Ludzie, którym się chce


Swoje święto – Międzynarodowy Dzień Wolontariusza – mieli 5 grudnia, ale pamiętać o nich warto przez cały rok. W Europie zajętej konsumowaniem każdy człowiek gotowy zrobić coś bezinteresownie jest na wagę złota

Biały van oklejony kolorowymi literami. Układają się w napis „Jazda z pomysłami”. Z Wrocławia rusza do wiosek i małych miasteczek na Dolnym Śląsku. W środku są młodzi ludzie z Hiszpanii, Portugalii czy Turcji. Odwiedzają mieszkańców, którzy nigdy w życiu nie byli za granicą, a świat poznają z telewizora. Spotykają się z nimi, uczą ich angielskiego, pokazują zdjęcia, poznają się wzajemnie. W Krakowie przecierają oczy ze zdumienia. Młodzi – Włoch i Portugalczyk – opowiadają Polakom o naszej historii, od rozbiorów po czasy PRL-u. Wygrzebują nieznane fotografie, grają w „Kolejkę”, czytają Normana Daviesa i często zawstydzają swoją historyczną wiedzą dorosłych Polaków. W Mińsku Mazowieckim, 45 km od Warszawy, dwudziestoparolatkowie z Europy poznają swoje „polskie” rodziny. To do nich wpadają na barszcz, pierogi i kapustę. Czasem wyskoczą wspólnie do kina, na basen albo pobawić się na koncercie.

Program dla młodych
Co ich łączy? Są wolontariuszami, którzy przyjechali do Polski na kilka miesięcy i chcą ten czas maksymalnie wykorzystać. Mogą zdobyć nowe doświadczenie, poznać lepiej Polaków i rówieśników z innych państw, szlifować język angielski, a przy okazji pomóc potrzebującym. Nie zarabiają pieniędzy, bo nie o to chodzi, ale mają zapewniony nocleg i wyżywienie. Biorą udział w Europejskim
Korpusie Solidarności (EKS). To nowa inicjatywa Komisji Europejskiej, skierowana do osób w wieku od 18 do 30 lat oraz organizacji, które ich zapraszają. Tym pierwszym pomaga w rozwijaniu umiejętności interpersonalnych, zdobywaniu wiedzy i rozwoju zawodowym. Organizacje zaś – głównie te zajmujące się aktywizacją seniorów, osób wykluczonych i niepełnosprawnych oraz studentów i młodzieży – mogą korzystać z pomocy zagranicznych wolontariuszy. Korzyści są obopólne, bo chodzi o budowanie solidarności w całej Europie. Do końca 2020 r. na finansowanie działań Korpusu przewidziano 376,5 mln euro. Do tej pory z programu skorzystało ponad 60 tys. młodych osób.

Za funkcjonowanie Europejskiego Korpusu Solidarności odpowiada w Polsce Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji. To ona co roku zaprasza koordynatorów z organizacji, które otrzymały dofinansowanie, na specjalne spotkania. W 2019 r. odbyło się ono w Serocku.

Wsparcie innych koordynatorów
– Z tego rodzaju spotkań wracam zwykle z niezwykłą energią, bo wiem, że nie jestem sam ze swoimi problemami – mówi Jakub Kurakiewicz, jeden z uczestników zjazdu. Działa w stowarzyszeniu Tratwa we Wrocławiu, które organizuje m.in. projekt „Jazda z pomysłami”. Relacje z innymi koordynatorami nazywa przyjaźnią. – Zawsze jest ktoś, do kogo mogę zadzwonić. Wszyscy mamy podobne doświadczenia i sobie pomagamy – docenia Jakub Kurakiewicz.

Podczas kilkudniowego zjazdu w Serocku koordynatorzy projektów realizowanych w ramach EKS mogli w niewielkich grupach wymieniać się doświadczeniami, opowiadać o swoich działaniach, ale także dowiedzieć się od trenerów, jak wspierać wolontariuszy w sytuacjach kryzysowych i rozwiązywać konflikty. Było też sporo praktycznych wskazówek dotyczących wypełniania kwestionariuszy i dokumentów niezbędnych przy realizowaniu projektów.

– To bardzo dobrze, że raz w roku spotykamy się, by rozmawiać o aktualnych trudnościach w naszej pracy, ale też chwalić się sukcesami – opowiada Eliza Bujalska, prezeska Fundacji Rozwoju Międzykulturowego EBU, która propaguje wiedzę o różnych kulturach, promuje wolontariat i aktywizuje do działania lokalną społeczność. – Nasze projekty trwają czasem nawet 10–12 miesięcy. Dla młodych wolontariuszy z zagranicy to kawał czasu, który spędzają w innym kraju, bez bezpośredniego kontaktu z bliskimi. Dlatego potrzebują naszej pomocy. Nie zawsze wiemy, co robić. A na spotkaniach z innymi koordynatorami dostajemy ogromne wsparcie poparte doświadczeniem, którego nie znajdziemy w żadnym podręczniku psychologicznym – wyjaśnia Eliza Bujalska.

Babcia uczy polskiego
W Serocku Eliza pochwaliła się innym uczestnikom zjazdu małym sukcesem. W swojej organizacji wprowadziła tzw. rodziny mentorskie dla zagranicznych wolontariuszy. – W podstawie programu jest zapisane, że każdy z nich może liczyć na wsparcie mentora, młodej osoby, która pomoże mu załatwić na miejscu podstawowe sprawy, jak zakupy, wizytę u lekarza czy pójście na basen. W naszej organizacji zostało niewielu młodych ludzi, bo większość po skończeniu szkoły wyjechała na studia do Warszawy. Dlatego pojawił się pomysł z rodziną mentorską – wyjaśnia. – To może być mama, tata, dziecko czy babcia, którzy zaproszą wolontariusza co jakiś czas do siebie do domu na obiad, opowiedzą mu o tym, co dzieje się w polityce, w miasteczku, może porozmawiają o historii. To jest doskonała okazja dla obu stron, żeby nawiązać kontakt i budować sieć wsparcia dla naszego gościa z zagranicy – dodaje koordynatorka.

Jak zaznacza, kłopotów z dogadaniem się między członkami rodziny mentorskiej a przyjezdnym nie ma. – Nikt nie zna dobrze języka drugiej strony, a mimo to udaje im się porozumieć. Nagle rodzą się świetne pomysły: babcia mówi wolno i wyraźnie po polsku, dzięki czemu wolontariusz może przyswoić sobie nasze podstawowe słowa. Równie dobrze sprawdza się język migowy. Czasem też nastolatek, który już mówi po angielsku, łapie kontakt z wolontariuszem i znajdują wspólne tematy – mówi Eliza Bujalska.

Grek wraca do Szczecina
Zagranicznych wolontariuszy goszczą też w Szczecinie. W ramach Europejskiego Korpusu Solidarności miasto to odwiedzili m.in. młodzi ludzie z Ukrainy, Gruzji, Hiszpanii, Niemiec, Rumunii czy Grecji. Opiekuje się nimi Ewelina Sobecka ze stowarzyszenia Polites. Razem z podopiecznymi aranżuje koncerty, festiwale czy warsztaty dla przyszłych wolontariuszy. – Staramy się docierać do uczniów, studentów, niepełnosprawnych, seniorów bez względu na ich wykształcenie, doświadczenie czy status materialny. Takie jest założenie programu – wyjaśnia Ewelina Sobecka. Jako przykład podaje historię młodej dziewczyny z bardzo poważną wadą wzroku, która pojechała do Portugalii właśnie jako wolontariuszka. – Sama nie byłaby w stanie się tam poruszać. Jej wyjazd był możliwy dzięki temu, że wyjechała z nią nasza koleżanka. Tak działa ten program – podkreśla Ewelina Sobecka.

Jednym z wolontariuszy, który przyjechał do stowarzyszenia Polites, jest chłopak z Grecji. – On był już wcześniej w Szczecinie w ramach wymiany studenckiej Erasmus. Tak mu się spodobało, że postanowił wrócić do Polski. Skończył medycynę i czeka u siebie w kraju w kolejce, żeby dostać się na praktyki. Marzy, by zostać lekarzem. Mówi, że kontakt z drugim człowiekiem pomoże mu się w przyszłej karierze – opowiada koordynatorka.

Dobrych ludzi jest więcej
Alicja Szpot na zjeździe koordynatorów w Serocku czuje się jak w domu: – Zajmuję się wolontariatem od 20 lat. Realizowałam mnóstwo międzynarodowych projektów, jeszcze zanim programy europejskie weszły do Polski. Widzę od tego czasu ogromne zmiany. Koordynatorzy bardzo się zmienili. Są zdecydowanie bardziej profesjonalni, mają ukończone specjalistyczne szkolenia, wiedzą, jak rozwiązywać konflikty, jak zarządzać zespołami, i są mocno zaangażowani w swoją pracę, nie liczą godzin poświęcanych innym ludziom – przekonuje.

Alicja pracuje w krakowskim Centrum Kultury Dworek Białoprądnicki. – Organizujemy imprezy muzyczne, warsztaty, mamy pracownie edukacyjne, muzyczne, taneczne, plastyczne – opowiada. Od kilku lat centrum bierze też udział w unijnych programach, także w Europejskim Korpusie Solidarności. Alicja Szpot jest dumna ze swoich podopiecznych. – Nasi wolontariusze, Włoch i Portugalczyk, zorganizowali dla mieszkańców Krakowa i okolic warsztaty dotyczące historii Polski – od rozbiorów po czasy PRL-u. Mieli wystarczająco dużo czasu, żeby się do tego dobrze przygotować. Żartują, że teraz są w stanie poprowadzić wykłady uniwersyteckie na temat naszej historii. Warsztaty okazały się strzałem w dziesiątkę – cieszy się.

Koordynatorka z Krakowa przyznaje, że praca z wolontariuszami bywa trudna, bo młodzi Europejczycy w ciągu ostatnich 20 lat mocno się zmienili. – Dla części z nich wolontariat to turystyka. Zdarzają się wolontariusze nastawieni na zabawę, mało odpowiedzialni czy wręcz roszczeniowi. Ale na szczęście dotyczy to niewielkiej grupy. Nasze spotkania z innymi koordynatorami utwierdzają mnie w przekonaniu, że młodych, fajnych ludzi jest znacznie więcej – dodaje.