treść strony

EPALE

Ile powinna trwać lekcja online?

Piotr Maczuga

Piotr Maczuga

Piotr Maczuga, "Ile powinna trwać lekcja online?", s. 46-49

Na pewno się zastanawialiście, bo przecież to pytanie zadaje sobie prędzej czy później każda osoba związana z edukacją, choćby w roli ucznia. Od początku przyzwyczajamy się do 45-minutowego rygoru lekcji w szkołach, choć często mówi się przy okazji, że odbiorcy i tak nie są w stanie skupić się przez tak długi czas, a także, iż jest to niezbyt chlubna pozostałość po dawnych epokach. Przywołuje się nawet Bismarcka, żeby pokazać, w jakim zastoju metodycznym się znajdujemy – a raczej nasze dzieci. Niekoniecznie słusznie, ale o tym innym razem.

Jak z kolei rozpatrywać to, że idąc na studia, nagle trafiamy na wykłady 90-minutowe, skoro te o połowę krótsze i tak były dwa razy za długie? Czyżby chodziło wyłącznie o wygodę organizatorów zajęć? Dla większości z nas pierwsze dni w takiej formule nauczania to istne męczarnie. Badania pokazują, że wiele zależy od punktu wyjścia. Jeśli przez kilkanaście lat szkoły podstawowej i średniej przyzwyczajamy się do trzech kwadransów skupienia (albo jego udawania), to podwojenie tego czasu jest dla nas szokiem. Uczniowie, którzy przywykli do krótkich i dynamicznych wykładów 20-minutowych, tak samo źle reagują na lekcje 45-minutowe, jak my na półtoragodzinne. Jak widać, zanim w ogóle odwołaliśmy się do jakichkolwiek argumentów naukowych (np. psychofizjologicznych), już dostrzegamy, że jesteśmy „nierówni” ze względu na „nierówne” doświadczenia i przyzwyczajenia. Czytając wyniki badań i różne opracowania, możemy wręcz dojść do wniosku, że w zasadzie… nic nie wiadomo.

Oderwijmy się jednak na chwilę od sali wykładowej czy szkoleniowej i wejdźmy do tej wirtualnej, bo ona – w odróżnieniu od wcześniej wymienionych – jest otwarta. Mało tego, to zazwyczaj trener lub jego klient decydują (często bez jakiejkolwiek konsultacji metodycznej), jak długo powinny trwać zajęcia. Nas – uczniów w wirtualnej klasie – nie chronią żadne przepisy dotyczące organizacji kształcenia. Odwołać się możemy, co najwyżej, do zasad BHP w sytuacji, gdy ktoś kazałby nam siedzieć przed ekranem komputera przez wiele godzin bez przerwy. Nie o to przecież jednak chodzi.

Poszukajmy zatem satysfakcjonującej wszystkich odpowiedzi na pytanie postawione w tytule – ile powinna trwać lekcja online? Z pomocą może nam przyjść najbardziej znana na całym świecie marka konferencji naukowych – TED (Technology, Entertainment and Design – Technika, Rozrywka i Design). Zdecydowana większość uczestników tych wydarzeń to widzowie oglądający nagrania. Co istotne, czas zarejestrowanych wystąpień nie przekracza 18 minut. Organizatorzy wydarzeń TED twierdzą wręcz, że posiadają dowody naukowe na to, że jest to idealny czas. Wystarczająco długi, aby omówić poważny nawet temat, a jednocześnie wystarczająco krótki, aby nie uśpić publiczności lub – co jeszcze gorsze – nie sprowokować jej do wyłączenia transmisji czy nagrania. John F. Kennedy potrzebował 15 minut, by zapowiedzieć wysłanie człowieka na Księżyc, a dr Martin Luther King wyrobił się w 17 minutach, opowiadając o tym, jaki miał sen. Ani jedno, ani drugie przemówienie nie miało, oczywiście, wartości naukowej. Jednak zapamiętaliśmy z nich co najmniej myśl przewodnią, podczas gdy równie nienaukowe przemowy Fidela Castro, trwające po sześć i więcej godzin, okazywały się zupełnie wyprane z treści.

Co na to badania? Dr Paul King z Texas Christian University doszedł do wniosku, że bardziej wydajnie są 50-minutowe zajęcia trzy razy w tygodniu niż jedne trzygodzinne. Można się tutaj podeprzeć choćby fizjologią, ponieważ mózg do wydajnej pracy potrzebuje dużo energii, a nie jest w stanie działać na pełnych obrotach bardzo długo. Nie da się go po prostu zmusić do skupienia przez dłuższy czas, ponieważ prędzej czy później (raczej prędzej) przejdzie w tryb „oszczędzania energii”, żeby uniknąć całkowitego wyczerpania zasobów, którymi dysponuje. Inne badania (tym razem zaglądamy do L.V. Rogers Secondary School w Nelson w Kolumbii Brytyjskiej) dały wyniki odwrotne. Zajęcia wydłużono z 50 minut do dwóch i pół godziny, urzeczywistniając koszmar studenta już na etapie szkoły średniej. W rezultacie tej zmiany wyniki w nauce poprawiły się. Zwiększyła się zdawalność i liczba przyznanych stypendiów naukowych, zmalał za to odsetek incydentów związanych ze złym zachowaniem.

Słusznie zwrócicie uwagę, że to dwa zupełnie różne badania, opierające się na innej metodyce i trochę też, mam wrażenie, próbujące się dopasować do postawionej tezy. Niemniej jednak pokazują one – podobnie jak kilka innych – że to nie czas jest podstawowym elementem, na który powinniśmy zwracać uwagę. Jak słusznie zauważa Neil A. Bradbury w artykule Attention Span During Lectures: 8 Seconds, 10 Minutes, or More?, opublikowanym na łamach „Advances in Physiology Education”, bardzo wiele badań dotyczących skupienia uwagi opiera się na wadliwych metodykach czy zbyt subiektywnym podejściu do interpretacji wyników, a nawet do samego ich gromadzenia. Jeśli można wyciągnąć z nich jakiś wniosek, to taki, że znacznie większy wpływ na koncentrację ma angażujący trener bądź nauczyciel niż forma nauki lub czas jej trwania. Krótkie wykłady potrafią być piekielnie nudne, ale każdy z nas pewnie przynajmniej raz w życiu spotkał kogoś – nauczyciela, mentora, trenera – kogo mógłby słuchać godzinami. Nawet jeśli w formie wirtualnej byłaby to pogardzana przez wielu „gadająca głowa”. Nie da się również obronić tezy, że 5, 10 czy 18 minut zajęć jest lepsze, niż pół godziny czy godzina. Owszem, łatwiej jest się skupić na kilka chwil, ale musimy pamiętać, że w salach szkoleniowych, również w tych wirtualnych, odbywa się konkretny proces edukacyjny i skupienie się ucznia jest tylko jednym z czynników sukcesu. Gdyby opierać się wyłącznie na tym elemencie i jemu przypisywać największą rolę w procesie uczenia, to na ziemię sprowadzi nas badanie przeprowadzone w 2015 roku przez firmę Microsoft, a później omawiane na łamach czasopisma „Time”, z którego wynika, że de facto człowiek potrafi się skupić na 8… sekund. Szukając danych źródłowych, trafimy na często powtarzające się w książkach i publikacjach stwierdzenia, że biorąc pod uwagę czynnik skupienia, optymalny czas nauki zawiera się między 10 a 15 minutami. Mam wrażenie, że część z nich jest po prostu przytaczana w ramach pewnego modelu rozumowania społecznego, w którym trudno zdobyć się na konstruktywną krytykę. Pomijam już fakt, że te 10-15 minut ma swoją genezę w opracowaniu z 1978 roku, a więc z czasów raczej odległych, szczególnie jeśli chodzi o wykorzystanie technologii w uczeniu i nauczaniu.

Biorąc to wszystko pod uwagę, warto zachować zdrowy rozsądek oraz projektować wirtualne lekcje adekwatnie do potrzeb i zakresu materiału. Prostych rzeczy możemy nauczyć się w minutę. Szkolenie dla pracowników z obsługi oprogramowania telekonferencyjnego sprawdzi się w formie kilkunastu lub kilkudziesięciu pigułek wiedzy zawierających odpowiedzi na konkretne pytania. Taki kurs będzie zatem jednocześnie 2-minutowy (czas trwania pojedynczej pigułki omawiającej jedno zagadnienie), jak i (w sumie) półtoragodzinny. Ten sam zakres materiału można przedstawić w formie dwóch 45-minutowych webinarów; czasowo będzie to adekwatne, ale formalnie – już nie. Jeśli ktoś chce zgłębić omawiany temat i tym bardziej nie odnaleźć odpowiedzi na pytanie postawione w tytule, zapraszam do lektury:

→Neil A. Bradbury, Attention Span During Lectures: 8 Seconds, 10 Minutes, or More?; bit.ly/33zXA3F [dostęp: 7.08.2020].

→ Scott Willis, Are Longer Classes Better?; bit.ly/2DMygwc [dostęp: 7.08.2020].

→ Timothy M. Diette, Longer Classes Versus More Frequent Classes: Which Wins? Evidence from a Liberal Arts College; bit.ly/31zFUTg [dostęp: 7.08.2020].

→ Carmine Gallo, The Science Behind TED’s 18-Minute Rule; bit.ly/3a2VVom [dostęp: 7.08.2020].

Źródło: platforma EPALE https://epale.ec.europa.eu/pl