pochodzili studenci studiujący w europejskich uczelniach uczestniczących w projekcie. Ponad 10 nauczycieli z uczelni partnerskich. Prawie 200 godzin, dużo pracy, dużo zabawy, 18 opracowanych projektów przez ponad 30 dni. Wśród nich dzień adaptacyjny, dzień budowania zespołu, dzień przywództwa, dzień kreatywności, dzień budowania wartości projektu, dzień modelu biznesowego, dzień przedsiębiorców, dzień prezentacji i wiele sesji coachingu. I nie skończyło się na zabawie. Nasi absolwenci założyli firmy, które działają z sukcesem, np. Photon Entertainment, RiftCat, Anima czy Arfi caWorks. Firmy te opracowały i wdrożyły m.in. interaktywnego robota edukacyjnego, który przez aplikację mobilną oraz powiązane z nią doświadczenia i eksperymenty wprowadza dzieci w świat nowych technologii, czy też technologię VR (rzeczywistość wirtualna), która zamienia telefon komórkowy w hełm do gier w pełnym wymiarze 3D. To tylko niektóre sukcesy. Problemów nie ma, są najwyżej wyzwania!

dr Jolanta Koszelew
WYDZIAŁ INFORMATYKI, POLITECHNIKA BIAŁOSTOCKA Brała udział w projektach „More entrepreneurial life at
European schools (Meles)” i „Academic Business Coach – MELES 2.0”

Realizuję już drugi projekt Partnerstw strategicznych dla szkolnictwa wyższego z programu Erasmus+ i myślę o trzecim. Największą wartością rezultatów tych przedsięwzięć jest coś, co nazywam efektem zbiorowej inteligencji (collective intelligence). To pojęcie z informatyki, oznaczające, że zbiorowa inteligencja może dużo więcej niż indywidualna. I nie mam na myśli potęgi wynikającej z różnej wiedzy i różnych doświadczeń partnerów, ale inne podejścia, interpretacje i emocje na temat tych samych aspektów. W czasie naszych projektów wielokrotnie zmieniałam zdanie na temat różnych spraw, zmieniały się też towarzyszące mi emocje. Było tak dlatego, że w różnorodnym, międzynarodowym towarzystwie stale jesteśmy „out of the box”, co powoduje, że otwieramy się na inne poglądy i rozwiązania, a także rozwijamy naszą kreatywność.

To, co mi najbardziej przeszkadza w projektach, to biurokracja na poziomie uczelni. Co sobie najbardziej cenię? Otwartość i wsparcie Narodowej Agencji oraz elastyczność zasad programu Erasmus+.

Magdalena Ziółek-Wojnar
UNIWERSYTET WARSZAWSKI, SZKOŁA JĘZYKÓW OBCYCH, koordynatorka projektu „Formative Assessment Benchmarking for Foreign Language Learning & Teaching in Higher Education (FAB)”

Czy warto realizować projekty takie jak partnerstwa strategiczne? Tak! Rachunek zysków i strat nie pozostawia żadnych wątpliwości! Сo nam dał udział w projekcie? Przede wszystkim sprawił, że pojęcie „oceny kształtującej” (formative assessment) i techniki nauczania powiązane z tym podejściem zagościły na uczelni (do tej pory największymi jej zwolennikami i propagatorami byli nauczyciele szkół podstawowych i gimnazjów). Od czasów projektu FAB nie jest to dla naszych nauczycieli puste pojęcie, niezależnie od tego, w jakim stopniu dali się przekonać do jego zasadności. Projekt zasiał ferment w naszym środowisku, sprawił, że nauczycielom zachciało się chcieć. Wizyty zagranicznych gości i nasze wyjazdy do jednostek partnerskich sprawiły, że poczuliśmy świeży powiew. Chcieliśmy i chcemy nadal się szkolić, doskonalić swoje umiejętności zawodowe.

Projekt dał nam możliwość wymiany doświadczeń zarówno na podwórku krajowym, jak i na szczeblu międzynarodowym. Komplementy, jakimi obsypano nas w trakcie wizyt i spotkań w Warszawie, sprawiły, że wzrosło poczucie naszej wartości i wiara w to, że to, co robimy, jest rzeczywiście na najwyższym poziomie. Niewątpliwie zmieniło się postrzeganie naszej jednostki w ramach uczelni – porwaliśmy się na coś niemal nieosiągalnego i uzyskaliśmy akceptację projektu za pierwszym podejściem! Było to też cenne doświadczenie dla naszych studentów: świadomość, że uczęszczają na zajęcia w jednostce biorącej udział w międzynarodowym projekcie (w ramach tak dobrze znanego im Erasmusa+), wpłynęła na ich sposób postrzegania nas, lektorów, i całego procesu nauczania. Pośrednio przyczyniliśmy się do promocji naszej jednostki, miasta, a także kraju – dla niektórych partnerów było to pierwsze zetknięcie z Polską i Warszawą.

Największym sukcesem było zorganizowanie konferencji podsumowującej działania podjęte w ramach projektu. Nasz polski zespół, liczący zaledwie siedem osób, zorganizował wydarzenie, w którym uczestniczyło ponad stu gości.

A trudności? Biurokracja, której nie da się uniknąć przy tego typu projektach i na tak dużych uczelniach jak nasza. Zresztą sami, chcąc być maksymalnie transparentni, narzuciliśmy sobie niepotrzebnie zbyt szczegółową wewnętrzną sprawozdawczość, przed czym chciałabym ostrzec naszych następców. Trzeba wierzyć ludowym porzekadłom. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz – brzmi jedno z nich. Pamiętajmy o tym, że to MY jesteśmy autorami projektu i będzie on wyglądał tak, jak MY sobie go wymyślimy, zaplanujemy, zorganizujemy. I będzie tak wynagradzany, jak MY o to zawnioskujemy. Jeśli na etapie pisania wniosku wszystko dobrze przemyślimy i skonsultujemy, to unikniemy większości późniejszych problemów i frustracji. Pozostaniemy z poczuciem świetnie spełnionego zadania i wspaniałymi wspomnieniami, bogatsi o nowe doświadczenia i zagranicznych przyjaciół.

dr hab. Dorota Krawczyk, prof. PB
WYDZIAŁ BUDOWNICTWA I INŻYNIERII ŚRODOWISKA, POLITECHNIKA BIAŁOSTOCKA Koordynatorka partnerstwa strategicznego „Virtual and Intensive Course Developing Practical Skills of Future Engineers (VIPSKILLS)”, zakończonego w 2019 r. Obecnie realizuje kolejne partnerstwo strategiczne „Glocal – innowacyjne kształcenie przyszłych inżynierów odpowiadające na problemy współczesnych miast”

Wydaje mi się, że umiędzynarodowienie uczelni jest potrzebą dzisiejszych czasów, a najciekawiej jest, jeśli współpraca dydaktyczna przeplata się z realizacją wspólnych projektów naukowych – jak to się dzieje w naszym przypadku. Nie jest to łatwe, ale możliwe. I daje masę satysfakcji.

Kiedy angażowałam się w pisanie projektu VIPSKILLS, wiele osób dziwiło się, po co mi to, skoro… to nie polecenie służbowe. Chciałam pokazać, że nauka może być ciekawa, dać wiele praktycznych umiejętności, rozbudzić w studentach umiejętność twórczego myślenia i chęć do dalszego rozwoju. I chyba się to udało, sądząc po wielu ciepłych słowach, jakie usłyszałam od uczestników naszych szkół letnich, czy miłych życzeniach noworocznych. I chciałam chyba „spłacić dług” – sama, jako studentka, wzięłam udział w dwóch 3-miesięcznych stażach zagranicznych z IASTE (wtedy nie było jeszcze Erasmusa+) i wiem, jak wiele mi to dało.

Po projekcie widzę, jak zmienili się nasi studenci – stali się otwarci, odważni w formułowaniu własnych opinii, podnieśli umiejętności językowe i społeczne. Zobaczyli, że trzeba często znaleźć złoty środek, żeby porozumieć się z kolegami z innych krajów, którzy mają inne podejście i przyzwyczajenia.

Część studentów uczestniczących w projekcie wybrała później tematy prac dyplomowych inspirowane problemami omawianymi w trakcie kursu intensywnego. Kilkoro wzięło udział w międzynarodowych badaniach naukowych wspólnie z nauczycielami biorącymi udział w projekcie, zaprezentowało nasze wyniki na różnych konferencjach.

Jesteśmy też po pierwszej konferencji upowszechniającej rezultaty, w której organizację czynnie zaangażowali się wszyscy uczestnicy obu edycji kursu – choć nikt im „nie kazał”. Przygotowali i przedstawili ciekawą prezentację przed ponad trzystu osobami. Zmienili się także nasi nauczyciele – wcześniej nieco oporni w stosunku do mobilności i uczenia po angielsku oraz odejścia od modelu wykładów na rzecz warsztatów.

Ale gdybym miała określić jednym słowem, czym jest koordynacja projektu, to byłoby to „wyzwanie”. Radziłabym podjąć je każdemu, kto jest entuzjastą, wierzy w sens i trwałość swojego pomysłu oraz ma wcześniejsze doświadczenia w pracy z partnerami, których chce w swoje partnerstwo strategiczne włączyć.

Choć nawet w tak idealnym układzie zdarzą się pewnie problemy, chwile zwątpienia – naprawdę warto!
A ja zaczęłam właśnie koordynację kolejnego projektu dydaktycznego i naukowego we współpracy z jednym z dotychczasowych partnerów.

Aleksandra Mackiewicz
ZAKŁAD PRZYWÓDZTWA I ZARZĄDZANIA KADRAMI AKADEMIA WOJSK LĄDOWYCH IMIENIA GEN. T. KOŚCIUSZKI, WROCŁAW Uczelnia koordynowała dwa partnerstwa strategiczne: „Creating international semester regarding military education needs for future offi cers in Europe” i „Międzynarodowa Akademia Kompetencji Przywódczych”

Partnerstwo strategiczne to doskonała szansa na wprowadzanie na uczelni zmian i innowacyjnych pomysłów.

Po pierwsze – zmianę wprowadzamy małymi krokami. Planujemy, testujemy, a później decydujemy, czy warto zmienić dany aspekt na szerszą skalę. W ten sposób propagujemy na uczelni ideę Erasmusa+
i tworzymy nowe programy nauczania. Dzięki temu dużo szybciej i bardziej adekwatnie reagujemy na zmieniające się otoczenie.

Po drugie – nie jesteśmy sami, gdyż projekt realizujemy w partnerstwie z innymi uczelniami. Możemy dyskutować, patrzeć na sytuację z różnych perspektyw i wspierać się w osiągnięciu wspólnego celu. Nasza Akademia dzięki partnerstwu strategicznemu systematycznie wzmacnia i zacieśnia współpracę z uczelniami z Unii Europejskiej, a także z krajów poza nią. Z tego szczególnie korzystają studenci oraz pracownicy dydaktyczno-naukowi.

Po trzecie – mamy fundusze. Dobrze wiemy, że czasami jedynym czynnikiem utrudniającym wprowadzenie zmian są kwestie finansowe.

Do czego zachęcamy przed złożeniem wniosku o dofinansowanie projektu? Przemyślcie swój pomysł i znajdźcie partnerów, którzy mają podobny cel. Omówcie waszą współpracę jeszcze przed rozpoczęciem projektu. Poszukajcie wspólnego języka. Będzie wam zdecydowanie łatwiej!

Im prościej, tym lepiej


Pozwólmy innym zachwycić się naszym projektem. Prawdopodobnie nigdy o nim nie słyszeli, dlatego musimy przedstawić go prosto i przekonująco. W tym celu najpierw sami powinniśmy zrozumieć, co właściwie zrobiliśmy. I jak chcemy to opowiedzieć światu

Rozmowa ze Sławomirem Łaisem, ambasadorem EPALE, prezesem zarządu OSI CompuTrain, wynalazcą Learning Battle Cards, który od ponad 20 lat zajmuje się edukacją osób dorosłych i stosowaniem technologii informatycznych. Pisze bloga praktykatrenera.pl

Załóżmy, że dostałam dofinansowanie z unijnego programu na zrealizowanie projektu. Co powinnam zrobić, żeby zainteresować nim innych?
Przede wszystkim musi pani zrozumieć, że w dzisiejszych cyfrowych czasach główną walutą jest wiedza i informacja. Warto więc zakomunikować światu, że w ogóle coś pani robi. Najlepiej wykorzystać do tego kanał, który zrzesza wielu odbiorców. Takim narzędziem jest EPALE, czyli Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie. W projekcie Learning Battle Cards, którego jestem współautorem, wykorzystaliśmy inną platformę.

Na czym polegał pański projekt?
Stworzyliśmy narzędzie dla edukatorów. To talia 108 kart, z których każda opisuje inną metodę szkoleniową, np. webinar, grę, warsztat, książkę, test, certyfikację. Chcieliśmy pokazać całe bogactwo metod nauczania. I przekonać trenerów, że nie warto robić tego ciągle w ten sam sposób, tak samo od 10 lat. Dzięki naszej talii kart tutorzy wpadają na doskonałe pomysły, wychodzą poza schemat.

Do współtworzenia tego projektu wciągnęliście innych. Jak?
Uznaliśmy, że nawet we troje nie możemy mieć takiej samej wiedzy, co osoby zajmujące się e-learningiem na całym świecie. Zwróciliśmy się więc do innych specjalistów, by podzielili się swoją wiedzą. Zrobili to, choć nigdy nie dostali za to pieniędzy. To pokazuje, jak wielką wartością jest ciekawa idea, która może gromadzić ludzi. Learning Battle Cards opisaliśmy też w formie książki. Ma ona trzech autorów, czyli nas, oraz 52 kontrybutorów, czyli ludzi, którzy napisali fragmenty bez wynagrodzenia, przekazując prawa do nich.

Przekonać do siebie ludzi – to recepta na sukces?
To na pewno miara sukcesu: zaangażowanie ludzi. Dopóki potrafisz, rób to przede wszystkim samą ideą. Jak zaczniesz za to płacić, staniesz się klientem lub pracodawcą. Od początku naszym partnerom daliśmy do zrozumienia, że pewne obszary rozwoju Learning Battle Cards mają charakter społecznościowy. Okazuje się, że większość ludzi wcale nie pracuje tylko dla pieniędzy, ale chce również realizować się pozamerkantylnie.

Jak dotrzeć do innych?
Pozwólmy innym zachwycić się naszym projektem. Prawdopodobnie nigdy o nim nie słyszeli, dlatego musimy przedstawić go prosto i przekonująco. W tym celu najpierw sami powinniśmy zrozumieć, co właściwie zrobiliśmy. I jak chcemy to opowiedzieć światu. Im prościej, tym lepiej.

Z doświadczeń z autoryzacją tekstów dziennikarskich wiem, że ludzie boją się prostego języka. Kojarzą go z prostactwem.
W czasie jednego ze szkoleń poprosiłem uczestników, żeby przeczytali teksty z własnych stron internetowych. Na głos. Większość nie była w stanie. Odrzucało ich, bo teksty były nieczytelne, zawiłe, wielokrotnie redagowane przez różne osoby, upstrzone niepotrzebnymi przymiotnikami. Zrobiliśmy kolejny eksperyment: konkurs, kto te teksty skróci. I okazywało się, że z połowy strony robiło nam się jedno zdanie. Bez bełkotu.

Jak pisać, by inni chcieli czytać?
Podstawowa zasada to właśnie eliminacja tego, co niepotrzebne. Jeśli chcemy kogoś przekonać do swojego pomysłu, to nie wysyłajmy mu najpierw czterech stron w PDF. To jak z pomysłem na fi lm. Ktoś wchodzi i mówi: Zróbmy Szklaną pułapkę, tylko w autobusie. I tak pewnie powstał Speed z Sandrą Bullock. Zadbajmy też o organizację tekstu. Akapit to jedna myśl, pewna logiczna całość. Róbmy śródtytuły. Ludzie dziś raczej teksty przeglądają, niż czytają. Żyjemy w świecie przeszukiwania. To samo dotyczy nazwy projektu. Panuje szum informacyjny, dlatego musi ona być krótka, precyzyjna, trafna. To wielka wartość, która daje siłę przebicia.

Na co jeszcze zwracać uwagę?
Zadbajmy o jakość. Świat ma w tej chwili pewien poziom kultury prezentacji projektów, ich estetyki. Pewne rzeczy nie przechodzą, np. bardzo słaba strona wizualna projektu, beznadziejnej jakości zdjęcia ilustracyjne czy teksty napisane łamaną angielszczyzną.

Wracamy do punktu wyjścia: zaangażowanie innych.
Chodzi po prostu o relacje międzyludzkie. To coś, o co możemy zadbać bez pieniędzy. Jeśli ktoś chce wspomnieć o naszym pomyśle na konferencji, to nie ograniczajmy się do wysłania mu gotowych materiałów. Zadzwońmy do niego, porozmawiajmy z nim. Na to stać każdego. Starajmy się docierać do ludzi wpływowych, ekspertów w danej dziedzinie, dziennikarzy, blogerów, influencerów. Nie wysyłajmy im spamu, tylko napiszmy osobistą wiadomość, zaczepmy ich. Oni są otwarci na nowe pomysły. I mają duży zasięg odbiorców. Co z tego, że stworzymy własną stronę internetową, na którą nikt nie zajrzy? Musimy promować się na platformach, które skupiają ekspertów, np. EPALE, i korzystać z tych zasięgów.

Co było kluczem sukcesu Learning Battle Cards?
Zrobiliśmy coś, co było dla nas ważne, odpowiadało na nasze potrzeby. Przez pierwsze lata w ogóle nie myśleliśmy, że stanie się to świetnie sprzedającym się produktem. Gdybyśmy od początku traktowali to jako projekt biznesowy, to pewnie po dwóch latach byśmy go zakończyli, bo nie przynosiłby zysków. Dziś mamy klientów z ponad 50 krajów.

Rozmawiała Martyna Śmigiel
mobilna korespondentka Erasmus+

Pod skrzydłami lidera


Krajowe konsorcja w Akcji 1. Erasmus+ Edukacja dorosłych to pomysł ciekawy, ale nie dla wszystkich. O zalety i wyzwania związane z tymi projektami zapytaliśmy koordynatorów

Konsorcjum różni się od standardowego projektu w Akcji 1., przygotowanego przez pojedynczą organizację, głównie tym, że wniosek składa grupa partnerów z jednego kraju. Główny cel projektu pozostaje jednak ten sam: wysłanie kadry na zagraniczne szkolenia, co ma służyć rozwojowi organizacji.

– Zaletą konsorcjum jest to, że mogą wziąć w nim udział mniejsze organizacje, które nie mają doświadczenia w projektach ponadnarodowych – mówi Beata Partyka z wrocławskiej Fundacji Wspierania Organizacji Pozarządowych „UMBRELLA”, która koordynowała projekt współrealizowany przez sześć organizacji pozarządowych. – Podmioty, dla których jest to pierwsza okazja do współpracy międzynarodowej, usamodzielniają się i są później w stanie inicjować własne projekty w ramach programu Erasmus+ – dodaje.

Tak właśnie było w przypadku projektu prowadzonego przez Fundusz Inicjatyw Lokalnych (FIL) z Zawiercia. Nawiązał on współpracę z dwoma uniwersytetami trzeciego wieku (UTW). – Same nie byłyby one w stanie sprostać wymaganiom, bo dotychczas nie brały udziału w projektach. Nie miały też wystarczającego potencjału merytorycznego ani osób z doświadczeniem. Kluczowe dla nich było znalezienie organizacji, która pełniłaby funkcję lidera – podsumowuje Sylwia Niedzielska z FIL.

Koncepcja
Taka formuła projektu sprawdziła się z przynajmniej dwóch względów. Po pierwsze, członków obu konsorcjów łączyły wspólne potrzeby i jasna wizja dalszej współpracy. Po drugie, ważne było doświadczenie koordynatora w realizacji projektów. Konsorcjum było dzięki temu dobrze zarządzane, a mniej doświadczeni partnerzy mogli się sporo nauczyć. Nie oznacza to jednak, że współpraca może opierać się jedynie na założeniu, że razem będzie łatwiej otrzymać dofinansowanie, bo koordynator zajmie się wszystkimi formalnościami. Decyzja o współpracy musi mieć solidne fundamenty – bez tego lepiej składać wniosek samodzielnie. W tych konsorcjach partnerzy już wcześniej podejmowali wspólne działania, więc ich udział w projekcie nie był przypadkowy.

– W naszym przypadku realizacja projektu w konsorcjum powodowana była spostrzeżeniem, że tworzące je instytucje kultury działają w tym samym obszarze tematycznym, ale innymi narzędziami, mają inne założenia i inne modele pracy. Taka kontrolowana odmienność to cenny zasób, stanowiący podwaliny efektywnej współpracy – dodaje Aleksander Lysko z Regionalnego Instytutu Kultury (RIK) w Katowicach, koordynującego projekt „Przestrzeń publiczna – modele”.

Konsorcjum współtworzone przez Instytut składało się z trzech instytucji kultury, ale równie dobrze w skład zespołów mogą wchodzić organizacje o innym charakterze. Najważniejszy jest pomysł na współpracę, który powinien zostać szczegółowo opisany we wspólnie opracowanym Europejskim Planie Rozwoju, czyli długoterminowej strategii działania. Stanowi on kluczowy element projektu i istotny aspekt oceny wniosku. Ważne jest też jasne określenie wkładu każdej organizacji, z uwzględnieniem specyfiki działania partnerów. Jeśli w skład grupy wchodzą instytucje publiczne i organizacje prywatne, trzeba wziąć pod uwagę, jaki ma to wpływ na sposób podejmowania decyzji w konsorcjum, zasady delegowania pracowników na wyjazdy czy rozliczania budżetu.

Niezależnie jednak od składu konsorcjum i tematyki projektu, trzeba pamiętać o roli koordynatora i regułach komunikacji.

Koordynator
– Realizacja projektu w konsorcjum jest wielowymiarowa i bardziej skomplikowana organizacyjnie niż indywidualna realizacja zadania – podkreśla Lysko z RIK. – Jedną z kluczowych funkcji lidera jest umiejętność motywowania uczestników do aktywności w całym procesie projektowym, a nie tylko w czasie bliskim mobilności.

Do zadań lidera należy koordynowanie działań, a także odpowiadanie przed Narodową Agencją za realizację przedsięwzięcia. To koordynator jest stroną umowy, reprezentuje wszystkie organizacje i składa raport końcowy. Co jednak nie oznacza, że pozostali realizatorzy projektu są zwolnieni z odpowiedzialności – ich zadania najlepiej uzgodnić jeszcze przed złożeniem wniosku. – Konieczne jest określenie zasad współpracy, przepływu informacji oraz, co bardzo istotne, zasad rozliczenia projektu między członkami konsorcjum – doradza Lysko. – Bardzo przydatne jest podpisanie umów zawierających szczegółowy wykaz praw i obowiązków organizacji członkowskich, np. w kwestiach monitoringu i ewaluacji czy upowszechniania. Warto zwrócić też uwagę na sposób organizowania i rozliczania mobilności. W realizacji projektu pomagają też spotkania monitorująco-ewaluacyjne – dodaje Partyka.

Przemyślenie kwestii organizacyjnych jest szczególnie istotne, gdy partnerzy pochodzą z różnych miast. Wtedy warto ustalić np. to, jak przygotują uczestników do wyjazdów (osobno czy wspólnie), a co za tym idzie – jak organizacje rozliczą się między sobą z przyznanych środków.

Jak widać, realizacja projektu w konsorcjum wymaga przemyślenia wielu kwestii i odpowiedzialnego zaangażowania się. Nie jest to na pewno rozwiązanie dla wszystkich, jednak dla organizacji, które są gotowe na podjęcie takiego wyzwania, może to być wartościowe doświadczenie i pierwszy krok do udziału w Akcji 2. Najbliższy termin składania wniosków w Akcji 1. upływa 5 lutego 2020 r. o godz. 12.00 – zachęcamy do aplikowania!