Tęsknię za ludźmi na ulicach Rzymu


Wojciech Skrzypek, 21 lat, student stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, uczestnik Erasmusa, opowiada, gdzie zastał go początek pandemii

Z Rzymu wyjeżdżam zadowolony. Potwierdza się to, co mówili znajomi, którzy „zaliczyli” Erasmusa. To świetna okazja, żeby poznać ludzi, szlifować angielski, dobrze się bawić i studiować na najlepszych uczelniach w Europie. Nie znam osoby, która wróciłaby z wymiany niezadowolona. U mnie zajęcia i sesja egzaminacyjna na Uniwersytecie Rzymskim „La Sapienza” zakończone. Zimowy semestr zaliczony. Mój Erasmus w stolicy Włoch dobiegł końca. Kolejny semestr studiów zaliczę już w Warszawie. Jest końcówka stycznia. Do Rzymu jeszcze wrócę, by m.in. załatwić formalności w urzędach, odebrać dokumenty z uczelni i rozliczyć się z operatorem komórkowym. Dwa tygodnie później myślę sobie, że mam dużo szczęścia, że zdążyłem wrócić do kraju, zanim cały świat usłyszał, że koronawirus dotarł do Włoch. Pierwsza myśl: nie ma się czym ekscytować. Co prawda gdzieś daleko w Azji wirus zabił sporo ludzi, ale głównie w Chinach. A już Korea Południowa i Tajwan skutecznie ochroniły się przed wirusem. Trochę jakbym zapomniał, że przecież Chińczycy jeżdżą wszędzie i ryzyko zakażenia rośnie z każdym dniem.

Smutek Wiecznego Miasta

Do Rzymu przylatuję w połowie lutego. Już wiem, że nie będzie tak jak wcześniej. Jeszcze na lotnisku mierzą każdemu temperaturę. Kto nie ma gorączki, może jechać do miasta. Na ulicach pustki. Podobnie w metrze. Trudno uwierzyć, że tak wygląda Wieczne Miasto, bo przecież tu zawsze są tłumy. Przy Kapitolu pojedyncze osoby, jak nigdy, przed muzeami brak kolejek, jak nigdy. Czy Rzymianie zamknęli się w domach? Przecież w Polsce mówią, że Włosi nie traktują poważnie zagrożenia koronawirusem. A tu spotykam się ze znajomymi z Erasmusa, którzy wciąż są we Włoszech. Opowiadają o wycieczce do Wenecji, gdzie spędzili kilka dni. Jeden z kolegów mówi, że w drodze powrotnej dostał SMS-a od współlokatora z prośbą, by nie wracał do mieszkania, bo boi się o swoje zdrowie. I ma propozycję: chce spakować kumpla, a walizkę z jego rzeczami zostawić pod drzwiami. Sugeruje, że opłaci mu nocleg w hotelu. Brzmi jak żart, ale propozycja była na serio. Na szczęście panowie się dogadali.

Idzie najgorsze

Zaczęła się panika, bo z północy Włoch dochodziły coraz tragiczniejsze informacje o nowych ofiarach koronawirusa. Nikt się nie spodziewał, że Italia stanie się drugim na świecie ogniskiem wirusa z Wuhan. Razem z moimi znajomymi pilnujemy, żeby zachować odpowiedni dystans między nami, zwracamy sobie uwagę, żeby niczego nie dotykać w autobusie, sklepie czy na ulicy. Wzajemnie przypominamy sobie o myciu rąk. Każde z nas ma żel antybakteryjny. Ale maseczki? Nie, to za dużo. Aż do czasu. Kupujemy jednorazówki. Wpadamy do baru na piwo. Tu knajpy są otwarte, mimo że Lombardia jest na ustach całego świata, a w Rzymie nie ma jeszcze ani jednego przypadku COVID-19. Ktoś rzuca pomysł: na trzy cztery zakładamy maseczki i robimy grupowe selfie. Fotka strzelona, maseczki od razu zdjęte. Nie przypuszczamy, że już niedługo będziemy je musieli nosić. Nie spotykamy się często, ale być może widzimy się po raz ostatni, bo Erasmus zbliża nas teraz, a jak będzie za kilka miesięcy, nikt nie wie. Jeszcze przed powrotem do Warszawy dzwonią z Biura Wymiany Zagranicznej. Proszą, by w Polsce poddać się dwutygodniowej kwarantannie. Ok, odpuszczam zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim. Mają też informację dla studiujących w ramach Erasmusa cały rok: mogą skrócić swój pobyt bez konsekwencji, co oznacza zwrot stypendium. Czuję się zaopiekowany, bo często przypominają mi o środkach ostrożności.

Rozmawiam z Olgą. To koleżanka z Mołdawii, z którą studiowałem w Rzymie. Po jej powrocie do domu cała rodzina zostaje zakażona koronawirusem. Umiera jej mama. Nie wiemy, czy Olga zaraziła się wirusem w Rzymie, ale to pokazuje, że ta choroba łapie wszystkich. Najgorsze dla wielu znajomych było czekanie, czy zdążą wrócić do domu, zanim zamkną granice. Szybko zrozumieliśmy, że to nie są żarty, a najbardziej pamiętam, jak wróciliśmy do domu i w telewizji leciało półgodzinne przemówienie premiera Contego. Pomyślałem sobie, że skoro prywatna stacja także emituje orędzie, to sytuacja naprawdę jest bardzo poważna.

Jak długo to jeszcze potrwa?

W maju mieliśmy spotkać się na urodzinach kolegi w Rzymie, który został na Erasmusie jeszcze jeden semestr. Teraz on jest u siebie w Pradze. Planowaliśmy wypad do Berlina do znajomych, którzy mieli nas potem odwiedzić w Warszawie. Wszystko odwołane. Nikt nie wie, jak długo to jeszcze potrwa. Strasznie brakuje mi Rzymu. Uwielbiam otwartość Włochów i to, że nie traktują wszystkiego na serio. Spóźnienie się na uczelnię nie jest wyrokiem dla ciebie, bo często wykładowcy przychodzą na zajęcia 30 minut po czasie. Szkoda mi tego gwaru płynącego z ulic i barów w Rzymie. Teraz pracuję w TVN24 i ostatnio montowałem krótki materiał ze zdjęć Reutersa pokazujący, jak wyglądają Włochy w czasie epidemii. Smutno mi się zrobiło, gdy zobaczyłem puste ulice Rzymu i plac św. Piotra bez turystów. Nigdy wcześniej nie widziałem tych miejsc bez ludzi.

Zdjęcie: archiwum prywatne

Czekamy na lepsze czasy. Ale nie bezczynnie


Granice tylko fizycznie są zamknięte. Wiele projektów przeniosło się do sieci czy dzięki decyzji Komisji Europejskiej zostało przedłużonych o kolejne miesiące, a nawet lata. Mimo pandemii, Erasmus działa.

Moment zamknięcia granic z powodu epidemii koronawirusa wielu uczestników programu Erasmus zastał za granicą. I postawił przed trudną decyzją: wracać jak najszybciej czy przeczekać w obcym kraju? – Znakomita część polskich studentów na Erasmusie wróciła jeszcze, gdy granice były otwarte. Inni skorzystali później z rządowej opcji „Lot do domu”. Niektórzy uznali, że wolą przeczekać zagrożenie w miejscu, w którym są. Może założyli, że pandemia szybko się skończy. To indywidualne decyzje, podejmowane w konsultacji z macierzystą uczelnią. Te, w ślad za prośbą Komisji Europejskiej, uczulamy, by były jak najbardziej elastyczne dla swoich studentów – mówi Beata Skibińska, dyrektorka biura szkolnictwa wyższego Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.

Zwraca uwagę, że instytucje edukacyjne w związku z pandemią są zamknięte. Część oferuje kształcenie online, do czego zachęca dziś zarówno Komisja Europejska, jak i władze poszczególnych krajach Unii. – Efekty takiego kształcenia w porównaniu z tym, czego oczekiwano wcześniej, ocenią same uczelnie wysyłające i przyjmujące studenta. Ich postawa z pewnością jest prostudencka. W tym trudnym czasie wszelkie wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść studenta. To rekomendacja Komisji Europejskiej – podkreśla Skibińska. Dodaje, że w Polsce nie wydano jeszcze żadnych zaleceń dotyczących kolejnego roku akademickiego. – Bywają uczelnie w Europie, które oświadczają, że na pierwszy semestr roku akademickiego 2020-2021 nie będą przyjmować studentów. My liczymy na to, że po wakacjach wrócimy do normalności, rekrutacja na razie odbywa się zgodnie z planem, ale w obecnych warunkach trudno mówić o pewności – komentuje Skibińska.

Zastosujemy klauzulę siły wyższej

Na Erasmusa wyjeżdżają nie tylko studenci, ale też uczniowie i nauczyciele. To zwykle kilkudniowe wyjazdy, przez pandemię skrócone lub wstrzymane. – Wyjazdy za granicę są teraz niemożliwe, a to zasadnicza trudność w zakończeniu wielu projektów. Autorzy części z nich będą wnioskować do Narodowej Agencji Programu Erasmus+ o wydłużenie czasu realizacji projektów i dokończenie ich wtedy, gdy to będzie możliwe. Jesteśmy otwarci na takie rozwiązanie. Projekty szkolne mogą trwać nawet w sumie dwa lata – mówi Alicja Pietrzak, dyrektorka biura edukacji szkolnej i młodzieży FRSE.

Podkreśla, by planujący wyjazdy nawet na drugą połowę roku wstrzymali się na razie z kupnem biletów czy rezerwacją noclegów. Co z kosztami, które beneficjenci już ponieśli, ale z powodu pandemii musieli odwołać wyjazd? – Przy rozliczeniach projektów będziemy stosować klauzulę dotyczącą siły wyższej i rozpatrywać każdy przypadek indywidualnie. Ważne, by beneficjenci, niezależnie od efektu, podjęli starania o zwrot kosztów za niewykorzystane usługi i udokumentowali je, np. pisząc maila do właściciela noclegu – mówi Pietrzak. Dodaje, że wydłużenie czasu realizacji projektu nie oznacza zwiększenia finansowania. Beneficjenci muszą zmieścić się w tym samym budżecie. Ci, którzy z powodu zamknięcia granic musieli nagle wracać do kraju i ponieśli w związku z tym dodatkowe koszty, otrzymają zwrot. – W sektorze edukacji szkolnej mobilności są krótkoterminowe, dlatego liczba problematycznych przypadków nie była tak duża jak np. w przypadku studentów. Nie było sytuacji, że ktoś gdzieś utknął i nie może wrócić – podkreśla Pietrzak.

Najlepszym sposobem na wybrnięcie z problemu pandemii jest realizacja projektów online. – Telekonferencje, wideokonferencje, webinaria. Od lat w edukacji szkolnej promujemy wykorzystywanie nowoczesnych narzędzi zdalnych. Są zaawansowane, bezpłatne i bezpieczne – mówi Pietrzak i podkreśla, że w czasach koronawirusa triumfuje program eTwinning. – Daje on gotowe narzędzia, z których wystarczy tylko skorzystać. Dzięki programowi nauczyciele zdobywają umiejętności potrzebne do zdalnego nauczania, wykorzystywania nowoczesnych technologii. Widzimy zresztą, że popyt na te narzędzia jest teraz ogromny. Uruchomiliśmy więc specjalną kampanię promującą eTwinning, zwiększyliśmy liczbę kursów internetowych, mamy dużo więcej zgłoszeń od szkół, które chcą skorzystać. Dzięki inicjatywie centralnego biura eTwinning w Brukseli włączyć mogą się teraz nie tylko szkoły związane partnerstwem, ale też pojedyncze instytucje. Ogromne zainteresowanie bardzo nas cieszy, bo to dowód na to, że wyprzedziliśmy tym programem pewne potrzeby – komentuje Pietrzak.

Zawodu ucz się przez internet

Internet sprawdza się nie tylko w obszarze edukacji szkolnej, ale również tej zawodowej. – Zachęcamy do wykorzystywania narzędzi eTwinning czy EPALE. Zrobiliśmy przegląd naszych projektów i okazało się, że w ramach wielu z nich opracowano narzędzia do nauczania zdalnego, np. platformę elearningową dla mechatroników. Nawet zawodów technicznych można uczyć się zdalnie i warto dziś z tego korzystać – mówi Izabela Laskowska, dyrektorka biura kształcenia zawodowego i edukacji dorosłych FRSE.

Przyznaje, że część uczniów z powodu pandemii musiała nagle przerwać swój pobyt na zagranicznych praktykach zawodowych. – Dotyczy to ok. 40 osób. Młodzież oczywiście narzekała, że czuje niedosyt, dopiero co zaczęła, właśnie się rozkręcała, a już musi wracać. Właściciele zakładów pracy, które ich gościły, okazywali im duże wsparcie. Często organizowali busy, by przewieźć młodzież na lotnisko, deklarowali, że czekają na nich, gdy sytuacja się poprawi. To dobry sygnał o solidarności między instytucjami biorącymi udział w wymianie – komentuje Laskowska.

Wiele szkół już przesunęło terminy wyjazdów swoich uczniów i nauczycieli. Sporo zakładów pracy, podobnie jak uczelni, jest po prostu zamknięta. – Komisja Europejska pozwala na wydłużanie czasu trwania projektów, wyjazdy są przekładane na październik, listopad. Oczywiście nie wiadomo, jak wtedy będzie wyglądać sytuacja, ale zachęcamy, by wyjazdów nie odwoływać, ale właśnie przesuwać ich terminy na jesień albo nawet przyszły rok, maksymalnie o 12 miesięcy – zachęca Laskowska.

To samo dotyczy projektów dotyczących edukacji dorosłych. Wśród beneficjentów dużą popularnością cieszyły się kraje południowe, jak Włochy czy Hiszpania. Dziś to one najsilniej doświadczają skutków pandemii. Laskowska: – Rekrutacja we wszystkich naszych programach trwa, choć trudno powiedzieć, jak się ona rozwinie. Dziś przyszłości już nie przewidzimy. Najważniejsze jednak, że nie ma paniki i zniechęcenia do Erasmusa i idei współpracy międzynarodowej z powodu pandemii wirusa. Raczej czekanie na lepsze czasy.

Młoda demokracja


Maciej Musiał o demokracji, warsztaty w londyńskim busie, zacięta gra miejska – taki był Europejski Tydzień Młodzieży, zorganizowany na początku maja w Warszawie

Europejski Tydzień Młodzieży to jedno z najważniejszych międzynarodowych wydarzeń organizowanych co roku dla młodych ludzi. W ogrodach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego uczestnicy mogli dowiedzieć się o najważniejszych projektach unijnych związanych m.in. z edukacją i wolontariatem dla młodzieży.

Zgodnie z tradycją każdy ETM ma swój temat przewodni. W tym roku było to hasło „Demokracja i ja”. Taki był też temat debaty zorganizowanej dla uczniów i studentów. Zanim się jednak rozpoczęła, prowadzący ją dziennikarz Marek Zając poprosił publiczność, by wybrała najważniejszą dla siebie wartość spośród trzech: bezpieczeństwa, dobrobytu i demokracji. Każda zebrała mniej więcej tyle samo głosów. – To ciekawe, bo takie badanie przeprowadził ostatnio wśród młodych Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie i tam wyniki były zupełnie inne. Bezpieczeństwo wybrało aż 70 proc. osób, a demokrację zaledwie 5 proc. – mówił Zając.

Wolą karę niż głosowanie

Dziennikarz pytał o demokrację nie bez powodu. ETM został zorganizowany na niecałe trzy tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. W Polsce spośród wszystkich wyborów właśnie te mają najniższą frekwencję. Dlatego Mateusz Jeżowski z Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, krajowy korespondent Youth Wiki, czyli internetowej bazy danych poświęconej polityce młodzieżowej w państwach UE, opowiadał o tym, czy i jak głosują młodzi ludzie w Europie (między 18. a 30. rokiem życia). – Najczęściej do urn chodzą młodzi Szwedzi. Prawie 80 proc. z nich głosowało tam w ostatnich trzech latach. Co ciekawe, to właśnie w Szwecji jest największy odsetek młodych, którzy nie popierają demokracji jako pozytywnego systemu rządów – mówił Jeżowski. Takich paradoksów w Europie jest więcej. – W Estonii, gdzie od wielu lat można głosować przez internet, statystyki wyborcze młodych systematycznie spadają – dodał. Z kolei w Luksemburgu, gdzie udział w wyborach jest obowiązkowy, do urn chodzi coraz mniej młodego pokolenia. – Oni wolą zapłacić karę, niż zagłosować – słyszeli uczestnicy debaty. Sporo młodych ludzi głosuje w Belgii i Austrii. A jak jest w Polsce? – Niedobrze. Udział młodych, którzy oddają głos, jest o kilkanaście punktów procentowych mniejszy niż w starszych grupach wiekowych – mówił Jeżowski.

Siedzenie w domu nie ma sensu

Zaproszeni goście, wśród nich m.in. znany aktor Maciej Musiał, Aleksandra Sawa z Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych i Piotr Wasilewski z Rady Dzieci i Młodzieży RP przy Ministrze Edukacji Narodowej, dyskutowali o tym, jak przekonać młodych do uczestniczenia w życiu obywatelskim i głosowania w wyborach do PE.

Maciej Musiał: – Siedzenie w domu i narzekanie nie ma sensu. Niepójście na wybory jest frajerstwem. Piotr Wasilewski zwrócił uwagę na to, że niski udział młodych wśród głosujących to efekt zniechęcenia polityką. – Zaufanie do polityków wśród uczniów i studentów jest bardzo niskie. To wynika z afer, korupcji, patologii. Panuje przekonanie, że politycy i tak dla nas nic nie zrobią. A to nieprawda. Ważne, żeby samemu też wyjść z inicjatywą i naciskać na tych, których wybraliśmy – przekonywał przedstawiciel Rady Dzieci i Młodzieży.

– Demokracja to nie tylko głosowanie raz na cztery lata. To, co jest totalnie sexy w demokracji, to możliwość wpływania na otoczenie i kreowanie go tak, jak chcemy – przekonywała Barbara Zamożniewicz, rzeczniczka młodzieży przy Urzędzie Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego. A Aleksandra Sawa z Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych apelowała: – Ważne, żeby z młodzieżą rozmawiać o tak poważnych sprawach po partnersku i twarzą w twarz.

Głos zabrali też najmłodsi uczestnicy debaty. Część mówiła, że nie chce brać udziału w wyborach, bo polityka kojarzy im się z fałszem, nieuczciwością i oderwaniem od rzeczywistości. Mateusz Jeżowski próbował przekonywać: – Mamy najlepszą młodzież w historii. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak ambitnego, doskonale wykształconego młodego pokolenia. Jeśli nie będziemy mu przeszkadzać, to jestem spokojny o ich przyszłość.

Co Unia tobie, a co ty Unii

Podczas Europejskiego Tygodnia Młodzieży o korzyściach z naszej obecności w Unii można było porozmawiać także w czerwonym londyńskim autobusie, który jeździł po Warszawie. FRSE zorganizowała w nim eurolekcje, czyli warsztaty o wolontariacie za granicą oraz o wyborach do europarlamentu. – Uczestnicy oglądali krótkie filmy o Unii, a później o nich dyskutowali. Sporo mówiliśmy o tym, co UE daje nam, a co my możemy jej zaoferować – opowiada Wawrzyniec Pater, koordynator Eurodesk Polska, prowadzący warsztaty.

Nie zabrakło także wyzwań. Aż 18 kilkuosobowych drużyn wystartowało w grze miejskiej wymagającej sprytu, dobrej organizacji, kondycji fizycznej i pomysłowości. Najlepsi okazali się uczniowie z technikum w Wysokiem Mazowieckiem. Patrykowi najbardziej podobało się szukanie kodów QR ukrytych na ławkach, drzewach czy krzakach. Jego i jego kolegę Piotrka do wzięcia udziału w grze namówił Karol Głębocki, nauczyciel historii i WOS. – Pomagałem chłopakom w zadaniu „I have a dream”. Trzeba było przygotować przemówienie o wartościach obywatelskich na wzór tego, które wygłaszał Martin Luther King. To ćwiczenie na pewno wykorzystam w przyszłości na swoich lekcjach – zapowiedział.

Młodzież rządzi


Masz tysiąc pomysłów na to, jak zmienić swoją okolicę, ale nie wiesz, jak je zrealizować? Chcesz rozwiązywania lokalnych problemów? Poznaj młodzieżowe rady wojewódzkie. Tam głos młodych przekłada się na realne działania

W Polsce działa kilkaset organizacji zrzeszających młode osoby. Funkcjonują one przy samorządach: gminnych, powiatowych, wojewódzkich, gdzie prawie w każdym z 16 województw działają sejmiki młodzieżowe. Tam, gdzie ich nie ma, podejmowane są starania o ich powołanie, jak np. w województwach mazowieckim czy warmińsko-mazurskim. Młodzieżowe sejmiki, fora czy rady (w zależności od województwa funkcjonują różne nazwy) są powoływane uchwałami organów samorządowych, jednak w dużej mierze jest to efekt inicjatyw młodzieżowych.

Są różne drogi zostania członkiem takiego sejmiku: demokratyczne wybory, wypełnienie formularza lub wniosku rekrutacyjnego. – W naszej radzie wystarczy złożyć wniosek w trakcie naboru. Oceniany jest on przez kapitułę składającą się z przedstawicieli Sekretariatu ds. Młodzieży i Urzędu Marszałkowskiego oraz przedstawiciela młodzieży z regionu kandydata. Zależy nam na jak najszerszej reprezentacji z całego województwa – wyjaśnia Kornel Grabowski, przewodniczący Rady Młodzieży Województwa Zachodniopomorskiego. Kamila Skórczyńska, radna Młodzieżowego Sejmiku Województwa Podlaskiego, dodaje: – U nas mile widziane jest doświadczenie np. w wolontariacie czy udział w różnych projektach, natomiast nie jest to główny czynnik decydujący o zaakceptowaniu kandydatury. Członkowie młodzieżowego sejmiku przede wszystkim muszą mieć chęci do działania, być kreatywnymi osobami i umieć współpracować z innymi.

Czas na radę, damy radę

Działalność sejmików młodzieżowych to przede wszystkim aktywny udział w decyzjach i przedsięwzięciach lokalnych w swoim regionie. Młodzieżowi radni regularnie spotykają się na sesjach. – Nasza praca polega na realizowaniu projektów wspólnych bądź indywidualnych. Na posiedzenia, organizowane zwykle raz w miesiącu, zapraszani są goście z różnych dziedzin, którzy zapoznają nas z wizją województwa bądź prowadzą warsztaty. Bierzemy też udział w ogólnopolskich kongresach, na których dyskutujemy z młodymi ludźmi z całego kraju i zajmujemy wspólne stanowiska dotyczące środowisk młodzieżowych – wyjaśnia Kamil Ziajko, przewodniczący Młodzieżowego Sejmiku Województwa Podlaskiego. Młodzi radni starają się także działać lokalnie, podejmując inicjatywy w swoim otoczeniu. – Każdy z nas jest zobowiązany do wykonania zestawu działań: spotykania się z lokalnymi decydentami, prowadzenia warsztatów na temat samorządności w szkołach w swoim powiecie – dodaje Bartłomiej Babiński, przewodniczący Młodzieżowego Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Prace młodych działaczy wspierane są przez władze samorządowe, które są jednocześnie partnerem, opiekunem oraz popierają młodzieżową aktywność obywatelską, często także finansując różne inicjatywy młodych sejmików. – Cieszymy się, że nasze zdanie jest brane pod uwagę, oraz ze wsparcia przy organizacji wydarzeń – mówi Kamil Ziajko.

Wulkan pomysłów

Lista projektów i inicjatyw młodzieżowych rad wojewódzkich zrealizowanych z sukcesami jest długa. Warsztaty, spotkania dyskusyjne, ogólnopolskie konkursy, wprowadzenie zmian w lokalnym prawie – to tylko niektóre projekty. Na przykład dolnośląscy działacze dumni są z: Manifestu Młodzieży Dolnego Śląska, Ogólnopolskiego Kongresu Młodzieżowych Rad i Sejmików, reprezentacji Polski w AER Youth Regional Network sieci regionów Europy, poprawki do Dolnośląskiej uchwały antysmogowej czy akcji nasadzenia drzew oraz rozdawania maseczek antysmogowych.

Młodzi politycy przyczyniają się też do budowania społeczeństwa obywatelskiego. Próbują również zainteresować młodzież działalnością władz oraz wytłumaczyć jej zasady działania państwa i Unii Europejskiej. – Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zwracaliśmy szczególną uwagę na przypomnienie nie tylko młodym ludziom, jak ważna jest wysoka frekwencja w wyborach. W Szczecinie w specjalnie kursującym tramwaju radni opowiadali o działaniu Parlamentu Europejskiego i uświadamiali, dlaczego wzięcie udziału w wyborach jest tak ważne – opowiada Karolina Nastarewicz, radna województwa zachodniopomorskiego.

 Trampolina do kariery

– Praca w sejmiku to także korzyści dla nas samych: rozwój osobisty, wykształcenie umiejętności miękkich, budowanie bazy kontaktów oraz swojej marki i pozycji wśród lokalnych działaczy i młodzieżowych liderów z Polski i Europy – wylicza Bartłomiej Babiński z województwa dolnośląskiego. – Nie bez znaczenia są też umiejętności autoprezentacji, prowadzenia dyskusji czy wystąpień publicznych oraz znajomość funkcjonowania samorządu i tworzenia prawa lokalnego. Kamil Ziajko dodaje: – Otworzyłem się na współpracę, nauczyłem się słuchać innych i wyciągać wnioski z ich wypowiedzi. Dziś już wiem, że młodzież może coś osiągnąć, a szacunek do drugiego człowieka i zrozumienie innych owocują.

Członkowie młodzieżowych struktur lokalnych przyznają, że mimo iż ich wojewódzkie sejmiki są apolityczne, mogą być trampoliną i preludium do kariery politycznej. – Nasze doświadczenia idealnie przystosowują do wystąpień publicznych czy debat. Moje plany wiążą się z samorządem lokalnym, Myśliborzem, ze studiami, ale polityka partyjna jest mi obca – podkreśla Kornel Grabowski, przewodniczący Rady Młodzieży Województwa Zachodniopomorskiego. Kamila Skórczyńska z województwa podlaskiego dodaje: – Bycie członkiem sejmiku z pewnością może pomóc w realizacji przyszłej kariery politycznej. Podczas pełnienia mandatu nabywa się umiejętności i doświadczenia potrzebnych do dalszego rozwoju, a także poznaje, jak wygląda współpraca z różnymi organami.

Nic o was bez was

W Unii Europejskiej młodzieżowe rady (ang. Youth Council) są popularnym sposobem konsultacji społecznych oraz aktywizacji młodzieży. Chociaż w unijnym prawie nie istnieje zapis zawierający nakaz aktywizacji młodzieży poprzez Youth Council, Komisja Europejska traktuje tę kwestię priorytetowo. W ciągu ostatnich lat powstało kilka ważnych dokumentów i opracowań na temat młodzieży. „Nic o was bez was” – to nieformalne hasło, jakim kieruje się Unia, wdrażając projekty i wytyczne w polityce młodzieżowej. Wspólnota chce, by decyzje dotyczące młodych obywateli zapadały przy ich aktywnym udziale.

Europa oczami młodych Polaków


To nie jest projekt 40- i 50-latków. Europa to też wspólnota młodych, którzy za chwilę będą o niej decydować. O tym, jak ważna jest dla nas Unia, dowiemy się wtedy, gdy ją stracimy. Nie możemy do tego dopuścić – przekonywali uczestnicy Europejskiego Kongresu Rad Młodzieżowych w Słupsku

Za chwilę część z was zajmie moje miejsce. Staniecie tu, gdzie ja, i będziecie przemawiać publicznie. Jak się z tym czujecie? – zapytał uczestników Paweł Cieślak, jeden z prowadzących warsztaty  w słupskiej Akademii Pomorskiej.

Podczas kongresu uczestnicy mogli rozwijać swoje kompetencje w zakresie komunikacji z mediami i organizacji wydarzeń, wystąpień publicznych czy cyberbezpieczeństwa. Spotkanie było też okazją do rozmów z ekspertami ds. Unii Europejskiej.

Młodzi, odważni, świadomi

Frekwencja wyborcza do Parlamentu Europejskiego w Polsce do tej pory oscylowała w granicach 21–25 proc. Dlatego powstają takie inicjatywy jak Europejski Kongres Rad Młodzieżowych, które mają uświadamiać młodym Polakom, że udział w wyborach do PE ma realny wpływ na ich codzienne życie.

Uczestników kongresu zachęcać do głosowania nie trzeba. Uważają, że Unia Europejska, chociaż idealna nie jest, daje Polsce ogromne możliwości rozwoju. Ponadto czytelnie sprecyzowane prawa i wartości, ujednolicone dla wszystkich państw członkowskich, dają młodzieży poczucie bezpieczeństwa. Jak podkreślali na różnych przykładach, reguły są dobre, a ich łamanie zaburza całą wspólnotę.

– Wierzę w wartości, które są zakodowane w prawie Unii Europejskiej. Demokracja, praworządność i ochrona praw człowieka powinny być dla nas mapą drogową. To nie są puste hasła. One spajają nas w całość, czynią elementem większej całości, częścią zjednoczonej Europy – mówiła dr hab. Ewelina Cała-Wacinkiewicz, ekspertka Team Europe Polska, podczas dyskusji panelowej.

Wspólnota łączy

Młodzież jest świadoma tego, że Unia znajduje się w kryzysie. Z jednej strony mamy brexit, a z drugiej falę uchodźców, którzy w Europie upatrują lepszego życia. Warto przy tym podkreślić, że niemal 60 proc. Brytyjczyków deklaruje chęć pozostania w Unii. Jak podkreślali uczestnicy słupskiego spotkania, Unię docenimy dopiero wtedy, gdy ją stracimy.

Młodzież podczas debaty chętnie odwoływała się do Deklaracji Schumana z 1950 r., stanowiącej podwaliny Wspólnoty. Zdaniem uczestników tematyka współczesnych dyskusji dotyczy innych problemów, ale wciąż walczymy o lepsze życie dla wszystkich Europejczyków. O to, by zostawiać świat lepszym, niż się go zastało, bez wojen i bez przemocy, za to z możliwością swobodnego podróżowania, międzynarodowej edukacji i dumy z bycia częścią całości, jednocześnie zachowując unikatowość i regionalizm własnego kraju.

Oprócz spotkania w Słupsku młodzież prowadziła też w swoich miejscowościach działania profrekwencyjne. Rady, które wykonają swoje zadanie najlepiej, dostaną zaproszenie do udziału w wizycie studyjnej w Brukseli lub letniej szkole europejskiej.

Świat podany na talerzu


Osiem szkół, 36 dyscyplin (od gotowania do jubilerstwa), 80 zawodników, a wśród nich Polak Maciej Pisarek – znów na najwyższym stopniu podium! Tak wyglądały brytyjskie eliminacje do konkursu WorldSkills, rozegrane w Glasgow. – Uczniowie trenują do tych mistrzostw jak sportowcy do olimpiady – mówią organizatorzy

Gdzie moglibyśmy nauczyć się pracować z przegrzebkami? – pyta retorycznie Iwona Niemczewska. Nasza ekspertka pojechała do Glasgow, by sędziować, ale przyznaje, że nawet dla niej wyjazd to olbrzymia inspiracja. Polka ocenia w Szkocji zmagania najlepszych uczniów brytyjskich szkół branżowych. Stawką jest zaproszenie do udziału w finale prestiżowego międzynarodowego konkursu WorldSkills. Wydarzenie w tym roku odbędzie się w rosyjskim Kazaniu.

Iwona Niemczewska nie jest w Szkocji jedynym gościem z Polski. Na specjalne zaproszenie organizatorów do Glasgow przyjechał też Maciej Pisarek, reprezentant Polski w ubiegłorocznej europejskiej edycji konkursu w Budapeszcie. To tam został zauważony przez Brytyjczyków. Teraz w ramach przygotowań do wyjazdu do Kazania Maciej stanął blat w blat z kandydatami z Anglii, Walii i ze Szkocji.

Najlepsi z najlepszych

– Już sam udział w takich eliminacjach jest ogromnym wyróżnieniem, bo tu spotykają się najlepsi z najlepszych w naszym kraju – przekonuje Neil Bentley-Gockmann, dyrektor WorldSkills UK. – Skala przygotowań przypomina te do olimpiady sportowej. Nic dziwnego, bo udział w WorldSkills może oznaczać międzynarodowy sukces. Jest ogromną szansą zarówno dla uczestnika, jak i dla gospodarki kraju, który reprezentuje – dodaje.

Brytyjskie eliminacje zorganizowano w kilku miastach. Uczniowie rywalizowali nie tylko w City of Glasgow College, ale też w szkołach w Londynie, Cardiff, Nottingham, Dudley, Yorku, Coatbridge oraz Lisburn w Irlandii Północnej. W sumie do zmagań stanęło 80 zawodników w 36 kategoriach. To m.in. mechatronika, florystyka, elektronika, projektowanie stron internetowych, fryzjerstwo czy jubilerstwo.

W Glasgow o wyjazd do Kazania walczyli cukiernicy, kucharze, kelnerzy i adepci visual merchandisingu, czyli sztuki urządzania sklepów i ich witryn oraz eksponowania produktów. – W tym zawodzie nie chodzi tylko o to, by zrobić ładną wystawę sklepową. Chodzi o stworzenie pewnej strategii sprzedaży opartej na psychologii klienta, umiejętnościach graficznych, kreatywności. Ważna jest idea – mówi Coreen Gallagher, która uczy się visual merchandisingu w City of Glasgow College. Z okazji brytyjskich eliminacji do WorldSkills prezentuje swoje umiejętności w holu głównego budynku szkoły.

Przy stoisku obok Leona Westwater tworzy ozdoby z cukru karmelizowanego. W Glasgow uczy się cukiernictwa. – Ta masa pozwala formować się w wymyślne kształty – mówi, lepiąc w dłoniach plastyczną maź, rozgrzaną wcześniej na specjalnej maszynie. Powstanie z niej kolorowy kwiat z precyzyjnymi płatkami.

Z kolei Sarah Young zajmuje się artystycznym makijażem. Może on służyć na co dzień, ale może też przydać się w teatrze czy na planie filmowym. – Taki makijaż, nie tylko na twarzy, ale także na całym ciele, coraz częściej wykorzystywany jest również podczas pokazów mody. Chciałabym zająć się nim w przyszłości – opowiada i… zaczyna malować własne przedramię.

Dwa tysiące kursów do wyboru

Zmagania w City of Glasgow College połączono z dniami otwartymi dla kandydatów do szkoły, którzy mogą podpatrzyć, jak wyglądają nauka zawodu i panujące
w szkole warunki. A trzeba przyznać, że są bardzo dobre. Już sam budynek robi wrażenie. Duży, nowoczesny, ale dzięki drewnianym elementom – przytulny. Z częściami wspólnymi zachęcającymi do przesiadywania w czasie przerw i dyskusji, całym zapleczem doradców zawodowych, których gabinety od rana do popołudnia są otwarte dla uczniów, z przestrzenną biblioteką. Są też: symulator samolotu, maszynownia, salon fryzjerski i kosmetyczny, studio fotograficzne i radiowe, profesjonalne kuchnie. W sumie dziesiątki pracowni na dziewięciu piętrach. – Oferujemy blisko 2 tys. kursów. Rozmach naszej szkoły udowadnia, że nauka przedmiotów zawodowych to przyszłość. Absolwenci mogą realnie wpływać na charakter naszej gospodarki i rozwijać ją – mówi Sally Horrox, dyrektor ds. marketingu City of Glasgow College. Dodaje, że college w Glasgow jest jednym z najbardziej międzynarodowych w Wielkiej Brytanii. – Mamy uczniów
ze 130 krajów świata. Wygrywają narodowe i międzynarodowe konkursy. Wystawiamy też najwięcej w naszym kraju zawodników na WorldSkills – dodaje Horrox.

Corey Russel i Jackie McMaster opiekują się ogrodami w City of Glasgow College. To zadanie uczniów ogrodnictwa. W czasie eliminacji do WorldSkills prezentują odwiedzającym swoje plony: sadzonki bratków, młode krzaczki pomidora czy warzyw strączkowych. – Mamy trzy ogrody na dachu budynku i to w nich uczą się adepci ogrodnictwa. A nasze plony trafiają później do szkolnego bistro. Oczywiście nie jesteśmy w stanie wykarmić wszystkich, ale możemy w ten sposób wypromować ideę samowystarczalności żywnościowej i gospodarki opartej na lokalności – opowiada Jackie McMaster.

Polski sukces

W kuchennej spiżarni Maciej Pisarek i troje brytyjskich kandydatów do WorldSkills do wyboru mają ponad tysiąc produktów. Codziennie rano muszą wybrać te, które najlepiej pozwolą im zrealizować zadanie konkursowe. – Każdego dnia do zrobienia jest kilka modułów. Uczestnicy muszą się więc zmierzyć z finger food, czyli przekąskami, zupą, daniem głównym czy deserem. Powinni wykorzystać wskazane przez sędziów produkty, ale potraktować je autorsko – mówi George Smith, szef kuchni i jeden z jurorów w eliminacjach.

Kulinarne zmagania zaczynają się już o 7 rano i kończą późnym popołudniem, z krótką przerwą na lunch. I tak przez trzy dni z rzędu. Iwona Niemczewska: – Jest trudno, ale zawsze z Maćkiem powtarzamy, że bez ciężkiej pracy nic się nie osiągnie. Organizatorzy uznali, że jest na wysokim poziomie i wniesie coś twórczego do konkursu – dodaje.

Niemczewska się nie myli. Tydzień po powrocie z Glasgow do Polski dociera informacja: Maciej Pisarek – podobnie jak rok temu w Budapeszcie – znów okazał się najlepszy. Gotował najlepsze potrawy i w najlepszym stylu. Niemczewska komentuje: – Korzyści z udziału w konkursach takich jak WorldSkills są oczywiste i nieocenione. To ogromna szansa na naukę i poznanie innych krajów, kultur. Uczestnik WorldSkills ma świat podany na talerzu. Kucharzowi z takim doświadczeniem niestraszne będą żadne przegrzebki.

Droga do WorldSkills


W dobie rozwoju technologii to uczniowie szkół branżowych są najbardziej atrakcyjną grupą zawodową. Rozwijaniu ich pasji oraz doskonaleniu kompetencji służą międzynarodowe konkursy umiejętności. Najbliższy z nich – WorldSkills – już w sierpniu w rosyjskim Kazaniu

WorldSkills to prawie 70-letnia tradycja, do której Polska dołączyła w 2018 r. Wtedy to ośmioro polskich uczniów rywalizowało w Budapeszcie ze swoimi rówieśnikami we florystyce, w gotowaniu, mechatronice, murarstwie, tynkarstwie i suchej zabudowie, we fryzjerstwie, w ciesielstwie. Bardzo dobry występ polskich uczniów, a szczególnie Macieja Pisarka, który zdobył Medal Doskonałości w konkurencji Gotowanie, zachęcił Polskę do udziału w światowych konkursach WorldSkills. Działania te poparła minister edukacji narodowej Anna Zalewska, dzięki czemu Polska uzyskała akcept do udziału w światowych konkursach zawodów WorldSkills.

Już w sierpniu kolejni utalentowani młodzi uczniowie z Polski zmierzą się na zawodach w rosyjskim Kazaniu. Na przestrzeni o wielkości 74 hektarów rywalizować będą z najlepszymi w swoim fachu w 56 zawodach. Reprezentować będą bardzo szeroki wachlarz branż: od specjalizacji budowlanych, takich jak stolarstwo, murarstwo, przez branże przemysłowe i samochodowe oraz branże usługowe takie jak florystyka, cukiernictwo, piekarnictwo do specjalizacji związanych z nowoczesnymi technologiami informatycznymi, takich jak robotyka, CNC, mechatronika, informatyka, projektowanie graficzne. Zmagania będą trwały cztery dni. Weźmie w nich udział 1,6 tys. zawodników, obserwowanych przez setki tysięcy uczniów, nauczycieli, pracodawców i ministrów delegacji rządowych z 80 krajów. Wszystko to będzie transmitowane przez największe stacje telewizyjne z całego świata. Hasłem przewodnim nadchodzącego WorldSkills w Kazaniu jest: „Skills for the future”.

Młodzi uczestnicy do udziału w tym światowym konkursie przygotowują się według programów szkoleniowych opracowanych przez specjalistów z zagranicznych firm. Na sukces każdego zawodnika pracuje sztab specjalistów – zaangażowani są eksperci, szkoleniowcy, fachowcy z przedsiębiorstw. Przez kilka miesięcy szkolą oni młodych uczniów, pracując na takich maszynach, narzędziach i surowcach, jakie są wykorzystywane podczas WorldSkills.
Oprócz profesjonalistów branżowych w przygotowania angażowani są psychologowie i coachowie, którzy szkolą zawodników, jak radzić sobie z napięciem i ze stresem towarzyszącym kilkudniowym zmaganiom oraz jak dobrze zaplanować zadania, aby je wykonać w regulaminowym czasie i rozłożyć swoje siły. Nasi zawodnicy przed wyjazdem do Kazania wezmą też udział w szkoleniu w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Finlandii, a nawet w Chinach.

Oprócz konkursu światowego w Kazaniu kolejny europejski zaplanowano na wrzesień 2020 r. w Graz (Austria). Wiadomo też już, że gospodarzem WorldSkills 2021 będzie Szanghaj.

Wsiąść do pociągu nie byle jakiego


Ponad 100 tysięcy młodych Europejczyków zgłosiło się do pilotażowej edycji programu Discover EU. Zdecydowana większość tych, którzy wylosowali bilety, mówi, ze wyprawy były dla nich niezwykłym doświadczeniem.

Tego lata 15 tysięcy osiemnastolatków z całej Unii Europejskiej miało możliwość po raz pierwszy bezpłatnie ruszyć w trasę po państwach Starego Kontynentu. Okazja była pilotażowa edycja programu Discover EU, inicjatywy mającej na celu budowanie europejskiej tożsamości wśród młodych obywateli. W grupie osób, które otrzymały bilet pozwalający na swobodne podróżowanie po czterech wybranych przez siebie krajach, znalazło się także ponad 1100 Polaków. Niektórzy z nich podzielili się z „Europa…” swoimi wrażeniami i zgodnie twierdza: wyprawa w ramach Discover EU była dla nich niezapomnianym przeżyciem.

Zasady były proste: osiemnastoletni Europejczycy w przypadku wygranej otrzymywali za darmo ważny przez 30 dni bilet InterRail, umożliwiający bezpłatne przejazdy po czterech wskazanych wcześniej państwach (głównie unijnych, choć paru uczestników odwiedziło także Szwajcarie czy Norwegie). Miał on swoje limity – w ciągu miesiąca na podróże można było przeznaczyć maksymalnie siedem dni, ograniczona była także liczba przejazdów przez ojczysty kraj uczestnika. Jak jednak zapewniał w maju Manfred Weber, członek Parlamentu Europejskiego oraz medialna twarz inicjatywy: „W Discover EU nie chodzi o darmowy bilet kolejowy. […] Ten projekt pozwoli młodym ludziom odkryć, co ich łączy, i przyczyni się do budowania europejskiej tożsamości”.

Zanim wybrani osiemnastolatkowie mogli rozpocząć odkrywanie Starego Kontynentu, musieli uporać się z drobnymi kłopotami organizacyjnymi. Niektórzy uczestnicy skarżyli się na mało przejrzyste informacje na temat dodatkowo płatnych rezerwacji miejsc siedzących. W niektórych państwach U Unii takie dopłaty są obowiązkowe, a ich koszt na dłuższych trasach sięga kilkuset złotych. Momentami szwankowała także komunikacja z zespołem Discover EU, na przykład przy powtarzających się problemach ze skanowaniem wymaganych dokumentów. – Za krótki był tez okres od otrzymania informacji o wygranej do terminu wyjazdu, trudno było się porządnie przygotować na wyprawę. Brakowało infolinii lub zakładki na stronie z najczęściej zadawanymi pytaniami – zaznacza Emilia, która dzięki programowi odwiedziła latem Słowacje, Węgry, Słowenie oraz Włochy. – Ale to pierwszy rok inicjatywy, wiec błędy są do wybaczenia – dodaje.

Na szczęście korzyści z udziału w inicjatywie okazały się nie do przecenienia. Dla wielu młodych ludzi była to bowiem pierwsza taka podróż. – Sprawdziłem w praktyce, czy potrafię planować i czy poradzę sobie w sytuacjach kryzysowych – wylicza Wojciech. Dla niego – podobnie jak dla wielu innych uczestników– wycieczka z rówieśnikami okazała się testem samodzielności w organizowaniu sobie noclegów czy poruszaniu się po nieznanych wcześniej metropoliach. Dała tez naturalnie szanse na doszlifowanie umiejętności językowych. – By wytrzymać 12 godzin w małym przedziale pociągu, trzeba rozmawiać ze współpodróżnymi – stwierdza Emilia, przyznając, ze podczas trwającego tydzień wyjazdu znacznie poprawiła swój angielski.

Duża role w budowaniu międzynarodowych kontaktów odegrała społeczność, która samoczynnie powstała wokół inicjatywy Discover EU. Uczestnicy zorganizowali się za pośrednictwem mediów społecznościach, aranżując spotkania integracyjne, oprowadzając przyjezdnych rówieśników po swoich miastach lub oferując im bezpłatne noclegi. – Wystarczyło napisać na Facebooku, gdzie i kiedy się będzie – opowiada Dominika, która w wakacje zwiedziła Pragę, Wiedeń oraz Rzym. – Bardzo dużo osób odpowiadało i chciało się spotkać – dodaje. Wielu młodych podróżników korzystało również z alternatywnych sposobów na znalezienie zakwaterowania, takich jak serwis Couchsurfing.

Nawet jeśli cześć uczestników dostrzega pole do organizacyjnych usprawnień, pomysłodawcy inicjatywy mogą niewątpliwie obwieścić, ze pierwsza edycja Discover EU zakończyła się sukcesem. Przyznaje to sam Manfred Weber: „Ponad 100 tysięcy młodych ludzi starało się o otrzymanie darmowego biletu InterRail tego lata. Biorąc pod uwagę fakt, ze to program pilotażowy, a my mieliśmy ograniczony czas na jego popularyzacje, to ogromne osiągniecie”. Dzięki niemu już tej jesieni zapowiedziano dystrybucje kolejnych biletów.

Manfred Weber nie ukrywa przy tym, ze tegoroczna edycja to dopiero początek realizacji bardziej ambitnych planów. „Moim ostatecznym celem jest sprawienie, by każdy Europejczyk otrzymywał przepustkę InterRail na swoje osiemnaste urodziny i mógł odkrywać nasz piękny kontynent” – ujawnia.

Autor jest uczestnikiem projektu „Mobilni dziennikarze programu Erasmus+”

Pełna wersje tekstu można znaleźć na Europejskim Portalu

Młodzieżowym. O inicjatywie Discover UE czytaj również na s. 35.

Wino na algorytmach


Małopolscy winiarze w ramach programu Erasmus+ zyskują kompetencje i udowadniają, ze wino znad Wisły, wsparte nowymi technologiami, smakuje zaskakująco dobrze.

Jeszcze w 2000 r. winnic w Polsce było ledwie 16, dziś jest ich ponad 350. Polska – winny „Nowy Świat” o niewielkich tradycjach – powoli zaczyna zdobywać zainteresowanie nie tylko swoim winem, ale także metodami uprawy. Realizowany w ramach programu Erasmus+ projekt „Wykorzystanie nowoczesnych technologii do wspierania branży enologicznej w Europie”, rozpoczęty w 2016 r., otwiera przed rodzimymi winiarzami nowe możliwości.

Winogrodnik, winiarz, winemaker… czyli kto?

Ponad 70 proc. polskich winnic to gospodarstwa niewielkie – poniżej 1 ha. Od małego poletka zaczynała tez większość dzisiejszych potentatów. Tak było w przypadku Winnicy Rodziny Steców, dziś jednej z największych w Małopolsce. – Jedenaście lat temu zaczynaliśmy od 30 arów, dziś mamy około sześciu hektarów – mówi Rafał Stec, współwłaściciel winnicy oraz prezes Polskiej Federacji Producentów Wina i Małopolskiego Stowarzyszenia Winiarzy.

W przypadku rodziny Steców przygoda z winem zaczęła się od degustacji. – Pierwsze sadzonki kupiliśmy od Romana Myśliwca, twórcy słynnej winnicy „Golesz” w Jaśle. Zasmakowały nam jego wina i to przekonało nas do działania – wspomina Rafał Stec. Zaczęły się wyjazdy po Polsce i za granice, żeby podpatrzyć, jak działają winnice w krajach z większymi tradycjami.

Takich jak Stecowie jest w Polsce dużo więcej, próżno jednak szukać w polskiej Klasyfikacji zawodów i specjalności zawodów związanych z winem, które nie są jednocześnie zawodami rolniczymi (wyjątek stanowi operator urządzeń do produkcji wina). Myślący o rozwoju właściciele winnic stanęli przed dylematem: jak szkolić z zawodu, którego nie ma? Z pomocą polskim winiarzom przyszedł Erasmus+. – Wiedzieliśmy, czego winiarze powinni nauczyć się dzięki projektowi. Oni zaś wskazali to, co będzie najcenniejsze z ich punktu widzenia. Razem opracowaliśmy program szkoleń w pełni odpowiadający potrzebom – mówi Blanka Byrska z firmy X-event, koordynatorka projektu.

Bez chemii

Przedsięwzięcie ruszyło w 2016 r. W gronie partnerów znaleźli się: Małopolskie Stowarzyszenie Winiarzy, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, Uniwersytet Mendla w Brnie, Cypryjskie Stowarzyszenie na Rzecz Turystyki oraz partnerskie organizacje z Węgier i ze Słowenii. Na początku najbardziej doświadczeni winiarze wyjeżdżali na szkolenia, by opracować program zajęć dla winiarzy poczatkujących. – Chcieliśmy przekonać się, jak pracują nasi sąsiedzi ja – wyjaśnia Rafał Stec. – W Polsce, ze względu na brak tradycji winiarskich, nie mamy od kogo czerpać wiedzy. Dzięki projektowi mamy szanse wypróbować różne metody, łączyć je i dostosować winifikacje do polskich warunków. Z kolei winiarze z krajów partnerskich są zaskoczeni jakością produkcji i smakiem naszych win – dodaje Stec. Tym, co zagranicznych producentów zainteresowało najbardziej, jest uprawa na zasadzie permakultury, czyli produkcja w zgodzie z natura. Czescy czy słoweńscy winiarze nie myślą o winnicach jak o ekosystemie, w Polsce jest inaczej – np. opryski chemiczne stosuje się rzadko lub wcale (także z przyczyn finansowych – środki używane w przemysłowych winnicach są po prostu drogie). – W 2018 r. mieliśmy w winnicy trzy opryski, dla porównania duże winnice w „starej” Europie maja ich nawet 60 w ciągu roku – zdradza Rafał Stec. – Polscy winiarze przekonali się, ze bez stosowania pestycydów winorośl się obroni – dodaje.

Postawienie na permakulture przynosi także skutki marketingowe. – Można mieć dobre plony i dobre wino. Prozdrowotnym charakterem polskie wino może się wyróżnić na tle win morawskich czy węgierskich. Kluczowe jest, żeby odwieść winiarzy od drogi na skróty i stosowania inwazyjnej chemii – podkreśla koordynatorka projektu Blanka Byrska.

Dron wie, co się dzieje w polu

Dzięki Erasmusowi+ z pomocą polskim winiarzom przyszły nowe technologie. Uczestnicy uczyli się m.in. wykorzystywać drony wyposażone w kamery spektralne. Pozwalają one sprawdzić, jak rozwija się winorośl, wskazać obszary, w których wilgotność gleby jest nieodpowiednia albo gdzie roślina walczy ze szkodnikami. Efektem takiej fotodokumentacji, wykonanej w różnych pasmach światła odbitego, którego oko ludzkie nie dostrzega, jest precyzyjna mapa, przetwarzana następnie za pomocą algorytmów. Winogrodnik może dzięki temu odpowiednio zareagować, oszczędzając czas, poświęcany wcześniej na objeżdżanie winnic.

Projekt umożliwił tez polskim winiarzom skorzystanie z nowoczesnej stacji pogodowej z aplikacja mobilna. Tego typu sprzęt stosuje się w dużych winiarniach za granica, ale jego koszt sięga kilkunastu tysięcy złotych. W ramach współpracy powstanie jego rodzimy odpowiednik. – Polska maszyna będzie kosztować około 2 tys. zł, w dodatku zbudujemy ja na polskich podzespołach, tańszych i dostosowanych do naszych warunków pogodowych, np. ujemnych temperatur – objaśnia Blanka Byrska.

W ramach przedsięwzięcia powstaną tez modele chorobowe winorośli, dzięki którym winiarze dowiedzą się, co zagraża roślinom, i rozpoznają oznaki inkubacji. Modele z innych krajów w Polsce by się nie sprawdziły – nasi sąsiedzi uprawiają inne odmiany winorośli, a klimat różni się od polskiego. Modele zostaną nałożone na dane ze stacji pogodowych, mierzących temperaturę czy wilgotność powietrza, w efekcie czego hodowcy dowiedzą się, czy ryzyko chorób wzrasta, czy maleje. – W przeciwieństwie do polskich sadowników nie mamy jeszcze takich systemów ostrzegawczych. Utrzymanie winorośli w zdrowiu, w sytuacji, gdy nie stosuje zapobiegawczych oprysków, wymaga ode mnie ciągłej obecności w winnicy i obserwowania roślin na bieżąco. Modele i stacja Beda dużym wsparciem, szczególnie dla winiarzy stawiających na ekologiczna uprawę – zaznacza Rafał Stec.

„Butikowe” winnice

Małopolski winiarz przyznaje, ze projekt bardzo pomaga mu w rozwoju. – Brałem w nim udział jako ekspert, a moi synowie jako poczatkujący adepci. Dla nas uprawa winorośli to już sposób na życie – śmieje się. – Żyjemy z winnicy, w zbiorach nie mamy wina starszego niż rok, bo wszystko sprzedajemy na bieżąco. Odbiorcami są restauracje, hotele, indywidualni klienci. Dziś turysta chce próbować lokalnej kuchni, miejscowych trunków – opowiada.

Sprzyja mu fakt, ze w ostatnich latach popularność zyskuje nie tylko sam trunek, ale także związana z produkcja wina turystyka.– Na wyjazdach enoturystycznych ludzie chcą dziś zwiedzać kameralne winnice, w których winiarz może podpisać się pod swoim winem od początku do końca – wskazuje Rafał Stec.

Małopolska inicjatywa pomoże jednak nie tylko samym jej uczestnikom. Wszystko wskazuje tez na to, ze winiarz jako zawód nierolniczy w końcu zostanie wpisany do rejestru zawodów w Polsce, a środowisko winiarskie już wie, jak to wykorzystać.

W planach ma m.in. powołanie izby winiarskiej, która będzie przygotowywać do zawodu winiarza. – Mamy już opracowane kryteria, jakie musi spełniać osoba, która chce uprawiać te profesje. Szyte na miarę erasmusowe szkolenia bardzo nam w tym pomogły – mówi Blanka Byrska.

Projekt zakończy się w 2019 r. Zainteresowani mogą dowiedzieć się więcej na stronie projektu: wszystkoowinie.pl

Z pełnym wsparciem


Czy liderem trzeba się urodzić, czy też tej roli można się nauczyć? Jak będzie wyglądać przemysł przyszłości i czy Unia poradzi sobie z problemami? O tych m.in. sprawach dyskutowali uczestnicy XIII Forum Ekonomicznego

Uczestnicy Forum spotkali się 3 września w Nowym Sączu. Tu spędzili dwa pierwsze dni, trzeciego przenieśli się do Krynicy, gdzie równolegle odbywało się dorosłe Forum Ekonomiczne. Program FEML był bogaty: młodzież spotkała się m.in. z szefami wielkich międzynarodowych koncernów (Nationale-Nederlanden i Cola-Cola), politykami (minister Anną Zalewską i byłą premier Beatą Szydło) oraz całym gronem ekspertów, którzy uświadamiali, motywowali i zachęcali do aktywności – próbowania sił w wolontariacie, crowdfundingu, e-marketingu czy biznesie.

Dyskusje i warsztaty rozpoczęły się 4 września od dobrej wiadomości. Dyrektor Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji dr Paweł Poszytek poinformował, że w kolejnej perspektywie finansowej Unia przeznaczy znacznie więcej pieniędzy na następcę skierowanego do młodzieży programu Erasmus+. –Komisja Europejska zaproponowała podwojenie budżetu, Parlament Europejski domaga się nawet jego potrojenia. Prawdopodobnie skończy się na dwuipółkrotnym zwiększeniu obecnych funduszy, co oznacza znacznie więcej możliwości dla młodych ludzi – mówił dr Poszytek.

Jak działać, by te możliwości wykorzystać? To wyjaśniała Oktawia Dorzeńska – dyrektorka XVII LO w Gdyni, członkini globalnych sieci the Global Change Agents. – To nie jest tak, że rodzimy się już ukształtowanymi liderami. Zmieniają się przecież sposoby przewodzenia ludziom, zmieniają się problemy, wyzwania. Ważne jest, by ciągle się rozwijać, szukać, zadawać sobie pytania. Kluczowe znaczenie mają trzy elementy: refleksja, zbudowanie silnego środka i poczucie własnej wartości, które daje odwagę do działania. To wszystko można doskonalić – przekonywała Dorzeńska.

Podobnego zdania była współzałożycielka „Sukcesu Pisanego Szminką” Olga Legosz, która poprowadziła warsztat Odkryj w sobie przywódcę. – Każdy może być liderem, musi tylko chcieć, mieć wizję i pewien zasób cierpliwości. Cała reszta to kwestia nauki. Obalamy mit, że do przywództwa potrzebne są wrodzone predyspozycje – mówiła. Przyznała jednak, że młodzi ludzie często patrzą na taką tezę sceptycznie. Są przyzwyczajeni do szkolnego modelu postrzegania lidera jako charyzmatycznej jednostki o konkretnych cechach. – Jeśli tego nie masz, nie pociągniesz innych? To nie jest prawda. Wszystko da się wypracować – zauważyła.

Drugi dzień FEML wypełniły spotkania z biznesmenami i politykami oraz dyskusje panelowe – m.in. z udziałem Minister Edukacji Narodowej Anny Zalewskiej. – Szkoła w czasach rewolucji 4.0 to nie może być placówka z kredą i gąbką oraz dyżurami zmazywania tablicy. Podjęliśmy śmiałą i kosztowną decyzję, aby każdą szkołę w Polsce wyposażyć w szerokopasmowy internet, sprzęt multimedialny, laboratoria naukowe. Musimy imponować naszym uczniom – mówiła minister. Do nowych technologii odniósł się również dr Paweł Poszytek. – Stworzyliśmy w FRSE Mobilne Centrum Edukacyjne, w którym pokazujemy młodym ludziom, jak nowoczesne technologie mogą wpływać na edukację. Chcemy rozpalać pasję i mówić do młodych językiem nowoczesności. Pokazywać, że nauka może być przyjemna – mówił dr Poszytek.

Ostatniego dnia FEML uczestnicy przenieśli się do Krynicy-Zdroju i zajęli problemami jeszcze większego kalibru – wysłuchali m.in. dyskusji panelowych nt. gospodarczych i społecznych skutków Brexitu oraz problemów demograficznych Europy.

W sumie w spotkaniach wzięło udział ponad 300 osób z 29 krajów Europy. Organizatorem przedsięwzięcia była Fundacja Nowy Staw, współorganizatorem Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji. •

Autorzy są uczestnikami projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+

Młodych Liderów (FEML), współorganizowanego