treść strony

Artystyczna podróż Hanny Derej

Z Krakowa do Amsterdamu, z Berlina do Skopje i Oslo. Hanna Derej, kompozytorka, pianistka i dyrygentka, opowiada, jak europejskie doświadczenia otwierają ją na nowe brzmienia i uczą zachować zimną krew

  • "Dzięki podróżom zobaczyłam, że Polska naprawdę ma się dobrze."

    fot. SZYMON ŁASZEWSKI/FRSE

Anita Czupryn (AC): Wystąpiłaś w krótkometrażowym filmie dokumentalno-wizerunkowym „Poland. Mission Confidence”, poświęconym współczesnej Polsce, obok takich osób jak Sławosz Uznański-Wiśniewski, Jerzy Owsiak, Michał Rusinek, Andrzej Bargiel czy Mark Brzeziński. Co poczułaś, kiedy znalazłaś się w takim gronie?
Hanna Derej (HD): Szok i niedowierzanie [śmiech]. Kiedy dostałam propozycję udziału w filmie, nie wiedziałam jeszcze, kto w nim wystąpi. Gdy poznałam nazwiska pozostałych bohaterów, zastanawiałam się, czy to właśnie ja powinnam reprezentować w tym filmie polską muzykę i młode pokolenie artystów. Mamy w Polsce wielu uzdolnionych twórców, dlatego tym bardziej cieszę się, że mogłam mieć w tym swój udział. Ten film pokazuje Polskę jako silny i rozwijający się kraj.

AC: Zaczęłyśmy z wysokiego C. Cofnijmy się więc do początku. Masz dopiero 21 lat, a za sobą drogę artystyczną, która mogłaby wypełnić kilka życiorysów: komponujesz, grasz na fortepianie, dyrygujesz i aranżujesz. Od początku czułaś, że z muzyką zwiążesz swoje życie?
HD: Absolutnie się tego nie spodziewałam. Wszystko działo się bardzo naturalnie. Z roku na rok muzyka pochłaniała coraz więcej mojego czasu i energii, ale też coraz bardziej mnie wciągała. Nagle znalazłam się w miejscu, w którym stała się moim zawodem, pasją i życiem. Ukończyłam studia licencjackie z dyrygentury symfonicznej w Akademii Muzycznej w Krakowie, jednocześnie studiując kompozycję jazzową w Conservatorium van Amsterdam. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, niebawem rozpocznę tam studia magisterskie z kompozycji filmowej.

AC: Studiowałaś jednocześnie w Krakowie i Amsterdamie. Jak wyglądała twoja codzienność i co dało ci każde z tych miejsc?
HD: Przez ostatnie półtora roku w poniedziałki i piątki byłam w Krakowie, a od wtorku do czwartku – w Amsterdamie. W żadnym z tych miast nie miałam mieszkania. Nocowałam w hotelach, u znajomych, czasem w domu rodzinnym w Tychach. To nauczyło mnie organizacji, planowania, dyscypliny i otwartości. Kraków dał mi wiedzę teoretyczną, kontakt z klasycznym repertuarem, orkiestracją, instrumentacją i dyrygowaniem. Amsterdam był zupełnie innym światem – studiowałam na wydziale, na którym nauczyłam się dużo o rytmie, harmonii jazzowej, historii jazzu i bardziej otwartym podejściu do muzyki. Chciałam rozwijać się wielokierunkowo i nie zamykać w jednym gatunku.

AC: Twoja droga artystyczna jest bardzo europejska: studia w Amsterdamie, rezydencja w Berlinie, programy w Macedonii Północnej i Oslo. Co dla ciebie oznaczają 
te europejskie doświadczenia w praktyce?

HD: To przede wszystkim ludzie. Dzięki programom i rezydencjom spotkałam wiele wspaniałych osób. Każdy jest inny, każdy ma inną wrażliwość, inne doświadczenie, a razem można tworzyć niesamowite rzeczy. Miałam też szansę pracować w różnych studiach, salach koncertowych, miejscach, które bardzo motywują. W ten sposób buduje się sieć kontaktów i relacji, które w świecie muzycznym są bardzo ważne.

AC: Co łączy The Playground Residence w Berlinie, FAME’S Institute i FAME’S Orchestra w Skopje oraz International Jazz Platform w Oslo?
HD: Różnorodność i niezwykła atmosfera. W każdym z tych miejsc pierwszego dnia nikogo nie znałam, a po kilku czułam się częścią muzycznej rodziny. Łączy je też to, że muzyka jest na pierwszym miejscu, a wszyscy pracują na jak najlepszy efekt.

AC: Berlin był twoją pierwszą rezydencją artystyczną. Jak wspominasz ten wyjazd?
HD: Miałam 19 lat i był to mój pierwszy tak długi, dwutygodniowy wyjazd rezydencyjny. Łączyliśmy pracę twórczą z odkrywaniem Berlina: muzeami, wydarzeniami i energią miasta. To było bardzo intensywne i inspirujące doświadczenie.

AC: Macedonia Północna nie jest miejscem, które od razu przychodzi do głowy, gdy myślimy o europejskich ścieżkach młodych polskich artystów. Co tam odkryłaś?
HD: Fantastyczny ośrodek i studio. Przez pięć dni pracowali tam muzycy związani głównie z muzyką klasyczną. Przygotowywaliśmy repertuar, a potem zagraliśmy finałowy koncert w Filharmonii Macedońskiej w Skopje. To było bardzo profesjonalne miejsce: nowoczesna placówka, świetna sala nagraniowa i koncertowa. Ale oprócz muzyki ważni byli ludzie. Może Macedonia Północna nie jest oczywistym kierunkiem artystycznym, ale dzięki osobom, które tam spotkałam, bardzo ciepło wspominam ten wyjazd.

AC: A Oslo i International Jazz Platform? Czym wyróżniało się skandynawskie podejście do muzyki?
HD: Kiedy dowiedziałam się, że zakwalifikowałam się do International Jazz Platform, bardzo się ucieszyłam, bo to międzynarodowa platforma skupiająca młodych muzyków jazzowych i improwizujących, do udziału w której wybierana jest ograniczona liczba osób. Wyjazd trwał około czterech dni i zakończył się koncertem w Victoria Nasjonal Jazzscene, jednym z najważniejszych miejsc jazzowych w Norwegii. Skandynawskie podejście oznaczało dla mnie więcej swobody i improwizacji. Czasem pracowaliśmy z partyturami graficznymi, czasem z pojedynczym hasłem, z którego powstawał cały utwór, a niekiedy tworzyliśmy coś na granicy muzyki i performance’u. To bardzo otworzyło mnie na sztukę.

AC: Czego najbardziej uczą takie międzynarodowe projekty: profesjonalizmu czy odwagi do wychodzenia poza schemat?
HD: Jednego i drugiego. Uczą otwartości, akceptacji i tolerancji. Spotykają się tam ludzie, którzy chcą odkrywać świat i próbować nowych rzeczy. Uczą też wychodzenia ze strefy komfortu. Czasami trzeba zrobić coś, co nie jest oczywiste ani od razu przyjemne, ale może nas rozwinąć.

AC: A co te wyjazdy zmieniły w tobie?
HD: Otworzyły mnie na ludzi. Zrozumiałam, że jeśli sama do kogoś nie podejdę i się nie przedstawię, nikt nie zrobi tego za mnie. Wyjazdy dały mi też pozytywną energię i trochę szaleństwa.

AC: Życie między lotniskami, próbami i koncertami ma jednak swoją cenę. Co jest w nim najtrudniejsze?
HD: Logistyka. Wszystkie loty, bilety i przejazdy organizuję sama. W listopadzie 2025 roku miałam trzy występy z rzędu: w Rydze, w Berlinie i na Islandii. Po koncercie w Hamburgu spóźniłam się na lot, pojechałam więc pociągiem do Berlina, a stamtąd nocnym autobusem do Katowic. Takie doświadczenia uczą, żeby nie panikować. Nauczyłam się też pracować w samolocie, pociągu czy na lotnisku. 

AC: Po tylu podróżach, próbach i koncertach zdarza ci się czasem mieć dość muzyki?
HD: Na spacerze, w autobusie czy na siłowni nie wkładam słuchawek, bo muzyka bardzo mnie angażuje. Kiedy się pojawia, słucham jej w stu procentach – nie potrafię traktować jej jak tła. Ale nie, nie mam jej dość.

AC: Na początku powiedziałaś, że „Poland. Mission Confidence” pokazuje Polskę jako silny kraj. A jaką Polskę ty chciałabyś pokazywać światu przez swoją muzykę?
HD: Dzięki podróżom zobaczyłam, że Polska naprawdę ma się dobrze. Mamy wiele możliwości i bardzo dobrą scenę muzyczną. Nie chciałabym mieszkać nigdzie indziej. Polska jest moim domem i chcę pokazywać ją tak, jak ją widzę i czuję.

Zainteresował Cię ten tekst?
Przejrzyj pełne wydanie Europy dla Aktywnych 3/2026: