Zagraniczni wolontariusze w akcji


Szyją maseczki, robią przyłbice, uczą języków online, robią zakupy dla seniorów. Robią to w Polsce, bo tutaj przez pandemię utknęli. Choć mieli szansę powrotu do domu – zostali. Wolontariusze Europejskiego Korpusu Solidarności

Pzyjechali do Polski ponad pół roku temu jako wolontariusze Europejskiego Korpusu Solidarności – z Włoch, Hiszpanii, Francji, Belgii, Estonii, Turcji, Azerbejdżanu, Wielkiej Brytanii, Słowacji. Chcieli tu pracować, poznawać kulturę, ludzi, nawiązywać przyjaźnie i zdobywać doświadczenia. Część zamieszkała w dużych miastach, inni w niewielkich miejscowościach i wsiach. Pandemia koronawirusa sprawiła, że to, co było atutem wyjazdu – inny kraj, odległość od najbliższych, długi czas pobytu – stało się dodatkowym obciążeniem. Mimo to się nie poddają i starają się pomagać, wspierani przez swoich polskich opiekunów z organizacji samorządowych, które zaprosiły ich tutaj, by realizować unijne projekty.Jak sobie poradzili?

Wieś gotowa na koronawirusa

Najprościej było tym żyjącym z daleka od zgiełku. Jak choćby siedmiu wolontariuszom fundacji CampoSfera, mieszkającym w starej szkole w Klimontowie, na południu województwa świętokrzyskiego. Tam przypadków zakażeń było niewiele, ale na wszelki wypadek wolontariusze poinformowali wszystkich w okolicy, że chętnie pomogą w zakupach. Po wybuchu epidemii ochotnicy przenieśli lekcje językowe dla młodzieży z domu kultury w Kozłowie do internetu. I skupili się na pracy w półtorahektarowym ekologicznym ogrodzie. – Najważniejsze jest bezpieczeństwo. Dzięki temu, że mieszkamy razem, stale możemy się wspierać i nadal pracować, nie narażając innych – podsumowuje Jakub Kubiec,prezes fundacji CampoSfera.

Ratunkowe krawiectwo

W nieodległych Kielcach ochotnicy z Regionalnego Centrum Wolontariatu na całego zabrali się za szycie. Jeszcze przed Wielkanocą do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego trafiło pięćset maseczek. Zagraniczni wolontariusze podchwycili pomysł, a koordynatorzy szybko dostarczyli im maszyny i materiał. Co ciekawe, szyli głównie panowie – Enes z Turcji i Ruben z Armenii. Ich koledzy cięli materiał, prali go, prasowali, przygotowywali gumki. Początki nie były łatwe. – Naszym krawcom te gumki i zakładki sprawiały trochę kłopotu. Ale później szyli już sprawnie
– opowiada Magdalena Gwóźdź, która koordynuje ratunkowe krawiectwo. Mimo pandemii wolontariusze nie zrezygnowali ze swoich standardowych zajęć. Codziennie, dzięki internetowym komunikatorom, prowadzili lekcje językowe, włączali się w działania online w szkołach, z którymi współpracowali wcześniej. O ich samopoczucie dbały opiekunki projektu z Centrum Wolontariatu, Basia i Paulina. – Staramy się ciągle być z nimi w kontakcie, zaoferowałyśmy wsparcie psychologiczne i namawiamy do wspólnych, internetowych działań. Wierzymy, że razem przez to przejdziemy – deklaruje Magdalena Gwóźdź.

Z optymizmem w sieci

Internetowo walczyli z pandemią także wolontariusze z Krakowa, którzy przyjechali na zaproszenie Stowarzyszenia Rozwoju i Integracji Młodzieży STRIM. To duża, aż 36-osobowa grupa. Przed kryzysem wszyscy pracowali w przedszkolach, szkole specjalnej i bibliotece (czyli instytucjach goszczących), organizując zajęcia dla dzieci i seniorów. – Na początku trudno im było odnaleźć się w tej nowej sytuacji, bo z dnia na dzień stracili zajęcie – opowiada Dorota Skwarczewska, wiceprezeska stowarzyszenia. Przybysze szukali więc nowych zadań. Jeden z nich, Hiszpan Daniel Javier Brito Reyes, przygotował specjalną platformę komunikacyjną dla swojego przedszkola. A potem narodził się pomysł, by stworzyć kanał
na YouTube. Można tam znaleźć przygotowane przez wolontariuszy instruktaże prac plastycznych, przepisy, lekcję o zanieczyszczeniu powietrza, nauczyć się liczyć po hiszpańsku. – Linki do filmów wysyłamy do instytucji goszczących, zamieszczamy na naszym profilu na Facebooku, więc może z nich skorzystać każdy. To działa! – opowiada Dorota Skwarczewska.

Przyłbice z Wrocławia

Ochotnicy ze stolicy Dolnego Śląska postawili na działania w realu. Rozdali kilka tysięcy przyłbic dla medyków, które sami zrobili. – Wystarczy jeden arkusz folii do laminacji A4, gumki i dziurkacz, by je zamontować, oraz fragment taśmy dwustronnej i gąbki. Korzystaliśmy z materiałów, które są dostępne – wyjaśnia Jakub Kurakiewicz z wrocławskiego Stowarzyszenia
TRATWA. Młodzi ochotnicy pakowali też paczki dla potrzebujących wskazanych przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (MOPS). Dostarczali je wrocławscy taksówkarze.

W ekipie pomagających wolontariuszy byli też ci z zagranicy, którzy przyjechali w ramach Europejskiego Korpusu Solidarności. Dwie Francuzki szyły maseczki, inni pomagali w cięciu materiałów, filtrów i przygotowaniu gumek. Nie zapominali jednak o swoich aktywnościach sprzed epidemii. Przygotowywali zajęcia online dla dzieciaków i dużej grupy seniorów. Tym drugim oferowali warsztaty z informatyki, naukę języków obcych, podawali przepisy kulinarne. Zadania i propozycje wysyłali e-mailem w formie filmików. – Dla starszych to szczególnie ważne, bo często są bardzo samotni, a z naszymi wolontariuszami się zaprzyjaźnili, zwłaszcza z Yannickiem z Francji – opowiada animator. Przyznaje, że niektórzy młodzi ludzie boją się epidemii, niepokoją o najbliższych, nie chcą się narażać. – Każdy ma prawo przeżyć ten trudny czas po swojemu, niekoniecznie rzucając się w wir pomagania innym. Zwłaszcza ktoś młody, kogo pandemia zastała wiele tysięcy kilometrów od domu i bliskich. Taki człowiek, chcąc nie chcąc, stanął przed nieprawdopodobnie trudnym wyzwaniem
– komentuje Jakub Kurakiewicz.

Gdy powstawał ten tekst, granice Polski wciąż były zamknięte. Nikt z zagranicznych wolontariuszy nie wiedział, kiedy będzie mógł wrócić do domu. Nikt też nie wiedział, czy kłopoty związane z pandemią można traktować jak przeszłość, czy raczej jako stały element życia. Wszyscy jednak mogli śmiało przyznać: Europejski Korpus Solidarności przeszedł chrzest bojowy. Powołano go przecież m.in. po to, by wspierać słabszych w czasach klęsk żywiołowych. I choć wówczas nikt nie myślał o klęsce w takiej skali, wolontariusze spisali się na medal.

Zdjęcie: Regionalne Centrum Wolontariatu

Dieta dla aktywnych


Przez miesiąc prowadzili dzienniczki, w których zapisywali, co jedzą, piją, jaki wysiłek fizyczny wykonują. Uczniowie z Lublina zaangażowali się w projekt „Eat healthier, live for the best”

Grupa dziewcząt i chłopców ze starszych klas Społecznej Szkoły Podstawowej im. S.F. Klonowica ma w planach wyjazd do portugalskiej miejscowości Esposende w ramach projektu „Eat healthier, live for the best”. Dostać się na listę szczęśliwców nie było łatwo, bo o wszystkim decydował wewnątrzszkolny konkurs. Do udziału w przedsięwzięciu zakwalifikowali się ci uczniowie, którzy przez 30 dni najlepiej prowadzili dzienniczki diety i aktywności fizycznej, w językach polskim i angielskim.
– Ocenialiśmy zawartość merytoryczną, kreatywność i estetykę prac – podkreśla Dorota Mazurek, koordynatorka projektu. Gotowe dzienniczki zostały wyeksponowane w szkole na specjalnym stoisku.

Zmiana nawyków

Uczniowie zaangażowali się na tyle mocno, że choć dziś nie są już do tego zobowiązani, wciąż starają się sięgać po zdrowe jedzenie. Dla szóstoklasisty Jana Kujki-Dąbkowskiego prowadzenie zapisków było nie tylko okazją do nauki angielskiego, ale też do zmiany nawyków żywieniowych. – Efekty już widzę. Jem mniej słodyczy – stwierdza uczeń. Jego koleżanka, Anna Szwajka, nie ukrywa, że pisanie dzienniczka wymagało dużo pracy. – Zdałam sobie jednak sprawę, że nie jem tak zdrowo, jak mi się wydawało, i już wiem, co powinnam poprawić w swojej diecie – przekonuje.
Dyrektorka szkoły Virginia Sitarz patrzy na projekt szerzej. – Chodzi nie tylko o zdrowe jedzenie, ale też o lepsze życie. To od dzieci zaczynają się zmiany. Zaniosą je do swoich domów i rodzin – podkreśla. Prozdrowotne i proekologiczne działania w szkole prowadzone są zresztą od dawna. W budynku znajduje się dystrybutor z wodą, w automatach nie ma przekąsek ze zbyt dużą ilością cukru. W programie nauczania są zajęcia z przyrody i zdrowego żywienia, uczniowie uprawiają też swoje minipoletko.

Walczymy z otyłością

Projekt „Eat healthier, live for the best”, realizowany w ramach programu Erasmus+, jest również odpowiedzią na pogłębiający się wśród młodzieży problem otyłości. – Wprowadzenie w życie zdrowych nawyków to jedno. Odrębną kwestią
są jednak atakujące zewsząd reklamy, które w atrakcyjny sposób promują słodycze, przekąski, napoje – przekonuje Dorota Mazurek. Dlatego tak ważne jest, że w ramach projektu dzieci miały warsztaty, podczas których uczyły się między innymi, jak odróżniać informację od manipulacji.

Surfing nad oceanem

– „Eat healthier, live for the best” to także okazja do doskonalenia języka angielskiego i otwarcie się na kultury i kuchnie świata – wskazuje Virginia Sitarz. Projekt wiąże się z podróżami i rewizytami zagranicznych partnerów. W planach, poza Portugalią, jest wyjazd uczniów do Włoch i Turcji. Obecnie, ze względu na stan pandemii, wyjazdy zostały przesunięte o rok. – Będę miał okazję poznać rówieśników z innych krajów. Mieszkając u ich rodzin, zobaczę, co jedzą i jak żyją – ekscytuje się uczeń szóstej klasy. Już wiadomo, że w Portugalii młodych ludzi z Lublina czeka także… nauka surfingu. Partnerska szkoła znajduje się bowiem w miejscowości położonej nad oceanem!

Poradnik dla każdego

W Lublinie już gościli nauczyciele z krajów biorących udział w działaniach. W czasie ich wizyty zapadły szczegółowe ustalenia dotyczące przebiegu przedsięwzięcia. – Nie ukrywam, że chcieliśmy połączyć efekt dydaktyczny z zapewnieniem przyjemności uczniom – dodaje Virginia Sitarz.

Projekt zakończy się w maju 2021 roku. Podsumowaniem będą film i publikacja o zdrowym stylu życia (z zestawem sprawdzonych przez uczniów zaleceń) wraz z informacjami o zagrożeniach i chorobach wynikających ze złego odżywiania. Poradnik będzie dostępny w formie elektronicznej w języku angielskim oraz w językach szkół partnerskich dla rodziców, uczniów i nauczycieli oraz wszystkich zainteresowanych.

Zdjęcie: Dorota Mazurek

Na pierwszej linii frontu


Terroryzm chemiczny, biologiczny, radiologiczny, jądrowy. Z myślą o radzeniu sobie z takimi wyzwaniami Uniwersytet Łódzki z partnerami – m.in. policją – zrealizował projekt „CBRN-POL”. Rezultaty przydały się w walce z COVID-19

Patrol wpada do biura urzędników. Przerażona kobieta wskazuje policjantom kolegę z pracy, który pokasłuje przy stole i gorączkowo pociera twarz dłonią – aż go skręca z duszności. Dowódca przygląda się notatnikowi należącemu do słaniającego się mężczyzny. Czy między jego stronami ktoś wcześniej umieścił trujący proszek?

Biurowy minithriller

Tak zaczyna się jeden z filmów instruktażowych, opracowanych w ramach polsko-cypryjsko-belgijskiego projektu „CBRN-POL”. Dzięki nagraniu oglądający utrwalają sobie kolejność działań w miejscu ataku biologicznego. Chodzi m.in. o odizolowanie pracowników biura i o złożenie raportu przełożonemu, który przyśle na miejsce specjalistów.
Co w sytuacji z biurowego minithrillera mógłby jeszcze zrobić prawdziwy patrol? Gdyby oficer dowodzący uważnie przeczytał podręcznik wydany dzięki „CBRN-POL”, zapewne zacząłby wyjaśniać, kiedy doszło do podrzucenia proszku, aby wstępnie rozpoznać rodzaj substancji.

Zamiast terrorystów pojawił się COVID-19

Za filmami i podręcznikiem stoi konsorcjum z Uniwersytetem Łódzkim (UŁ) na czele. Wydział Biologii i Ochrony Środowiska UŁ był do sierpnia 2019 r. koordynatorem projektu prowadzonego przez trzy lata w partnerstwie z polską Komendą Główną Policji (reprezentowaną przez Centralny Pododdział Kontr-terrorystyczny Policji „BOA”), dwoma ośrodkami badawczymi z Cypru i Belgii oraz z policją w tych krajach. Część zadań projektowych zlecono byłym żołnierzom jednostki specjalnej „GROM”.

CBRN w nazwie projektu (z jęz. angielskiego: Chemical, Biological, Radiological, and Nuclear) oznacza zagrożenia chemiczne, biologiczne, radiologiczne i jądrowe. Jego autorzy chcieli przede wszystkim przekazać policjantom wiedzę o tym, jak CBRN mogą wykorzystać terroryści. Ale wkrótce po zakończeniu projektu najbardziej aktualne stało się zagrożenie biologiczne wywołane przez naturę…

Profesor Michał Bijak z Centrum Zapobiegania Zagrożeniom Biologicznym UŁ wskazuje, że w obliczu pojawienia się koronawirusa SARS-CoV-2, powodującego COVID-19, niezwykle przydatne okazały się dla policji materiały dotyczące środków ochrony osobistej, organizacji stref bezpieczeństwa i dekontaminacji (usuwania substancji szkodliwych oraz ich skutków). Z kolei podręcznik dla oficerów patroli wyjaśnia, jak rozprzestrzeniają się patogeny powodujące dotychczas największe spustoszenie (dżuma, ospa prawdziwa) lub mające taki potencjał (ebola). Po co taka wiedza policjantom? Autorzy projektu z UŁ przekonują, że często to właśnie funkcjonariusze z patroli jako pierwsi przyjeżdżają na miejsce zdarzenia.

Policja jest na miejscu

W ramach „CBRN-POL” powstały nie tylko podręczniki i filmy. Projekt dał też szansę na wyszkolenie funkcjonariuszy-trenerów z trzech krajów. Na zajęciach praktycznych ćwiczyli oni m.in., jak stosować środki ochrony osobistej: specjalistyczne maski, okulary i stroje ochronne. Teraz przekazują zdobytą wiedzę w macierzystych formacjach. – Szkolenie dało mi możliwość wzięcia udziału w zajęciach praktycznych, ale również nawiązania kontaktu z jednostkami policji z różnych krajów i porównania ich sposobów nauczania oraz reagowania – mówi st. asp. Artur Pinkowski, młodszy wykładowca Zakładu Służby Kryminalnej Szkoły Policji w Pile.

Sukces przedsięwzięcia zrealizowanego w ramach Erasmus+ Kształcenie i szkolenia zawodowe zdopingował naukowców z Łodzi do podjęcia kolejnych działań związanych z tematyką CBRN. UŁ przewodzi międzynarodowemu projektowi, który ma pomóc uchronić centra handlowe przed atakami terrorystów. Tym razem wsparcie zapewni Internal Security Fund, unijny program służący wzmacnianiu bezpieczeństwa wewnętrznego

Zdjęcie: CBRN-POL

Erasmus znaleziony w Saragossie


Miesiąc poza domem, z dala od szkoły. Uczniowie z ośrodka dla niesłyszących w Poznaniu dzięki Erasmusowi+ wyjechali na praktyki zawodowe do Hiszpanii. Nauczyli się samodzielności

Michała rzucili na głęboką wodę. Trwa kampania wyborcza w Hiszpanii, trzeba zrobić zdjęcia politykom. To nic, że Michał ich nie rozpoznaje. Na konferencje i spotkania wyborcze jedzie z dziennikarką. Ona mu podpowie, kogo fotografować. Cyk, cyk, cyk. Kilka godzin później zdjęcia osiemnastolatka lądują na stronie największego regionalnego portalu w Aragonii. – Fajna sprawa, oglądać swoje zdjęcia w internecie – cieszy się Michał. Przyznaje, że praca w redakcji to mnóstwo wyzwań. Dużo się tam nauczył.

Mikołajowi w Saragossie stuknęło 16 lat. Szef restauracji, w której chłopak ma praktyki, postanawia go zaskoczyć. Cała załoga po hiszpańsku śpiewa Mikołajowi Sto lat i daje do zdmuchnięcia świeczkę. Dzieje się to w przerwie między robieniem przystawek a przyrządzeniem paelli. Czasu na świętowanie nie ma wiele, bo to duża hotelowa restauracja, w której nie brakuje gości. Mikołajem opiekuje się jej właściciel i jednocześnie szef kuchni. To dzięki niemu chłopak rozsmakował się w homarach i krewetkach. Mimo że ma aparat słuchowy, bez trudu dogaduje się z szefem. Bo pokazać da się wszystko. Wystarczy chcieć.

– Wielu pracodawców boi się przyjąć na praktyki osoby głuchonieme – mówi Monika Majchrzak z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niesłyszących w Poznaniu. To miejsce dla uczniów z różnymi wadami słuchu oraz afazją (zaburzenie funkcji językowych spowodowane uszkodzeniem mózgu). Działa tu przedszkole, podstawówka, szkoła zawodowa i technikum. W Ośrodku uczy się ok. 150 dzieci. – Przyjeżdżają do nas dzieciaki z całej Polski, dlatego mamy też internat – dodaje Majchrzak. – Kilka lat temu padł pomysł: zróbmy praktyki zagraniczne dla naszych uczniów w ramach Erasmusa+. Byłam na dwóch szkoleniach, ale bardzo trudno było znaleźć organizacje partnerskie, które chciałyby przyjąć niesłyszące dzieci.

Nad rzeką Ebro

W Ośrodku się nie poddali. Polecono im hiszpańską organizację Mundus, która zajmuje się przygotowywaniem międzynarodowych staży zawodowych dla uczniów w ramach programu Erasmus+. Padło na Saragossę, stolicę hiszpańskiej Aragonii. Wyjazd na pełne cztery tygodnie. Koordynatorką została Monika Majchrzak, nauczycielka zawodu kucharz-
-cukiernik w technikum. Do Saragossy pojechało 25 dzieci i sześcioro opiekunów.

Szkoła życia

Zasady stażu są proste. Od poniedziałku do piątku jest praca. Weekend to czas na przyjemności. Jako że wyjazd jest finansowany ze środków unijnych, uczniowie nic nie płacą. Mają zapewniony przelot w obie strony, przejazdy, dostają też kieszonkowe – 10 euro dziennie na jedzenie. Gotują w kilkuosobowych grupach.
Najtrudniej było pierwszego dnia. Trzeba było zapamiętać drogę na przystanek i jeszcze numer autobusu, potem wiedzieć, gdzie wysiąść i jak stamtąd dotrzeć na praktyki. W obcym mieście, czterokrotnie większym niż Poznań. A uczniowie przecież hiszpańskiego nie znają, wielu z nich nie słyszy i porozumiewa się językiem migowym. Dla niektórych to pierwszy w życiu wyjazd do obcego miasta.

– To największa wartość dodana tego wyjazdu. W Hiszpanii nauczyli się samodzielności. Wielu z nich wyjechało z domów, gdzie wszystko za nich robili rodzice. Tu sami prali, sprzątali, gotowali. Musieli się dogadać między sobą, podzielić obowiązkami. Życie na małej przestrzeni przez miesiąc nie jest łatwe. A im się udało. Dla nas to było ogromne zaskoczenie, że tak dobrze ze sobą współpracują – opowiada Aleksandra Piechowiak, wicedyrektor Ośrodka, która także pojechała do Hiszpanii.

Zero nudy na praktykach

Denis ojczyznę Kolumba odwiedził pierwszy raz w życiu. Saragossa zachwyciła go od razu. – To bardzo fotogeniczne miasto – przyznaje. W Saragossie pracował w La Fábrica de Arte. To pracownia artystyczna Laury Gracii Romano. Robił zdjęcia jej prac i obrabiał je komputerowo. W ten sposób stworzył katalog dzieł artystki. – Zawsze marzyłem, żeby pójść do wojska, ale ze względu
na wadę słuchu musiałem zmienić plany. Wybrałem fotografię i nie żałuję – mówi Denis.
Praktykanci miło wspominają także czas po pracy. – Odwiedziliśmy największe akwarium rzeczne w Europie, byliśmy w muzeum Goi, no i graliśmy z chłopakami z Hiszpanii w piłkę – cieszy się Norbert. Porozumiewali się na migi albo sprawdzając słowa w komórce. Do dziś utrzymują kontakt. Rozmawiają ze sobą przez Skype’a.

– To jest niesamowite, jakie postępy zrobiła nasza młodzież. Przełamała wiele barier, jest bardziej otwarta, mniej się boi, zdobyła nowe umiejętności zawodowe. W Hiszpanii szef każdego dnia dawał coraz trudniejsze zadania, był blisko uczniów, zależało mu, by dopuszczać ich do wszystkich zadań. To dało efekty – stwierdza koordynatorka projektu.
Po powrocie z Saragossy do Poznania szybko zapadła decyzja: kolejny projekt Erasmusa+. – Dostaliśmy dofinansowanie w konkursie na praktyki zagraniczne dla następnych 20 uczniów. Znów jedziemy do Saragossy – cieszy się Monika Majchrzak.

Zdjęcie: Szymon Łaszewski

Senior z przyszłością


Edukatorzy z Hiszpanii, Niemiec i Włoch połączyli siły w Elblągu. Zorganizowali warsztaty robienia zdjęć, storytellingu i obsługi multimediów, by przeciwdziałać wykluczeniu osób starszych i zachęcić ich do wolontariatu

Samotność i brak aktywności to najczęstsze problemy, z jakimi borykają się seniorzy. Ich odsetek w polskim społeczeństwie od 30 lat rośnie, a co za tym idzie – zwiększa się skala problemów dotykających ludzi w wieku 60+. Do poczucia opuszczenia i alienacji przyczynia się też brak szerokiej oferty skierowanej do tej grupy społecznej. Inicjatywy, która sprzyjałaby aktywności nie tylko fizycznej, ale też intelektualnej, twórczej oraz związanej z postępującą cyfryzacją i nowymi technologiami.
Centrum Spotkań Europejskich „Światowid” w Elblągu postanowiło zrobić coś z tym problemem – razem z zagranicznymi partnerami zorganizowało projekt „Elbląscy edukatorzy dla seniorów/Elbląg educators for seniors”, skierowany do seniorów oraz instruktorów opracowujących i realizujących dla nich ofertę kulturalno-edukacyjną.
– Zależało nam, aby osoby starsze miały dostęp do programu pozwalającego na wielokierunkowy rozwój. Zaproponowaliśmy także nowe zajęcia, z sukcesem realizowane w krajach partnerów, by rozwinąć wolontariat senioralny – wyjaśnia Aleksandra Bednarczuk, koordynatorka projektu.

Europejscy edukatorzy, łączcie się!

W projekcie biorą udział trzy instytucje z Europy: Asociación de Innovación, Formación y Empleo para el Desarrollo Sostenible z Hiszpanii, EURO-NET z Włoch oraz International Exchanges Berlin Molinari & Benedetti GbR z Niemiec. Znaczna część działań skierowana jest do edukatorów, którzy przygotowują ofertę dla osób starszych. – W ramach zajęć pokazowych dla seniorów zrealizowanych we współpracy z hiszpańskim partnerem odbyły się warsztaty fotograficzne. Animatorzy z Niemiec przybliżyli nam z kolei tajniki skutecznego uczenia, a włoscy szkoleniowcy – metody storytellingu, również z użyciem nowoczesnych narzędzi jak smartfon – opowiada Dagmara Behrendt-Nowicka, asystentka projektu.
Warsztaty multimedialne miały za zadanie umożliwić seniorom zdobycie praktycznej wiedzy z zakresu technologii cyfrowych, niezbędnej do funkcjonowania we współczesnym świecie. Warsztaty fotograficzne zaś – rozwój pasji i naukę obsługi nowoczesnego sprzętu.

Z korzyścią dla społeczeństwa

Rezultatem projektu będzie także powstanie sieci wolontariatu senioralnego w CSE „Światowid” oraz Klubu Aktywnego Seniora. Zakres działań stopniowo ma się rozszerzyć na cały
region. Aleksandra Bednarczuk, koordynatorka, jest pełna optymizmu: – Wolontariat umocni wizerunek seniora jako osoby pogodnej i pełnej energii. Umożliwi też społeczności lokalnej włączenie się w życie swojego bloku, osiedla, dzielnicy. Będzie impulsem do sąsiedzkiej integracji. Wolontariusze mają kontakt z ludźmi w różnym wieku i szansę na spożytkowanie swojej wiedzy (wiążącej się często z wykonywanym wcześ­niej zawodem) w praktyczny sposób, np. w trakcie prowadzonych korepetycji. Dla osób samotnych
jest to też okazja do nawiązania znajomości.

Zaangażowanie i ofiarność

Elbląską inicjatywę komplementuje dr Nina Woderska, ambasadorka Elektronicznej platformy na rzecz uczenia się dorosłych w Europie (EPALE), doświadczona edukatorka seniorów. – Wolontariat daje szansę na włączenie się w życie społeczne, ogranicza też stereotypy dotyczące wieku. Seniorzy pragną pomagać innym, także spoza kręgu rodziny, chcą się czuć potrzebni, nadać swojemu życiu sens, mieć poczucie kreacji i sprawstwa. Nie chcą być tylko odbiorcami różnych działań. Wolą, by inni postrzegali ich jako osoby, które ofiarowują swój czas, doświadczenie i wiedzę – zauważa. – „Elbląscy edukatorzy dla seniorów” to projekt, który kompleksowo odnosi się do tematu wolontariatu senioralnego. Pamiętajmy, że wiedza, umiejętności i postawa kadry mają kluczowe znaczenie dla koordynacji i powodzenia tego typu działań – dodaje.

Projekt jest realizowany przy wsparciu programu Erasmus+ Edukacja dorosłych w ramach Akcji 2. Partnerstwa strategiczne na rzecz edukacji dorosłych. Wysokość dofinansowania to prawie 55 tys. euro, przedsięwzięcie potrwa do listopada
Zdjęcie: Aleksandra Bednarczuk

Europaragedon 2019


Ponad 500 niepełnosprawnych z województwa świętokrzyskiego oraz 21 gości z Włoch, Grecji, Chorwacji wzięło udział w III Festiwalu Aktywności Ruchowej dla Osób Niepełnosprawnych „Europaragedon”, który 13 i 14 września trwał w Kielcach.

Uczestnicy biegali, jeździli na trzykołowych rowerach, tańczyli zumbę, grali w szachy, piłkę nożną, badminton, tenis stołowy. Strzelali z łuku, jeździli konno, rzucali dyskiem, ale i układali na czas kostkę Rubika. Największą popularnością cieszyła się konkurencja nordic walking, do biegu na 14 km zgłosiło się tylko kilku zawodników. W przewie pomiędzy startami wszyscy uczestnicy mogli m.in. nauczyć się chodzenia na szczudłach, rysować, układać klocki, spróbować trafić do bramki z zawiązanymi oczami, poćwiczyć jogę lub obserwować pokazy karate czy tańca.

Całodzienny piknik sportowy na stadionie lekkoatletycznym przy ul. Bocznej to od trzech lat wielkie święto niepełnosprawnych, którzy przyjeżdżają na zawody nawet z odległych zakątków województwa. W tym roku po raz pierwszy inicjatywa Stowarzyszenia „Projekt Świętokrzyskie” miała także wymiar europejski, a to dzięki dofinansowaniu z programu Erasmus+ Sport. Do Kielc przyjechali przedstawiciele organizacji partnerskich, aktywizujących i integrujących niepełnosprawnych poprzez sport: z Włoch, Chorwacji oraz Grecji.

– Co roku rozszerzamy liczbę konkurencji i propozycji rekreacyjnych, by każdy, bez względu na ograniczenia, mógł aktywnie wziąć w nich udział. Nasza inicjatywa spodobała się europejskim partnerom. Chcą Europaragedon organizować u siebie. Dzięki wizytom studyjnym we Włoszech i Chorwacji, my także mamy coraz więcej ciekawych pomysłów. Marzy nam się, by przyjeżdżało do nas coraz więcej zawodników z zagranicy. Bo zobaczyć uśmiech na twarzy zawodnika, który właśnie skończył bieg czy wygrał partię szachów, a wcześniej pokonał kawał drogi, by do nas dojechać, jest bezcenny – wyjaśnia koordynatorka projektu Kama Kępczyńska-Kaleta ze stowarzyszenia „Projekt Świętokrzyskie”.

Więcej niż słowa


Jedni głoszą idee o łamaniu stereotypów i uprzedzeń. Inni to robią na co dzień. Łączyć ludzi różnych wyznań, kultur, pochodzenia to dla Ewy Kozdraj naturalne wyzwanie. Od ponad 10 lat pomaga tym, którzy znaleźli się w Polsce z powodu wojen lub prześladowań. Teraz jest zaangażowana w projekt More than Words programu Erasmus+

– Właśnie wróciłam z obchodów Święta Wolności i Solidarności w Gdańsku, gdzie nasza organizacja, wraz z ponad setką innych z całej Polski prezentowała swoje działania w Strefie Społecznej. Po raz pierwszy byłam w Europejskim Centrum Solidarności. Zwiedzając wystawę opowiadającą naszą najnowszą historię, poczułam smutek, że tak ogromne są teraz podziały, a przecież pamiętam klimat lat 80. i tej wszechobecnej nadziei na wolność. Gdy jednak wróciłam do Strefy Społecznej, od razu zrozumiałam, że to właśnie my, organizacje społeczne jesteśmy spadkobierczyniami tej pięknej europejskiej i solidarnościowej idei. Niezależnie w jakiej dziedzinie działamy. My naprawdę zmieniamy świat na lepsze.

Szefowa Stowarzyszenia „Dla Ziemi” założyła je z grupą przyjaciół 24 lata temu koło Lubartowa. Porzuciła rodzinną Łódź i razem z mężem zdecydowała się na życie w zgodzie z naturą, w otoczeniu Lasów Kozłowieckich. Taką drogę wybrali też inni ludzie, którzy znaleźli się tam z podobnych powodów. Stworzyli – jak ją nazywają – niezależną, artystyczną nieosadę. Uprawiali ziemię, grali muzykę alternatywną, organizowali warsztaty artystyczne. Z czasem dostrzegli potrzebę zwiększenia szans edukacyjnych dla dzieci na wsi i angażowania się w lokalne działania.

– Dziesięć lat temu, rozglądając się wokół siebie, zobaczyliśmy, że bardzo blisko są ośrodki dla cudzoziemców, w których nie pracują żadne organizacje pozarządowe. Przebywają w nich ludzie, którzy musieli uciekać ze swoich domów przed wojną i prześladowaniami. Uznaliśmy, że nie muszą być na marginesie życia – wspomina Ewa Kozdraj. Stowarzyszenie „Dla Ziemi” organizowało więc kursy zawodowe, zajęcia edukacyjne i artystyczne, kampanie informacyjne i szkolenia dla kadry pedagogicznej. W każde działanie włączani byli uchodźcy. Później pojawiła się współpraca ze Stowarzyszeniem Wspierania Aktywności „Bona Fides”, z którego inicjatywy działały Kluby Kobiet Aktywnych. W różnych miejscowościach organizowane były spotkania kobiet z klubów z uchodźczyniami i migrantkami (m.in. z Czeczenii, Dagestanu, Gruzji, Syrii i Ukrainy).

– Te spotkania pomagały obalić niejeden stereotyp i nawiązać kontakty, które utrzymywane były jeszcze długo po ich zakończeniu – wspomina Magdalena Kawa, jedna ze współpracowniczek Ewy Kozdraj, animatorka zajęć edukacyjnych. – To pozwoliło im wypełnić czas oczekiwania na decyzję pobytową. To oczekiwanie, jak same mówią, jest najgorsze i w tym bardzo im pomaga Ewa – dodaje Magdalena Kawa. W Łukowie, w Ośrodku dla Cudzoziemców powstała pracownia artystyczno-rzemieślnicza. – Stworzyłyśmy markę Craft for Dignity (rzemiosło dla godności) i pierwszy w Polsce sklep internetowy, w którym można kupić przedmioty tworzone przez uchodźczynie i migrantki. Uczą się wykonywania przedmiotów rzemiosła i sztuki, a to pozwala im, choćby w niewielkim stopniu, uniezależnić się i wesprzeć budżet rodziny – opisuje Kozdraj.

– Ewa ciągle coś załatwia. To lokalna bohaterka do zadań specjalnych – mówi Magdalena Kawa. – Jej codzienna praca to nieustanne dzwonienie, odpisywanie na e-maile, włączanie ludzi, którzy chcą pomagać. Potrzeb jest naprawdę dużo. Od porad psychologicznych czy prawnych, po zdobycie łóżek piętrowych i maszyn do szycia. Niedawno udało się nam zorganizować błyskawiczną zbiórkę na okulary dla osoby z bardzo dużą wadą wzroku – opisuje Magdalena Kawa. Zaangażowanie i empatia Ewy Kozdraj zostały dostrzeżone przez Komisję Europejską. Jest jedną z sześciu osób w Polsce, które zostały zaproszone przez Komisję Europejską do kampanii #EUProtects, czyli #UEChronimyWspolnie. To inicjatywa promująca osoby, które na co dzień przyczyniają się do poprawy jakości życia w UE.

Teraz Stowarzyszenie „Dla Ziemi”, w którym działa Ewa Kozdraj, jako jedyna organizacja w Polsce jest partnerem projektu More than Words realizowanego w ramach programu Erasmus+. Trzyletni projekt ma poszerzyć kompetencje edukatorów, pracowników socjalnych, profesjonalistów i aktywistów zaangażowanych we wspieranie migrantów i innych mniejszości. Program szkoleń skupia się na komunikacji niewerbalnej i sięganiu po środki wyrazu, jakie daje teatr, taniec, terapia przez humor czy opowiadanie historii (storytelling). – Wszystko po to, by zachęcić do dzielenia się swoimi historiami ludzi, którzy nie mówią w naszym języku. Najpierw porozumieć się z nimi, a później włączyć w działania społeczne, kulturalne – wyjaśnia Magdalena Kawa. Liderem projektu, który rozpoczął się pod koniec 2017 r., jest brytyjska organizacja Border Crossings. Były spotkania, treningi i warsztaty w Londynie, Berlinie, Potenzie i Budapeszcie.

Udział w projekcie More than Words dla Stowarzyszenia „Dla Ziemi” to uzupełnienie i przedłużenie działań podejmowanych przez oragnizację wobec uchodźców i migrantów – podkreśla Ewa Kozdraj. – Chcemy, by czuli się na Lubelszczyźnie bezpiecznie, ale też by mieszkańcy naszego regionu widzieli w uchodźcach ludzi potrzebujących pomocy, a nie zagrożenie.

Finałem projektu More than Words ma być stworzenie europejskiego modelu szkoleniowego dla organizacji rządowych i pozarządowych. Powstanie kanon dobrych praktyk, platforma szkoleń międzykulturowych online i film dokumentalny. Efekty pracy zostaną upowszechnione, a z opisanych doświadczeń i metod będą mogli korzystać edukatorzy pracujący z migrantami i innymi mniejszościami w krajach UE.

Programują się na przyszłość


Gdzie można spotkać przyszłych liderów cyfrowej rewolucji? W historycznej części Warszawy, pomiędzy Ogrodem Saskim, Teatrem Narodowym i Placem Bankowym. Tam znajduje się Szkoła Podstawowa nr 75. Pasją jej uczniów jest kodowanie.

– Programowanie i język angielski – te dwie umiejętności będą decydujące w przyszłości. Ja chciałbym być kiedyś programistą, ale myślę, że każdemu przyda się podstawowa wiedza z tego zakresu – mówi Michał, uczeń siódmej klasy Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej nr 75 w Warszawie. To właśnie w tej szkole realizowany jest międzynarodowy projekt Erasmus+ pod nazwą E-m@ti-on. W trwającym 2,5 roku projekcie uczestniczą uczniowie ze szkoły Michała, a także młodzież z Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Niemiec i Szwecji. Michał jest jednym z czwórki uczniów, którzy pojadą do Madrytu prezentować jeden z najciekawszych efektów projektu – uczniowie z warszawskiej podstawówki zbudowali z klocków LEGO własnego robota i zaprogramowali go: automat ma tańczyć w rytm muzyki.

Początki projektu jednak nie były takie wesołe. Agnieszka Danuta Pawlikowska, koordynatorka projektu w warszawskiej podstawówce wspomina, że gdyby nie ogromna pasja nauczycieli z kilku europejskich szkół, nie byłoby dziś tańczącego robota i radości dzieciaków. – Przy okazji programu eTwinning poznałam kilka fascynujących osób z zagranicznych placówek, później razem stworzyliśmy blog komunikacyjny Daily News, na którym uczniowie i nauczyciele pisali, co słychać w ich szkole – opowiada Pawlikowska. – Te działania zainspirowały mnie do stworzenia czegoś nowego, własnego projektu. Tak się złożyło, że w tym samym czasie od znajomego ze Stanów Zjednoczonych, który prowadzi klub robotyczny dostałam zestaw edukacyjnych klocków Lego Mindstroms, zaś od nauczyciela z Hiszpanii propozycję współpracy w projekcie Erasmus+. Pomyślałam, że warto to wykorzystać i poprzez zabawę zainteresować dzieciaki podstawą programowania.

I taką drogą grupa nauczycieli z sześciu krajów rozpoczęła pisanie projektu w ramach programu Erasmus+. Pierwszy wniosek został odrzucony, ale drugi został już zaakceptowany i sześć szkół otrzymało dotację w wysokości ok. 22 tys. euro. Projekt podzielono na trzy etapy: pierwszy miał skupiać się na nauce programowania w Scratchu (popularny program edukacyjny dla najmłodszych), w drugim narzędziem edukacji miało być Lego WeDo, w trzecim – też klocki duńskiej firmy, tyle że z bardziej zaawansowanej serii Mindstorms.

Po blisko trzech latach programu E-m@ti-on zadowolenia z jego efektów nie ukrywają uczniowie, nauczyciele, a także rodzice. – Bardzo dobrze, że dzieci uczą się programowania w tak wczesnym wieku. To nie tylko zdobywanie cennych praktycznych umiejętności, ale również rozwijanie wyobraźni – podsumowuje Magdalena Kocewiak, mama Oskara, który działa w programie.

W końcu w E-m@ti-on nie tylko o samo pisanie kodu chodzi. W założeniu pomysłodawców chodzi także o poprawienie wyników z matematyki, aktywację kreatywnego i logicznego myślenia, rozwijanie zdolności językowych w stopniu komunikatywnym oraz budowanie pozytywnych mechanizmów rozwiązywania konfliktów.

– Stawiamy na komunikację. W ramach tzw. lekcji odwróconych uczniowie uczą dorosłych programowania i kodowania min w aplikacji Scratch, kompetencji miękkich poprzez np. współpracę w grupie, wspólne wykonanie projektów zarówno w Polsce jak i podczas wyjazdów zagranicznych uczniów – wyjaśnia Pawlikowska. Jej koleżanka z projektu, Karolina Sokołowska podkreśla, że koniec projektu nie ma być końcem robotycznych i programistycznych działań w szkole. – Chcemy być pierwszą w Polsce podstawówką, gdzie programowanie będzie wiodącym przedmiotem. Dlatego chętnie włączamy się do wszelkich działań promujących zastosowanie nowoczesnych technologii w edukacji. Cel na najbliższą przyszłość: profesjonalne szkolne koło robotyczne, technologia informatyczna na różnych szkolnych lekcjach, udział w zawodach i współpraca z zespołami robotycznymi może np. w Stanach Zjednoczonych.

 

Jak matka z matką


Życie młodych mam bywa trudne. Mają wiele pytań i otrzymują jeszcze więcej odpowiedzi. By pomóc im jak najlepiej odnaleźć się w nowej roli powstał projekt Mommas coffee.

Projekt w ramach programu Erasmus+ jest wsparciem dla matek z Polski, Czech i hiszpańskiej Galicji. Dzięki niemu młode kobiety mają się nauczyć, jak łączyć macierzyństwo z pracą zawodową i jak w tym wszystkim znaleźć czas dla siebie. Inicjatorkami przedsięwzięcia są Katarzyna Szajda i Kamila Wierzbicka. Odpowiedzi na pytania o rodzicielstwo obie szukały wśród bliskich, w książkach i oczywiście w internecie. Okazało się, że doświadczenia wyniesione z domu często były sprzeczne z tymi w sieci. – Podczas zwykłej rozmowy przy kawie dowiedziałam się, że w Hiszpanii rozszerzanie diety dziecka zaczyna się od pomarańczy. Wiele nas różni, ale równie wiele łączy, również to, że każda z nas ma prawo szukać własnej drogi – opowiada Katarzyna Szajda. Dlatego, z rocznym Mateuszem na kolanach oraz z Kamilą, napisała projekt.

Obie wymyśliły, jak wyposażyć panie w wiedzę, kompetencje i narzędzia wspierające rozwój osobisty i zawodowy oraz zainspirować do bycia dobrymi matkami, partnerkami, a przede wszystkim kobietami świadomymi swojej wartości. Tego wszystkiego nauczą się uczestnicy projektu. Głównymi adresatkami są mamy dzieci do 10. roku życia. Ale nie tylko. – Projekt planowany był jako przestrzeń rozwoju dla matek, ale już teraz widzimy, że uczenie się zachodzi na wszystkich poziomach. Uczą się mamy, dzieci, ojcowie, członkowie zespołów organizacji partnerskich odpowiedzialnych za cały proces – podkreśla Kamila Wierzbicka, matka 2-letniego Teodora.

Tak zróżnicowany odbiorca to i zaleta, i wyzwanie, o czym można się było przekonać podczas międzynarodowego spotkania uczestników przedsięwzięcia, jakie zorganizowano w kwietniu w Lądku-Zdroju na Dolnym Śląsku. Było to pierwsze z sześciu takich spotkań, które są ważnym rezultatem projektu. Mamy dopiero się poznają i uczą się od siebie nawzajem – takie są założenia metody World cafe, w której tworzona jest przestrzeń do wymiany doświadczeń i rozwiązywania problemów w inspirującym środowisku podobnych osób. Mamy spotykają się i omawiają przypadek jednej z nich, podpowiadając własne pomysły. Tak rodzi się więź i poczucie własnej wartości.

Właśnie taka atmosfera panowała podczas lądeckiego spotkania. Kobiety miały poczuć się komfortowo oraz móc skonfrontować własne doświadczenia w międzykulturowym zespole. Jednym z poruszanych tematów były relacje młodej matki z teściową. Iwona, Michaela i Lorena, mamy z trzech krajów dobrze się rozumieją. Każda ma swoje własne doświadczenia w takich relacjach. Wiele je jednak łączy. – Język macierzyństwa jest uniwersalny – twierdzi Iwona w przerwie pomiędzy zajęciami. – Najważniejsze to znalezienie życiowego balansu, a nie ma jednej drogi – dodaje Lorena. Do Lądka-Zdroju przyjechały z dziećmi, partnerami, matkami, teściowymi, a nawet animatorkami. Maluchy były pod ich opieką, kiedy matki się uczyły. Jest to również element budowania więzi.

Ale spotkania to nie wszystko. Efektem projektu jest również magazyn online na stronie internetowej mommascoffee.eu. Jego koordynatorką jest Kamila Wierzbicka. – Blog ma dwie funkcje: pokazuje tematy, które poruszamy na spotkaniach międzynarodowych oraz jest narzędziem autorefleksji dla mam. To ważne, ponieważ spotkania trwają tylko tydzień, a blog zatrzymuje ich atmosferę i nasze myśli – wyjaśnia. W końcu uczestniczki mają być edukatorami dla matek w swoim otoczeniu. Mają promować ideę World cafe, zapraszając inne kobiety z sąsiedztwa do spotkań przy kawie i rozmów o tym, co jest dla nich ważne w macierzyństwie.

Storytelling – wyjście poza schematy


Do czego służy łyżeczka? Możemy zamieszać nią herbatę, ale może to być np. lustro lub wiosło. Jest szkoła, w której uczniowie przekonują się, że granicą niemożliwego jest ich własna wyobraźnia, a nauka może być inspirującym doświadczeniem.

Mowa o Centrum Kształcenia Ustawicznego w Białymstoku, które realizuje projekt pt. „Your life – your story” kierowany do osób dorosłych. Projekt przewidziano na dwa lata, a zakończy się w październiku 2019 r. Działania prowadzone są dwutorowo: w czasie regularnych zajęć przedmiotowych oraz dodatkowych warsztatów pozalekcyjnych.

Podczas warsztatów wykorzystywane są m.in. karty do gry Dixit oraz kostki Story Cubes. Oba rodzaje gadżetów mają za zadanie pobudzić wyobraźnię i skojarzenia uczestników warsztatów, tak aby mogli skonstruować dowolną historię czy opowieść z własnego życia. Umiejętność opowiadania można wykorzystać potem np. przy opracowywaniu lektur.

– Język jest jednym z podstawowych narzędzi naszej komunikacji. W trakcie zajęć zwracamy uwagę na umiejętności językowe i komunikacyjne uczestników. Jest to sposób rozwijania myślenia i jego wyrażania. Staramy się też wprowadzać ćwiczenia, które rozwijają kreatywność – mówi Małgorzata Tarasiuk, koordynatorka projektu, nauczycielka języka polskiego.

Co dają warsztaty storytellingu samym zainteresowanym? – Ciekawe jest zrozumienie idei myślenia pozaramowego, bo wiemy, że w codziennym życiu łyżeczka ma określony cel. Tutaj ten przedmiot może mieć wiele zastosowań. Przekłada się to na inne rzeczy, które musimy wykonać według określonego planu. Możemy założyć, że już na początku będziemy tymi ramami zmęczeni. Wyjście poza schemat pozwala się rozluźnić, przyspieszyć naukę – wyjaśnia 38-letni Artur, uczestnik warsztatów.

Małgorzata Tarasiuk dodaje: – Stajemy się społeczeństwem obrazkowym, stąd pomysł storytellingu. Tradycyjne metody nauczania zniechęcają uczestników do własnej inicjatywy.

Praca z dorosłymi wymaga również ciągłego dokształcania się nauczycieli. Dlatego oprócz zajęć stacjonarnych, koordynatorzy oraz członkowie projektu wyjechali też na zagraniczne szkolenia. Jedni uczyli się nowych technik nauczania, drudzy zdobywali pierwsze wielokulturowe doświadczenia. – Były dwa wyjazdy szkoleniowe. Pierwszy do Włoch, w ramach szkolenia dla kadry. Poznawaliśmy różne metody: wyrażanie historii poprzez ciało, słowa, film, tworzenie historii poprzez narzędzia IT. Tworzenie komiksów, jako metody opowiadania. Po powrocie przekazaliśmy zdobytą wiedzę swoim koleżankom i kolegom. Kolejnym szkoleniem było szkolenie w Portugalii, zarówno dla nauczycieli, jak i uczniów – opowiada Małgorzata Tarasiuk.

Basia ma 55 lat, Bogusia 54 lata, obie panie wzięły udział w wymianie w zagranicznej. – To był mój pierwszy lot samolotem. Było to wyzwaniem – czy poradzę sobie w międzynarodowym środowisku. Praca w grupach międzynarodowych była przyjemna. Inni, wiedząc, że słabo mówimy po angielsku, próbowali nas zrozumieć przy pomocy tłumaczów, zachęcali do komunikowania się – opowiada Basia.

Bogusia dodaje: – Na szkoleniu w Portugalii posługiwaliśmy się wyłącznie językiem angielskim. Nie ukrywam, że nie było to łatwe, ale udało mi się. Poznałam nowych ludzi, inne kultury, ćwiczyłam posługiwanie się obcym językiem.