treść strony

Młodzi oswajają historię

Na teatralnej scenie młodzi Polacy i Ukraińcy szukali wspólnego języka do rozmów o trudnej przeszłości i ideach Jerzego Giedroycia. Stworzyli spektakl, który poruszył zarówno jego twórców, jak i publiczność

  • Młodzieżowy polsko-ukraiński spektakl zwany w skrócie „Drożdżami Giedroycia”,

    fot. SZYMON ŁASZEWSKI/FRSE

  • Spektakl miał pomóc w oswojeniu historii...

    fot. SZYMON ŁASZEWSKI/FRSE

  • ... i być okazją do sprawdzenia swoich aktorskich umiejętności

    fot. SZYMON ŁASZEWSKI/FRSE

Od dziesięciu lat łączą ich wspólne projekty, rowerowe wyprawy i kajakowe spływy. Fundacja AVE z Warszawy oraz ukraińska Fundacja Eco-Miłosierdzie z Sosnówki pod Lwowem zrealizowały razem wiele przedsięwzięć, lecz żadne nie wzbudziło tak silnych emocji jak ostatnie.

Finałem polsko-ukraińskiego projektu „Wakacje z duchami, czyli drożdże u Giedroycia” był spektakl pod tym samym tytułem – opowieść o pamięci, wzajemnych relacjach i potrzebie dialogu. Do spuścizny słynnego publicysty odwołano się nie bez powodu. – Jerzy Giedroyc próbował oswajać duchy trudnej polsko-ukraińskiej przeszłości, tłumacząc, jak ważna jest współpraca obu narodów w obliczu rosyjskiego zagrożenia – tłumaczy Bartłomiej Włodkowski, prezes Fundacji AVE i pomysłodawca projektu.

Duchy przeszłości na scenie 

Z połączenia idei Giedroycia, pomysłów młodzieży oraz wizji reżyserki Zuzy Gaińskiej powstało przejmujące przedstawienie. – Postawiłam na teatr formy, proste środki i mowę symboli zrozumiałą dla każdego. To opowieść o duchach Polski i Ukrainy – zarówno etnograficznych, jak karkonoski Liczyrzepa, jak i tych, przed którymi przestrzegał Giedroyc – mówi Zuza Gaińska. Powstała sztuka oniryczna i symboliczna, pełna ruchu, tańca oraz nieoczywistych rozwiązań. Twórcy sięgnęli m.in. po poezję Norwida, fragmenty powieści „Na Zachodzie bez zmian”, a także cytaty z wypowiedzi dyktatorów: Putina, Hitlera i Stalina. W finale wybrzmiewają, nakładając się na siebie, łemkowska pieśń „Ked mi pryszla karta” i „O mój rozmarynie”. To moment magiczny.

Przyjaźń silniejsza niż wojna

Osobiste doświadczenia uczestników sprawiają, że przedstawienie przestaje być wyłącznie opowieścią o przeszłości, lecz mocno wybrzmiewa również w kontekście współczesności. Kiedy 18-letni Ostap Semeryk mówi ze sceny: „Mam 18 lat i nie chcę umierać”, nie jest to jedynie nawiązanie do powieści Ericha Marii Remarque’a. To przejmujące wyznanie młodego Ukraińca pochodzącego z kraju ogarniętego wojną. 

Współczesny wymiar przedstawienia jest szczególnie bliski Ewelinie Serbenskiej, maturzystce warszawskiego liceum, która wraz z rodziną uciekła z ukraińskiej Sosnówki do Warszawy. Jak podkreśla, wspólna praca nad projektem miała dla uczestników szczególne znaczenie. Bartłomiej Włodkowski dodaje: – Podczas spotkań nie unikaliśmy trudnych tematów w historii obu narodów: ograniczania nauczania po ukraińsku w II RP, ukraińskich dążeń niepodległościowych, przemocy po obu stronach oraz wydarzeń 1930 roku – sabotaży ukraińskich nacjonalistów i pacyfikacji ukraińskich wsi przez polskie władze – wyjaśnia. Jego partner projektowy Paweł Sawczuk z Fundacji Eco-Miłosierdzie przyznaje: – Usłyszałem, że UPA stoi na przeszkodzie naszej przyjaźni. My jednak od lat ją budujemy. Trzeba wyciągać wnioski z przeszłości i wspólnie tworzyć przyszłość.

Na miejsce projektu organizatorzy wybrali Szklarską Porębę. 34 młodych Polaków i Ukraińców pracowało tam nad spektaklem, a próby łączyło z wycieczkami i rozmowami. Wielu uczestników znało się z wcześniejszych przedsięwzięć obu fundacji, co ułatwiło im budowanie zaufania.

Premiera spektaklu odbyła się 17 lipca na scenie 4 Peron w Szklarskiej Porębie. Dzień później młodzi wystąpili w Jeleniogórskim Centrum Kultury. – Liczył się nie tylko występ, ale też możliwość oderwania się od wojennej codzienności – pobyt w bezpiecznym miejscu, wśród życzliwych ludzi. To daje nam siłę, by wrócić do domu i czekać na kolejne spotkanie – mówi Olena Silaicheva, choreografka z Odessy.

Relacje między obiema fundacjami wykraczają poza wspólne projekty. – Bartek i jego żona Agnieszka pomagali nam po wybuchu wojny. Przysyłali dary i byli na każde wezwanie – podkreślają Paweł i Maria Sawczukowie. – Jestem dumny z młodych uczestników projektu. Dostrzegają różne perspektywy i potrafią rozmawiać mimo dzielących ich różnic – podsumowuje Bartłomiej Włodkowski. To właśnie z takich rozmów rodzą się kolejne relacje i porozumienie, rosnące niczym „drożdże Giedroycia”.

Zainteresował Cię ten tekst?
Przejrzyj pełne wydanie Europy dla Aktywnych 3/2026: