treść strony

Wielki come back Wielkiej Brytanii i Szwajcarii

Wielka Brytania i Szwajcaria od przyszłego roku wracają do programu Erasmus+ na pełnych zasadach. To znakomita wiadomość dla studentów w całej Europie – szczególnie w Polsce. Ale… są niuanse!

  • W nowym rozdaniu jest szansa na wyższe stypendia i większą elastyczność stawek

    fot. Antonello Marangi

Dla Szwajcarii to będzie powrót po 13 latach. W 2014 r. jej obywatele opowiedzieli się w głosowaniu za wprowadzeniem ograniczeń w przyjmowaniu migrantów. Kłóciło się to z podpisanym wcześniej porozumieniem o swobodnym przepływie osób między Unią Europejską a Szwajcarią – wynik tamtego referendum je burzył. Szwajcaria zdecydowała się wówczas wprowadzić własny program wymiany studentów obejmujący państwa członkowskie Unii.

Wielka Brytania z kolei 31 stycznia 2020 r. opuściła Unię Europejską. Pod koniec tego samego roku przestała brać udział w Erasmusie+. W zamian rząd w Londynie uruchomił własny program mobilności – Turing Scheme. W teorii miał on zastąpić Erasmusa+. W praktyce – jak mówi Dugald Craig, szkocki ekspert zajmujący się międzynarodowymi programami edukacyjnymi – nie spełnił tej funkcji. – To był następca Erasmusa+, ale nie jego odpowiednik – zaznacza. 

– Granty były niższe, narzędzia administracyjne słabsze, a sam program nie zakładał dwustronnych wymian ani mobilności kadry. Nie było też szerokiej współpracy instytucjonalnej, jaka istnieje w Erasmusie+. Zabrakło również projektów realizowanych wspólnie przez uczelnie oraz wzajemnych wymian. Kluczowe jest właśnie to słowo: wzajemność. Erasmus+ działa przecież jak sieć naczyń połączonych – studenci wyjeżdżają i przyjeżdżają, wykładowcy prowadzą zajęcia za granicą, uczelnie budują wspólne programy i projekty badawcze. Turing Scheme koncentrował się natomiast głównie na wysyłaniu brytyjskich studentów w świat. O dwustronnej relacji nie było mowy – ocenia Dugald Craig.

Znana jakość, nowe zasady
Teraz to ma się zmienić. Od 1 stycznia 2027 roku Wielka Brytania i Szwajcaria wracają do pełnego pakietu programu Erasmus+: wyjazdów studentów i wykładowców, partnerskich projektów, działań młodzieżowych i sportowych. Wyjątkiem będzie Europejski Korpus Solidarności, a więc program Komisji Europejskiej zachęcający młodych ludzi do włączenia się w wolontariat w społecznościach lokalnych.

Eurodeputowany Bogdan Zdrojewski, który bierze udział w przygotowaniach do ponownego stowarzyszenia Wielkiej Brytanii i Szwajcarii z Erasmusem+, mówi wprost: decyzja już zapadła. – Jesienią podpisano porozumienie, teraz dopracowujemy szczegóły. Będą drobne różnice, na przykład związane z wizami czy rozliczeniami, ale to nie zmienia istoty programu – tłumaczy.

Erasmus+ w perspektywie finansowej na lata 2028–2034 ma m.in. uwzględnić realne koszty życia w poszczególnych krajach. To jeden z wniosków, jakie politycy wyciągnęli z uwag zgłaszanych przez studentów. Bo dziś koszty utrzymania w Madrycie, Berlinie czy Zagrzebiu są zupełnie inne, a dotychczasowe stawki często tego nie odzwierciedlały.

Do Komisji Europejskiej docierały sygnały, że coraz częściej uczelnie dzielą środki tak, by wystarczyły na półroczne wyjazdy zamiast rocznych. Studenci, którzy chcieli spędzić za granicą cały rok, musieli dopłacać z własnej kieszeni. A czynsze w dużych miastach Europy potrafią przekraczać wysokość stypendium. Nowa perspektywa budżetowa ma przynieść wzrost środków – z 27 do ponad 40 mld euro (szczegóły – s. 10). Pojawia się też pomysł większej elastyczności stawek, uzależnionych od realnych kosztów życia w danym kraju czy nawet mieście. To jeden z kluczowych tematów podejmowanych przez polityków w Brukseli jeszcze przed ponownym dołączeniem Wielkiej Brytanii i Szwajcarii do Erasmusa.

Wymiana (nie) tylko dla zamożnych?
Prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Uniwersytetu Warszawskiego, która była koordynatorką programu Erasmus+ na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych, a dziś jest ekspertką współpracującą z Fundacją Rozwoju Systemu Edukacji, nie ma wątpliwości, że to krok w dobrą stronę. – Stypendia są zbyt niskie w stosunku do kosztów życia na takiej wymianie. Jeśli Erasmus+ nie zostanie zreformowany, może stać się programem dla bardziej zamożnych – ostrzega. Z jej obserwacji i rozmów ze studentami wynika, że wyjazd na Erasmusa+ realnie zwiększa szanse absolwentów na rynku pracy. – Nie chodzi tylko o znajomość języka, ale też o umiejętność funkcjonowania w innym środowisku, uczenie się samodzielności, budowanie kompetencji społecznych. Pracodawcy to dostrzegają i doceniają. Problem w tym, że nie każdy może sobie na taki wyjazd pozwolić, jeśli musi dopłacać kilka tysięcy złotych miesięcznie do czynszu – zauważa prof. Mieńkowska-Norkiene.

Ekspertka zwraca również uwagę, że wyjazd na Erasmusa+ leczy z kompleksów i z ksenofobii. – Pokazuje, że „trawa po drugiej stronie wcale nie jest bardziej zielona” – mówi, wspominając swój wyjazd na Erasmusa+ sprzed lat. – Nam się wciąż wydaje, że za granicą jest lepiej, ładniej, wygodniej. A gdy tam pojedziemy i trochę pożyjemy, zobaczymy, jak wygląda codzienność, zaczynamy doceniać to, co mamy u siebie w kraju – przekonuje.

Kolejki chętnych
Zdaniem Mieńkowskiej-Norkiene brak dostępu w ostatnich pięciu latach do brytyjskich uczelni szczególnie odczuli studenci, którzy dobrze znają angielski, ale niekoniecznie inne języki. – W efekcie po brexicie masowo ruszyli do Holandii, Danii czy Niemiec, bo te kraje oferują studia po angielsku, a nie wymagają perfekcyjnej znajomości lokalnych języków. Brytyjskie uczelnie zawsze były wabikiem dla Europejczyków. Z jednej strony oferowały wysoki poziom nauczania, z drugiej nie było bariery językowej. To działało! – przekonuje.

Efektem ubocznym były jednak przepełnione kampusy i rosnące ceny najmu w wymienionych krajach. – Dlatego powrót Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, słynącej ze świetnych uczelni technicznych, może rozładować kolejki chętnych na najbardziej oblegane w ostatnich latach uniwersytety – zauważa prof. Mieńkowska-Norkiene.

Z kolei Bogdan Zdrojewski zwraca uwagę, że przed brexitem Wielka Brytania była pierwszym wyborem studentów biorących udział w programie Erasmus+. – Londyn liczył, że lukę po Europejczykach wypełnią młodzi ludzie z Indii czy Chin, bo będą płacić wyższe czesne, ale tak się nie stało. Zainteresowanie Azjatów studiowaniem na Wyspach było mniejsze niż w czasach, gdy przyjeżdżali tam masowo studenci z krajów unijnych – mówi europoseł.

Uczelnie muszą nadrobić zaległości
Powrót do programu to jedno, ale czy Erasmus+ po ponownym włączeniu do programu Wielkiej Brytanii i Szwajcarii nadal będzie sprawnie funkcjonował? Wątpliwości ma Dugald Craig. Ekspert ze Szkocji zwraca uwagę na utratę tzw. pamięci instytucjonalnej brytyjskich uczelni. – Pięć lat to w świecie administracji akademickiej bardzo dużo. Zmieniają się zespoły, wygasają kontakty, zanika praktyczna wiedza o procedurach. To oznacza, że brytyjskie instytucje mogą na początku potrzebować czasu, by znów stać się równorzędnymi partnerami dla europejskich uczelni, jakimi były przed brexitem – przypomina.

Bogdan Zdrojewski widzi z kolei ryzyko polityczne. – W przypadku zmiany władzy w Wielkiej Brytanii i wygranej środowisk antyunijnych (więcej – s. 55) mogłoby dojść do kolejnych napięć, a nawet dyskusji o ponownej rezygnacji z uczestnictwa w Erasmusie+. Dlatego tak ważne było dla nas szybkie podpisanie porozumienia, bo umowy nie da się zerwać z dnia na dzień – zaznacza.

Wszyscy rozmówcy podkreślają, że to, że od przyszłego roku znów będzie można wyjechać na studia do Edynburga, Londynu czy Zurychu, to jedna z najlepszych informacji dla tych, którzy studiują teraz na uczelniach Starego Kontynentu. – To sygnał, że w obszarze edukacji Europa potrafi odbudowywać mosty. Erasmus+ zawsze był czymś więcej niż programem mobilności. To był mechanizm tworzenia wspólnego doświadczenia dla młodego pokolenia – ocenia Dugald Craig.

– Pytanie tylko, czy wraz z powrotem obu krajów do erasmusowej rodziny uda się zreformować sam program tak, by nie stał się jedynie przywilejem dla nielicznych i elitarnym klubem, lecz pozostał tym, czym miał być od początku, czyli narzędziem wyrównywania szans? – zastanawia się prof. Mieńkowska-Norkiene.