treść strony

Najtrudniej wytrenować odporność

O pięciu miesiącach przygotowań, treningu bez taryfy ulgowej i zawodach, na których młody fachowiec mierzy się z najlepszymi na świecie i z samym sobą – opowiada Monika Wiśniewska, team leaderka polskiej kadry WorldSkills w Szanghaju.

  • Monika Wiśniewska jest team liderką Polskiej Kadry Narodowej

    fot. SZYMON ŁASZEWSKI/FRSE

Anita Czupryn (AC): O WorldSkills mówi się, że to olimpiada umiejętności zawodowych. Co to w praktyce oznacza dla młodego człowieka?
Monika Wiśniewska (MW): Przede wszystkim ogromne wyzwanie. Zawodnik prezentuje swoje praktyczne umiejętności, w dodatku robi to w międzynarodowym środowisku, wśród rówieśników z różnych krajów i kultur. Dla wielu uczestników jest to pierwszy wyjazd za granicę, a od razu muszą wystąpić poza Europą – w Chinach. Nie wiedzą dokładnie, czego się spodziewać, dlatego presja jest bardzo duża.

AC: W polskiej kadrze znalazło się 23 zawodników startujących w 20 konkurencjach. Czy to największa polska drużyna w historii?
MW: Ogromnym sukcesem jest już to, że do Szanghaju jedzie cały wyselekcjonowany zespół. W poprzedniej edycji, w Lyonie w 2024 r., wystawiliśmy zawodników tylko w dziesięciu konkurencjach, ponieważ na tyle pozwalało finansowanie. Tym razem, dzięki rozszerzeniu projektu, startujemy w dwudziestu. Trzy konkurencje – Integracja robotów przemysłowych, Mechatronika oraz Przemysł 4.0 – są dwuosobowe, dlatego polska reprezentacja liczy 23 zawodników. Kiedy podczas ceremonii otwarcia wejdziemy na scenę, biało-czerwona flaga będzie naprawdę dobrze widoczna.

AC: Skład kadry wyłaniano w trakcie konkursów regionalnych i krajowych eliminacji. Co działo się od momentu, gdy została ostatecznie powołana?
MW: Najpierw każdemu zawodnikowi trzeba było zapewnić eksperta, trenera, miejsce i narzędzia do pracy oraz przygotować indywidualny plan treningowy. Od czerwca przygotowania ruszyły pełną parą. Zawodnicy doskonalili umiejętności techniczne, uczyli się języka angielskiego i pracowali z psychologiem. Spotykaliśmy się online średnio raz na dwa tygodnie, ale w kontakcie byliśmy niemal codziennie. Eksperci zamawiali materiały, organizowali szkolenia i staże, a zawodnicy trenowali. Na przykład Oliwia Stelmach z konkurencji Cukiernictwo szkoliła się w cukierni Sowa, a Wojciech Kapiszka, startujący w kategorii Odnawialne źródła energii, zdobywał doświadczenie w firmie zajmującej się montażem instalacji fotowoltaicznych. Co ciekawe, mieszka na Pomorzu, a na treningi z ekspertką jeździł aż do Krakowa.

AC: Po czym się poznaje, że zawodnik jest gotowy do zawodów nie tylko technicznie, ale i psychicznie?
MW: Opieramy się na obserwacjach ekspertów i trenerów, którzy pracują z nimi na co dzień. Pytamy nie tylko o rozwój umiejętności, lecz także o energię i motywację. Na początku była euforia: „Jedziemy do Chin!”. Potem przychodziło jednak zmęczenie i ogień mógł przygasać. Można było czasem odpuścić jeden dzień, ale następnego dnia rano trzeba wrócić do walki. Nie może być tak, że zawodnik przez dwa czy trzy tygodnie nic nie robi.

AC: Czego najtrudniej nauczyć się przed WorldSkills?
MW: Odporności na stres, ponieważ każdy reaguje na niego inaczej. Najtrudniej jest przekonać młodych ludzi, że to ja jestem dla nich, a nie oni dla mnie. Podczas zawodów team leaderzy będą jedynymi osobami, z którymi zawodnik może porozmawiać po polsku. Musimy więc wiedzieć o uczestnikach jak najwięcej – od chorób i alergii, po problemy w domu. Jeśli zawodnik sam do mnie zadzwoni i powie: „Monia, pokłóciłem się z rodzicami, następnego dnia na treningu wszystko leciało mi z rąk”, uważam to za swoje największe osiągnięcie jako team leaderki. Oznacza to, że mi zaufał.

AC: Czy poprzednie edycje konkursy były inne od tej w Szanghaju?
MW: Różnice wynikają ze skali i odmienności kulturowej. Pamiętam EuroSkills 2023 w Gdańsku – hale, w których zorganizowano zmagania miały 13 tys. m2. W Szanghaju przygotowano przestrzeń wielokrotnie większą. To też nieco inny świat pod względem wzorców zachowań, dlatego podczas zgrupowania kadry mieliśmy warsztaty z sinologiem: co wolno, czego nie, co może zostać uznane za obraźliwe. Byłam w Szanghaju w lutym. W 20-milionowym mieście uderzył mnie poziom organizacji i kontroli. Wszystko działa tam jak na linii produkcyjnej.

AC: Czy w takiej sytuacji, w epoce cyfrowej, rzemiosło nadal ma znaczenie?
MW: Zdecydowanie tak. Technologie i materiały się zmieniają, a obok tradycyjnych zawodów pojawiają się nowe konkurencje, takie jak Budownictwo cyfrowe BIM czy Przemysł 4.0. Sednem WorldSkills pozostają umiejętności praktyczne. Maszyna nie zastąpi piekarza – ciasto na chleb nadal wyrabia się ręcznie, a bułki formuje dłońmi. Architekt korzysta z komputera, ale pierwszy szkic wciąż może powstać ołówkiem na kartce.

AC: Co uczestnik WorldSkills zyskuje, poza wynikiem, dzięki przygotowaniom do rywalizacji?
MW: Powtarzam zawodnikom, że dopiero po powrocie zrozumieją, jaką dostali szansę. Przez pięć miesięcy chłonęli wiedzę jak gąbka: mieli dostęp do ekspertów, trenerów, materiałów, nauki języka angielskiego, staży i zagranicznych treningów. Uczyli się pracować pod presją, bez telefonu, i przez cztery dni realizować projekt z zegarkiem w ręku. Byli członkowie kadry zakładają własne firmy, awansują i są zauważani przez branżę. Najważniejsze nie są puchary, lecz to, że każdy z zawodników zrobił kolejny krok w swoim rozwoju.

AC: Jak mierzyć sukces wyjazdu do Szanghaju?
MW: Sukces buduje się z małych kroków. Najważniejsze, aby po wszystkim każdy mógł sobie powiedzieć: „Zrobiłem wszystko, co mogłem”. Wtedy naprawdę będzie miał powód, by być z siebie dumnym.