Jak dogadać się z lekarzem weterynarii


Właściciele zwierząt często oczekują, że ich pupila wyleczy jeden zastrzyk. Od tego, czy się dobrze zrozumiemy, zależy przyszłość zwierzęcia – mówi lekarz weterynarii. Komunikację między lekarzami weterynarii a opiekunami zwierząt poprawić ma projekt współfinansowany z programu Erasmus+

Inny lekarz podał zastrzyk i pies przestał kuleć – słyszy w swoim gabinecie Paweł Mateńko, lekarz weterynarii. Bada psa. Okazuje się, że ten wymaga operacji i długotrwałego leczenia. Co na to właściciel? – A nie może pan dać takiego samego zastrzyku, jaki tamten doktor dał? Żeby pies nie kulał? – dedukuje opiekun.

– Przekonanie klienta o słuszności naszego postępowania – które nie będzie polegać na jednym magicznym zastrzyku – to często spory problem. A przecież od tego, czy sobie nawzajem zaufamy, często zależy życie zwierzęcia – mówi Paweł Mateńko.

Lekarz tylko leczy?

Podobno zadowolony klient mówi o firmie trzem znajomym, niezadowolony – dziesięciu. Ta zasada działa również w weterynarii. To bowiem nie tylko misja leczenia zwierząt, lecz także prowadzenie własnej działalności gospodarczej. I przekonywanie do niej klientów.

– Usługi weterynaryjne zostały sprywatyzowane na początku lat 90. Lekarze więc nie tylko leczą, lecz także prowadzą firmy. Skuteczna komunikacja pozwala zarówno lepiej leczyć pacjenta, jak i zadbać o rozwój kliniki – podkreśla Inga Kołomyjska, dyrektor zarządzająca w KIKO Educational Solutions, instytucji koordynującej projekt „COMVET. Doskonalenie umiejętności komunikacyjnych wśród lekarzy weterynarii”, współfinansowany z programu Erasmus+.

Od czego się zaczęło? – Wcześniej nasza instytucja realizowała projekt skierowany do lekarzy dentystów, dotyczący komunikacji z pacjentem z lękiem przed interwencją medyczną – mówi Inga Kołomyjska. – Wówczas lekarze weterynarii skontaktowali się z nami i powiedzieli, że też potrzebują profesjonalnej edukacji z klientem-właścicielem zwierzęcia – dodaje dyrektor zarządzająca.

Projekt powstaje w partnerstwie międzynarodowym składającym się z kilku doświadczonych instytucji z Unii Europejskiej. – Na początku sprawdziliśmy, czy przedmiot „komunikacja z klientem” jest ujęty w programach studiów z zakresu medycyny weterynaryjnej. Przeprowadziliśmy analizę systemów edukacyjnych lekarzy weterynarii we wszystkich krajach biorących udział w projekcie. Z badania tego wynikło, że umiejętność komunikacji interpersonalnej między lekarzem a klientem nie jest nauczana jako oddzielny kurs, zwłaszcza w obligatoryjnych programach studiów. Potwierdziło to nasze wcześniejsze badania i przypuszczenia. I pokazało, że potrzeba edukacji w tym obszarze praktykujących już lekarzy weterynarii jest realna – mówi Inga Kołomyjska.

Wiedza też kosztuje

Słowa Ingi Kołomyjskiej potwierdza Paweł Mateńko. Swoją lecznicę prowadzi w Fiukówce w woj. lubelskim. Studia weterynaryjne w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego kończył 20 lat temu.
Jego zdaniem informacja i umiejętność jej przekazania są najistotniejsze dla procesu leczenia. – Zanim dotknę np. zerwane więzadło, muszę powiedzieć właścicielowi zwierzęcia, co właściwie będę robić i ile to będzie kosztować – mówi lekarz. Tymczasem ani jego, ani młodych adeptów weterynarii nikt nie przygotowuje do mówienia o kosztach leczenia i skomplikowanych procesach medycznych. – Na studiach uczono nas, jak zebrać wywiad [wypytać właściciela o szczegóły – przyp. red.], jak zająć się zwierzakiem. Ale nie wspominano o marketingu w weterynarii, o trudnych klientach czy sytuacjach drażliwych – zauważa lekarz. W programach studiów nie ma też słowa o tym, jak mówić o konieczności uśpienia zwierzęcia, gdy nie ma już dla niego ratunku. Tymczasem do lecznicy w Fiukówce przychodzą bardzo różni klienci, również ci najtrudniejsi.
– Wielu ludzi jest jeszcze przyzwyczajonych do państwowej weterynarii i oczekują, że będziemy im pomagać za darmo. Przecież u szewca czy fryzjera też płacą. Trzeba umieć z nimi rozmawiać. Leczenie zwierząt to moja pasja, kocham tę pracę, ale muszę się też z niej utrzymać – mówi Paweł Mateńko.

Zaufać lekarzowi

W ramach projektu „COMVET” przeprowadzono badanie ankietowe właścicieli zwierząt, dotyczące komunikacji z lekarzem weterynarii. Okazuje się, że koszt procedur medycznych nie jest dla opiekunów zwierząt najważniejszy. Liczy się natomiast to, o czym wspomina lekarz z Fiukówki. – Klienci cenią jasny przekaz na temat procesu leczenia – umiejętność przekazania w przystępny sposób konkretnych informacji o tym, co będzie się działo ze zwierzęciem. Część właścicieli potrzebuje to usłyszeć i zrozumieć jeszcze przed przystąpieniem przez lekarza do zabiegu czy leczenia – wyjaśnia Inga Kołomyjska.

Wyniki badania pokazały też, że liczy się przede wszystkim osobista relacja z lekarzem weterynarii. – To procentuje również wtedy, kiedy popełni on błąd – a przecież może się to zdarzyć każdemu – albo leczenie nie przynosi spodziewanych skutków. Jeśli opiekun darzy lekarza zaufaniem i rozumie specyfikę tej sytuacji, to próbuje z niej wyjść, znaleźć rozwiązanie. W przeciwnym razie zwykle natychmiast zmienia lekarza, a leczenie zostaje przerwane – mówi Inga Kołomyjska.

Jak przekonać do siebie opiekuna? – Ja stosuję prostą metodę: szczerze mówię, jakie są szanse i możliwości. Nawet jeśli czasem oznacza to najgorsze – opowiada Paweł Mateńko. Mówienie prawdy prosto w oczy nie jest jednak proste. – Wciąż są osoby, które nie chcą rozpoczynać leczenia swojego psa, bo „u sąsiadki właśnie oszczeniła się suczka”. Musimy uświadamiać właścicielom zwierząt, że one wymagają ciągłej opieki. Pies czy kot nie są tylko na dzisiaj.

Kompetencje miękkie

W trakcie projektu o swoich potrzebach i doświadczeniach opowiedzieli też lekarze z kilku krajów Unii Europejskiej, którzy wzięli udział w pogłębionych wywiadach. – Pytaliśmy ich o wyzwania zawodowe, o bariery w rozwoju, o obciążenie stresem, zarządzanie czasem, o kontakt z klientem i sytuacje konfliktowe. Ponad 90 proc. uczestników przyznało, że w trakcie edukacji nie miało styczności z tymi kwestiami – mówi Inga Kołomyjska. – Wynik badania potwierdził nasze wcześniejsze analizy porównawcze. Nauka skutecznej komunikacji z klientem pozwala lepiej świadczyć usługi medyczne, a proces ten staje się łatwiejszy zarówno dla lekarza, jak i opiekuna zwierzęcia. Bez umiejętności miękkich trudno przeprowadzić dobrą diagnostykę, wywiad, zaplanować proces leczenia, na który zgodzi się właściciel zwierzęcia. A na zakończenie powie: wszystko jest w porządku, bardzo dziękuję.

Na podstawie opinii wyrażonych w ankietach organizatorzy projektu opracują program szkoleniowy dla lekarzy weterynarii w zakresie komunikacji z klientami. Pilotażowe zajęcia, obejmujące warsztaty i ćwiczenia praktyczne, zaplanowano na drugą połowę roku. Szczegóły na stronie projektu www.comvet.pl oraz na stronie polskiego lidera: www.kiko.com.pl.

Z Budowlanką po Europie


Musieli pokonać 2,5 tys. km oraz obawy i strach przed nieznaną kulturą. Uczniowie chełmskiego Technikum nr 1 spędzili miesiąc w Dublinie, mierząc się z wyzwaniami podczas praktyk u irlandzkich pracodawców. Dziś mówią: nie zamienilibyśmy tych doświadczeń na żadne inne

To był mój pierwszy wyjazd za granicę – opowiada Magdalena Łaszkiewicz, uczestniczka projektu „Z Budowlanką po Europie – Zdobywanie umiejętności praktycznych szansą na samodzielność na rynku pracy”, zrealizowanego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (PO WER). – Praktyki były dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Opieka, jaką zostaliśmy otoczeni, Irlandczycy, którzy okazali się bardzo mili i pomocni, doświadczenie, jakie zdobyłam – to sprawiło, że praktyki oceniam jako coś wyjątkowego.

Magda nie była jedyną dziewczyną uczestniczącą w projekcie. W Polsce do techników przyjmowanych jest coraz więcej młodych kobiet, a w chełmskim projekcie na 20 uczniów technikum wzięło udział aż 15 dziewcząt. Jesienią 2018 r. uczniowie spędzili miesiąc na praktykach zawodowych w firmie budowlanej, firmie wykonującej pomiary terenowe i obsługującej procesy inwestycyjne oraz w organizacji zajmującej się pielęgnacją parków w całej Irlandii.

Aby wyjechać na taką praktykę, uczniowie musieli nie tylko mieć dobre oceny z przedmiotów zawodowych i cieszyć się dobrą opinią wychowawcy, ale przede wszystkim dobrze znać angielski. – Dokładnie sprawdzaliśmy to podczas dwuetapowej rozmowy kwalifikacyjnej – mówi Jagoda Janiszewska, współkoordynatorka projektu w Zespole Szkół Budowlanych i Geodezyjnych w Chełmie, w skład którego wchodzi Technikum nr 1. Kandydaci zostali też gruntownie przeszkoleni z bezpieczeństwa i zapobiegania ryzyku.

Paweł Panasiuk, drugi współkoordynator projektu, mówi, że w Polsce młodzież nie miałaby szansy na zapoznanie się z tak nowoczesnym sprzętem czy charakterem pracy. – U nas często na praktykach mówi się: „Nie rusz, bo zepsujesz”, a tam zachęcają do korzystania ze wszystkiego, co dostępne. Dlatego nasi uczniowie zetknęli się z czymś nowym: z dronami, ze skanerami, z tachimetrami niemalże bezobsługowymi – dodaje.

Słowa nauczyciela potwierdzają uczniowie. – W Dublinie przekonałem się, jak duże mogą być różnice w pracy u nas i za granicą – opowiada Marceli Langiewicz, uczestnik projektu. – Innej kategorii sprzęt, inne techniki pracy. Tam wszystko działa bezprzewodowo. Po powrocie cieszę się, że zdobyłem kolejne doświadczenie zawodowe. W moim wieku niewiele osób je ma.

Praktyki przyniosły uczniom kolejną korzyść: pozwoliły im na dużą samodzielność. Polacy mieszkali u irlandzkich rodzin, musieli punktualnie przychodzić do pracy, sumienne wykonywać obowiązki i przestrzegać harmonogramu pracy. Dziś ich nauczyciele widzą w nich bardziej przedsiębiorczych i niezależnych młodych ludzi. Dlatego powstał następny projekt. Już niedługo kolejni uczniowie będą zdobywać kwalifikacje zawodowe pod okiem mentorów z Hiszpanii.

Cudzoziemiec gościem na święta


Uniwersytet Zróżnicowany – taka idea przyświeca działaniom największej łódzkiej uczelni na rzecz tolerancji i otwartości wobec obcokrajowców. Powód jest oczywisty – na Uniwersytecie Łódzkim studiuje już 2,5 tys. cudzoziemców z prawie 100 państw

Elementem realizacji idei Uniwersytetu Zróżnicowanego jest organizowany corocznie Diversity Day. Jego ostatnia edycja to cztery dni sesji zdjęciowej – 12 lokalizacji, 12 plakatów, 24 pozujących studentów, kilkadziesiąt razy wypowiedziane słowo „smile” oraz kilka tysięcy naciśnięć spustu migawki. Wszystko po to, by pokazać jedną z podstawowych wartości UŁ – jedność w różnorodności.

Dodatkową atrakcją były warsztaty prowadzone przez dr Monikę Kopytowską, ekspertkę w zakresie komunikacji międzykulturowej. – Jestem odpowiedzialna za zagranicznych studentów na Wydziale Filologicznym UŁ, dzięki czemu mogę obserwować, jak różnice kulturowe wpływają na komunikację, i zastanowić się, co możemy zrobić, aby ją ulepszyć – mówiła przed rozpoczęciem warsztatów dr Kopytowska. – Pokażę, jak poradzić sobie z szokiem, który przeżywamy, spotykając kogoś, kto komunikuje się inaczej niż my. Dla przykładu: u nas cisza podczas rozmowy krępuje rozmówców, z kolei w kulturach afrykańskich jest czymś naturalnym – dodaje.

Monika Kopytowska rozpoczęła warsztaty od wyświetlenia zdjęcia biegnących mężczyzn: białego w mundurze oraz czarnoskórego. Uczestnicy zajęć interpretowali tę fotografię. Część z nich uznała, że po prostu policjant goni złodzieja. Według studentki z Afryki zdjęcie było zaś wyrazem opresji i rasizmu. Wyjaśnienie prowadzącej było jeszcze inne: obaj biegnący to policjanci, lecz jeden z nich prowadził akcję w cywilu. Warsztaty zakończyły się quizem kulturowym, m.in. z pytaniem o rodzaj mięsa, którego nie należy podawać, gdy na obiad zapraszamy Arabów (wołowiny, kurczaka, wieprzowiny?).

Uniwersytet Łódzki wykorzystał Diversity Day również do promowania trzeciej edycji akcji „Gość na Gwiazdkę”. Polega ona na zapraszaniu do domu na jeden ze świątecznych dni cudzoziemców studiujących na UŁ i pozostających w Polsce w okresie Bożego Narodzenia. Gościa na Gwiazdkę mogą przyjąć pracownicy, studenci i absolwenci łódzkiej uczelni. W pierwszej edycji akcji – w 2016 r. – zgłosiło się 11 rodzin związanych z UŁ, w drugiej – już 50.

Dzień Różnorodności był także okazją do świętowania 20-lecia studenckich wyjazdów na Erasmusa z polskich szkół wyższych. Statystyki Uniwersytetu Łódzkiego zaczęły się od 70 podróży młodych Polaków w roku akademickim 1998/1999, a w roku kalendarzowym 2017 było ich już 389. Z kolei jeśli chodzi o liczbę podróży studentów i osób zatrudnionych na UŁ (733), to uczelnia ta zajęła piąte miejsce w Polsce. – W bieżącym roku akademickim w ramach Erasmusa i innych programów przyjęliśmy na studia około 1,5 tys. obcokrajowców – wyliczał prof. Antoni Różalski, rektor łódzkiej uczelni.

Zdecydowana większość z nich wyjeżdża z Polski z dobrymi wspomnieniami, a niektórzy zostają tu i zakładają rodziny.

Wiedza rodziców siłą dzieci


W Polsce co ósme dziecko jest wykorzystywane seksualnie. Większości z nich nie potrafią pomóc ani rodzice, ani opiekunowie, brak im bowiem podstawowych kompetencji

Badania wśród polskich dzieci w wieku od 11 do 17 lat wykazały, ze 12 proc. z nich było w różny sposób wykorzystywanych seksualnie. Co więcej, 75–80 proc. sprawców to osoby z najbliższego otoczenia ofiary. Przekonanie większości rodziców, ze ich pociech zagrożenie nie dotyczy, jest wiec irracjonalne. Sytuacje pogarsza fakt, ze wyrządzić krzywdę jest łatwo – większość dzieci bezgranicznie ufa dorosłym. Najmłodsi nie potrafią tez odróżnić sytuacji niebezpiecznej od neutralnej, a nawet jeśli poczują, ze stało się cos nieodpowiedniego – boja się opowiedzieć o swoim problemie. Czy dorośli im uwierzą, czy przypadkiem nie oskarża o sprowokowanie sytuacji?

W zapewnianiu dzieciom bezpieczeństwa kluczowa jest rola rodziców. Niestety, bywa, ze brakuje im kompetencji do przeprowadzania „trudnych rozmów” – często usprawiedliwiają sprawce albo wmawiają dzieciom wybujała fantazje. Szybka i trafna diagnozę sytuacji uniemożliwia tez czasem zwykły niepokój dorosłych o to, ze zostaną uznani za złych rodziców czy opiekunów.

Problemem tym zajęła się warszawska Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, której celem jest zapewnianie najmłodszym nie tylko bezpieczeństwa, ale także godnego traktowania. We współpracy z organizacjami pozarządowymi Nodibinajums Centrs Dardedze (Łotwa) i Paramos Vaikams Centras (Litwa), fundacja realizowała projekt „Chronimy dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym”, w ramach którego powstały dwa e-learningowe kursy szkoleniowe.

Pierwszy z nich ma pomóc rodzicom zdobyć wiedze niezbędna do przeciwdziałania wykorzystywaniu dzieci. Składa się z pięciu przystępnych modułów: od poznania faktów na temat wykorzystania seksualnego, przez naukę identyfikacji zachowana seksualnych oraz informacje na temat bezpieczeństwa w internecie, po naukę rozmowy z dzieckiem na temat unikania zagrożeń związanych z tym procederem. Kurs pomaga rodzicom nauczyć się, jak reagować w sytuacji, kiedy dziecko ujawni informacje o takim zdarzeniu.

Drugi materiał e-learningowy skierowany został do profesjonalistów: psychologów, pedagogów czy edukatorów. W podobny, modułowy sposób pozwala im zdobyć kompetencje niezbędne do pracy z dziećmi i ich rodzicami. Kładzie nacisk na umiejętność identyfikacji zachowana seksualnych i zdobycie wiedzy na temat bezpieczeństwa dzieci online. Oba kursy zaprezentowano podczas konferencji upowszechniającej rezultaty projektu, zorganizowanej 19 września 2018 r. w Gdańsku przez Fundacje Dajemy Dzieciom Siłę.

Wykorzystywanie seksualne to przestępstwo. Niestety, z uwagi na silne, utrwalone kulturowo bariery wiele przypadków takich zachowań nigdy nie ujrzy światła dziennego. Tymczasem taka nieujawniona, bolesna tajemnica to często bagaż, z którym dziecko, a później dorosły człowiek, boryka się przez całe zżycie.

Czysta przyjemmność


Co zanieczyszcza rzeki i jeziora oraz jak je przed tym chronić – to temat projektu „WAY – Water Around You”, realizowanego przez młodych ludzi z pięciu krajów Europy. O jego przebiegu rozmawiano podczas konferencji w Rzeszowie

Idee projektu zaproponowali uczniowie szkoły podstawowej w Järvenpää w Finlandii. Pomysł podchwyciły placówki z Grecji, Portugalii i Hiszpanii, leżące blisko rzek i zbiorników wodnych, oraz Szkoła Podstawowa nr 19 z położonego nad Wisłokiem Rzeszowa. Głównym tematem działań była oczywiście troska o czystość wody. Gdy na przełomie września i października 2018 r. 24 młodych uczestników projektu spotkało się w stolicy Podkarpacia, przez piec dni zajmowali się Wisłokiem. Udali się na wycieczkę katamaranem, analizowali jakość wody i przyglądali się lokalnej faunie i florze. Na Uniwersytecie Rzeszowskim zorganizowano dla nich również warsztaty z wykorzystaniem najnowocześniejszego specjalistycznego sprzętu – dzieci w dwóch grupach badały próbki wody z Wisłoka, a pracownicy akademiccy szczegółowo opowiadali o funkcjonowaniu i wpływie zaobserwowanych drobnoustrojów na zdrowie człowieka. – Wierzyliśmy, ze dla uczniów temat wody okaże się interesujący i będą oni chcieli uczyć się o niej z różnych perspektyw – tłumaczyła w Rzeszowie fińska nauczycielka Mirja Karjalainen-Väkëva.

Jak podkreślają twórcy projektu WAY, inicjatywa nie ogranicza się do budowania postaw proekologicznych wśród najmłodszych. – Cele pośrednie to m.in. przybliżenie uczniom i nauczycielom różnorodności kultur, języków, a także wartości europejskich – zaznacza Ilona Kruk, koordynatorka projektu w Polsce. Stad tez w trakcie kolejnych wizyt uczestników projektu w poszczególnych państwach duża role odgrywają aktywności kulturalne. Podczas pobytu w Rzeszowie dzieci z Finlandii, Grecji, Hiszpanii i Portugalii miały szanse spróbować lokalnych potraw, odwiedzić kopalnie soli w Wieliczce oraz posłuchać związanych z woda polskich legend.

Wizyta uczniów z krajów partnerskich była tez okazja do podsumowania dotychczasowego przebiegu projektu. W spotkaniu na Wydziale Biologiczno-Rolniczym Uniwersytetu Rzeszowskiego oprócz dzieci i organizatorów projektu wzięły udział władze uczelni, w tym rektor Czesław Puchalski. O szczegółach inicjatywy opowiedziała Mirja Karjalainen-Väkëva. Jak podkreśliła, uczestnicy projektu WAY nie tylko biorą udział w różnego rodzaju warsztatach, ale także korzystają z nowoczesnych aplikacji umożliwiających dzielenie się wynikami doświadczeń z partnerskimi placówkami, organizowanie sympozjów czy publikacje rezultatów w internecie. – Nasz projekt stwarza środowisko, w którym uczniowie ćwiczą swoja kreatywność, krytyczne myślenie i aktywność obywatelska – podkreśliła Mirja Karjalainen-Väkëva.

Projekt WAY jest dopiero na półmetku. Zakończy się w 2019 r., a zanim to nastąpi, uczniowie odwiedza jeszcze Portugalie. Jak twierdzi Ilona Kruk, „takie projekty dają młodym ludziom szanse na rozwój, pokonywanie barier językowych, a także zdobywanie nowych przyjaciół – niekiedy na całe życie”. A ze idzie to w parze z nauka o ekologii – tym lepiej dla wszystkich. _

 Autor jest uczestnikiem projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+”

Z herosami po naukę angielskiego


Gimnazjaliści z Kędzierzyna-Koźla wraz z kolegami z pięciu innych krajów doskonalili się w języku angielskim, opowiadając historie bohaterów znanych z literatury. Dzięki projektowi Literary Heroes poznali także nowoczesne technologie

Projekt Literary Heroes miał na celu pogłębienie znajomości języka angielskiego oraz rozwój umiejętności opowiadania historii z wykorzystaniem multimediów (ang. digital storytelling). Niemiecka Szkoła Herzog-Christian-August-Gymnasium w Sulzbach- Rosemberg zaprosiła do udziału placówki z Hiszpanii, Irlandii, Norwegii oraz Zespół Szkół Miejskich nr 1 w Kędzierzynie- Koźlu. Uczniowie co kilka miesięcy odwiedzali się nawzajem. – Wyjechali najlepsi i najbardziej aktywni – mówi Ewa Alicja Herba, koordynatorka projektu w ZSM nr 1.

Każdy z partnerów wybrał swojego bohatera. Norwegowie przedstawili Peera Gynta. Hiszpanie zdecydowali się na Don Kichota, Irlandczycy na mitologicznego wojownika Cú Chulainna, a Niemcy na Gebharda z Lahngau, IX-wiecznego hrabiego frankońskiego. Polska szkoła przygotowała zmodyfikowaną wersję lokalnej legendy, której bohaterami są bracia Kozłowie – rabusie, którzy źle skończyli. To od nich pochodzą: jeden z członów nazwy miasta (Koźle) oraz trzy kozie głowy w jego herbie.

Projekt obejmował: zajęcia doskonalące umiejętności językowe oraz informatyczne, wycieczki krajoznawcze, program artystyczny, sportowy oraz integrację. Każdy z warsztatów miał swój temat przewodni. Podczas wyjazdu do Norwegii były to zajęcia językowe doskonalące umiejętność kreatywnego pisania. W Polsce skoncentrowano się na technologiach informatyczno-telekomunikacyjnych (TIK), Hiszpanie zajęli się technikami plastycznymi, natomiast Irlandczycy – warsztatami z dramy. Słowo, obraz, nowe media i teatr stanowiły cztery filary projektu.

Wszystkie poznane techniki uczestnicy wykorzystali podczas ostatniego warsztatu w Niemczech, prezentując historie swoich literackich bohaterów. Rezultatem ich wysiłków jest ilustrowany e-book z przygodami m.in. braci Kozłów i Don Kichota. Powstała również wystawa dokumentująca wydarzenia i przeżycia uczniów.

Po warsztatach uczestnicy zajęli się popularyzacją poznanych technik i rozwiązań. W tym celu stworzono katalog dobrych praktyk, w tym wirtualną tablicę. Zorganizowano również warsztat dla kędzierzyńskich szkół, dotyczący kreatywnego pisania w języku angielskim oraz aplikacji Web 2.0. Zaproszono na niego pedagogów i ich podopiecznych oraz uczestników międzynarodowych spotkań.

Jedna z uczennic – Paulina Pietrzykowska najbardziej zadowolona jest z tego, że lepiej mówi po angielsku. – Gdybym znowu mogła wziąć udział w Erasmusie+, skorzystałabym bez wahania – dodaje jej koleżanka Katarzyna Jankowska. – Najważniejsze co wyniosłam z wyjazdu, to wspaniałe wspomnienia oraz przyjaźnie – deklaruje z kolei Aleksandra Chejduk.

– Zmiana jest ogromna – chwali uczniów Ewa Alicja Herba. – Młodzi ludzie są teraz bardziej otwarci i zaangażowani – wyjaśnia. Teraz ci, którzy zakończyli projekt, będą namawiać innych do udziału w podobnych przedsięwzięciach. •

Autorka jest uczestniczką projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+

Agnieszka Nowak

Gorące głowy, zimna kalkulacja


Studenci inżynierii środowiska z Polski, budownictwa z Hiszpanii i energetyki z Litwy razem opracowują plany domowych systemów sanitarnych. Pomysły młodych inżynierów w przyszłości mogą nam ułatwić życie

Po sali Politechniki Białostockiej krzątają się osoby w granatowych koszulkach. Czuć powiew powietrza, słychać szum. Kilku młodych naukowców sprawdza, co się stanie, gdy zwiększą prędkość obrotową wentylatora. Inni badają wpływ nachylenia kolektora na ilość uzyskanej energii słonecznej. W sali obok ich koledzy i koleżanki zastanawiają się, jak temperatura gruntu wpływa na ilość możliwego do uzyskania ciepła. Gdy większość ich rówieśników w wakacje odpoczywa, oni spędzają czas w szkole letniej. Przez dwa tygodnie pracują w 3-osobowych międzynarodowych zespołach, by poszerzyć wiedzę i zdobyć nowe umiejętności.

– Podczas zajęć młodzi ludzie sprawdzają, jak poszczególne elementy systemów budowlanych i sanitarnych łączą się i wpływają na zużycie energii. Studenci zaczynają sami wyciągać wnioski i orientują się, co można poprawić – wyjaśnia Dorota Krawczyk, koordynatorka projektu VIPSKILLS Virtual and Intensive Course Developing Practical Skills of Future Engineers. Uczestniczą w nim: Politechnika Białostocka, University of Cordoba, Vilnius College of Technologies and Design, Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa oraz firmy z Hiszpanii i Polski, m.in. Nibe-Biawar i Sankom.

Co przyciąga uczestników? – Udział w projekcie przyczyni się do poprawy moich umiejętności językowych i praktycznych, przede wszystkim w zakresie ogrzewnictwa i chłodnictwa – wylicza jedna z uczestniczek Izabela Skowrońska.

Oprócz teorii dużo jest zajęć laboratoryjnych. Uczestnicy odwiedzają też farmy solarne i firmy produkujące m.in. grzejniki. – W Krakowie nie tylko obejrzeliśmy fabrykę, ale też wzięliśmy udział w zajęciach. Odbyły się poza salą i to było ciekawe przeżycie – podkreśla uczestnik z Hiszpanii.

Celem projektu VIPSKILLS jest rozwój umiejętności potrzebnych do prowadzenia kompleksowych analiz i wyboru takich systemów sanitarnych, które byłyby optymalne ekonomicznie, ekologicznie, technicznie i społecznie. Duże znaczenie ma międzynarodowy charakter przedsięwzięcia. – Trudno przewidzieć, gdzie będziemy w przyszłości pracować. Dobrze jest więc wiedzieć, jakie są wymagania, technologie i warunki klimatyczne w innych krajach – podkreśla koordynatorka.

W ramach projektu powstał czterojęzyczny słownik techniczny, opracowano sześć e-laboratoriów oraz książkę nt. nowoczesnych rozwiązań w architekturze. Po szkole letniej uczestników czekały jeszcze: kurs e-learningowy, spotkanie w Hiszpanii oraz prezentacja własnych projektów. Dla młodych naukowców projekt VIPSKILLS to nie tylko sześć punktów w systemie ECTS, ale przede wszystkim nowe umiejętności i kontakty.

Z podstawówki na… Eurowizję


W projekcie Schoolovision uczniowie głównie… tańczą i śpiewają, a następnie dokumentują swe wyczyny na platformie eTwinning. Wszystko po to, by wygrać konkurs do złudzenia przypominający słynną Eurowizję

Najważniejszym dniem jest głosowanie. W Schoolovision, szkolnym międzynarodowym konkursie piosenki prowadzonym na platformie eTwinning, finał odbył się dzień wcześniej niż w prawdziwej Eurowizji. Emocje były identyczne.

Na dodatek tegoroczne uczniowskie rywalizacje były szczególne. Z kilku powodów.

Jubileuszowy Schoolovision Po pierwsze: Schoolovision świętuje dziesięciolecie. – To chyba najstarszy projekt na platformie eTwinning – stwierdza z uśmiechem Steffen Töppler, nauczyciel z Freie Schule z niemieckiego Kassel, jeden ze współorganizatorów konkursu.

Po drugie: po raz pierwszy głosowanie na piosenki i wykonawców odbyło się nie online, ale w trakcie bezpośrednich łączeń ze szkołami uczestniczącymi w projekcie. To rozgrzało emocje. Jeśli ktoś oglądał majową relację z przebiegu finału Eurowizji 2018 w Lizbonie, będzie wiedział, jak się czuli uczestnicy Schoolovision. W dodatku w projekcie tym nawet nagrody są podobne – nie ma gratyfikacji pieniężnych, zwycięzcy otrzymują statuetki. Z tą z konkursu szkolnego wiąże się optymistyczny wątek. – Od 10 lat funduje ją ta sama osoba, jeden z właścicieli sklepu w Szkocji – opowiada Steffen Töppler. Szkotowi ideę konkursu przedstawił Michael Purves, nauczyciel ze Szkoły Podstawowej w Yester, pomysłodawca Schoolovision. Projekt tak się spodobał, że o fundatora nagrody od lat nie trzeba się martwić.

I wreszcie trzeci powód: po raz pierwszy niektórzy uczestnicy uczniowskiego projektu mogli poznać się osobiście. Wcześniej oglądali się tylko w zgłoszonych do konkursu filmikach, publikowanych na platformie eTwinning. – Nie spodziewałem się, że ten nieco szalony pomysł Steffena, by na jubileusz 10-lecia spotkać się w realu, uda się zrealizować – przyznaje Marek Fularz, nauczyciel Szkoły Podstawowej nr 1 im. Emilii Plater w Bogatyni, współorganizator spotkania, ambasador eTwinning.

Młodym artystom gościny użyczył Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży Fundacja „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego (MDSM). Przyjechało 110 uczniów z opiekunami z Polski, Niemiec, Ukrainy, Słowacji, Rosji, Turcji i Hiszpanii. W Krzyżowej przebywali od 7 do 11 maja.

Piosenka bawi, zbliża i uczy  Nie marnowali czasu. – Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, graliśmy w piłkę – wylicza 12-letnia Laura Arribus z Urdaneta School w Loui z Kraju Basków. Jej koleżanka Aitana Hermasilla zdążyła w czasie tych kilku dni zaprzyjaźnić się z uczennicami z Bogatyni. – Zaczęło się od tego, że zaśpiewały nam fragment piosenki, z którą wystartowaliśmy – relacjonuje Ala Zdybel, 11-latka z Bogatyni. W tym roku jej podstawówka zdecydowała się na „Nie, nie, nie” T. Love.

Grupa baskijska zapadła w pamięć uczestnikom spotkania w Krzyżowej także z powodu swojego lokalnego patriotyzmu. Zaraz po przyjeździe młodzi ludzie wywiesili w oknach pokoju flagi Kraju Basków. Pilnowali bardzo, by odróżniać ich od Hiszpanów. Rosa, Aitana oraz ich koleżanki i koledzy do konkursu zgłosili piosenkę „Taniec w deszczu”. – Nie ma nic wspólnego ze słynną „Deszczową piosenką” – tłumaczy z uśmiechem Rosa Mugarza, nauczycielka z Urdaneta School. Choć w uczniowskim teledysku także pojawiają się parasolki, opowiada on o najgorszej zimie w Kraju Basków, gdy deszcz padał przez sześć miesięcy.

Film kręcony był w Bilbao. Można się z niego sporo dowiedzieć o tym mieście. – I o to właśnie chodzi, by piosenki konkursowe związane były z konkretnym krajem, miastem. Pozwalały je poznać i mówiły, co jest ważne dla jego mieszkańców – wyjaśnia Marek Fularz. Zwraca uwagę, że w poprzedniej edycji nie zabrakło występów bardzo symbolicznych: utwór szkoły z Izraela zaśpiewała wspólnie młodzież ze szkół izraelskiej i palestyńskiej, a greccy uczniowie z wyspy Lesbos w swoim teledysku pokazali uchodźców.

Trzech ojców sukcesu Na Dolnym Śląsku młodzież zobaczyła nie tylko Krzyżową. 9 maja część uczestników wzięła też udział w Dniu Europy, który odbywał się w Parku Staromiejskim we Wrocławiu. Wykonali wspólnie hymn Europy oraz hymn Schoolovision „The Sky is The Limit” („Niebo jest granicą”). 11-letni Lars Frohnes z podstawówki z Kassel, tańczący i śpiewający z dużą swobodą i zaangażowaniem, nie ukrywał, że był to dla niego ważny występ. Podobnie jak dla 13-letniego Dimy i 14-letniej Zlatoslawy ze szkoły w Cherkasy na Ukrainie. Ta dwójka ma spore obycie sceniczne – w ukraińskiej placówce działa od kilku lat zespół taneczno-wokalny „Caramel”. Teledyski Ukraińców są zawsze na wysokim poziomie. – Wygraliśmy Schoolovision w 2016 roku – mówi z dumą Olena Naumenko, nauczycielka z gimnazjum nr 31 w Cherkasy.

Grupy ukraińska, polska i niemiecka przyjechały do Krzyżowej dzięki finansowemu wsparciu Organizacji Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży. Uczestnicy z pozostałych pięciu krajów sami zdobyli pieniądze na pobyt na jubileuszowym spotkaniu. – To ważna lekcja dla nauczycieli i uczniów.

Chodzi nie tylko o wspólną zabawę, taniec i śpiew. Uczestnicy otworzyli się na świat, zaciekawili innymi ludźmi, kulturą, obyczajami – tłumaczy Steffen Töppler. – Przekonali się także, jak ważna jest znajomość języka angielskiego – dodaje Marek Fularz.

Obaj panowie wraz z Michaelem Purvesem ze Szkocji mogą być dumni ze swojego projektu. Odebrali już za niego kilka nagród. Schoolovision wygrał Global Junior Challenge, eLearning Awards i eTwinning Awards w 2010 r. W 2012 r. odniósł sukces na Medea Awards. W 2013 r. projekt

otrzymał specjalne wyróżnienie za znakomitą współpracę w latach 2009-2013 na europejskiej konferencji eTwinningu w Lizbonie. Poza tym Schoolovision otrzymało wiele krajowych i międzynarodowych Znaków Jakości eTwinning, a także kilka Krajowych Nagród eTwinning. Organizatorzy nie zamierzają spocząć na laurach. Już myślą o kolejnej edycji.

Senior złapany w sieć


Projekty adresowane do osób po 60. roku życia mogą być atrakcyjne i nieszablonowe. Tezę tę udowodniło wrocławskie Stowarzyszenie Żółty Parasol – lider zakończonego właśnie projektu 60+ Virtual Culture

Seniorzy w internecie radzą sobie coraz lepiej. Ale – jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Starsi ludzie chcą wiedzieć, jak obsługiwać smartfona, chcą też wykorzystywać

internet, by mieć lepszy dostęp do kultury – wiedzieć, jak zwiedzić wirtualne muzeum czy zarezerwować bilet.

Projekt wrocławskiego Stowarzyszenia Żółty Parasol wyszedł naprzeciw tym oczekiwaniom. Jego celem było ułatwienie osobom 60+ dostępu do kultury. Program przedsięwzięcia obejmował m.in. dwa cykle warsztatów. W ich pierwszej edycji bezpośrednimi beneficjentami byli edukatorzy na co dzień pracujący z seniorami w organizacjach partnerskich projektu – w Polsce, Czechach, Francji i Włoszech. Pod okiem dziewięciu trenerów opracowano wstępne scenariusze zajęć.

W drugiej edycji warsztatów polski lider i inicjator przedsięwzięcia przekonał partnerów, że w działania projektowe warto też włączyć samych seniorów. W efekcie zajęcia prowadziły tandemy edukacyjne, tworzone przez młodych edukatorów i osoby starsze. Pozwoliło to na przetestowanie scenariuszy zajęć oraz na nawiązanie relacji międzypokoleniowych. – W tym tkwiła cała siła projektu i to, co go wyróżniało – mówi Joanna Warecka, koordynatorka przedsięwzięcia. W ramach projektu seniorzy-społecznicy skupieni wokół organizacji partnerskich tworzyli też m.in. blogi poświęcone kulturze. Ten administrowany przez wrocławską grupę do dziś ułatwia komunikację między uczestnikami.

Jak podkreśla Joanna Warecka, jej i innym organizatorom zależało również na tym, by uczestniczący w projekcie seniorzy z różnych krajów mogli nawiązać ze sobą kontakt. – Nie było łatwo: budżet projektu przewidywał spotkania edukatorów, a nie seniorów – mówi koordynatorka. Udało się jednak znaleźć rozwiązanie. Z każdej z grup wyłoniono ambasadora (jednym z nich był senior, który wcześniej był ambasadorem Czech w Indonezji). Zorganizowano dla nich trzy spotkania: w Pradze, Paryżu i Kalabrii. Ostatnie, podsumowujące, odbyło się we Wrocławiu.

W sumie w przedsięwzięciu wzięło udział 105 osób 60+ z czterech krajów. W efekcie powstała sieć przeszkolonych edukatorów i społeczność seniorów zainteresowanych kulturą. Projekt pomógł też w rozwoju organizacjipartnerskich. Okazało się, że ludzie starsi wciąż przez wielu postrzegani są w sposób stereotypowy. – Czas przestać myśleć o organizacji kursów dla seniorów pod kątem obsługi komputera. Senior plus kultura – to jest dobre połączenie – uważa koordynatorka.

Lider projektu zaangażował w działania samorząd miasta Wrocławia. Jednym z nieformalnych partnerów była miejska biblioteka publiczna, która uczyła osoby 60+ korzystania z zasobów cyfrowych. Trwają rozmowy dotyczące dalszego wsparcia ze strony miasta, bo potrzeby edukacyjne są duże. – Chcemy poprawić jakość oferty skierowanej do seniorów we Wrocławiu – zapowiada J. Warecka. Jak dodaje, pierwszym krokiem zawsze powinno być stworzenie społeczności, w której seniorzy będą czuli się bezpiecznie. Dopiero wówczas można myśleć o zaoferowaniu działań edukacyjnych. Senior złapany w sieć już w niej pozostanie. •

Autorka jest uczestniczką projektu Mobilni

dziennikarze programu Erasmus+

Rozbudzać pasje


Jak sprawić, aby młodzi ludzie zainteresowali się nauką, ćwiczyli analityczne myślenie i wybrali karierę związaną z przedmiotami ścisłymi?

Mogą w tym pomóc materiały przygotowane w ramach programu ERIS

Na pomysł projektu wpadli w 2015 r. naukowcy Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii

Nauk. Zastanawiali się, jak rozbudzić w uczniach zainteresowanie przedmiotami matematyczno-przyrodniczymi – i wymyślili ERIS: Wykorzystanie wyników badań naukowych w praktyce szkolnej (z ang. Exploitaion of Research results in school practice). – Uważamy, że pomiary i badania nie powinny być robione tylko dla nauki.

Ich wyniki i informacje o możliwościach zastosowania powinny też trafiać do społeczeństwa, np. do nauczycieli i uczniów, bo to oni będą kształtować nasz świat – mówi dr Agata Goździk, koordynatorka projektu finansowanego z funduszy programu Erasmus+.

ERIS miał się opierać na praktycznym wykorzystaniu wiedzy teoretycznej. – Nauczanie w szkole jest często sztampowe: nie pokazujemy doświadczeń, konkretnych danych. Nauczyciel jest zmuszony realizować Podstawę programową, a to często dzieje się ze szkodą dla ucznia – przyznaje dr Agata Goździk. – My chcieliśmy rozbudzać pasje, pokazać, że badania naukowe są fajne. Projekt może przybliżyć pracę naukowca i być początkiem czyjejś przyszłej kariery – wyjaśnia.

Przedsięwzięcie ruszyło na początku 2016 r. Polscy naukowcy wraz z kolegami z Uniwersytetu Bukareszteńskiego oraz francuskiego Université de Versailles-Saint-Quentin-en-Yvelines przystąpili do opracowywania materiałów, które później mieli wykorzystywać nauczyciele i uczniowie europejskich szkół. Pakiety edukacyjne testowano najpierw w językach narodowych, a potem po angielsku, co pozwoliło je na bieżąco ulepszać. Dodawanie kolejnych ćwiczeń, uzupełnianie przewodnika metodycznego dla nauczycieli, tworzenie kolejnych prezentacji i filmów –wszystko to miało na celu umożliwienie jak najlepszego wykorzystania materiałów w fazie upowszechniania.

Efekt najlepiej jest ocenić po reakcjach uczniów. – Zaproponowałem ostatnio klasie szóstej, którą uczę, że zrobimy pakiet dotyczący promieniowania UV – opowiada Piotr Stankiewicz, nauczyciel z Zespołu Szkół nr 79 w Warszawie, współpracujący z Instytutem Geofizyki PAN jako metodyk. – Zakończyłem lekcję filmikiem pokazującym, jak wygląda nakładanie kremu w kamerze ultrafioletowej i na jakiej zasadzie chroni on skórę. Nagle uczniowie zaczęli bić brawo – tak bardzo podobały im się zajęcia. Żywe reakcje są bardzo częste – podkreśla.

Dzięki pakietom zainteresowanie uczniów naukami ścisłymi faktycznie rośnie.

Potwierdzają to wyniki ewaluacji programu, ale również nauczyciele, którzy pojawiali się na warsztatach organizowanych przez pracowników Instytutu, poświęconych wykorzystaniu pakietów. W Polsce najbardziej żywy odzew widoczny był wśród uczniów techników – ta grupa najczęściej wiąże swoją przyszłość z naukami ścisłymi. Potwierdzają to również użytkownicy ściągający pakiety edukacyjne ze strony internetowej, na której dostępne są zupełnie za darmo. •

Autorka jest uczestniczką projektu

Mobilni dziennikarze

programu Erasmus+